czwartek, 7 lutego 2013

Kto podepcze godność brata swego...

Jezus mówi: "Jeśli w swej sprawiedliwości a nie posuniecie się dalej niż znawcy Prawa i faryzeusze, nie wejdziecie do Królestwa Niebios. Wiecie o tym, że przodkom powiedziano: Masz nie zabijać, a a kto popełni zabójstwo, będzie podlegał karze. Ja wam natomiast mówię: Każdy, kto żywi gniew a względem swojego brata, będzie podlegał karze. Kto podepcze jego godność, stanie przed Radą Najwyższą, a kto go nazwie głupcem, skończy w ogniu miejsca wiecznej kary." (Ewangelia Mateusza 5, 20 - 22 - przekład literacki EIB)
Pewnego dnia, gdy wielki tłum zgromadził się wokół Jezusa, Pan nasz wstąpił na górę - by być dla wszystkich lepiej widocznym i lepiej słyszalnym - i zaczął nauczać. Zaczął od słów: "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest Królestwo Niebios..." - tak dobrze znamy Osiem Błogosławieństw, o których nam wówczas mówił. Dla wielu chrześcijan są to ulubione słowa wypowiedziane przez Jezusa. Ale to zaledwie niewielki fragment "kazania na górze". Jak radzimy sobie z przyswojeniem innych jego fragmentów? Osiem Błogosławieństw jest jak balsam dla wierzących... Czy równie chętnie przyjmujemy wypowiedziane chwilę później pouczenia?

Jezus bardzo często w swoich naukach odwołuje się do przykładu faryzeuszy - zawsze przestrzegając: "nie czyńcie tak, jak oni!" Faryzeusze zajmowali pierwsze miejsca w synagogach, byli bardzo religijni i skrupulatni w przestrzeganiu prawa - byli wielkimi formalistami - a przy tym ich wielka religijność była tylko na pokaz, by wzbudzać podziw i szacunek u ludzi. "Jeśli w swej sprawiedliwości nie posuniecie się dalej niż znawcy Prawa i faryzeusze..." - w Biblii Warszawskiej ujęto to: "Jeśli sprawiedliwość wasza nie będzie obfitsza niż sprawiedliwość uczonych w Piśmie i faryzeuszów..." a w "Słowie Życia": "...jeśli nie prześcigniecie faryzeuszy i innych żydowskich przywódców w dobroci i prawości..." -  ma takie samo znaczenie, jak w innych przypadkach, gdy Jezus nawiązywał do praktyk faryzejskich: nie czyńcie tak, jak czynią oni! Jezus nie zachęca do ścigania się z faryzeuszami i "uczonymi w Piśmie" w pobożności i uczynkach, lecz mówi nam, byśmy nie byli religijni na pokaz, lecz by nasza wiara płynęła z głębi serca. Bóg nie chce także byśmy trzymali się sztywno prawa, lecz szukali zrozumienia tego, co Bóg nam chce przez dane nam prawo powiedzieć. Tak rozumiem te słowa.

A dalszych słów jak słuchamy? Myślę, że wielu chrześcijan - niestety - ma problemy z tymi słowami, zwłaszcza z:  "Kto podepcze jego godność, stanie przed Radą Najwyższą, a kto go nazwie głupcem, skończy w ogniu miejsca wiecznej kary.Dlaczego tak uważam? Bo zbyt często spotykam się z przypadkami osądzania a nawet "odsądzania od czci i wiary" wśród tzw. "ewangelicznych chrześcijan". Trzymanie się Biblii, to jedno - "okładanie nią" tego, który myśli inaczej niż my, czyni - lub mówi - coś, z czym się nie zgadzamy, strofowanie go za "niedoskonałość w wierze" czy wręcz zarzucanie niewiary, odstępstwa lub płytkości i pozorności to zupełnie co innego. Nieraz słyszałem pod swoim adresem: "głupcze!" (gdy ktoś uznawał, że "niedostatecznie rozumiem Biblię"), "kryptokatoliku!" (gdy pojechałem na festiwal organizowany przez katolickiego księdza)... Nieraz słyszałem: "nie jesteś uczniem Chrystusa!", "ty nie jesteś ani prawdziwym protestantem, ani nawet chrześcijaninem!" Bo co? Bo nie osiągnąłem poziomu... przekonań tych, którzy tak się do mnie odnosili.
"Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą. A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego" (Ewangelia Mateusza 7, 1 -5)
Nie brak w Kościele takich ludzi, którzy - głusi na słowa Chrystusa - wciąż osądzają innych, którzy ich zdaniem "nie osiągnęli pełni chrześcijańskości", "nie mają właściwego poznania", "nie mają Ducha Świętego", "nie są prawdziwymi chrześcijanami", "nie są prawdziwymi protestantami", itp. 

Czasem w różnych dyskusjach, gdy niektórzy się mocno zapędzają, przypominam o tym, jakie zasady osądzania daje Słowo Boże - że mamy sądzić sprawiedliwie (Ewangelia Jana 7, 24), co znaczy na podstawie faktów a nie tego, co nam się wydaje, nie na podstawie własnych przekonań, że możemy osądzać i potępiać czyny (grzech) a nie człowieka (W Ewangelii Jana 8, 11 Jezus mówi do niewiasty przyłapanej na cudzołóstwie: "I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!"), nawet mówiąc o złych czynach mamy się kierować miłością i traktować drugiego człowieka z miłością... Kiedyś w podobnej sytuacji dostałem odpowiedź mniej więcej taką; "Kim ty jesteś, żeby mi mówić, jak mam postępować? Ja wiem, co powinienem czynić! Duch Boży daje chrześcijanom mądrość, byśmy właściwie osądzali sprawy!" Już dalej nie polemizowałem z tym człowiekiem, bo jaki jest sens polemizować z kimś, kto najwyraźniej - we własnym przekonaniu - osiągnął niemal "boską doskonałość" i dostał "upoważnienie od Ducha Bożego", by być sędzią nad ludźmi? Niestety, jest wielu ludzi w Kościele, którzy z zapałem wytykają innym ich rzeczywiste - a częściej urojone, istniejące tylko w wizji osądzającego - ułomności, a gdy wskaże im się ich własne ułomności i przypomni o ich własnych występkach, szybko człowiek taki staje się kolejną ofiarą ich inkwizycyjnych zapędów.

Wróćmy do naszego fragmentu. "Kto podepcze jego godność, stanie przed Radą Najwyższą, a kto go nazwie głupcem, skończy w ogniu miejsca wiecznej kary." Te słowa Jezus mówi do tych, którym się wydaje, że są lepsi, doskonalsi od innych, do tych, którzy w przekonaniu o własnej "doskonałości" traktują innych "z góry", z pogardą... Choć mówi je do tłumów, które przyszły go słuchać, zwraca się do wszystkich - w tym także do własnych uczniów. Nie jesteśmy wyłączeni z tej nauki - i jest ona skierowana także do nas. Nie możemy powiedzieć: "To nas nie dotyczy, bo my wierzymy w Chrystusa i jesteśmy zbawieni!" Tylko... jak to pogodzić z tym, co Słowo Boże mówi o zbawieniu, o sądzie, z zapewnieniem, że kto wybrał Chrystusa nie będzie sądzony (Ewangelia Jana 3, 18 - 19)? Czy zbawienie nie powinno objawiać się dobrymi owocami, czy człowiek nie powinien wydawać owoców godnych nawrócenia, zbawienia (por. Ewangelia Mateusza 3, 8)? 
Jezus mówi: "Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, ale złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, wycina się i rzuca w ogień. Tak więc po owocach poznacie ich." (Ewangelia Mateusza 7, 17 - 19)
Cóż zmienia przekonanie o własnym  nowonarodzeniu i zbawieniu, jeśli w życiu i postępowaniu nie ma dobrych owoców? W powyższych słowach Jezus mówi o fałszywych prorokach, ale przecież prawda do duchowej rzeczywistości, którą w nich pokazał jest bardziej uniwersalna i tak samo, jak do rozpoznawania zła zasada ta służy rozpoznawaniu dobra, prawdziwej pobożności i zbawienia!  Jeśli czyny człowieka są złe, jest to co najmniej przejawem wielkiego duchowego nieporządku w jego życiu, a może też być źródłem wątpliwości co do jego nawrócenia i zbawienia. Nie chcę nikogo osądzać - nie mi osądzać czyjąś wiarę i orzekać czy będzie zbawiony, czy też nie - ale czy aby słowa "... kto go nazwie głupcem, skończy w ogniu miejsca wiecznej kary" nie odnoszą się do wszystkich, do których wypowiedziane zostały te słowa, także do ludzi uważających się za uczniów Chrystusa?

Uważam, że wielu ludzi w Kościele Chrystusowym powinno się nad tymi słowami poważnie zastanowić i przyjrzeć się samemu sobie w modlitwie, prosząc Boga o mądrość i wsakazanie co jest "w sercu" nie tak. Jestem świadomy tego, że ja też powinienem często to czynić - bo każdy upada i często zapędzamy się za daleko. A Bóg nie chce, abyśmy sobie skakali do gardeł i oskarżali się wzajemnie z powodu - najczęściej urojonych sobie przez oskarżającego - uchybień...
"Bądźcie jedni dla drugich uprzejmi, serdeczni, odpuszczając sobie wzajemnie, jak i wam Bóg odpuścił w Chrystusie. Bądźcie więc naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane, i chodźcie w miłości, jak i Chrystus umiłował was i siebie samego wydał za nas jako dar i ofiarę Bogu ku miłej wonności. (...) Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłością w Panu. Postępujcie jako dzieci światłości, bo owocem światłości jest wszelka dobroć i sprawiedliwość, i prawda. (List do Efezjan 4, 32 - 5, 2 i 5, 8 - 9)


Boże, wybacz mi, jeśli kiedykolwiek - świadomie lub nieświadomie - krzywdziłem, lub krzywdzę, innych, depcząc ich godność i unosząc się gniewem. Nie jestem w stanie sam iść drogą, którą wskazałeś, ale Ty i tylko Ty masz moc uczynić mnie dzieckiem światłości. Nie jestem w stanie sam stać się doskonałym i sprawiedliwym - Ty udoskonalaj mnie i pomóż czynić i mówić sprawiedliwie. Dawaj mi każdego dnia mądrość i ucz kochać każdego człowieka. Amen.

1 komentarz:

  1. Cóż mogę więcej napisać... Amen!
    Niestety, też się zetknęłam z osądem wśród "ewangelicznie" wierzących... Zresztą, sam wiesz. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń