czwartek, 26 grudnia 2013

Ideologia czy opętanie?

Media donoszą: półnaga kobieta zakłóciła przebieg "pasterki" - mszy sprawowanej o północy - której w kolońskiej katedrze przewodniczył Joachim Meisner, katolicki arcybiskup tego miasta. Ekshibicjonista wskoczyła na ołtarz i zaczęła krzyczeć, że... "jest bogiem". Powodem agresji jest radykalne (i słuszne!) stanowisko Kościoła katolickiego, który broni prawa każdego człowieka do życia, od poczęcia do naturalnej śmierci. To nie pierwszy taki incydent z udziałem ekshibicjonistek z grupy Femen. W styczniu wtargnęły na Plac św. Piotra w Rzymie. W kwietniu br. zaatakowały Andre-Josepha Leonarda, arcybiskupa Brukseli, oblewając go wodą. W lutym i maju zaś półnagie kobiety zakłóciły spokój w paryskiej katedrze Notre Dame. 20 grudnia panie ponownie rozebrały się na Placu św. Piotra. Panie nawołują nie tylko do przyznania "prawa" do zabijania, lecz także by Kościół katolicki zaprzestał rzekomej "mowy nienawiści" wobec homoseksualistów. Póki co atakowany jest najwyraźniej jedynie Kościół katolicki, lecz z czasem agresja może dotknąć także zbory chrystusowe.

To, co robią te panie początkowo można było traktować jako mało szkodliwe dziwactwo. Później pojawiła się myśl o chorobie psychicznej. Dziś myślę, że jest to opętanie, a za działalnością feministek kryją się demony, które nimi kierują. Ich zachowanie coraz bardziej przypomina mi pewnego człowieka, którego napotkał Jezus: "A gdy [Jezus] wychodził z łodzi, oto wybiegł z grobów naprzeciw niego opętany przez ducha nieczystego człowiek, który mieszkał w grobowcach, i nikt nie mógł go nawet łańcuchami związać, gdyż często, związany pętami i łańcuchami, zrywał łańcuchy i kruszył pęta, i nikt nie mógł go poskromić. I całymi dniami i nocami przebywał w grobowcach i na górach, krzyczał i tłukł się kamieniami. I ujrzawszy Jezusa z daleka, przybiegł i złożył mu pokłon.I wołając wielkim głosem, rzekł: Co ja mam z tobą, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam cię na Boga, żebyś mię nie dręczył. Albowiem powiedział mu: Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka! I zapytał go: Jak ci na imię? Odpowiedział mu: Na imię mi Legion, gdyż jest nas wielu. I prosił go usilnie, aby ich nie wyganiał z tej krainy. A pasło się tam, u podnóża góry, duże stado świń. I prosiły go duchy, mówiąc: Poślij nas w te świnie, abyśmy w nie wejść mogli. I pozwolił im. Wtedy wyszły duchy nieczyste i weszły w świnie; i rzuciło się to stado ze stromego zbocza do morza, a było ich około dwóch tysięcy, i utonęło w morzu" (Ewangelia Marka 5, 2 - 13) Absurdalność ich postępowania, zawziętość  z jaką występują przeciwko słusznym naukom - bo postawa Kościoła katolickiego w kwestii aborcji, eutanazji, homoseksualizmu i innych dewiacji jest prawidłowa i oparta na Słowie Bożym, zgodna z opinią Boga - i poziom agresji wskazują, że choć diabeł nie daje im może nadzywczajnej mocy, i nie ma wszystkich znanych objawów opętania, to ich problem jest identyczny. To, czego bardzo potrzebują to modlitwy, egzorcyzmy. Myślę, że w ten sposób nie tylko dano by pomoc, lecz także ujawniono by prawdziwego sprawcę zamieszania - bowiem zarówno z moich obserwacji (byłem świadkiem egzorcyzmów), jak i z relacji egzorcystów wynika, że do najpotężniejszych manifestacji demonicznych dochodzi, gdy podczas modlitwy nad ofiarą demonów wzywane jest imię Jezus.

Dlaczego akurat Kościół katolicki jest obiektem ataków? Katolicy być może uznaliby to za dowód na to, że ich Kościół reprezentuje Chrystusa na Ziemi. Nie jest on jednak ani Kościołem Chrystusowym, ani uniwersalnym. Natomiast jest niewątpliwie największą organizacją, która powołuje się na Chrystusa i Biblię i atak na niego jest niewątpliwie symbolicznym atakiem na chrześcijaństwo - także na nas, którzy się z nim nie utożsamiamy, natomiast żywimy te same przekonania odnośnie norm moralnych. Choć jest to atak na Kościół katolicki, jest to też atak na Boga i Boży porządek, Boże zasady. Diabłu nie zależy na niszczeniu Kościoła katolickiego i plugawieniu "świątyń", lecz na wymazaniu Bożych zasad z tego świata. Fakt, że ewangeliczni chrześcijanie nie są (póki co) atakowani, pomimo radykalnego trwania przy Słowie Bożym, jest spowodowany moim zdaniem tym, że diabłu zależy póki co na spektakularnych akcjach, które pomagają mu w rozbudowie ruchu, którym manipuluje, które zespalają oddanych mu fanatyków. 

Obawiam się, że to, co obserwujemy, to tylko przygotowania do czegoś niepomiernie większego, do "godziny próby", do aktywności demonicznej wymierzonej przeciwko Dzieciom Bożym, jakiej nie było w dziejach świata. Nie mam złudzeń i wiem, że tego typu akcje diabła będą się powtarzać, i to coraz częściej i z coraz większą wściekłością, lecz wiem też, że Zwycięzca może być tylko jeden, a ci, którzy Mu zawierzyli wygrają wraz z Nim!
"Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat" (Ewangelia Jana 16, 33) "W końcu, bracia moi, umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy jego. Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się. Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą, przywdziawszy pancerz sprawiedliwości i obuwszy nogi, by być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju, a przede wszystkim, weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego; weźcie też przyłbicę zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże. W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie modły w Duchu i tak czuwajcie z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych" (List do Efezjan 6,10 - 18)

Wyrwać się z niewoli

"Mówił więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli w Niego: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi. Odpowiedzieli mu: Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy u nikogo w niewoli. Jakże możesz mówić: Wyswobodzeni będziecie? Jezus im odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, każdy, kto grzeszy, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz syn pozostaje na zawsze. Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie." (Ewangelia Jana 8, 31 - 36)

Niewolnictwo dawniej...

Gdy myślę o tym fragmencie, przypomina mi się "kultowy" amerykański serial "Korzenie", który był emitowany przez TVP, gdy byłem jeszcze bardzo młodym człowiekiem. Chyba pół Polski zasiadało wówczas przed ekranami telewizorów, by śledzić - często ze łzami w oczach - smutne dzieje Kunta Kinte z gambijskiego plemienia Mandinka, który w roku 1767, gdy miał około 17 lat, został porwany przez handlarzy niewolników i przewieziony do Ameryki. Tam stał się własnością bogatych plantatorów - stał się kimś, kto tym tylko różnił się od innych zwierząt, że potrafił mówić. Jest to opowieść o trudnych o wyobrażenie cierpieniach wielu, wielu ludzi. Pracowali oni wciąż i wciąż na polach swych białych panów, pomnażając ich majątek. Żyli w barakach, karmieni byle czym. Gdy nie byli ulegli, byli okrutnie bici. Gdy uciekali, robiono na nich obławy. W amerykańską ziemię wsiąkały ich łzy i krew. Wielu z nich zabito bez litości. "Korzenie" to zapis historii cierpienia niewolników z amerykańskiego Południa - to rodzinna historia, spisana przez Alexa Haleya. 

Niewolnictwo kojarzy nam się właśnie w taki sposób - z "czarnuchami" (jak ich pogardliwie nazywano) harującymi na polach bawełny w XVIII i XIX wieku. Lecz tak naprawdę - oczywiście - niewolnictwo nie było w żaden sposób ograniczone ani czasowo (do jakiegoś tylko okresu), ani terytorialnie (do konkretnego obszaru). Nie ma takiego miejsca na całym świecie i nie ma takich czasów w naszych dziejach, które by nie znały tego problemu. Także i Naród Wybrany znał, co to znaczy być niewolnikiem. Także w czasach Chrystusa żyło bardzo wielu niewolników - wielu z nich zresztą nawracało się i stawało się sługami Ewangelii. Wiele wieków później, w feudalnej Europie, wielu chłopów było w praktyce niewolnikami swoich panów, bogaczy posiadających ziemię.

...i... dziś

Obecnie żyjemy w czasach, gdy w cywilizowanych krajach niewolnictwo jest formalnie zakazane, co wcale jednak nie znaczy, że świat jest wolny od tego problemu. Wiadomo, że niewolnictwo wciąż funkcjonuje tam, gdzie "nie sięga cywilizacja", jaką my znamy, i tam, gdzie jest islam. Jednak także w naszych cywilizowanych krajach niewolnictwo wciąż występuje: słyszymy nieraz o obozach pracy, o kobietach zamykanych w burdelach, i coraz częściej także o teoretycznie "wolnych" ludziach doszczętnie wyniszczanych przez kapitalizm.

Jeśli nie ma nad nami bata, i możemy chodzić i jeździć gdzie chcemy, to już mamy powód, by dziękować Bogu za nasze życie. Cenimy sobie wolność - choć nie zawsze rozumiemy jak powinniśmy z niej korzystać, i nie zawsze potrafimy ją doceni, gdy ją mamy - i pewnie trudno nam sobie wyobrazić życie niewolnika. Gdy patrzymy w przeszłość, może nam się zdawać, że niewolnictwo nas nie dotyczy, że nieszczęście to dotknęło tylko jakiejś części ludzkości, lecz Jezus mówi do ludzi: "Jesteście niewolnikami, a Ja jestem waszym oswobodzicielem!" W kalendarzu "Ziarno Prawdy 2013" pod dniem 13 listopada czytamy: "Według słów Jezusa, każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem najgorszych tyranów, jacy kiedykolwiek istnieli: grzechu i szatana. Szatan nienawidzi nas i robi co tylko w jego mocy, aby doprowadzić nas do ruiny." Choć ręce nasze nie są skute kajdanami, serca jednak związane są ciężkimi łańcuchami grzechu. Choć poruszamy się, gdzie chcemy, łańcuchy oplątujące nasze serca, ciągną nas do piekła.

niedziela, 22 grudnia 2013

Święta czy szopka?

"Zapewne te słowa Adama Mickiewicza już słyszeliśmy wielokrotnie, ale nie sposób ich w grudniu nie przypomnieć: 'Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie, lecz biada ci, jeśli nie zrodził się w tobie'. Bez refleksji nad nimi - nad pytaniem kto tak naprawdę narodził się w Betlejem i kim jest On dla mnie, cała reszta będzie tylko nic nie wartą, choć miłą i ckliwą otoczką; ramką do obrazu, ale bez obrazu; formą bez treści." (Andrzej Siciński "Rama bez obrazu" w: "Znaki Czasu" 12/2013, str. 3)

Czy znacie historię Bożego Narodzenia? Czasem różni ludzie niechętni chrześcijaństwu i wyszydzający je wypominają nam, chrześcijanom, jakobyśmy "ukradli" to święto poganom. To nieprawda. Nie brak i gorliwych chrześcijan, który święto to odrzucają, z pogardą nazywając pogańskim. To również nie jest prawda (przy cym szanuję to, że nie chcą go obchodzić, bo nie ma takiego obowiązku). Prawdą jest natomiast, że święto to nie było znane pierwszym chrześcijanom. Święto to wprowadzono pod koniec IV wieku, ustalając jego datę na 25 grudnia, by było konkurencyjne (!) dla świętowanego przez mieszkańców Rzymu, wśród których popularność w tym czasie zyskał kult Mitry, święta "dies natalis solis invicti" ("dzień narodzin niezwyciężonego słońca"). Od początku było ono świętem CHRYSTOCENTRYCZNYM (bez żadnych pogańskich "korzeni")!

Na przestrzeni wieków wykształciła się wokół niego bogata tradycja: wieczerza wigilijna, łamanie się opłatkiem, rodzinne spotkanie, choinka, prezenty... To jest z pewnością szczególny klimat tych świąt - tradycje z nimi związane są urzekające, ale nie są najważniejsze. To niepojęte, że dziś - choć nazwa święta jest tak oczywista - trzeba przypominać, że to nie święto choinki i karpia, że nie chodzi o prezenty i o "Mikołaja" czy "Gwiazdora". Teraz nawet niewierzący stawiają w domu choinki, robią wigilie, składają życzenia. Nawet w... pismach pornograficznych (!) możesz znaleźć "święta"! Poganie również stawiają choinki i obdarowują się prezentami. Jaki sens tego? Jeśli w centrum naszego świętowania nie ma Jezusa Chrystusa, to nasza choinka, spotkanie przy stole, opłatek, kolędy i prezenty to zwykła... żałosna SZOPKA! Jak to jeden z moich przyjaciół powiedział kiedyś: "Na święta zaproś do siebie Jezusa - urodziny bez Solenizanta są do bani!"

piątek, 20 grudnia 2013

O "świętym Mikołaju"

Któż z nas, wychowanych w rodzinach katolickich, nie wyglądał w dzieciństwie "świętego Mikołaja". Kościół katolicki obchodzi jego wspomnienie 6 grudnia, ale wiele domów "odwiedza" on w święta Bożego Narodzenia. Wywodzi się z tradycji religijnej - katolickiej i prawosławnej. Fakt, że "przynosi prezenty" związany jest z przypisywaną mu w legendach o nim działalnością dobroczynną - przede wszystkim z obdarowaniem pewnych panien, które nie mają posagu nie mogły wyjść za mąż i w związku z tym ich ojciec chciał z nich uczynić prostytutki. "Święty" ten stał się też w XX wieku elementem pop-kultury: zażywny jegomość w czerwonej opończy, z długą siwą brodą, pohukujący "Ho ho ho! Weeesooołyyych świąt!" W tej postaci niemal równocześnie zaczął się pojawiać w reklamach i bajkach, potem także filmach. Według nich mieszka na Biegunie Północnym, w otoczeniu skrzatów - pomagierów (a nawet z małżonką!), podróżuje po świecie latającymi saniami z zaprzęgiem reniferów, wchodzi przez komin, etc. Przede wszystkim zaś przynosi spory dochód jako element reklamy i atrakcja w centrach handlowych.

Przeciwko komercjalizacji postaci tego "świętego" - a także (co słuszne!) komercjalizacji świąt Bożego Narodzenia - występuje zarówno Kościół katolicki, jak i Cerekiew prawosławna (dla której jest on jednym z najważniejszych i najbardziej czczonych świętych). Regularnie, co roku, duchowni tych wspólnot i ich media przypominają kim był "prawdziwy święty Mikołaj". Według legend (!) był on biskupem Miry Licyjskiej (dzisiejsza Turcja), osobą bardzo wpływową, dobroczyńcą i cudotwórcą. Podobno (!) zburzył świątynię Artemidy i był jednym z głównych mówców przeciw herezji Ariusza na soborze nicejskim. We włoskim mieście Bari do dziś przechowywane są jego "relikwie". Nawet w naszym kraju jest wiele kościołów i kaplic pod jego wezwaniem. Duchowni zacięcie walczą z "fałszywym" świętym Mikołajem, choć ich "niewątpliwie historyczny" biskup Miry (jak przeczytałem niedawno w "Gościu Niedzielnym") zdaniem historyków jest prawdopodobnie... równie zmyślony.

"Najstarszy tekst literacki opowiadający o losach św. Mikołaja to żywot świętego napisany na początku IX wieku przez Michała Archimandrytę. O autorze tej biografii nie wiemy nic. Nie wiemy także, jakie źródła wykorzystywał. Utwory hagiograficzne, utkane z fantazji, są pełne cudów i niezwykłych opowieści, a ich bohaterowie to postacie wymyślone przez autorów; ponadto zawierają wiele zapożyczeń z innych podobnych źródeł i zwykle są mało wiarygodne. Im czas powstania żywotu jest bliższy czasom jego bohatera, tym bardziej utwór jest wiarygodny i w większym stopniu odnosi się do realnych wydarzeń. W przypadku św. Mikołaja minęło kilka wieków od jego domniemanej śmierci do napisania jego żywotu. To nie dodaje mu wiarygodności. (...) W Wikipedii (polskiej i angielskiej) oraz na wielu katolickich stronach internetowych podaje się jako realne wydarzenia fakty zaczerpnięte z żywotów napisanych przez Michała Archimandrytę i Metodego. Mało tego, podaje się nawet daty życia św. Mikołaja. Tymczasem jest to wątpliwe i metodologicznie błędne. Oba żywoty powstały wiele stuleci po czasach Dioklecjana i Konstantyna, opisują rzeczywistość kościelną czasów swoich twórców. W III - IV wieku ciągle jeszcze chrzczono dorosłych, a nie dzieci. Chrześcijanie niszczyli pogańskie przybytki pod koniec IV i na początku V wieku, a nie stuleci wcześniej. Dodane przez Metodego 'fakty' nie znajdują uzasadnienia i świadczą o jego nie najlepszej znajomości historii. Nic nie wiadomo o udziale Mikołaja w soborze nicejskim. Nasza wiedza o sytuacji Kościoła w Azji Mniejszej w IV wieku jest stosunkowo dobra dzięki obfitości źródeł, a żadne z nich nie wspomina biskupa Miry. Jeśli istotnie żył w tamtym czasie, to nie odgrywał żadnej roli w sporach doktrynalnych pierwszej połowy IV wieku. O ile na podstawie tych faktów nie można zupełnie wykluczyć istnienia św. Mikołaja, o tyle jest oczywiste, że autorzy jego żywotów nie dysponowali żadną wiedzą o nim. Tym samym nie można uznać świętego za realnie istniejącą postać." (Robert Suski, "Jak to było ze świętym Mikołajem", w: "Mówią Wieki" 12/2013, str. 10 - 13)

wtorek, 17 grudnia 2013

Gdy w sercu naszym źle się dzieje...

"Bóg kocha wszystkich ludzi i chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy" (1. List do Tymoteusza 2, 4) "Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie" (List do Rzymian 12, 18)
Bardzo przykro mi się robi zawsze, gdy człowiek, który deklaruje wiarę i klęka przed Jezusem, odwraca się od drugiego człowieka. Gorej jeszcze jest, gdy patrzy na drugiego człowieka z pogardą i opluwa. O tak! Zdarza się to aż nazbyt często! Nadymamy się niekiedy tak, że tracimy z oczu słowa Ewangelii i w tym momencie przestajemy iść za Jezusem, obieramy... przeciwny kierunek! Tak łatwo zapomnieć, że Bóg kocha także tych, którzy nas denerwują, z którymi się absolutnie nie zgadzamy, których nie znosimy. Jeśli Bóg wzywa nas do miłości i pokoju z ludźmi - nie tylko z braćmi w Chrystusie! - to dlatego, że darzy wszystkich równą miłością. Chrześcijaninie! Uczniu Pana! Czyż możesz pogardzać i działać przeciwko komuś, którego tobie jest trudno znieść? Czasem naprawdę trudno nam żyć z innymi na tej samej ziemi, w tym samym świecie. Gdy zaczynamy odczuwać złość i pogardę, wracajmy do Słowa: "Bóg kocha wszystkich ludzi..." Myślę, że ta prawda ma moc wyciszyć emocje, które zbyt często w nas wzbierają ponad miarę.

piątek, 13 grudnia 2013

"Anioły" na EuroMajdanie

Na Ukrainie wciąż wrze. Każdego dnia docierają do nas jakieś nowe informacje. Dowiadujemy się a to o kolejnych poczynaniach Berkutu - oddziałów specjalnych milicji - a to o pobitych i rannych ludziach, a to o jakichś deklaracjach polityków... Choć ode mnie jest daleko do Kijowa, sercem jestem tam i śledzę to, co się na całej Ukrainie dzieje. Modlę się za ten kraj, który - ta deklaracja może się nie spodobać wielu naszym patriotom i narodowcom - kocham na równi z własnym, i za jego obywateli. Jestem człowiekiem z zewnątrz i ktoś może powiedzieć: "co tobie do spraw Ukrainy?", ale Ukraina jest tak głęboko w moim sercu, że jej sprawy mocno mnie dotykają. 

Modlę się o Bożą ochronę dla ludzi, których pragnienie godnego życia pchnęło do wyjścia na kijowski Majdan i na majdany (place) wielu innych miast. Modlę się o to tym goręcej, że mam tam przyjaciół, którzy uczestniczą w tych wydarzeniach. Modlę się, by Bóg powstrzymał władze przed użyciem siły, i powstrzymał wewnętrznych (nie brak ich!) i zewnętrznych wrogów Ukrainy, przed siłowymi rozwiązaniami. Berkut nie działa bez rozkazu, a Rosjanie skierowali do prezydenta Rosji apel, aby rosyjskie wojsko wkroczyło na teren Ukrainy! Modlę się o to, by Bóg przemieniał ich serca i pobudzał do miłości, by zabierał z nich nienawiść. Modlę się o pokój dla Ukrainy i bezpieczeństwo dla jej mieszkańców. Modlę się o mądrość dla tych, którzy sprawują władzę. Jako chrześcijanin nie mogę modlić się przeciwko komukolwiek - wiec nie modlę się: "Boże, odsuń ich od władzy". Jeśli zmiany są potrzebne - modlę się o to, by do władzy doszli mądrzy ludzie, którzy będą potrafili poprowadzić Ukrainę najlepszą dla niej drogą. Modlę się przede wszystkim o duchowe przebudzenie w tym kraju, o duchową rewolucję. Bo najwięcej dobrego dzieje się nie wtedy, gdy ludzie krzyczą, lecz gdy padają na kolana i zaczynają się modlić. "Świetlana przyszłość" - powtarzam - nigdy nie zacznie się w politycznych gabinetach, lecz tam, gdzie ludzie na kolanach przychodzą do Boga...
 
Każdego dnia, poprzez media, możemy obserwować to, co dzieje się na kijowskim Majdanie. Dzieje się tam naprawdę wiele... To, co do nas dociera to działania polityczne, społeczne, to głosy opozycji, głosy przeciwko władzy. Ale dzieje się tam także wiele wspaniałych rzeczy, których nie pokazuje nasza telewizja, o których nie znajdziecie wzmianki w naszych gazetach. Dziękuję dziś Bogu za ludzi, którzy wiedzą czego potrzeba Ukrainie, jakiej rewolucji. W Kijowie od początku ludzie każdego dnia gromadzą się wokół kolumny Michała Archanioła, by modlić się o swój kraj. Majdan to dziś wielkie obozowisko, z wieloma namiotami, w których - pomimo zimna - koczuje wielu, wielu ludzi. Pośród nich stoją namioty będące miejscami modlitwy. 3 grudnia swój namiot rozstawili prawosławni wraz z greko-katolikami, a 5 grudnia ewangeliczni chrześcijanie (zdjęcie powyżej). "My wierzymy, że modlitwa jest w tej chwili naszą podstawową bronią. Sytuacja jest patowa i może być rozwiązana tylko z pomocą Boga" - mówi Andrij Szechowcow. Wśród zgromadzonych jest wielu misjonarzy, którzy uświadamiają swym rodakom, że nie politycy są nadzieją dla Ukrainy, lecz Bóg. Ogromnie poruszyły mnie dwa zdjęcia:

Napisy na planszach: "Trudno żyć? Zacznij się modlić!" i "Tylko z Bogiem zwycięstwo!"
Ci ludzie są niczym anioły! Anioł to nie kto inny, jak posłaniec Boży. Raduję się, gdy czytam, że wśród zgromadzonych rozchodzi się tak wiele Nowych Testamentów, że jako bardzo pilne idą prośby, by dostarczać ich jak najwięcej. Ważniejsze od ilości rozdanych Ewangelii jest to, że Bóg dotyka się naprawdę wielu serc i wielu ludzi pada przed Nim na kolana - sięga po najlepszą z broni, przyłączając się do dobrej rewolucji.


środa, 11 grudnia 2013

Chroń życie. Pielęgnuj MIŁOŚĆ!

"Nie wolno ci mordować" (2. Księga Mojżeszowa - tzw. "Wyjścia" - 20, 13 - tłum. Tora Pardes Lauder)
Temat aborcji powraca w naszym społeczeństwie bardzo często - równie często więc należy przypominać o chrześcijańskim podejściu do kwestii morderstw - choć zwolennicy zabijania chcą, byśmy milczeli, by tylko oni mieli prawo mówić. Przemawiamy także w imieniu tych, z którymi nie liczą się wcale lewicowi propagandyści, gdyż nie są w stanie mówić sami. Walczymy o prawa dla tych, którym odmawia się podstawowych praw - prawa do bycia człowiekiem i prawa do życia. To nie jest walka o światopogląd, to nie jest narzucanie zasad wiary" - to jest walka o sprawiedliwość i równe prawa dla wszystkich! Nie wolno zapomnieć też o tych, którzy wierzą w Boga, a są lekarzami, pielęgniarkami, położnymi, farmaceutami - nie wolno nam zapomnieć stawać po ich stronie, gdy mówią: "chcemy leczyć - nie zabijać"!

Nasze prawa

Żyjemy w wolnym kraju... Gwarancję wolności daje nam Konstytucja - prawo nadrzędne, z którym wszystkie inne prawa muszą być zgodne. Konstytucja mówi - choć nie wprost - o rozdziale Kościoła od Państwa, ale także gwarantuje każdemu obywatelowi m.in.: "Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie..." (Konstytucja RP, art. 53, pkt 1 i 2) 

Konstytucja gwarantuje nam prawo do bycia chrześcijanami, a chrześcijaninem nie jest się w niedzielę, nie jest się w określonych godzinach (np. kiedy akurat nie jesteśmy w pracy) - chrześcijaninem się jest 24/7! Czyli... nasza konstytucja, gwarantując nam prawo do bycia chrześcijaninem, gwarantuje nam nie tylko to, że możemy w niedzielę pójść do kościoła, nie tylko to, że możemy prowadzić chrześcijańskie życie w domu, ale także to, że poza kościołem i domem również mamy prawo żyć i postępować po chrześcijańsku! W pracy - niezależnie od tego, jaką pracę wykonujemy lub jaką służbę pełnimy - mamy prawo być chrześcijanami dokładnie tak samo, jak we własnym domu. Jeśli ktoś próbuje nas zmusić, byśmy postępowali w pracy wbrew wierze, jest to sprzeczne z Konstytucją.

środa, 4 grudnia 2013

KTOŚ czy COŚ?

Są ludzie, którzy są przekonani, że do modlitwy jest im potrzebne odpowiednie miejsce - świątynia. Mówią, że potrzebują ołtarza i tabernakulum (katolicy) lub ikonostasu (prawosławni), że potrzebują obrazów i (może też) zapachu kadzidła, żeby się modlić. Pierwsi chrześcijanie nie mieli świątyń - modlili się w domach, nie malowali obrazów i nie stawiali ani wspaniałych ołtarzy, ani ikonostasów. Nie używali też kadzidła, ani nie mieli bogatych, skomplikowanych liturgii. Jeśli komuś jest to absolutnie niezbędne do tego, by się "dobrze modlić", to ja się zastanawiam nad tym, czy w centrum tej modlitwy jest KTOŚ czy COŚ?

Nie bądźmy jak...

Jestem zwolennikiem dosłownego rozumienia wielu biblijnych opisów, które inni (dość nierozsądnie, gdyż burzy to automatycznie sens późniejszych zapisów, a nawet podstawy wiary chrześcijańskiej!) traktują jako opisy symboliczne - głównie chodzi o stworzenie świata i potop. Postawa niektórych wyznawców Chrystusa mnie jednak niekiedy zadziwia, bowiem widzę, że przyjmują Słowo Boże dosłownie, lecz... bez zrozumienia. I tak Jezus mi: "Wystrzegajcie się uczonych w Piśmie, którzy chętnie chodzą w długich szatach i lubią pozdrowienia na rynkach i pierwsze krzesła w synagogach..." (Ewangelia Marka 12, 38 - 39). Gdy pewnego razu byłem w jednym ze zborów na południu Polski, szliśmy z jednym z braci do kaplicy na modlitwę. Gdy weszliśmy, zaproponowałem, żebyśmy usiedli bliżej kazalnicy. Jakże się zdziwiłem, gdy brat ten zaczął machać rękami i mówić: "Nie, nie! To miejsca dla faryzeuszy!" Kiedy indziej Jezus powiedział: "A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, gdyż oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom; zaprawdę powiadam wam: Otrzymali zapłatę swoją. Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie" (Ewangelia Mateusza 6, 5 - 6) Gdy pewnej grupie ludzi zaproponowałem, by zgromadzić się na wspólnej modlitwie na placu w centrum miasta - oczywiście z zachowaniem wszelkich przepisów prawa - ktoś zwrócił uwagę: "Mamy się modlić jak ci obłudnicy, o których mówił Jezus? To mi nie odpowiada..."

A przecież Jezus wcale nie mówi, byśmy nie zasiadali z przodu podczas nabożeństw czy modlitw, byśmy kryli się gdzieś z tyłu. Nie mówi także, abyśmy nie modlili się publicznie. Mówi nam tylko, byśmy nie prowadzili życia religijnego na pokaz, by być podziwianymi, i dla własnych korzyści, bo Bóg patrzy w serce i widzi czy przychodzimy do Niego, czy tylko stajemy przed ludźmi i czemu służy nasza religijność (Ewangelia Marka 6, 5 - 6). Przestrzega nas też, byśmy nie mieli społeczności z obłudnikami, którzy tak czynią, byśmy nie stawali się im podobni, by ich zakłamane życie nie szkodziło naszemu (Ewangelia Marka 12, 38 - 39). Zasiadajmy więc tam, gdzie chcemy i stawajmy do modlitwy tam, gdzie chcemy - byle to nasze serca były "świątynią" dla Pana!