wtorek, 12 lutego 2013

"Magiczne myślenie" w... katolickim piśmie

Chociaż nie zgadzam się z doktryną katolicką, chętnie zaglądam od czasu do czasu do prasy katolickiej - bo przecież i tam jest wiele wartościowych rozważań i informacji (za te słowa część protestantów by na mnie "nie zostawiła suchej nitki"! Jedną z moich ulubionych gazet był zawsze "Gość Niedzielny" - śledzę ich publikacje na Facebooku. Dzieje się jednak coś dziwnego... 

Kościół katolicki znany jest z walki z magią i pogaństwem... Przecież to głównie katolicy zrobili w ostatnich latach spore zamieszanie wokół Harry'ego Pottera z powodu "czarostwa" (nigdy natomiast nie protestowano przeciwko klasycznym bajkom czy "Akademii Pana Kleksa") i brutalności. Bardzo słusznie Kościół katolicki ostrzega przed amuletami, wszelkiego rodzaju wróżbiarsetwem, praktykami okultystycznymi (np. jasnowidzeniem czy różdżkarstwem), "medycyną" niekonwencjonalną, itp. Z większością tych batalii się w 100% zgadzam i popieram. Tym bardziej mnie zaskoczyły notatki, które pojawiły się dzisiaj na stronie "Gościa Niedzielnego".


Przypomina mi to... czysto pogańskie praktyki wróżbitów, którzy w przeróżnych zjawiskach i w zachowaniu zwierząt - np. z lotu ptaków -dopatrywali się "znaków" i próbowali z nich wyciągać wnioski. Bardzo interesująco kształtują się też wyniki ankiety:

Źródło: Gość.pl (tu też można sprawdzić aktualne wyniki)

Zastanawiam się, czy dopatrywanie się szczególnych znaczeń w tego typu wydarzeniach, nie jest formą wróżbiarstwa. Czy uderzenie pioruna - w tym wypadku - nie jest czymś, co odczytuje się jako wróżbę, nie przyszłości wprawdzie, lecz "znaczenia" kończącego się - z woli sprawującego urząd - "pontyfikatu"? Czy nie próbuje się za pomocą tego "znaku" umocnić pozycji Josepha "Benedykta XVI" Ratzingera? Niektórzy idą dalej i próbują to łączyć z tzw. "proroctwem Malachiasza", będącym podjętą przed wiekami (według niektórych z nudów podczas konklawe) próbą przepowiadania przyszłości. Czy w ogóle powinniśmy przywiązywać jakieś znaczenie do takich wydarzeń?
"Nie będziecie uprawiać wróżbiarstwa. Nie będziecie uprawiać czarów" (Księga Kapłańska 19, 26) "Nie będziecie się zwracać do wywoływaczy duchów ani do wróżbitów. Nie wypytujcie ich, bo staniecie się przez nich nieczystymi; Ja, Pan, jestem Bogiem waszym" (Księga Kapłańska 19, 31), "Proście Pana o deszcz w porze wiosennej, bo Pan władcą gromów i On zsyła deszcze obfite, daje każdemu zieleń na polu. Posążki bóstw natomiast mówią tylko brednie, wróżbici widzą tylko kłamstwa, i złudne są sny, które wyjaśniają, pocieszają zwodniczo. Dlatego pójdą dalej, podobni do trzody błądzącej ciągle, bo nie ma pasterza" (Księga Zachariasza 10, 1 -2 - tłum. "Biblia Tysiąclecia")
Jeśli znamy starożytne praktyki wróżbiarskie, powinniśmy unikać wszystkiego, co je przypomina. Nie powinniśmy wiązać tego, co dzieje się wokół nas z nami, nie powinniśmy się doszukiwać znaków - z wyjątkiem tych, które mamy zawarte w biblijnych proroctwach. Wszystko to prowadzi nas na manowce, może być bardzo niebezpieczne duchowo. Przywiązywanie znaczenia do uderzania pioruna - czy tak samo do spadnięcia łyżki (zabobon ludowy mówi nam: "ktoś głodny przyjdzie!"), i tym podobnych - nie jest niczym innym, jak formą guślarstwa, pogańskimi przesądami! Nie jest to wcale tak "niewinne", jak może się z pozoru wydawać, choć na pewno jest głupie.

2 komentarze:

  1. Mi to przypomina jeden reportaż w telewizji o tym, jak w jednej wsi na pniu drzewa niby to ukazała się "Matka Boska". Ludziska poszły się modlić do tego pnia, a gdy dziennikarz zapytał miejscowego księdza o szczegóły, to ten tylko wzruszył ramionami i powiedział, że w grupie dla anonimowych alkoholików przybyło osób i to jest cud, a nie takie niby obrazy... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie przywiązywanie wagi do tego zjawiska to takie same gusła jak dopatrywanie się "znaku" w spadnięciu koron z wizerunku w Jarosławiu....

    OdpowiedzUsuń