poniedziałek, 4 marca 2013

Fenomen "Dobrego Łotra"

"Wraz z nim ukrzyżowali wówczas dwóch złoczyńców, jednego po prawicy, a drugiego po lewicy. A ci, którzy przechodzili mimo, bluźnili mu, kiwali głowami swymi, i mówili: Ty, który rozwalasz świątynię i w trzy dni ją odbudowujesz, ratuj siebie samego, jeśli jesteś Synem Bożym, i zstąp z krzyża. Podobnie i arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie i starszymi wyśmiewali się z niego i mówili: Innych ratował, a siebie samego ratować nie może, jest królem izraelskim, niech teraz zstąpi z krzyża; a uwierzymy w niego. Zaufał Bogu; niech On teraz go wybawi, jeśli ma w nim upodobanie, wszak powiedział: Jestem Synem Bożym. Tak samo urągali mu złoczyńcy, którzy z nim razem byli ukrzyżowani" (Ewangelia Mateusza 27, 38 - 44)  "Tedy jeden z zawieszonych złoczyńców urągał mu, mówiąc: Czy nie Ty jesteś Chrystusem? Ratuj siebie i nas. Drugi natomiast, odezwawszy się, zgromił tamtego tymi słowy: Czy ty się Boga nie boisz, choć taki sam wyrok ciąży na tobie? Na nas co prawda sprawiedliwie, gdyż słuszną ponosimy karę za to, co uczyniliśmy, Ten zaś nic złego nie uczynił. I rzekł: Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego. I rzekł mu: Zaprawdę, powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju." (Ewangelia Łukasza 23, 39 - 43)
Nie wiemy jakie nosili imiona i co uczynili ci dwaj, którzy zawiśli na Golgocie wraz z Chrystusem. Ich przestępstwa musiały być jednak poważne, skoro skazano ich na tak okrutną torturę. Być może, ze względu na swe czyny, stali się ludźmi, których status określić można słowami "wyjęty spod prawa"? Nie mamy zbyt wielu szczegółów dotyczących ukrzyżowania obu łotrów - wydaje się jednak prawdopodobne, że obaj zostali przybici do krzyża podobnie jak Chrystus, choć na ogół pokazuje się ich jako przywiązanych - być może dla podkreślenia szczególności męki naszego Pana? Jest możliwe, że przeszli obaj również bardzo podobną mękę - włącznie z ubiczowaniem (co było dość powszechną praktyką) - nim kazano im nieść na Golgotę belkę. Belkę, gdyż - wbrew opowiadanym historiom i opartej na tym fałszywym wyobrażeniu ikonografii - skazańcy nie nieśli całego krzyża, którego nie zdołali by dźwigać... Sama poprzeczna belka (tzw. patibulum) ważyła do ok. 50 kilogramów i była dużym obciążeniem dla skazańca. Nie znamy ich imion - nie wymienia ich żaden z czterech ewangelistów. Jedynie Łukasz opisuje szczegóły sceny z Golgoty - choć nie był świadkiem tych wydarzeń, to jednak najwyraźniej oparł się na wiernej relacji świadków.

"Dobry Łotr" - któremu w wiekach późniejszych przypisano imię Dyzma lub Tytus - na krzyżu przechodzi zadziwiającą przemianę. Początkowo szydzi z Jezusa w tak samo okropny sposób, jak jego kompan, lecz potem łagodnieje i wyznając swoje grzechy (czego dokonuje uznając swoją nieprawość), błaga Chrystusa o łaskę... Uświadamiając sobie ogrom swych win nie nawołuje już - szydząc - wraz ze swym kamratem, by Chrystus uwolnił ich od konsekwencji Cóż takiego się dzieje w sercu tego człowieka, że nagle zrozumiał kim naprawdę jest ten, który umiera obok niego? Czy to postawa Jezusa - godność, z jaką znosił swój los, przebaczenie zabójcom, modlitwa - i świadomość, że cierpi on niewinnie doprowadziły go do uznania w nim Pana? A może był on wśród tłumów, które za Nim chodziły - choć nie po to, by go słuchać, lecz by rabować (wielkie zbiegowiska ludzi zawsze przyciągały też złoczyńców). A jeśli nigdy wcześniej Go nie widział, ani nie słyszał, to z pewnością wiele o Nim słyszał i być może docierały w jakiś sposób do niego strzępki tego, co Zbawiciel mówił.

Nie był bogobojnym żydem - był raczej zapewne bywalcem knajp i lupanarów, niż synagog i świątyni. Najpewniejsze wydaje się, że wraz z kamratem mieli na rękach wiele ludzkiej krwi. Czyż to nie zaskakujące, że właśnie takiego człowieka - pewnie najgorszego z najgorszych - Bóg pierwszego zaprasza "w bramy raju" - do miejsca przebywania sprawiedliwych (takich, którym Bóg odpuścił grzechy) umarłych, by tam w radości i pokoju oczekiwał zmartwychwstania? Człowiek ten, którego ludzie postanowili się pozbyć, by (zapewne) żyć bezpieczniej z świadomością, że już im nie zagraża - bo tak bardzo był zły - w jednej chwili staje na czele długiego szeregu zbawionych! Wyprzedził wszystkich "porządnych" i "bogobojnych" - nawet tych, którzy naprawdę całe swe życie przeżyli tak, by podobać się Bogu. Był pierwszym, na którego spłynęła z krzyża krew Mesjasza. Tam, na Golgocie dokonało się dokłdnie to, o czym wcześniej Jezus mówił w jednej ze swoich przypowieści: 
"Albowiem Królestwo Niebios podobne jest do pewnego gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem najmować robotników do swej winnicy. Ugodziwszy się z robotnikami na jednego denara dziennie, wysłał ich do swojej winnicy. I wyszedłszy około godziny trzeciej ujrzał innych, stojących na rynku bezczynnie, więc rzekł do nich: Idźcie i wy do winnicy, a ja, co się należy, wam zapłacę, i oni poszli. Znowu o szóstej i o dziewiątej godzinie wyszedł i uczynił tak samo. A wyszedłszy około jedenastej znalazł jeszcze innych stojących i mówił do nich: Dlaczego tutaj bezczynnie przez cały dzień stoicie? Oni na to: Nikt nas nie najął. Mówi do nich: Idźcie i wy do winnicy. A gdy nastał wieczór, mówi pan winnicy do rządcy swego: Zwołaj robotników i daj im zapłatę, a zacznij od ostatnich aż do pierwszych. Podeszli tedy najęci o godzinie jedenastej i otrzymali po denarze. A gdy podeszli pierwsi, sądzili, że wezmą więcej. Lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy tyle szemrali przeciwko gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną tylko godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, cośmy znosili ciężar dnia i upał. A on odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy. Czy nie ugodziłeś się ze mną na denara? Bierz, co twoje, i idź! Chcę bowiem temu ostatniemu dać, jak i tobie. Czy nie wolno mi czynić z tym, co moje, jak chcę? Albo czy oko twoje jest zawistne dlatego, iż ja jestem dobry? Tak będą ostatni pierwszymi, a pierwsi ostatnimi." (Ewangelia Mateusza 20, 1 - 16)
Ta scen z Golgoty pokazuje nam, jak bardzo Bóg miłuje człowieka, nawet najbardziej zatwardziałego grzesznika. Z miłością oczekuje każdego "syna marnotrawnego" i każdej "córki marnotrawnej", którzy przyjdą ze skruszonymi sercami do Jego stóp. Nikogo nie odrzuca! Bóg każdemu daje szanse - tak długo, póki człowiek żyje. Nawet jeśli całe swoje życie ktoś był bezbożnikiem, a w ostatniej minucie, wraz z ostatnim oddechem, odda życie Bogu, wyznając swe winy i prosząc z wiarą o przebaczenie - Bóg mu nie odmówi!  Jeszcze i ta nauka jest dla nas z tego zdarzenia, że nie ma tak wielkiego brudu, z którego nie moglibyśmy zostać obmyci Świętą Krwią Baranka, tak wielkiej nędzy, nad którą nie pochylił by się Bóg, takiego upadku, z którego by On człowieka nie podniósł. On do każdego z nas wyciąga swe ręce i mówi: "Kocham Cię!" ale do niczego nas nie przymusza...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz