sobota, 9 lutego 2013

Nie dawaj mi bogactwa ni nędzy...

"Żaden sługa nie może dwóm panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzieć będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie." (Ew. Łukasza 16, 13)
Kto z nas nie zna bajeczek Disneya? Kto nie zna kaczora Donalda i jego wuja, Sknerusa McKwacza (w oryginale Scrooge McDuck)? Kogo nie bawiły "kąpiele" Sknerusa w jego skarbcu wypełnionym złotem? Disney pokazał go podobnie, jak Dickens swego Ebenezera Scrooge w "Opowieści wigilijnej" (oryginalne imię Sknerusa - Scrooge - nawiązuje do twórczości Dickensa) - jako dziwaka i w gruncie rzeczy osobę ze sporymi problemami psychicznymi. Ale... czy nie ma w nas pragnienia, by móc się "kąpać' w złocie jak Sknerus McKwacz? Czy nie ma w nas pragnień, by mieć willę z basenem, helikopter, jacht, rolls-royce'a i tylko obserwować, jak nam przybywa na koncie? Wielu ludzi, choć czasem nie przypominają na pozór Sknerusa, dąży w gruncie rzeczy do tego, by POSIADAĆ - ich życie zdaje się "obracać wokół pieniądza".

Złoto... Kto wie, czy ono nie błyszczy "najpiękniej" dla tego, kto go nie posiada i ma puste kieszenie... Im bardziej dotkliwa pustka w kieszeniach, tym łatwiej zapewne przystaniemy przy tym, kto nam pokaże sztabkę złota i powie: "Wyzwól się z niewoli braku pieniędzy! Uwierz w siebie, a zobaczysz, że możesz też mieć takie sztabki złota, jakie mam ja. Kiedyś byłem taki jak ty, też byłem w kieracie pracy - robiłem dla innych i nic z tego nie miałem - a teraz spójrz na mój garnitur, zobacz jak mieszkam, czym jeżdżę i gdzie jadam!" Gdy już się zainteresujemy, taka osoba nam mówi: "Ty też możesz zmienić swoje życie! Ty nie musisz zasuwać cały dzień, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku do usranej śmierci - jeśli mi się udało, tobie też się może udać, tylko musisz zmienić sposób myślenia. Powiem ci, jak to osiągnąć. Przeczytaj tą książkę, posłuchaj tego wykładu, przyjdź na konferencję... Za to wszystko, oczywiście, musisz zapłacić, ale potraktuj to jako inwestycję w siebie." 

*****

Kilka dni temu zadzwonił do mnie mój dobry kolega, bardzo chcąc się ze mną spotkać... Nasze spotkania zazwyczaj przybierały formę dyskusji o tym, dlaczego nasze kieszenie są puste i jak możemy je zapełnić... Od początku obawiałem się, że tak będzie i tym razem. I nie myliłem się - kolega przyszedł z kolejnym "wspaniałym pomysłem na biznes", handel kosmetykami w ramach "marketingu bezpośredniego". Owszem, produkt przyjemny i nawet ceny dość przystępne (przynajmniej tak się wydaje mnie, jako laikowi). 40% od każdego sprzedanego produktu - to także brzmi nieźle. "Spójrz na tego człowieka - wskazał mi zdjęcie w firmowym magazynie. - On zarabia 50.000 złotych miesięcznie. Nie trzeba wiele pracować. Pracujesz dla siebie i tyle ile chcesz. najlepiej zarabiasz jeśli zbudujesz wokół siebie grupę - wówczas to ludzie, których wprowadzisz w system, zaczynają tak naprawdę pracować dla ciebie i powiększać twoje zyski. Po pewnym czasie Ty już w zasadzie nie musisz nic robić, a zyski same przychodzą. A jeśli sobie dobrze radzisz, firma da ci mercedesa wartego 400.000..." Brzmi nieźle, prawda? Jeśli ktoś ci pokaże, że nie musisz zasuwać ileś godzin dziennie i lękać się o jutro, że możesz mieć willę z basenem i latać na Bahamy, to... tego się tak miło słucha!

Swego czasu głośno było w naszym kraju o Am***u. Nie tylko ta firma działa na zasadzie MLM, "marketingu bezpośredniego" - w Polsce jest wiele takich firm, myślę że wielu Polaków zna przynajmniej te z branży kosmetycznej. Są nawet cenione za jakość swych produktów - i trudno tu zakwestionować jakość, ale forma działalności budzi wątpliwości. MLM było przed laty czymś zupełnie nowym w Polsce i... nie byliśmy na to przygotowani. pierwsze "na alarm" zaczęły "dzwonić" dominikańskie ośrodki informacji o sektach - bo też sygnały o formach aktywności grup MLM były od początku niepokojące i przypominało to rzeczywiście sekty, bo też nie są to zwykłe firmy, a przypomina to społeczność, może nie religijną, ale światopoglądową. Wkrótce zaczęły się pojawiać informacje o tym, jak "piramida" zniszczyła temu, czy tamtemu życie, jakie obiecywano bogactwa a jak wiele stracili, że zarabiają tylko twórcy "piramidy", że bogaci się 1% tych, którzy są w systemie...

Choć kolega zapewniał mnie, że firma, do współpracy z którą mnie zaprasza wcale tak nie działa, to okazało się, że wszystko, co mi mówił na jej temat funkcjonuje dokładnie tak, jak w Am***u. Znam ludzi, którzy weszli w systemy MLM i choć firmy działające na tej zasadzie - mówiąc w (obrazowym) skrócie - oferują, że nauczą cię "jak zostać Midasem", by czego się nie dotkniesz "zmieniało się w złoto", nikt z nich się nie dorobił. Ciekawe dlaczego, skoro "to takie proste", że w zasadzie "starczy tylko chcieć"? Odpowiedź jest standardowa; widocznie "za mało się angażowali" lub... nie uczyli się (czyt. nie jeździli na płatne wykałdy, nie kupowali książek i płyt z wykładami, itp.). Uwaga! O tym akurat nie rozmawiałem z kolegą! Natomiast inna ciekawostka... Gdy stwierdziłem, że chcę zasięgąć informacji z niezależnych źródeł o firmie, usłyszałem: "Po co? Najlepsze informacje będziesz miał, jeśli się sam zaangażujesz. Szukając informacji poza nie możesz liczyć na wiarygodność informacji, a jeśli widzisz krytykę, to wiedz, że krytykują ci, którym się nie udało!"

Podstawowa oferta dla mnie? "Wolność" i "niezależność finansowa"... "Powinienem niezwłocznie zacząć działać", aby "wyrwać się z kieratu"... Dobrze jest zacząć od "właściwych lektur" - do których kolega zachęca mnie już od jakiegoś czasu... Podczas spotkania podsunął mi książkę, którą koniecznie powinienem przeczytać. Wydawcą jej jest firma specjalizująca się w publikacjach... new age. To nie jest przypadek! Nie wierzę w takie przypadki. Ks. Andrzej Wałpiuk w swoim artykule "Pajęczyna sekt ekonomicznych" pisze: "Techniki te są szeroko propagowane przez ruch New Age, którego filozofia w wielu przypadkach wiąże się z okultyzmem. Lektury zalecane dystrybutorom to przede wszystkim pozycje, w których bardzo wyraźnie forsowana jest ideologia New Age, choć sama ta nazwa nigdzie nie jest podawana." A więc to nie tylko moje spostrzeżenie! Owszem, część autorów odnosi się do Biblii - odniesienie do Biblii znalazłem i w tej książce, którą podsunął mi kolega, ale - jeśli przyjrzymy się bliżej - to mówią oni co innego, niż Słowo Boże! Słowo Boże mówi:
"Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się, i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje." (Ewangelia Mateusza 6, 19 - 21)
a ci autorzy, których poleca się w kręgach MLM uważają się wprawdzie za chrześcijan, ale mówią; "Bóg chce, żebyś był obrzydliwie bogaty!" Pewien człowiek nawet odważył się opublikować książkę pod takim tytułem. Bóg.... Tylko o jakim bogu mowa? Bo MÓJ BÓG mówi co innego!

Wiara... Wiara jest "w porządku" i chyba żaden z agitatorów MLM nie ma nic przeciwko wierze. Tu jest zresztą kolejne "zazębienie" z new age - bo zasadniczo przedstawiciele tego ruchu też nie mają nic przeciwko wierze. Nawet wykorzystują "elementy chrześcijańskie" - włącznie z osobą Jezusa Chrystusa - "trochę" je tylko modyfikując. Ba! Po co mieliby wojować z chrześcijaństwem, skoro mogą je inflitrować? Mamy w Kościołach problem z wsączaną nam "ewangelią sukcesu": "Bóg chce, żebyś był szczęśliwy, zdrowy i bogaty! Jesteśmy dziećmi Boga, dziećmi Króla, a królewskie dzieci mają prawo jeździć zawsze pierwszą klasą i mają prawo do tego wszystkiego, co w życiu jest najlepsze..." Czy aby na pewno tylko zwykłym przypadkiem jest, że nauki te są nowe w Kościele, że pojawiły się po tym, jak ruch new age zaczął inflitrować chrześcijaństwo?

Gdzie jest mowa o bogactwie i łatwym i przyjemnym życiu, jakie Bóg chce dać swoim dzieciom w słowach Mistrza z Nazaretu? Poszukajmy...
"Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój i naśladuje mnie. Bo kto by chciał duszę swoją zachować, utraci ją, a kto by utracił duszę swoją dla mnie i dla ewangelii, zachowa ją. Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł?" (Ewangelia Marka 8, 34 - 36), "Nie jest sługa większy nad pana swego. Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą; jeśli słowo moje zachowali i wasze zachowywać będą" (Ewangelia Jana 15, 20) "Nie miejcie w trzosach swoich złota ani srebra, ani miedzi, ani torby podróżnej, ani dwu sukien, ani sandałów, ani laski; albowiem godzien jest robotnik wyżywienia swego" (Ewangelia Mateusza 10, 9 - 10)
Ten ostatni fragment ciekawiej - przyznać trzeba uczciwie - przetłumaczyli katolicy: "Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów" (Biblia Tysiąclecia). Te słowa skierował do apostołów, ale czyż nasze chrześcijańskie powołanie jest inne, niż ich? Jezus nigdzie nie obiecał bogactwa, choć nie nawoływał także do życia w nędzy! Jeśli ktoś mówi co innego, znaczy się, że głosi inną Ewangelię! Apostoł Paweł pisze: "Dziwię się, że tak prędko dajecie się odwieść od tego, który was powołał w łasce Chrystusowej do innej ewangelii, chociaż innej nie ma; są tylko pewni ludzie, którzy was niepokoją i chcą przekręcić ewangelię Chrystusową. Ale choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba zwiastował wam ewangelię odmienną od tej, którą myśmy wam zwiastowali, niech będzie przeklęty!" (List do Galatów 1, 6 - 8)

Kwestię "ewangelii sukcesu" poruszyłem w rozmowie z kolegą... "Ale dlaczego nie? - odpowiedział mi - Przecież Bóg chce dla ciebie wszystkiego, co najlepsze! czy nie zasługujesz na wszystko, co najlepsze? Myślisz, że nie zasługujesz na... niebo?" Rzecz w tym, że... NIE! NIE ZASŁUGUJĘ NA NIEBO! I nie mogę nic zrobić sam, żeby je osiągnąć! Nie mogę sobie na nie w żaden sposób zasłużyć! Bóg mi wszystko chce dać, ale... nie obiecuje mi, że będę miał jacht, jeździł pierwszą klasą, jadał w najdroższych restauracjach. Obiecuje mi niebo, zbawienie z łaski przez wiarę, dar od Jezusa Chrystusa... Tego Jezusa Chrystusa, który urodził się w stajence, tułał się od miasta do miasta, nie mając gdzie głowy złożyć - "Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć" (Ewangelia Łukasza 9, 58 - tłum. "Biblia Tysiąclecia") - aż w końcu poszedł na Golgotę, ubiczowany, w cierniowej koronie, dźwigając krzyż... Jezus nie był bogaty - oddał swoje życie za nas. Żaden z apostołów nie dorobił się majątku - cierpieli i ginęli z powodu Jezusa! Można być bogatym chrześcijaninem - niektórym Bóg błogosławi w ten sposób - ale nigdzie nie ma obietnicy bogactwa ani zachęty do bogacenia się. nawet przypowieść o pomnażaniu talentów (Ewangelia Mateusza 25, 14 - 30), na którą powołał się mój kolega, wcale nie mówi o pomnażaniu majątku!

*****

Nie znam się na biznesie, nigdy nie byłem wewnątrz sieci MLM i nie chcę próbować... To, co piszę powyżej nie opiera się na mojej wiedzy, lecz na tym, co po tym spotkaniu powiedział mi Bóg. Bóg, który w oczywisty dla mnie sposób dał mi ostrzeżenie na bieżąco, pokazał mi jedno: że wszystko to jest w gruncie rzeczy... kultem pieniądza. W centrum tego systemu jest pieniądz, i wokół pieniądza wszystko się obraca. Bóg, jeśli się w tym wszystkim pojawia, przypomina "kwiatek w butonierce" - "elegancki" dodatek do biznesu... Może przypięty po to, by pokazać "czyste intencje", "czyste ręce", by przekonać innych, że "temu człowiekowi można ufać"? Zaznaczam, że nie mam tu na myśli teraz mojego kolegi, lecz tych, którzy systemy te tworzą!

Nie chcę posiadać srebra i złota - nie błyszcy mi ono zanadto, choć przyznam, że jest piękne... Wakacje na Bahamach i jacht? Brzmi wprawdzie "nieźle", ale czy byłbym przez to szczęśliwszy? Czy może mi to dać coś więcej niż to, co już posiadam? "Dosyć masz, gdy masz łaskę moją..." - mówi Pan (por. 2. List do Koryntian 12, 9) - choć w tym akurat fragmencie chodzi o jakieś dolegliwości apostoła Pawła, to zapewnienie to pasuje do praktycznie każdej sytuacji życiowej. Bogactwo... Czyż może uszczęśliwiać? Jeśli tak, to dlaczego tak niewielu bogaczy jest naprawdę szczęśliwych? Dlaczego im więcej pieniędzy, tym - najczęściej - brudniejsze i bardziej tragiczne życie? Dlaczego w ogóle mam pragnąc tego, by do nich dołączyć? Dlaczego moim celem życiowym ma być "stabilizacja finansowa", dobrobyt? Jezus opowiedział swym uczniom pewną historię: 
"Pewnemu bogaczowi pole obfity plon przyniosło. I rozważał w sobie: Co mam uczynić, skoro nie mam już gdzie gromadzić plonów moich? I rzekł: Uczynię tak: Zburzę moje stodoły, a większe zbuduję i zgromadzę tam wszystko zboże swoje i dobra swoje. I powiem do duszy swojej: Duszo, masz wiele dóbr złożonych na wiele lat; odpocznij, jedz, pij, wesel się. Ale rzekł mu Bóg: Głupcze, tej nocy zażądają duszy twojej; a to, co przygotowałeś, czyje będzie? Tak będzie z każdym, który skarby gromadzi dla siebie, a nie jest w Bogu bogaty." (Ewangelia Łukasza 12, 16 - 21)
Czyż ci, którzy dają się prowadzić wizji - czy raczej mirażowi - bogactwa, nie dążą w istocie do tego punktu "spokoju o swą przyszłość", w którym Jezus pokazuje nam tego bogacza? Słowa, którymi poprzedził tą przypowieść i te, które wypowiedział po niej, są wskazówką jak maja żyć ci, którzy pragną czegoś więcej...
"Baczcie, a wystrzegajcie się wszelkiej chciwości, dlatego że nie od obfitości dóbr zależy czyjeś życie." (Ewangelia Łukasza 12, 15) "Nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. Życie bowiem jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż odzienie. Spójrzcie na kruki, że nie sieją, ani żną, nie mają spichlerza ani składnicy, a jednak Bóg żywi je; o ileż więcej wy jesteście warci niż ptaki! Któż z was może troskliwą zapobiegliwością dodać do swojego wzrostu łokieć jeden? Jeśli więc najmniejszej rzeczy nie potraficie, czemu o pozostałe się troszczycie? Spójrzcie na lilie - ani nie przędą, ani nie tkają, a powiadam wam: Nawet Salomon w całym bogactwie nie był tak przyodziany, jak jedna z nich. Jeśli więc trawę polną, która dziś jest, a jutro zostaje wrzucona do pieca, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, o małowierni? Więc i wy nie pytajcie o to, co będziecie jeść i co będziecie pić, i nie martwcie się przedwcześnie. Tego wszystkiego bowiem ludy tego świata szukają; wie zaś Ojciec wasz, że tego potrzebujecie; lecz szukajcie Królestwa jego, a tamto będzie wam dodane. Nie bój się, maleńka trzódko! Gdyż upodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo. Sprzedajcie majętności swoje, a dawajcie jałmużnę. Uczyńcie sobie sakwy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej nie ma przystępu, ani mól nie niszczy. Albowiem gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze"  (Ewangelia Łukasza 12, 22 - 33)
Bóg mówi nam kto zabiega o bogactwa - ludy tego świata, a więc: poganie, którzy nie mają nic wspólnego z Bogiem! Bóg mówi: nie bądźcie jak oni! Tak, jak Króleswto Boże nie jest z tego świata, tak i to, co chce nam ofiarować Bóg jest nie z tego świata! Bóg chce nam dawać życie w obfitości - Jezus mówi: "Ja przyszedłem po to, aby /owce/ miały życie i miały je w obfitości" (Ewangelia Jana 10, 10) - ale nie obiecuje nam obfitości w sensie materialnym, lecz duchowym.  Moją modlitwą do Boga są te słowa:
"Proszę cię o dwie rzeczy; nie odmów mi, zanim umrę: Oddal ode mnie fałsz i słowo kłamliwe; nie nawiedź mnie ubóstwem ani nie obdarz bogactwem, daj mi spożywać chleb według mojej potrzeby, abym, będąc syty, nie zaparł się ciebie i nie rzekł: Któż jest Pan? Albo, abym z nędzy nie zaczął kraść i nie znieważył imienia mojego Boga." (Księga Przysłów 30, 7 - 9)

3 komentarze:

  1. A ja mówię zawsze, że im większe bogactwo, tym większa odpowiedzialność... Być biednym jest źle, ale być bogatym też nie najlepiej. Do bogatych zawsze "doczepiają" się ci, którzy chcieliby na tym bogactwie skorzystać... Nie cofając się przed niczym. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. 2 Kor 9:8
    A władny jest Bóg udzielić wam obficie wszelkiej łaski, abyście, mając zawsze wszystkiego pod dostatkiem, mogli hojnie łożyć na wszelką dobrą sprawę,
    Ja uważam że Bóg chce nam błogosławić finansowo ale w określonym celu: nie dla zaspokajania naszej chęci posiadania i chciwości ale żeby wystarczało z dostatkiem nam na codzienne potrzeby i abyśmy mogli wspierać finansowo każdą dobrą sprawę (przede wszystkim dzieło ewangelizacji, ale także wspierając potrzebujących)
    Filip 4:19 "A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie."
    Tu jest mowa o realnych potrzebach, a nie zachciankach typu willa z basenem i wczasy na Bahamach czy wypasiona bryka....

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się - natomiast nie powinniśmy dążyć do bogctwa, nie powinnismy marzyć o "wielkich pieniądzach', nie wolno nam koncentrować się na tym, co materialne... :)

    OdpowiedzUsuń