wtorek, 19 lutego 2013

Bóg nie zapomina o człowieku

"Syjon bowiem narzekał, że Bóg go opuścił i że Pan o nim na zawsze zapomniał. Czyż niewiasta może zapomnieć o dziecku, które karmi? Czy może przestać kochać owoc swego łona? Ale nawet gdyby gdzieś była taka, co o swym dziecku zapomni, to Ja o tobie nie zapomnę nigdy!" (Księga Izajasza 49, 14 - 15)
Bóg nie zapomina o człowieku! Nawet wówczas, gdy człowiek pogubił się na ścieżkach życia, zatracił się, zapomniał o Bogu. Bóg czeka... Choć to może złe określenie, bo czekanie jest postawą bierną, a Bóg poszukuje, dąży do odnowienia relacji. Gdyby Bóg zapominał o człowieku, przestawał się o niego troszczyć, odtrącał go, ignorował, to czy byłby Bogiem pełnym MIŁOŚCI? Bóg nie przypomina pogańskich bożków wymyślonych przez ludzi, którym los ludzi jest mniej lub bardziej obojętny, którzy - jak pokazują mitologie - ludzi traktują jako zabawki. Bóg nasz jest Bogiem pełnym miłości i troski.

Nie jest to dom bohatera tej historii,
lecz jego chata nie wyglądała wiele lepiej
Gdy w 2009 roku przebywałem na Ukrainie, odwiedziliśmy tam wiele wsi, rozdając Nowe Testamenty i literaturę chrześcijańską, rozmawiając z ludźmi o życiu i wierze, starając się pomagać... Pewnego dnia odwiedziliśmy jedną z takich wiosek. Po wstępnej modlitwie podzieliliśmy się na grupki, każdy wziął trochę literatury i poszliśmy w różne strony - tak, aby przed obiadem obejść całą wioskę. Wraz z dwoma lub trzema siostrami i jednym bratem zaczęliśmy chodzić od gospodarstwa do gospodarstwa. Pierwsze, do którego mieliśmy zajść było na samym skraju wsi - widząc stan domu, bardziej przypominający ruinę, zastanawialiśmy się, czy tam w ogóle ktoś mieszka. Podeszliśmy jednak do bramy (rozpadającej się tak, jak i dom) i zaczęliśmy wołać: "Chazajkooooo!" - "Gospodarzuuuu!" Taki tam bowiem zwyczaj, gdy się do kogoś przychodzi, bo to nie miasto, gdzie są domofony i dzwonki przy drzwiach - tam uderza się w bramę (na ogół metalową) i głośno wywołuje właściciela.

Po chwili na podwórku pojawił się mężczyzna - niezbyt wysoki, bardzo chudy i bardzo zaniedbany. Był obnażony od pasa w górę - być może akurat coś robił w obejściu - w podartych i brudnych spodniach. Gdy do nas podszedł, poczuliśmy od niego woń alkoholu - lecz najwyraźniej nie wypił go jeszcze dużo, gdyż nie był pijany. Zaczęliśmy rozmowę standardowo (po rosyjsku) - że jesteśmy chrześcijanami, że przyjechaliśmy do sąsiedniej wioski do Kościoła, że jesteśmy z Polski, ale są z nami także bracia i siostry z Norwegii i USA i że mamy dla niego podarek... Podaliśmy mu Biblię... Ludzie, których tam spotykaliśmy prawie zawsze chętnie brali od nas "gedeonitki" i zaczynała się miła rozmowa. Tym razem było inaczej. ten człowiek nie przyjął Biblii, tylko poprosił nas, byśmy chwilę zaczekali. Wrócił po chwili, wręczając nam jakieś papiery.

Byliśmy szczerze zaciekawieni, co to są za dokumenty. Okazało się, że jest to świadectwo ukończenia... koledżu biblijnego! Człowiek ten opowiedział nam swoją historię. Przed wielu laty odbywał karę w więzieniu. Tam od kogoś dostał Biblię i zaczął ją czytać. To, co w niej wyczytał, miało na niego tak wielki wpływ, że nawrócił się i przyjął chrzest. Po wyjściu z więzienia rozpoczął naukę w szkole biblijnej i po jej ukończeniu został ordynowany na pastora i przez kolejne lata prowadził Kościół, wygłaszał kazania, pomagał ludziom... "A teraz zobaczcie jak żyję! - powiedział nam - Tamto życie było dobrym życiem, i chciałbym znów tak żyć, ale nie wiem jak, nie potrafię, nie wiem jak wrócić do Kościoła. Tyle lat minęło... Ja myślałem, że Bóg o mnie zapomniał, a dziś wy do mnie przychodzicie..." I zaczął płakać - nigdy wcześniej i nigdy później nie widziałem tak płaczącego człowieka! Modliliśmy się z o niego, a on cały czas płakał. Wiedzieliśmy też, że przede wszystkim nie może on zostać dalej sam, że bardzo potrzeba tu stałej pomocy, stałego wsparcia, obecności wierzących przy nim - wiadomość o nim, i gdzie mieszka przekazaliśmy zaraz miejscowym chrześcijanom.

Później odwiedziliśmy też sąsiednie gospodarstwa - wszędzie przyjmowani byliśmy życzliwie, ale też wszędzie słyszeliśmy: "A tam - i wskazywano dom tego człowieka - to w ogóle nie zachodźcie! Szkoda waszego czasu! Z niego i tak już nic nie będzie!" Ludzie już tego człowieka osądzili i wydali wyrok, lecz Bóg go nie przekreślił! Nie znam jego dalszych losów, lecz wierzę, że znalazł się on pod dobrą opieką miejscowego Kościoła, że nie był już sam, że ktoś się o niego zatroszczył... Bóg nie zapomina o człowieku!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz