poniedziałek, 11 marca 2013

Prawdziwy skarb

Na wstępie: Zamieściłem wczoraj kazanie pastora Billy'ego Grahama nt. bogatego młodzieńca. Tym razem coś ode mnie na ten temat - specjalnie wyszperałem swój stary tekst sprzed 6,5 roku.
-----
"A oto zbliżył się do Niego pewien człowiek i powiedział: Nauczycielu, co dobrego powinienem uczynić, żeby osiągnąć życie wieczne? Jezus odpowiedział: Czemu Mnie pytasz o to, co dobre? Jest tylko jeden Dobry. A jeśli chcesz wejść w posiadanie życia, zachowuj przykazania. A on zapytał: Które? Jezus zaś odpowiedział: Te oto: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie dawaj fałszywego świadectwa. Czcij ojca twego i matkę twoją, a bliźniego twego kochaj jak siebie samego. A młodzieniec ów powiedział: Wszystko to czyniłem. Czegóż mi jeszcze brak? Jeśli chcesz być doskonałym - powiedział Jezus - idź, sprzedaj, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. A potem przyjdź i pójdź za Mną. Usłyszawszy te słowa, młodzieniec odszedł zasmucony, jako że posiadał wielkie dobra. Wtedy Jezus powiedział do swych uczniów: Zaprawdę mówię wam, że człowiekowi bogatemu trudno będzie wejść do królestwa niebieskiego. Tak, mówię wam po raz drugi: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogaczowi wejść do królestwa niebieskiego" (Ewangelia Mateusza 19, 16 - 24).
To jeden z moich ulubionych fragmentów Nowego Testamentu, a zarazem najszerzej znanych. Mówi nam o pewnym młodzieńcu, którego najwyraźniej bardzo rozpaliło to, o czym głosił Chrystus. Przyszedł do Niego i pyta: "Co mam czynić?" I słyszy od Jezusa dziwne, zastanawiające słowa: "Sprzedaj wszystko, co masz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, a potem przyjdź i pójdź za Mną".

Gdy czytamy Biblię, to z pewnym zdumieniem odkrywamy w jak wielu przypadkach Jezus, spotykając po raz  pierwszy daną osobę, widzi ją "na wylot". Wie kim są, jakie są jej uczynki, czy jest szczerza, a także co ją wiąże, czym jest zniewolona. I - jeśli trzeba - nie szczędzi słów prawdy, choćby były gorzkie i trudne do przyjęcia. Także i w tej sytuacji od pierwszej chwili przejrzał tego młodzieńca, poznał jego serce i myśli... Poznał go zapewne znacznie lepiej w jedną chwilę, Niż on sam siebie przez całe dotychczasowe życie. I wiedział, że ów przystojny, dobrze ubrany młody człowiek jest przywiązany do swego bogactwa - do tego, co posiada tu, na ziemi.

Usłyszawszy, co Boski Mistrz ma mu do powiedzenia młodzieniec posmutniał, gdyż kochał to, co posiadał. Było to jego radością i zabezpieczeniem - w tym pokładał ufność. I nie potrafiłby tego zarzucić. Mogąc prowadzić dalej życie ustabilizowane, w pieknym domu z ogrodem, wśród bogactwa lub pójśc za Chrystusem w poszukiwaniu wyższych wartości, on wybrał to, co ma do zaoferowania świat. Dokonał wyboru.
"Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie" (Ewangelia Mateusza 6, 25).
W przeszłości wielu ludzi pragnących się wszelkimi ludzkimi środkami zbliżyć do nieba, odczytywało te słowa bardzo dosłownie, wierząc, że aby zyskać zbawienie muszą się wyzbyć wszystkiego i wieść żywot wielce skromny, ubogi - błędnie sadząc, że w ten sposób osiągną zbawienie. Stąd postawa np. "świętego" Franciszka (który nota bene głosząc ubóstwo stanął w opozycji do bogatego Kościoła i nawet, w początkowym okresie swojej działalności, omal nie został wyklęty jako heretyk!), czy różnego rodzaju ruchów religijno-społecznych lub czysto religijnych, jak beginki czy katarzy...

Przypomina mi się pewna książka z dzieciństwa - "A w Patafii nie bardzo" jacka Nawrota. Akcja książki rozgrywa się w Patafii, wyimaginowanej krainie, której mieszkańcy ogarnięci zostali manią gromadzenia pieniędzy od czasów gdy napluł na nie pewien ohydny stwór. As wywiadu, kapitan Aramis Frument, profesor Pstrix i jego wnuczka Semiramida podejmują tajną i niebezpieczną misję ocalenia ludzkości przed zaraźliwą "szmalofrenią". Mieszkańcom Patafii nigdy nie jest dość tego, co posiadają. O, jakże przypominają wielu jak najbardziej rzeczywistych bogaczy, dla których gromadzenie i pomnażanie majątku stało się celem życia. Mają wszystko - piękne samochody, wspaniałe domy z parkami, basenami, kortami tenisowymi, prywatne samoloty, konto w szwajcarskim banku - ale jakże często brakuje im tego najważniejszego, po co człowiek może sięgnąć - zbawienia. Jakże często bogactwo daje tylko pozory szczęścia. Spójrzmy na postać z zupełnie innej bajki - na Snerusa McKwacz, wujka kaczora Donalda (zna go każde dziecko w Polsce a i większość dorosłych) - jest obrzydliwie bogaty, ma wszystko, ale bogactwo tylko go "nakręca" by chcieć jeszcze więcej... Czy jest szczęśliwy? Jak widać takie proste bajeczki dla dzieci pokazują nam wiele z tego, co możemy zaobserwować w realnym świecie.
"Ty bowiem mówisz: Jestem bogaty, i wzbogaciłem się, i niczego mi nie potrzeba, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi" (Apokalipsa 3, 17).
Bardzo lubię jeszcze jeden fragment z Ewangelii Mateusza, wskazujący nam Boży priorytet:
"Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza je niszczy i skąd złodzieje wykradają je. Gromadźcie sobie skarby w niebie. Tam nie zniszczy ich ani mól, ani rdza, ani nie wykradnie złodziej który się przez mur przedziera. Gdzie jest bowiem twój skarb, tam, również będzie twoje serce" (Ewangelia Mateusza 6, 19 - 21).
Jednak tych słów, które skierowane zostały do młodzieńca, nie można w żadnym razie rozważać w oderwaniu od tych, które chwilę później wypowiedział do swych uczniów: "Zaprawdę mówię wam, że człowiekowi bogatemu trudno będzie wejść do królestwa niebieskiego." W kolejnym zdaniu czyni porównanie, by ukazać, jak bardzo trudno: "Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogaczowi wejść do królestwa niebieskiego". Oczywiście nie miał tu na myśli "oczka" od igły, co dla nas jest skojarzeniem niemal "automatycznym". "Uchem igielnym" mieszkańcy Jerozolimy określali mała bramę w murach miejskich, przez którą tylko z największym trudem można było przeprowadzić objuczone wielbłądy.
W bogactwie, o ile zostało wypracowane uczciwie, doprawdy nie ma nic zdrożnego. Biblia nigdzie nie zakazuje być bogatym. Pan może uczynić nasze życie dostatnim, a portfel pełnym. ale bogactwo może być dla nas niebezpieczne. Zna nas jednak i wie, że dobra doczesne łatwo stają się dla człowieka najistotniejsze - stają się nie tylko środkiem, ale i celem. Bóg cieszy się, gdy nam się powodzi i pragnie tego. Mówi nam jednak w Biblii:  
"Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?" (Ewangelia Mateusza 16, 26). 
Bogactwo ma być dla nas co najwyżej środkiem, a nie celem. Bogactwo ma służyć człowiekowi, a nie człowiek bogactwu. Nie mamy za nim gonić, a już zwłaszcza nie wolno nam się do niego przywiązywać. Co pan dał, może także odebrać - spójrzmy na Hioba. Przecież Hiob, po ludzku patrząc, był bogatym człowiekiem, a jednak Pan był dla niego ważniejszy niż to wszystko, co posiadał. Jeśli będziemy potrafili żyć tak, jak Hiob, wielbiąc i służąc Panu tak w bogactwie, jak i w nędzy, to nasze życie będzie dobre i pobożne.
Właśnie historia Hioba pokazuje nam najdobitniej, że zasobność nie jest grzechem, że można być bogatym i służyć Panu. Czyż i dziś nie ma na świecie bogatych chrześcijan, dla których pieniądze nie sa jednak bożkiem", a wykorzystują je dla pożytku wielu i na cele Kościoła? Jesli jednak pieniądz miałby być naszą miłością, to lepiej człowiekowi nie mieć nic w sensie materialnym, a w zamian posiadać prawdziwy skarb. Bo przecież to ten skarb w niebie jest najcenniejszym, jaki można zgromadzić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz