niedziela, 10 marca 2013

Problem Bogatego Młodzieńca

"A gdy się wybierał w drogę, przybiegł ktoś, upadł przed nim na kolana i zapytał go: Nauczycielu dobry! Co mam czynić, aby odziedziczyć żywot wieczny? A Jezus odrzekł: Czemu mię nazywasz dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko jeden Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa, nie oszukuj, czcij ojca swego i matkę. A on mu odpowiedział: Nauczycielu, tego wszystkiego przestrzegałem od młodości mojej. Wtedy Jezus spojrzał nań z miłością i rzekł mu: Jednego ci brak; idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, po czym przyjdź i naśladuj mnie. A ten na to słowo sposępniał i odszedł zasmucony, albowiem miał wiele majętności. A Jezus, spojrzawszy wokoło, rzekł do uczniów swoich: Jakże trudno będzie tym, którzy mają bogactwa, wejść do Królestwa Bożego! A uczniowie dziwili się słowom jego. Lecz Jezus, odezwawszy się znowu, rzekł do nich: Dzieci, jakże trudno tym, którzy pokładają nadzieję w bogactwach, wejść do Królestwa Bożego! Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego. A oni tym bardziej się zdumiewali i mówili między sobą: Któż więc może być zbawiony? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to rzecz niemożliwa, ale nie u Boga; albowiem u Boga wszystko jest możliwe. I począł Piotr mówić do niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za tobą. Jezus odpowiedział: Zaprawdę powiadam wam, nie ma takiego, kto by opuścił dom albo braci, albo siostry, albo matkę, albo ojca, albo dzieci, albo pola dla mnie i dla ewangelii, który by nie otrzymał stokrotnie, teraz, w doczesnym życiu domów i braci, i sióstr, i matek, i dzieci, i pól, choć wśród prześladowań, a w nadchodzącym czasie żywota wiecznego." (Ewangelia Marka 10, 17 - 30)
12 października 1978 roku krakowski kościół rzymsko-katolicki p.w. św. Anny w Krakowie zapełnił się po brzegi ludźmi. Kraków zawsze był miastem wielu młodych ludzi - nie tylko miejscowych, lecz także tych, którzy od wieków gromadzą się tam z całej Polski, a także spoza naszych granic, by zdobywać wiedzę. Wszyscy ci ludzie przybyli, by modlić się i słuchać niezwykłego gościa, który dotarł ze swą posługą do tego królewskiego miasta - pastora Billy'ego Grahama. Z pewnością wiedział on jakim miastem jest Kraków i na jakie grono słuchaczy może liczyć. Wybór tematu z pewnością nie był przypadkowy. Pragnę się z wami podzielić obszernymi fragmentami jednego z najlepszych - o ile nie najlepszym - rozważań na podstawie tej ewangelicznej sceny, jakie kiedykolwiek czytałem lub słyszałem. Dla ułatwienia - nie dla podkreślenia (bo naprawdę często ważniejsze są te fragmenty nie zaznaczone!) - zaznaczam fragmenty bliżej związane z opowiedzianą przez ewangelistę sytuacją.

Billy Graham na dziedzińcu Zamku Królewskiego na Wawelu
      
     "Jezus Chrystus chodził po Ziemi Świętej, czyniąc wiele cudów. Ślepi odzyskiwali wzrok, a głusi słuch. Do wszystkich przemawiał z niezwykłą mocą. Uczył ludzi tego, o czym nigdy dotąd nie słyszeli. Mówił z takim autorytetem, że tłumy uważnie Go słuchały. Powiadał, że powinni interesować się swoimi bliźnimi, ludźmi uciskanymi i cierpiącymi. (...) Jezus nie przyszedł jednak tylko po to, aby uczyć i dokonywać cudów. Przyszedł on z ważniejszego powodu, o którym będziemy dzisiaj mówić. Gdy pewnego razu szedł drogą, stało się coś niezwykłego. Młody, bogaty arystokrata zbliżył się do Niego i upadł do Jego nóg. Jezus nie miał formalnego wykształcenia, był człowiekiem biednym, nie miał nawet miejsca, gdzie mógłby skłonić głowę. I oto u Jego nóg znajduje się człowiek z najbogatszych sfer. Znamy o nim co najmniej dwa fakty. Był człowiekiem młodym, może studiował, albo wykładał na uniwersytecie. I był bogaty, być może odziedziczył majątek po swoich rodzicach. Mimo to rzeczy materialne nie zaspokajały głodu jego duszy. Był w stanie kupić sobie każdą przyjemność w życiu, wszystko, co potrafią dać rzeczy materialne. Jednak w jego sercu była pustka, nie odczuwał wewnętrznego zadowolenia. Dlatego przyszedł do Jezusa ze swoim problemem. (...)
     W czasie swoich licznych podróży po wielu krajach świata zauważyłem wśród młodzieży pewien niepokój, uczucie pustki i zniechęcenia. Socjologowie nazywają ten stan 'egzystencjonalną rozpaczą', która bardzo często prowadzi do głębokiej depresji, a czasem nawet do samobójstwa. Istnieje też wielki rozdźwięk między świadomością potrzeb i aktualnym zaangażowaniem osobistym młodzieży. Wielu młodych ludzi chce czynić coś dobrego w dzisiejszym świecie. Czyta o głodujących w Afryce, o cierpieniach i niesprawiedliwości w różnych częściach świata, i dlatego chciałaby w tym zakresie coś uczynić, ale nie ma w sobie tyle siły, aby podjąć to wyzwanie. Dlatego bardziej interesuje się osobistymi przyjemnościami niż potrzebami społecznymi. młodzi ludzie muszą podejmować poważne decyzje w swoim życiu. Przechodząc od okresu dziecięctwa do wieku dojrzałego, ulegają wielu biologicznym i psychologicznym zmianom. Mimo to muszą w tym okresie podejmować bardzo ważne decyzje: z kim mam wstąpić w związek małżeński, jaki obrać zawód, jak ustosunkować się do Chrystusa? Są to decyzje, które musisz podjąć. Wielu młodych ludzi pragnie mieć swój ideał, który mogliby naśladować, coś, w co mogliby wierzyć. Być może ten młody człowiek z Ewangelii był do nich podobny. Szukał czegoś w życiu. A jaki jest twój cel życia?
     Na każdym uniwersytecie istnieją tak zwane przedmioty obowiązkowe. Tak samo jest w życiu. Są sprawy, których nie można pominąć. Po pierwsze, nie możesz się nie narodzić, ponieważ już żyjesz. Po drugie, musisz umrzeć. Każda osoba w tym zgromadzeniu musi umrzeć. Po stu latach każdy z nas już nie będzie żył, a wielu z nas przekroczy próg śmierci w ciągu 10 - 15 najbliższych lat. Życie jest bardzo krótkie. Śmierci nie da się uniknąć. Po śmierci nastąpi sąd. Bóg ustanowił swoje prawo moralne. Jeżeli naruszyłeś to prawo, musisz umrzeć i stanąć przed sądem Bożym, aby zdać rachunek z tego, jak żyłeś i co uczyniłeś z Jezusem Chrystusem.
     Ten młody człowiek przychodzi do Jezusa Chrystusa, ponieważ jego życie nie miało celu. Czym właściwie jest życie? Jak czytałem, istnieją miliony galaktyk, a każda z nich składa się z milionów gwiazd i planet. Ziemia jest maleńką planetą, a ludzie - małymi mrówkami. uważamy się za bardzo ważnych, ale zaraz umieramy. Jaki jest cel tego wszystkiego? Skąd przyszedłem, dlaczego tu jestem i dokąd zmierzam? Patrząc na gwiazdy, planety i całe galaktyki, pytam: kto je tam umieścił? Ponadto cichy głos sumienia podpowiada mi, że zabijanie, okłamywanie, kradzież, są rzeczami złymi. Dlatego Emmanuel Kant powiedział: 'Dwie rzeczy przekonują mnie o istnieniu Boga: ugwieżdżone niebo nade mną i sumienie we mnie'.
     Jesteś stworzony na podobieństwo Boże. Dlaczego Bóg stworzył człowieka? Ponieważ Bóg jest Bogiem miłości. Pragnął mieć we wszechświecie istotę, którą mógłby kochać i która odwzajemniałaby się Mu miłością. Dlatego stworzył człowieka, stojącego wyżej od aniołów, który może mieć społeczność z Bogiem. Na początku Bóg i człowiek byli przyjaciółmi. Bóg powiedział: razem zbudujemy wspaniały świat, w którym nie będzie nienawiści, zazdrości, zła. Jak wspaniały byłby to świat! Bóg obdarzył człowieka czymś wyjątkowym - wolną wolą. Jeżeli pragniesz, możesz kochać Boga i służyć Jemu, ale jeżeli nie chcesz, możesz odwrócić się od Niego. Na samym początku Bóg poddał człowieka próbie. Powiedział mu: 'Jeżeli złamiesz moje prawo moralne, to umrzesz. Będzie to śmierć trojakiego rodzaju. Przede wszystkim śmierć fizyczna. Ponieważ zostałeś stworzony na moje podobieństwo, to nastąpi również śmierć duchowa - rozerwie się nasza społeczność. I w końcu umrzesz śmiercią wieczną. Jest nią oddzielenie ode mnie na zawsze.'
     I cóż się stało, gdy nadeszła ta próba? człowiek upadł, złamał Boże prawo i dlatego wszystkie pokolenia opanowała choroba grzechu. Coś złego usadowiło się w samym człowieku. Tym czymś jest grzech. Wszyscy zgrzeszyli. Ja i ty, każdy człowiek jest grzesznikiem. Grzech stanął między nami i Bogiem. Czego teraz potrzebujemy? Potrzebujemy pojednania z Bogiem, przebaczenia i zapewnienia, że Bóg nas nie opuścił. Potrzebujemy odczucia miłości Bożej, która przywraca naszemu życiu cel. Może ten młody człowiek zastanawiał się nad tym i dlatego przyszedł do Jezusa Chrystusa. Przyszedł on do właściwej osoby. (...) ...przyszedł do właściwej osoby i we właściwym czasie. Przyszedł w bardzo pilnej sprawie. Nie można jej było odłożyć nawet na pięć minut. (...) I wreszcie młodzieniec ten okazał właściwą postawę. Upadł do nóg Chrystusa. Postawa pokory i wyznania swoich grzechów i uchybień. W ten sposób i my powinniśmy przyjść do Chrystusa. Przychodząc do Chrystusa, powinieneś powiedzieć Mu: 'Jestem grzesznikiem'. Ale to nie wszystko. Powinieneś powiedzieć też: 'O Boże, żałuję, że zgrzeszyłem!' I to też nie wszystko. Trzeba dodać: 'Pragnę odwrócić się od swoich grzechów i całkowicie zmienić swoje życie.'
Billy Graham na krakowskim Rynku
     Człowiek ten zadał również właściwe pytanie: 'Co mam czynić, aby odziedziczyć żywot wieczny?' Kiedyś czasopismo pt. 'Psychologia Chrześcijańska' rozpisało ankietę wśród swoich czytelników. Jedno z pytań brzmiało: Czego pragnąłbyś nade wszystko? czy wiecie, jaka była odpowiedź? Zaskoczyła ona wszystkich. Pisały o tym wszystkie gazety. Ogromna większość czytelników odpowiedziała: Nade wszystko chciałbym mieć życie wieczne!
     Chrystus po to przyszedł na świat, aby dać ci życie wieczne. To życie wieczne dla niektórych z was może zacząć się już dzisiaj. Już w tym życiu Duch Święty może zamieszkać w twoim sercu, prowadzić cię, kierować tobą, dopomagać ci miłować bliźnich. twoje ciało stanie się wtedy świątynią Ducha Świętego. Trzeba pamiętać też o czymś innym. Człowiek ten myślał o przyszłości, o wieczności. Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad wiecznością, nad bezkresem czasu, nad czasem bez końca? Dziś możesz podjąć decyzję w tej sprawie. Tylko Jezus Chrystus może obdarzyć człowieka życiem wiecznym. Musisz jednak dokonać wyboru. Możesz powiedzieć: 'Jestem ochrzczony, konfirmowany'. To dobrze, ale czy jesteś pewny, że Chrystus mieszka w twoim sercu? (...)
     Jezus rozmawiał z przywódcami religijnymi swego narodu. Do Nikodema powiedział: 'Jeżeli nie narodzisz się na nowo, nie będziesz mógł wejść do Królestwa Bożego'. Nikodem nie rozumiał tych słów. 'Czyż mogę - powiedział - wejść do łona matki swojej i narodzić się jeszcze raz?' Jezus wyjaśnił, że tkwi w tym pewna tajemnica. Przyjmujesz Słowo Boże do swego serca, poddajesz się Chrystusowi nie tylko jako Zbawicielowi, ale i jako Panu, i na nowo rozpoczynasz życie.
     Młodzieniec, o którym mówimy, otrzymał właściwą odpowiedź. Pismo Święte powiada, że Jezus spojrzał na niego z miłością. On widzi ciebie tak, jakbyś był jedyną osobą na tym nabożeństwie. Właściwie to nie ma tutaj tłumu ludzi, samotnie stoisz przed Bogiem. Jezus patrzy wyłącznie na ciebie, patrzy z miłością. On pragnie ci pomóc. Jezus powiada: 'Czy naprawdę chcesz życia wiecznego?' Po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi, wskazuje na potrzebę zachowania przykazań. gdy i na to młody człowiek odpowiedział twierdząco, Jezus spojrzał na jego serca i zobaczył, co nie pozwalało mu na trwanie w pełnej społeczności z Bogiem. Tą przeszkodą była miłość pieniędzy, rzeczy materialnych, przyjemności życia. Jezus nakazał mu: 'Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim... po czym przyjdź i naśladuj mnie'. Młodzieniec zaczął się zastanawiać. 'Nie, nie mogę zapłacić takiej ceny'. Odszedł od Jezusa pełen smutku i żalu.
     Ze zdziwieniem uczniowie zapytali: 'Kto może być zbawiony?' Na to Jezus odpowiedział: 'Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego'. Ktoś może pomyśleć, że Jezus miał tu na uwadze bogatych Amerykanów czy Szwedów. Nie. Jezus mówił o każdym z nas. W porównaniu z Bangladeszem, Indiami, Afryką, my wszyscy jesteśmy bogaczami. Kochamy się w przyjemnościach, pieniądzach, rzeczach materialnych.
     Jezus nie chciał pieniędzy tego młodego człowieka. Młodzieniec ten mógł wejść do nieba, bo nieco później Jezus powiada, że u Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Chodzi jednak o sama postawę. Czy pieniądze albo rzeczy materialne mają dominować nade mną? Czy są dla mnie rzeczy ważniejsze od samego Chrystusa? Muszę dokonać wyboru i każdą dziedzinę swego życia poddać Chrystusowi. Moje życie rodzinne, moja praca - wszystko powinno być poddane Chrystusowi. On winien być na pierwszym miejscu w moim życiu. Oto, do czego cię powołuje. Czy zechcesz przyjąć Jego wezwanie? Jezus powiedział: 'jeżeli ktoś wyzna mnie przed ludźmi, tego i Ja wyznam przed Ojcem moim w niebie'. Każdego człowieka Jezus powoływał publicznie. Publicznie również On zawisł na krzyżu za twoje grzechy. Dzisiaj powiedz Mu: 'Tak, Panie, pragnę odwrócić się od grzechu i przyjąć Ciebie. Pójdę za Tobą mimo trudności. Dzisiaj chcę o tym zadecydować'." ("Billy Graham w Polsce", wyd. "Słowo Prawdy", warszawa 1979, str. 178 - 183)

Billy Graham serdecznie witany przez mieszkańców Krakowa

Młodzieniec odszedł od Pana zasmucony... Być może zachwycały go nauki Chrystusa, ale nie był gotów dać Bogu i sprawom Królestwa Niebieskiego priorytetowej pozycji we własnym życiu. Jeśli nie potrafił wyrzec się swego wygodnego życia, jakże mógł podjąć trud dźwigania krzyża (por. Ewangelia Marka 8, 34)? A jak jest z nami? Czy potrafilibyśmy się dla Chrystusa wyrzec wszystkiego, czy wybralibyśmy jednak wygody życia i odeszli zasmuceni - jak ów młodzieniec - że nie ma czegoś takiego, jak "komfortowe życie z Chrystusem"? Dziś jest czas wyboru...

1 komentarz:

  1. Hehe, i jak zwykle Kraków rulez :) :) Ale niestety, i na tych zdjęciach z tego okresu widać, że był smog...
    A na poważnie, to faktycznie - czasem jest tak, że pieniądze nam przesłaniają wszystko... Nawet Boga. I to niekoniecznie bogaczom, bo gdy nędza przyciska, to człowiek też raczej nie myśli o zbawieniu, tylko o tym, żeby coś zjeść.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń