czwartek, 28 lutego 2013

Potrzeba przebaczenia

"Wtedy podszedł Piotr i zapytał: Panie, ile razy mam wybaczać mojemu bratu, jeśli zgrzeszy przeciwko mnie? Czy aż do siedmiu razy? Jezus odpowiedział: Mówię ci, nie aż do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu razy siedem." (Ewangelia Mateusza 18, 21 - 22 - przekład literacki Ewangelicznego Instytutu Biblijnego)
"Czy kiedykolwiek zdarzyło ci się, żeby ktoś potraktował cię niesprawiedliwie? Czy ktoś skrzywdził cię bez powodu? O ile nie przeżyłeś swojego dotychczasowego życia w jakiejś odciętej od świata jaskini, odpowiedź na to pytanie najprawdopodobniej brzmi 'tak'" - tak pisze wielki chiński chrześcijanin, Brat Yun, w swej książce "Woda żywa", w pierwszych słowach rozdziału mówiącego o przebaczeniu. I to jest prawda - nie ma człowieka, który by nie został nigdy zraniony, a wielu z nas na pewno zostało nieraz bardzo skrzywdzonych przez ludzi. Bo tak już na tym świecie jest - zaczęło się to wraz z upadkiem Adama i Ewy i będzie tak, póki Pan nie wróci w chwale. Wszelkie krzywdy są skutkiem grzechu...  
Krzywda jest grzechem, a ten, który nas krzywdzi, jest grzesznikiem. Krzywda, której doznajemy może nas zasmucać tak samo, jak Boga zasmuca grzech, lecz nie powinna wpływać w żaden sposób na naszą postawę względem drugiego człowieka, na to, jak się wobec niego zachowujemy, jakie mamy do niego podejście. Bóg nienawidzi grzechu, lecz kocha każdego człowieka - nawet tego o najbardziej zatwardziałym sercu i tą miłość powinniśmy starać się naśladować. Bóg przebacza grzechy - choć stawia warunek, że człowiek musi się upamiętać, przyjść do Niego i prosić o przebaczenie; my zaś powinniśmy przebaczać nie czekając na nic ze strony tych, którzy nam w czymś zawinili. Powinniśmy przy tym pamiętać, że nie jest tak, że tylko my zostaliśmy skrzywdzeni... Jeśli zrobimy sobie uczciwie "rachunek sumienia", Bóg z pewnością pokaże nam, że również i my skrzywdziliśmy wiele osób. My bardzo lubimy rozliczać krzywdy zadane nam przez innych, i nosić je długo w pamięci, ale nasze własne postępowanie to często "nic takiego" i łatwo o tym zapominamy... Bóg nam o tym przypomina - nie po to, by nam to wytknąć, lecz nawołując do zmiany w naszym życiu i do przebaczania.

Prawdziwe bohaterstwo

Tylko najszlachetniejsze serca są zdolne do przebaczania. Zdolność przebaczania jest cechą ludzi wielkich sercem i duchem. Złość, zaciętość i urazy chowane i pielęgnowane w sercu, obnażają ludzką ułomność, słabość i małość, a mszczenie się, "odgrywanie się" na ludziach - choćby za rzeczywiste i niemałe krzywdy - nie jest żadnym bohaterstwem (choć może się spotkać z pochwałami w rodzaju: "no, ale mu dałeś!") lecz,,, nikczemnością. Odgrywając się na ludziach pokazujemy tylko, że jesteśmy tak samo mali i podli, jak ci, którzy nas skrzywdzili, że niczym się od nich nie różnimy. Jezus - nawołując nas do przebaczenia i własnym przykładem pokazując nam MIŁOŚĆ rodząca przebaczenie - uczył nas w gruncie rzeczy tego, jak mamy wyrastać z małostkowości ludzi "tego świata" na ludzi wielkich, dorastać do Królestwa Niebieskiego, byśmy świat mogli zadziwiać i być wobec świata "znakiem", świadkami Jezusa Chrystusa. Prawdziwym bohaterem jest ten, w którego sercu zwycięża MIŁOŚĆ!

sobota, 23 lutego 2013

Zwiedzione Kościoły - praktyka "kundalini" w chrześcijaństwie

"Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami" (Ewangelia Mateusza 7, 15)
Pamiętam spotkanie z pewnym pastorem z USA... Po kazaniu zaprosił on, by każdy, kto czuje taką potrzebę, przyszedł do niego, a on będzie się nad nim modlił. Dziwiło mnie wówczas, dlaczego w pewnym momencie zamiast kłaść ręce na głowę, zbliża je do podbrzusza osoby, nad którą się modli, i woła: "Fire! Fire! Fire!" ("Ogień! Ogień! Ogień!") i dziwiła mnie też reakcja tej osoby, która nagle... zaczęła się zwijać w pół, jakby coś ścisnęło jej żołądek. Nie czułem się jednak bardzo zaniepokojony - raczej ufałem. Niepokój ogarnął mnie dopiero po obejrzeniu tego filmu:


Zainteresowałem się tematem i z przerażeniem odkryłem, jak wielką falą wdarły się do chrześcijaństwa dziwne nauki, których Jezus nigdy nie głosił, i praktyki, których nie znajdujemy w Biblii. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie, gdy odkryłem, że wiele z tych deformacji - ewangelia sukcesu, "spotkania uzdrowieńcze" czy właśnie różne dziwaczne praktyki "duchowe" - w zasadzie nie różnią się od tego, co głoszą ludzie związani z systemem parareligijnym, który znamy pod terminem "new age". Poznałem wielu ludzi z tych kręgów i z przerażeniem zrozumiałem, że gdyby tylko do tego, co głoszą i co praktykują, odpowiednio często wypowiadali imię Jezusa Chrystusa i powoływali się na słowa z Ewangelii, zyskaliby uznanie w wielu zborach i byli uznani za "mężów bożych"!

Znawcy problematyki new age - m.in. Caryl Matrisciana - od dawna mówią o spisku, uknutym przez guru wschodnich religii, który ma na celu dostosowanie ich wierzeń do mentalności ludzi z "zachodu", wprowadzenie "przemian duchowych" i (tak naprawdę) destrukcję chrześcijaństwa. Od wielu lat ostrzegają oni, że Kościoły są infiltrowane przez wyznawców new age. Ten, kto ma wiedzę na temat new age dostrzeże to i w katolicyzmie (np. spotkania w Asyżu) i w ewangelicznym chrześcijaństwie. Diabeł, działając pod płaszczykiem "nowej duchowości" new age nie wypowiada otwartej wojny Kościołom - on do nich przenika i próbuje zmieniać od środka! New age jest w stanie "przyjąć" Chrystusa i potrafi wykorzystywać Go do własnych celów - i często można spotkać ludzi z tych kręgów, którzy chętnie i z prawdziwą pasją mówią o Chrystusie. Często jednak trudno odpowiednio szybko wyłapać, że oni fałszują wizerunek Pana. Ciekawe jest to, że wiele praktyk "charyzmatycznych" pojawia się w Ameryce w latach 80-tych i 90-tych, gdy new age - przyniesiony na zachód przez hippisów - miał już odpowiednio ugruntowaną pozycję, a elementy religii wschodnich czy wręcz okultyzmu na dobre zagościły w pop-kulturze.

To, co możemy zobaczyć w filmie, to tak naprawdę praktyki okultystyczne. Jak to się stało, że zadomowiły się one w Kościele? I - co ważniejsze - jak możemy się ustrzec? Chrześcijaństwo zawsze było atakowane przez diabła - i nieraz były to ataki skuteczne. Pojawiały się i niekiedy utrwalały elementy wiary pogańskiej, powodując w Kościele wielkie zamieszanie i konflikty. Czy dziś te ataki są silniejsze? Czy mamy oto znak zbliżania się końca świata? Być może tak jest... Może być tak, że stopniowo coraz więcej ludzi znajdzie się pod tymi wpływami. To już przybiera formę ruchu globalnego o charakterze religijnym, a jego przywódcy są zdecydowanie "prorokami", i to zaciekle bronionymi przez wyznawców. ich prorocy pięknie mówią o Chrystusie, ale czy to aby na pewno ten sam Chrystus z kart Ewangelii? Jak mamy się ustrzec? Recepta jest stara: "Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła" (1. List do Tesaloniczan 5, 21 - 22) Badajcie, tzn. z jednej strony starajcie się przeniknąć aż do "korzenia" danych nauk i praktyk, szukajcie wiadomości (poznawajcie), nie przyjmujcie nowinek "jak leci" lecz badajcie ich pochodzenie, studiujcie Słowo Boże i badajcie zgodność tego, co badacie ze Słowem Bożym... To chyba najlepsza recepta.

piątek, 22 lutego 2013

Ale... jak mam się modlić?

"Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem, objawię się wam - mówi Pan..." (Jeremiasza 29, 12 - 14)
Te słowa, przekazane za pośrednictwem Proroka Jeremiasza ludowi, który Bóg umiłował - choć było to tak bardzo dawno temu i w konkretnej sytuacji, w jakiej się Naród Wybrany znalazł (było to, gdy lud Izraela żył w niewoli w Babilonie) - są ponadczasowe. Choć od chwili, gdy zostały spisane, minęło już ponad 2500 lat i choć w międzyczasie przyszedł Chrystus i Izrael (jako naród) nie jest już jedynym ludem Boga, te słowa wciąż są "żywe" i Bóg kieruje je do nas także dziś, pragnąc nas pobudzić do życia z modlitwą na ustach, życia w społeczności z Nim, rozmawiania z Nim każdego dnia, o każdej porze, o wszystkim...

Było to już wiele lat temu. Spędzałem noc w... klasztorze. Tak, tak! W klasztorze! ...u zaprzyjaźnionych Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Kładąc się spać, już leżąc w łóżku w swoim ciepłym śpiworze, zacząłem odmawiać wyuczone na pamięć modlitwy. Gdy skończyłem, zacząłem się - jakoś tak spontanicznie - po prostu Bogu zwierzać ze spraw mojego życia, wcale nieświadomy tego, że właściwie dopiero w tym momencie zacząłem się naprawdę modlić. W pewnym momencie poczułem obecność Boga. Jego potęga pchnęła mnie do tego, by zsunąć się z łóżka i uklęknąć - choć Bóg wcale nie wymaga od nas tego, byśmy zawsze klękali podczas modlitwy. Zacząłem Bogu mówić o swoich problemach, wyznawać grzechy - dziś myślę, że była to pierwsza prawdziwa spowiedź w moim życiu! - i prosić o przemianę serca... Była głęboka noc, a mój pokój był oddalony od innych - od miejsc, gdzie spali inni (goszczący mnie zakonnicy) oddzielała mnie cała kondygnacja pustych pomieszczeń - więc nie musiałem się krępować i modliłem się na głos. Pamiętam, że płakałem... Obecność Boga była tak wyczuwalna, że czułem ją tak, jakby On - sam Bóg! - klęczał obok mnie. Po raz pierwszy doświadczyłem tak niesamowitej bliskości. Po raz pierwszy poznałem, że Bóg nie jest daleko od nas - nie siedzi na swym wyniosłym tronie i nie patrzy na nas z góry, lecz jest realnie obecny wśród nas, jest blisko, "na wyciągnięcie ręki". Tej nocy po raz pierwszy w życiu poczułem, jak Bóg otula mnie swoją miłością. Nie dbałem o upływający czas, lecz po prostu cieszyłem się chwilą sam na sam z Bogiem, a gdy skończyłem się modlić z radości ucałowałem wiszący na ścianie krzyż (choć Bóg wcale od nas takich gestów nie wymaga). Okazało się, że modliłem się... 2 godziny, zupełnie nie czując upływu czasu!

czwartek, 21 lutego 2013

Kult posiadania

"Albowiem niczego na świat nie przynieśliśmy, dlatego też niczego wynieść nie możemy. Jeżeli zatem mamy wyżywienie i odzież, poprzestawajmy na tym. A ci, którzy chcą być bogaci, wpadają w pokuszenie i w sidła, i w liczne bezsensowne i szkodliwe pożądliwości, które pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy; niektórzy, ulegając jej, zboczyli z drogi wiary i uwikłali się sami w przeróżne cierpienia. Ale ty, człowiecze Boży, unikaj tego, a zabiegaj o sprawiedliwość, pobożność, wiarę, miłość, cierpliwość, łagodność. Staczaj dobry bój wiary, uchwyć się żywota wiecznego, do którego też zostałeś powołany i złożyłeś dobre wyznanie wobec wielu świadków." (1 List do Tymoteusza 6, 7-12)
Źródło: Gazeta.pl
Nie zamierzam osądzać zwycięzcy tego konkursu. Będąc tylko grzesznym i ograniczonym człowiekiem, nie mam do tego żadnego prawa, bo nie mam wglądu w jego serce. Nie znam jego intencji, nie znam zamiarów... Tak więc nie osądzam, a wprost przeciwnie: skoro tego pragnął i skoro cieszy się z wygrania konkursu, skoro jest to spełnieniem jego marzeń, to serdecznie mu gratuluję. Nie zazdroszczę - a życzę jak najlepiej. Jest jednak w tej wiadomości coś, co skłania mnie do przemyśleń...

Żyjemy w świecie przeżartym materializmem, skażonym kultem posiadania, bogacenia się, konsumpcjonizmem, pożądaniem, szpanerstwem. Jest to "złoty cielec", któremu każdego dnia biją pokłony miliony ludzi na tym świecie

Posiadać jak najwięcej... 
Posiadać - czy tego potrzebujemy, czy nie... 
Posiadać więcej od innych... 
Posiadać coś lepszego... 
Posiadać wszystko, co najnowocześniejsze... 
Posiadać wszystko, czego zapragną nasze oczy... 
Zarabiać pieniądze... 
Zdobywać pieniądze... 
Gromadzić pieniądze... 
Wydawać pieniądze... 
Mieć jeszcze więcej pieniędzy...
Jeszcze więcej kupować... 
OBŁĘD TEGO ŚWIATA!

Życie tego świata toczy się wokół tego "złotego cielca". Na każdym kroku spotykamy jego "świątynie" - mamy je już w każdym mieście. Ich "misjonarze" są także bardzo aktywni "pukają do naszych drzwi" przez ekrany naszych telewizorów i monitory komputerów. Krążą po naszych ulicach z megafonami i krzyczą: "Tylko teraz wyjątkowa oferta! Możesz MIEĆ ......................!" Nie chcą, byś się zastanawiał, czy tego naprawdę potrzebujesz, czy cię na to stać - oni chcą, byś POŻĄDAŁ tego, co oni pragną ci sprzedać! Tak, jakby MIEĆ było w życiu najważniejsze. Wsączają w nas, kropla po kropli, truciznę ŻĄDZY POSIADANIA. Nic innego nie jest też powodem, dla których organizuje się takie konkursy - jest to pobudzeniem chciwości, pobudzaniem ŻĄDZY POSIADANIA. Służy to rozwojowi kultu, przyciąganiem ludzi, by złożyli hołd cielcowi.

Podkreślam jeszcze raz - nie osądzam tego młodego człowieka. Raczej modlę się, by jego życie nie zostało zniszczone, by nie przywiązywał się do dóbr materialnych. Z niepokojem patrzę na jego wysiłki, na pozyskiwane dobra i modlę się o mądrość dla niego. Modlę się, by nie stał się ofiarą diabelskiej sieci.

Proste rozwiązanie

"Jest dziś wielu ludzi, dla których mowa o krzyżu jest głupstwem. Gdyby zapewnić ich, że mogą otrzymać wieczną szczęśliwość i zbawienie dusz dzięki szlachetnym uczynkom i poświęceniu swojej energii i umiejętności, byliby skłonni prędzej w to uwierzyć. Jednak ukrzyżowana osoba, Jezus Chrystus, w ich mniemaniu nie może być drogą do zbawienia. Zbyt proste, bez głębi godnej inteligentnego człowieka. Czyżby? A może raczej to, co uchodzi powszechnie za dobrą i sprawdzoną drogę do szczęścia to tylko wyrafinowana gra pozorów?" ("Dobry Zasiew 2013", 9 luty, wyd. GBV Dillenburg GmbH)

W tej myśli "coś jest"... My, ludzie, łatwo pokładamy ufność we własnych siłach, we własnych możliwościach. Gdy popularne czasopisma donoszą o postępach naszych naukowców, czytamy to z ogromnym zainteresowaniem... Pojawiają się artykuły - póki co czysto teoretyczne - mówiące o "życiu wiecznym", a raczej o tym, że medycyna jest na dobrej drodze do tego, że będzie można przedłużać życie praktycznie w nieskończoność. I wielu ludzi gotowych jest w to uwierzyć, choć jest to najczystszym science-fiction (czytaj: bajkami dla dorosłych)! Oczywiście postępy medycyny są ogromne, ale naiwnością jest sadzić, że dzięki niej kiedyś będziemy mogli żyć nieskończenie długo - byłoby to zwyczajnie niezgodne z "prawami natury" (w tym zasadami termodynamiki). A jednak ludziom łatwiej przychodzi fantazjowanie, niż uwierzenie, że możemy żyć wiecznie - w ciałach, które się nie będą starzeć, będą odporne na choroby - tylko jeśli zawierzymy Jezusowi Chrystusowi.

Są ludzie, którym łatwiej przychodzi uwierzyć w możliwość życia wiecznego, gdy rewelacje te zostaną przedstawione w odpowiednio "naukowy" sposób, a wzruszeniem ramion skwitują, gdy się będzie próbowało im mówić o zbawieniu, które jest dostępne dla każdego, od dwóch tysięcy lat dzięki Jezusowi Chrystusowi. W życiu codziennym też pokładamy podobną ufność we własnych możliwościach - w tym, co potrafimy zrobić sami. Lecz nasze możliwości są bardzo ograniczone - i zawsze dojdziemy do miejsca, gdzie będzie znak "KONIEC"! Boga natomiast nic nie ogranicza... I tam, gdzie my nie jesteśmy w stanie dojść używając naszych zdolności, tam On daje nam... proste rozwiązanie. Wielu ludzi uważa się jednak za "zbyt mądrych" na to, aby z niego skorzystać. A jeśli ktoś nas, którzy z tego rozwiązania korzystamy, uzna za "głupich" i "naiwnych"? No cóż...
"...ale to, co u świata głupiego, wybrał Bóg, aby zawstydzić mądrych, i to, co u świata słabego, wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mocne..." (1. List do Koryntian 1, 27)

wtorek, 19 lutego 2013

Bóg nie zapomina o człowieku

"Syjon bowiem narzekał, że Bóg go opuścił i że Pan o nim na zawsze zapomniał. Czyż niewiasta może zapomnieć o dziecku, które karmi? Czy może przestać kochać owoc swego łona? Ale nawet gdyby gdzieś była taka, co o swym dziecku zapomni, to Ja o tobie nie zapomnę nigdy!" (Księga Izajasza 49, 14 - 15)
Bóg nie zapomina o człowieku! Nawet wówczas, gdy człowiek pogubił się na ścieżkach życia, zatracił się, zapomniał o Bogu. Bóg czeka... Choć to może złe określenie, bo czekanie jest postawą bierną, a Bóg poszukuje, dąży do odnowienia relacji. Gdyby Bóg zapominał o człowieku, przestawał się o niego troszczyć, odtrącał go, ignorował, to czy byłby Bogiem pełnym MIŁOŚCI? Bóg nie przypomina pogańskich bożków wymyślonych przez ludzi, którym los ludzi jest mniej lub bardziej obojętny, którzy - jak pokazują mitologie - ludzi traktują jako zabawki. Bóg nasz jest Bogiem pełnym miłości i troski.

Nie jest to dom bohatera tej historii,
lecz jego chata nie wyglądała wiele lepiej
Gdy w 2009 roku przebywałem na Ukrainie, odwiedziliśmy tam wiele wsi, rozdając Nowe Testamenty i literaturę chrześcijańską, rozmawiając z ludźmi o życiu i wierze, starając się pomagać... Pewnego dnia odwiedziliśmy jedną z takich wiosek. Po wstępnej modlitwie podzieliliśmy się na grupki, każdy wziął trochę literatury i poszliśmy w różne strony - tak, aby przed obiadem obejść całą wioskę. Wraz z dwoma lub trzema siostrami i jednym bratem zaczęliśmy chodzić od gospodarstwa do gospodarstwa. Pierwsze, do którego mieliśmy zajść było na samym skraju wsi - widząc stan domu, bardziej przypominający ruinę, zastanawialiśmy się, czy tam w ogóle ktoś mieszka. Podeszliśmy jednak do bramy (rozpadającej się tak, jak i dom) i zaczęliśmy wołać: "Chazajkooooo!" - "Gospodarzuuuu!" Taki tam bowiem zwyczaj, gdy się do kogoś przychodzi, bo to nie miasto, gdzie są domofony i dzwonki przy drzwiach - tam uderza się w bramę (na ogół metalową) i głośno wywołuje właściciela.

Po chwili na podwórku pojawił się mężczyzna - niezbyt wysoki, bardzo chudy i bardzo zaniedbany. Był obnażony od pasa w górę - być może akurat coś robił w obejściu - w podartych i brudnych spodniach. Gdy do nas podszedł, poczuliśmy od niego woń alkoholu - lecz najwyraźniej nie wypił go jeszcze dużo, gdyż nie był pijany. Zaczęliśmy rozmowę standardowo (po rosyjsku) - że jesteśmy chrześcijanami, że przyjechaliśmy do sąsiedniej wioski do Kościoła, że jesteśmy z Polski, ale są z nami także bracia i siostry z Norwegii i USA i że mamy dla niego podarek... Podaliśmy mu Biblię... Ludzie, których tam spotykaliśmy prawie zawsze chętnie brali od nas "gedeonitki" i zaczynała się miła rozmowa. Tym razem było inaczej. ten człowiek nie przyjął Biblii, tylko poprosił nas, byśmy chwilę zaczekali. Wrócił po chwili, wręczając nam jakieś papiery.

Byliśmy szczerze zaciekawieni, co to są za dokumenty. Okazało się, że jest to świadectwo ukończenia... koledżu biblijnego! Człowiek ten opowiedział nam swoją historię. Przed wielu laty odbywał karę w więzieniu. Tam od kogoś dostał Biblię i zaczął ją czytać. To, co w niej wyczytał, miało na niego tak wielki wpływ, że nawrócił się i przyjął chrzest. Po wyjściu z więzienia rozpoczął naukę w szkole biblijnej i po jej ukończeniu został ordynowany na pastora i przez kolejne lata prowadził Kościół, wygłaszał kazania, pomagał ludziom... "A teraz zobaczcie jak żyję! - powiedział nam - Tamto życie było dobrym życiem, i chciałbym znów tak żyć, ale nie wiem jak, nie potrafię, nie wiem jak wrócić do Kościoła. Tyle lat minęło... Ja myślałem, że Bóg o mnie zapomniał, a dziś wy do mnie przychodzicie..." I zaczął płakać - nigdy wcześniej i nigdy później nie widziałem tak płaczącego człowieka! Modliliśmy się z o niego, a on cały czas płakał. Wiedzieliśmy też, że przede wszystkim nie może on zostać dalej sam, że bardzo potrzeba tu stałej pomocy, stałego wsparcia, obecności wierzących przy nim - wiadomość o nim, i gdzie mieszka przekazaliśmy zaraz miejscowym chrześcijanom.

Później odwiedziliśmy też sąsiednie gospodarstwa - wszędzie przyjmowani byliśmy życzliwie, ale też wszędzie słyszeliśmy: "A tam - i wskazywano dom tego człowieka - to w ogóle nie zachodźcie! Szkoda waszego czasu! Z niego i tak już nic nie będzie!" Ludzie już tego człowieka osądzili i wydali wyrok, lecz Bóg go nie przekreślił! Nie znam jego dalszych losów, lecz wierzę, że znalazł się on pod dobrą opieką miejscowego Kościoła, że nie był już sam, że ktoś się o niego zatroszczył... Bóg nie zapomina o człowieku!

Chrześcijanie a Izrael

"Pytam więc: Czy Bóg odrzucił swój lud? Bynajmniej. Przecież i ja jestem Izraelitą, z potomstwa Abrahama, z pokolenia Beniamina. Nie odrzucił Bóg swego ludu, który uprzednio sobie upatrzył. Albo czy nie wiecie, co mówi Pismo o Eliaszu, jak się uskarża przed Bogiem na Izraela: Panie, proroków twoich pozabijali, ołtarze twoje poburzyli; i zostałem tylko ja sam, lecz i na moje życie nastają. Ale co mu mówi wyrocznia Boża? Zostawiłem sobie siedem tysięcy mężów, którzy nie zgięli kolan przed Baalem. Podobnie i obecnie pozostała resztka według wyboru łaski. A jeśli z łaski, to już nie z uczynków, bo inaczej łaska nie byłaby już łaską. Cóż więc? Czego Izrael szukał, tego nie osiągnął, ale wybrani osiągnęli; pozostali zaś ulegli zatwardziałości, jak napisano: Zesłał Bóg na nich ducha znieczulenia, dał im oczy, które nie widzą, i uszy, które nie słyszą, aż do dnia dzisiejszego. A Dawid powiada: Niechaj stół ich stanie się dla nich sidłem i siecią, i zgorszeniem, i zapłatą; niech zaćmią się ich oczy, aby nie widzieli, a grzbiet ich pochyl na zawsze. Mówię tedy: Czy się potknęli, aby upaść? Bynajmniej. Wszak wskutek ich upadku zbawienie doszło do pogan, aby w nich wzbudzić zawiść. Bo jeśli ich upadek stał się bogactwem świata, a ich porażka bogactwem pogan, to o ileż bardziej ich pełnia? Do was zaś, którzy jesteście z pogan, mówię: Skoro już jestem apostołem pogan, służbę moją chlubnie wykonuję; może w ten sposób pobudzę do zawiści rodaków moich i zbawię niektórych z nich. Jeśli bowiem odrzucenie ich jest pojednaniem świata, to czym będzie przyjęcie ich, jeśli nie powstaniem do życia z martwych? A jeśli zaczyn jest święty, to i ciasto; a jeśli korzeń jest święty, to i gałęzie. Jeśli zaś niektóre z gałęzi zostały odłamane, a ty, będąc gałązką z dzikiego drzewa oliwnego, zostałeś na ich miejsce wszczepiony i stałeś się uczestnikiem korzenia i tłuszczu oliwnego, to nie wynoś się nad gałęzie; a jeśli się chełpisz, to pamiętaj, że nie ty dźwigasz korzeń, lecz korzeń ciebie. Powiesz tedy: Odłamane zostały gałęzie, abym ja był wszczepiony. Słusznie! Odłamane zostały z powodu niewiary, ty zaś trwasz dzięki wierze; nie wzbijaj się w pychę, ale się strzeż. Jeśli bowiem Bóg nie oszczędził gałęzi naturalnych, nie oszczędzi też ciebie. Zważ tedy na dobrotliwość i surowość Bożą - surowość dla tych, którzy upadli, a dobrotliwość Bożą względem ciebie, o ile wytrwasz w dobroci, bo inaczej i ty będziesz odcięty. Ale i oni, jeżeli nie będą trwali w niewierze, zostaną wszczepieni, gdyż Bóg ma moc wszczepić ich ponownie. Bo jeżeli ty, odcięty z dzikiego z natury drzewa oliwnego, zostałeś wszczepiony wbrew naturze w szlachetne drzewo oliwne, o ileż pewniej zostaną wszczepieni w swoje drzewo oliwne ci, którzy z natury do niego należą. A żebyście nie mieli zbyt wysokiego o sobie mniemania, chcę wam, bracia, odsłonić tę tajemnicę: zatwardziałość przyszła na część Izraela aż do czasu, gdy poganie w pełni wejdą, i w ten sposób będzie zbawiony cały Izrael, jak napisano: Przyjdzie z Syjonu wybawiciel i odwróci bezbożność od Jakuba. A to będzie przymierze moje z nimi, gdy zgładzę grzechy ich. Co do ewangelii, są oni nieprzyjaciółmi Bożymi dla waszego dobra, lecz co do wybrania, są umiłowanymi ze względu na praojców. Nieodwołalne są bowiem dary i powołanie Boże. Bo jak i wy byliście niegdyś nieposłuszni Bogu, a teraz dostąpiliście miłosierdzia z powodu ich nieposłuszeństwa, tak i oni teraz, gdy wy dostępujecie miłosierdzia, stali się nieposłuszni, ażeby i oni teraz miłosierdzia dostąpili.  Albowiem Bóg poddał wszystkich w niewolę nieposłuszeństwa, aby się nad wszystkimi zmiłować. O głębokości bogactwa i mądrości, i poznania Boga! Jakże niezbadane są wyroki jego i nie wyśledzone drogi jego! Bo któż poznał myśl Pana? Albo któż był doradcą jego? Albo któż wpierw dał mu coś, aby za to otrzymać odpłatę? Albowiem z niego i przez niego i ku niemu jest wszystko; jemu niech będzie chwała na wieki. Amen." (List do Rzymian 11)

Wielką herezją jest głoszenie, że Bóg porzucił Izrael. Wielką herezją jest nauczanie, że oto teraz tylko chrześcijanie są ludem wybranym, "nowym Izraelem". "Teologia zastępstwa" pojawiła się w Kościele katolickim wraz z antysemityzmem - gałązka wszczepiona w drzewo oliwne, zaczęła wynosić się ponad inne gałęzie. Doszło do tego, że uznano się za "jedyny prawdziwy Izrael", a Izraelitów zaczęto traktować w sposób często wręcz skandaliczny. Niektórzy poszli tak daleko tą drogą negacji, że dziś mówią, że Żydzi to tak naprawdę nie Żydzi, lecz Chazarowie, że wcale nie są potomkami Izraela. Być może lepiej się z tym czują - czują się usprawiedliwieni, gdy żądają "zaprzestania okupacji" Palestyny, gdy wyrażają się z pogardą, gdy piszą o "żydowskich spiskach"... Może "problemem" jest to, że często sami uważają się za "chrześcijan" i wiedzą, że Biblia została napisana przez Żydów, że Jezus był Żydem (niektórzy to kwestionują, stwierdzając: "To żydowska propaganda mówi, że Jezus był Żydem, a naprawdę był On Galilejczykiem") - więc jest jakaś potrzeba w takich ludziach, by poodcinać od Biblii i Jezusa tych wszystkich, którymi oni tak pogardzają... To jest naprawdę wielkie odstępstwo od wiary, od Boga, od Biblii!

Jako chrześcijanie kochamy Naród Wybrany...  Tak, jak kiedyś diabeł namieszał w sercach ludzi, że ci, którzy uważali się za "chrześcijan" zaczęli nienawidzić potomków tych, których Bóg prowadził tak wiele wieków, tak później Bóg dotknął się serc tych, którzy zaufali Ewangelii Chrystusowej, pobudzając ich do miłości do Izraela. Bóg pomaga nam zrozumieć, że nie porzucił On swego ludu, nie odwrócił się od Niego, nie zapomniał o nim, lecz dopuścił, by wśród nich zapadła duchowa ciemność, byśmy my mogli otrzymać światło i być zbawieni - by nas wszczepić w Izraela. Jeśli my - chrześcijanie jesteśmy dzisiaj tymi wybranymi przez Boga, to oznacza, że zostaliśmy wszczepieni w ten lud. Dlatego choćby nie ma w chrześcijaństwie miejsca na antysemityzm - jeśli ktoś gardzi narodem żydowskim, to jakże może być chrześcijaninem?  Nie mamy Żydów kochać bardziej niż innych ludzi - nie mamy czynić różnicy pomiędzy ludźmi a ludźmi - ale powinniśmy pamiętać, że to w ten lud zostaliśmy wszczepieni, a przez to ma on dla nas większe znaczenie.

niedziela, 17 lutego 2013

Kto kocha, nie wyrządza zła

"Lecz gdy faryzeusze usłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zgromadzili się wokół niego, a jeden z nich, znawca zakonu, wystawiając go na próbę, zapytał: Nauczycielu, które przykazanie jest największe? A On mu powiedział: Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej. To jest największe i pierwsze przykazanie. A drugie podobne temu: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się cały zakon i prorocy." (Ewangelia Mateusza 22, 34 - 40)
O miłości bliźniego pisałem już trzykrotnie, w tekstach "Miłość bliźniego", "Będziesz miłował..." i "Kryzys miłości". Było też o tolerancji - w związku z wspaniałą wypowiedzią Johna Godsona. Tolerancja - powtórzę to, co już napisałem to szacunek do drugiego człowieka, realizowanie w praktyce przykazania miłości bliźniego. Przez miłość bliźniego należy rozumieć zachowywanie wszystkich przykazań, nie czynienie bliźniemu żadnego zła, nie poniżanie, nie potępianie go (potępiać możemy tylko zło, które czyni), traktowanie innych z ogromną czułością i delikatnością. Niestety, w relacjach z innymi ludźmi często zachowujemy się jak "słoń w składzie porcelany", czyniąc swym zachowaniem wielkie spustoszenie. Czasem czuję się bardzo zażenowany tym, jak potrafią się do innych ludzi odnosić ludzie z kręgów protestanckich, "ewangelicznie wierzący"...

Źródło: Chn24.pl 
to, co mówimy i piszemy nie jest obojętne. Czasem możemy mieć nawet rację (nie jest tak w przypadku przedstawionym powyżej), lecz ważne jest to, jak się odnosimy do innych, jak przedstawiamy sprawę. Tylko przemawiając z pokorą w duchu miłości, jesteśmy ambasadorami Boga - bez pokory i miłości, choćbyśmy mieli rację, reprezentujemy interesy... piekła. Czyniąc zło, krzywdząc innych - choćbyśmy mieli rację w jakichś sprawach - obracamy się przeciwko Bogu! Stając się nieprzyjaciółmi jakiegokolwiek człowieka, stajemy się nieprzyjaciółmi Boga, gdyż Bóg pragnie przyjaźni z każdym człowiekiem! 

Jeśli nie kochamy KAŻDEGO człowieka, to jakże możemy miłować naprawdę Boga, który KAŻDEGO człowieka kocha? Miłość to także szacunek - jeśli nie szanujemy innych, to jakiż jest nasz "szacunek do Boga"? Miłość i szacunek do innych ludzi jest jednym z zewnętrznych przejawów prawdziwej miłości do Boga, która kryje się w sercu. Jeśli tych zewnętrznych elementów miłości i szacunku do bliźnich brakuje, to jest to sygnał, że w sercu człowieka źle się dzieje... Co takiego się dzieje? Dlaczego tak łatwo ludzie czytający Biblię otwierają "drzwi frontowe" przed Chrystusem, a równocześnie nie dbają o "drzwi od ogrodu", którymi wchodzi zło? Obecność zła w sercu człowieka sprawia, że... nie ma w nim tak naprawdę miejsca dla Chrystusa.

środa, 13 lutego 2013

"Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni..."

"Od góry Hor wyruszyli potem ku Morzu Czerwonemu, aby obejść ziemię Edom. Lecz lud zniecierpliwił się w drodze. I zaczął lud mówić przeciw Bogu i przeciw Mojżeszowi: Po co wyprowadziliście nas z Egiptu, czy po to, abyśmy pomarli na pustyni? Gdyż nie mamy chleba ani wody i zbrzydł nam ten nędzny pokarm. Wtedy zesłał Pan na lud jadowite węże, które kąsały lud, i wielu z Izraela pomarło. Przyszedł więc lud do Mojżesza i rzekli: Zgrzeszyliśmy, bo mówiliśmy przeciwko Panu i przeciwko tobie; módl się do Pana, żeby oddalił od nas te węże. I modlił się Mojżesz za lud. I rzekł Pan do Mojżesza: Zrób sobie węża i osadź go na drzewcu. I stanie się, że każdy ukąszony, który spojrzy na niego, będzie żył. I zrobił Mojżesz miedzianego węża, i osadził go na drzewcu. A jeśli wąż ukąsił człowieka, a ten spojrzał na miedzianego węża, pozostawał przy życiu." (4. Księga Mojżeszowa - tzw. "Liczb" - 21, 4 - 9) "...jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny." (Ewangelia Jana 3, 14 - 16)
Nigdy nie zostałem ukąszony przez żadnego węża i nie potrzebowałem nigdy surowicy - i oby Bóg dał, bym nigdy tego nie doświadczył. Węże są jednak straszne i zawsze wzbudzały w ludziach naturalny lęk. Nie każdy wąż jest niebezpieczny, ale wiele jest bardzo jadowitych. Jad niejednego z nich sprawia, że człowiek umiera w okropnych cierpieniach. Z łatwością można znaleźć wiele materiałów o tym, czego doświadczają ludzie pokąsani przez węże, co się  dzieje z ich ciałami, co czują (a jest to często potworny ból!). Przygotowując to rozważanie obejrzałem nawet zdjęcia ran (czego nie polecam niepełnoletnim i wrażliwym!). Pewna wiedza o tym, co dzieje się z człowiekiem pokąsanym przez węża, daje nam wyobrażenie, jak ciężko doświadczył Bóg swój lud...

Sroga kara aktem... miłości?

Ktoś może powiedzieć: "Bóg - jeśli w ogóle istnieje - nie ma serca, skoro dopuścił do takiego cierpienia". To prawda, że trudno sobie wyobrazić, jak Bóg - o którym przyzwyczailiśmy się myśleć: "Bóg jest miłością" - mógł coś takiego uczynić, ale nieposłuszeństwo ludzi było zapewne tak wielkie, że środki zaradcze musiały być radykalne. Była to odpowiedź Boga na bunt człowieka, na ludzką krnąbrność, nieposłuszeństwo, szemrania, a może i bluźnierstwa. Paradoksalnie jednak - uczynił to dla dobra swego ludu, by doprowadzić swój lud do Ziemi Obiecanej. Gdyby ich nie "spacyfikował", nigdy by nie otrzymali tego, co im obiecał! Jeśli tak na to spojrzymy, cała sytuacja zaczyna wyglądać inaczej - zesłana kara powoduje, że ludzie widzą, co uczynili źle, jest więc narzędziem służącym do poprawy. Bóg przypomina ojca, który daje dziecku klapsa, a czasem używa paska, po to, by dziecka nauczyć lepszego postępowania. Kara za złe postępowanie jest związana z miłością - choć bywa dotkliwa - gdyż służy dobremu.

wtorek, 12 lutego 2013

"Magiczne myślenie" w... katolickim piśmie

Chociaż nie zgadzam się z doktryną katolicką, chętnie zaglądam od czasu do czasu do prasy katolickiej - bo przecież i tam jest wiele wartościowych rozważań i informacji (za te słowa część protestantów by na mnie "nie zostawiła suchej nitki"! Jedną z moich ulubionych gazet był zawsze "Gość Niedzielny" - śledzę ich publikacje na Facebooku. Dzieje się jednak coś dziwnego... 

Kościół katolicki znany jest z walki z magią i pogaństwem... Przecież to głównie katolicy zrobili w ostatnich latach spore zamieszanie wokół Harry'ego Pottera z powodu "czarostwa" (nigdy natomiast nie protestowano przeciwko klasycznym bajkom czy "Akademii Pana Kleksa") i brutalności. Bardzo słusznie Kościół katolicki ostrzega przed amuletami, wszelkiego rodzaju wróżbiarsetwem, praktykami okultystycznymi (np. jasnowidzeniem czy różdżkarstwem), "medycyną" niekonwencjonalną, itp. Z większością tych batalii się w 100% zgadzam i popieram. Tym bardziej mnie zaskoczyły notatki, które pojawiły się dzisiaj na stronie "Gościa Niedzielnego".


Przypomina mi to... czysto pogańskie praktyki wróżbitów, którzy w przeróżnych zjawiskach i w zachowaniu zwierząt - np. z lotu ptaków -dopatrywali się "znaków" i próbowali z nich wyciągać wnioski. Bardzo interesująco kształtują się też wyniki ankiety:

Źródło: Gość.pl (tu też można sprawdzić aktualne wyniki)

Zastanawiam się, czy dopatrywanie się szczególnych znaczeń w tego typu wydarzeniach, nie jest formą wróżbiarstwa. Czy uderzenie pioruna - w tym wypadku - nie jest czymś, co odczytuje się jako wróżbę, nie przyszłości wprawdzie, lecz "znaczenia" kończącego się - z woli sprawującego urząd - "pontyfikatu"? Czy nie próbuje się za pomocą tego "znaku" umocnić pozycji Josepha "Benedykta XVI" Ratzingera? Niektórzy idą dalej i próbują to łączyć z tzw. "proroctwem Malachiasza", będącym podjętą przed wiekami (według niektórych z nudów podczas konklawe) próbą przepowiadania przyszłości. Czy w ogóle powinniśmy przywiązywać jakieś znaczenie do takich wydarzeń?
"Nie będziecie uprawiać wróżbiarstwa. Nie będziecie uprawiać czarów" (Księga Kapłańska 19, 26) "Nie będziecie się zwracać do wywoływaczy duchów ani do wróżbitów. Nie wypytujcie ich, bo staniecie się przez nich nieczystymi; Ja, Pan, jestem Bogiem waszym" (Księga Kapłańska 19, 31), "Proście Pana o deszcz w porze wiosennej, bo Pan władcą gromów i On zsyła deszcze obfite, daje każdemu zieleń na polu. Posążki bóstw natomiast mówią tylko brednie, wróżbici widzą tylko kłamstwa, i złudne są sny, które wyjaśniają, pocieszają zwodniczo. Dlatego pójdą dalej, podobni do trzody błądzącej ciągle, bo nie ma pasterza" (Księga Zachariasza 10, 1 -2 - tłum. "Biblia Tysiąclecia")
Jeśli znamy starożytne praktyki wróżbiarskie, powinniśmy unikać wszystkiego, co je przypomina. Nie powinniśmy wiązać tego, co dzieje się wokół nas z nami, nie powinniśmy się doszukiwać znaków - z wyjątkiem tych, które mamy zawarte w biblijnych proroctwach. Wszystko to prowadzi nas na manowce, może być bardzo niebezpieczne duchowo. Przywiązywanie znaczenia do uderzania pioruna - czy tak samo do spadnięcia łyżki (zabobon ludowy mówi nam: "ktoś głodny przyjdzie!"), i tym podobnych - nie jest niczym innym, jak formą guślarstwa, pogańskimi przesądami! Nie jest to wcale tak "niewinne", jak może się z pozoru wydawać, choć na pewno jest głupie.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Fałszywy obraz Boga w kalwinizmie

Choć Jan Kalwin nie żyje od 450 lat, jego nauki przetrwały. Co zadziwiające, przyjęte zostały przez tych, których on bezlitośnie - z gorliwością prawdziwie inkwizutorską - zwalczał. I tak dziś np. niejeden baptysta jest bardziej zagorzałym kalwinistą od niejednego członka Kościoła Ewangelicko - Reformowanego (wywodzącego się od Kalwina). Pomiędzy protestantami toczą się zawzięte spory, zwłaszcza wokół teorii "predestynacji" - według której Bóg tylko niektórych wybrał do życia wiecznego (zbawienie), resztę przeznaczając do posłania do piekła (potępienie). Zwolennicy kalwinizmu potrafią czasem z ogromną pogardą traktować tych, którzy się z nimi nie zgadzają. Niektórzy (!) posuwają się tak daleko, że tych, którzy nie kierują się pięcioma punktami kalwinizmu (będących w istocie... kalwińskich dogmatów wiary!), traktują praktycznie jak pogan, uważając za ludzi, którzy idą drogą prosto do piekła, bo nie uznają tych samych zasad.  Tymczasem przez samego Kalwina byliby (w najlepszym wypadku) przegnani z własnych domów, gdyby mieli pecha urodzić się i żyć tam, gdzie sięgnęła jego władza, choćby za to tylko, że za właściwy uznają chrzest "w wieku świadomym", a nie w niemowlęctwie. Zachęcam do obejrzenia znakomitego wykładu znanego apologety, Dave'a Hunta, nt. błędów teologii reformowanej:



Słowo Boże mówi nam, co innego, niż twierdził Kalwin i współcześni zwolennicy jego teologii: „Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy - bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka - ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia (2. List Piotra 3,9 - tłumaczenie "Biblia Tysiąclecia"). Oczywiście poważnych błędów jest znacznie więcej - mówi o nich Dave Hunt. Dla wielu może być wielkim zaskoczeniem pochodzenie nauki Kalwina o "predestynacji" - zwłaszcza dla tych kalwinizujących ewangelicznych, którzy zakochani w kalwinizmie równocześnie nienawiścią darzą wszystko, co katolickie.

Nie mógłbym być kalwinistą z tego jednego powodu, że Słowo Boże mówi co innego, niż słowa Kalwina i jego uczniów. Szanuję przy tym tych, którzy wyznają kalwinizm - dobrym naukom i ciekawym wnioskom chętnie przyklasnę (cytowałem niedawno przecueż Johna Pipera). Odnoszę jednak wrażenie, że czytują oni inną Biblię - a raczej co prawda tę samą Biblię, ale w świetle nauczania ludzkiego, w świetle kalwińskiej filozofii, która - podobnie, jak to jest w katolicyzmie, narzuca konkretną interpretację i nie pozwala na inną. Gdy ktoś przyjmuje kalwinizm jako dogmat, zaczyna w Biblii szukać tego, co potwierdza te przekonania.

sobota, 9 lutego 2013

Oj, będzie się działo!

Dwóch panów...
Z dwóch brzegów Oceanu...
Jeden czarny, drugi biały...
Dwa odmienne style muzyki...

Ta sama radość...
Ta sama miłość do Boga...
Ta sama Ewangelia w pieśniach...

Jeden to Graham Kendrick
Drugi - Israel Houghton
Obu ich cenię tak samo...




Bardzo się ucieszyłem, gdy 31 grudnia oficjalnie ogłoszono, że Graham Kendrick (Wielka Brytania) przyjeżdża do Polski, by zagrać 18 maja w Warszawie podczas "Marszu dla Jezusa". Jest on jednym z tych ludzi, którzy pod natchnieniem pochodzącym od Boga tworzyli nowe brzmienia uwielbienia - współczesną muzykę chrześcijańską. Był jednym z tych, którzy zmienili brzmienie uwielbienia w naszych zborach i w katolickich parafiach. W wielu miejscach można też usłyuszeć jego najbardziej znane pieśni, jak "The Servant King", czy "Shine, Jesus, Shine" - śpiewamy je także u nas w Polsce, w polskich wresjach, a teraz (mam taką nadzieję), zabrzmią dla nas w oryginalnym wykonaniu.


Israel Houghton jest liderem uwielbienia w największym amerykańskim Kościele - "Lakewood Church" w Houston (Teksas), którego pastorem jest Joel Osteen. Jest znanym na świecie muzykiem wykonującym muzykę gospel (z domieszką rocka i jazzu). Koncertuje z własnym zespołem "New Breed". Zalicza się do najznakomitszych wykonawców wspólczesnej muzyki gospel. Cieszy się wielką popularnością także u nas w Polsce. Do najbardziej lubianych jego kompozycji zalicza się: "Alpha & Omega" (dla mnie osobiście jest to jedna z najpiękniejszych piesni chrześcijańskich, jakie kiedykolwiek zostały napisane) i "Lord, You are good". Dziś otrzymałęm informację, że Israel wystąpi dla nas 30 maja w Mysłowicach, podczas koncertu "Bądź jak Jezus"

 

Głęboko wierzę, że oba te koncerty będą wielkimi i pełnymi namaszczenia NABOŻEŃSTWAMI (bo tym w gruncie rzeczy jest każdy dobry koncert muzyki chrześcijańskiej) i że dla bardzo wielu ludzi w naszym kraju będzie to wielkie błogosławieństwo. Moją modlitwą jest, by poprzez posługę tych wspaniałych muzyków Bóg dotknął się serc wielu ludzi w naszym kraju. Co ważne - na oba te koncerty wstęp będzie BEZPŁATNY!

Nie dawaj mi bogactwa ni nędzy...

"Żaden sługa nie może dwóm panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzieć będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie." (Ew. Łukasza 16, 13)
Kto z nas nie zna bajeczek Disneya? Kto nie zna kaczora Donalda i jego wuja, Sknerusa McKwacza (w oryginale Scrooge McDuck)? Kogo nie bawiły "kąpiele" Sknerusa w jego skarbcu wypełnionym złotem? Disney pokazał go podobnie, jak Dickens swego Ebenezera Scrooge w "Opowieści wigilijnej" (oryginalne imię Sknerusa - Scrooge - nawiązuje do twórczości Dickensa) - jako dziwaka i w gruncie rzeczy osobę ze sporymi problemami psychicznymi. Ale... czy nie ma w nas pragnienia, by móc się "kąpać' w złocie jak Sknerus McKwacz? Czy nie ma w nas pragnień, by mieć willę z basenem, helikopter, jacht, rolls-royce'a i tylko obserwować, jak nam przybywa na koncie? Wielu ludzi, choć czasem nie przypominają na pozór Sknerusa, dąży w gruncie rzeczy do tego, by POSIADAĆ - ich życie zdaje się "obracać wokół pieniądza".

Złoto... Kto wie, czy ono nie błyszczy "najpiękniej" dla tego, kto go nie posiada i ma puste kieszenie... Im bardziej dotkliwa pustka w kieszeniach, tym łatwiej zapewne przystaniemy przy tym, kto nam pokaże sztabkę złota i powie: "Wyzwól się z niewoli braku pieniędzy! Uwierz w siebie, a zobaczysz, że możesz też mieć takie sztabki złota, jakie mam ja. Kiedyś byłem taki jak ty, też byłem w kieracie pracy - robiłem dla innych i nic z tego nie miałem - a teraz spójrz na mój garnitur, zobacz jak mieszkam, czym jeżdżę i gdzie jadam!" Gdy już się zainteresujemy, taka osoba nam mówi: "Ty też możesz zmienić swoje życie! Ty nie musisz zasuwać cały dzień, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku do usranej śmierci - jeśli mi się udało, tobie też się może udać, tylko musisz zmienić sposób myślenia. Powiem ci, jak to osiągnąć. Przeczytaj tą książkę, posłuchaj tego wykładu, przyjdź na konferencję... Za to wszystko, oczywiście, musisz zapłacić, ale potraktuj to jako inwestycję w siebie." 

*****

Kilka dni temu zadzwonił do mnie mój dobry kolega, bardzo chcąc się ze mną spotkać... Nasze spotkania zazwyczaj przybierały formę dyskusji o tym, dlaczego nasze kieszenie są puste i jak możemy je zapełnić... Od początku obawiałem się, że tak będzie i tym razem. I nie myliłem się - kolega przyszedł z kolejnym "wspaniałym pomysłem na biznes", handel kosmetykami w ramach "marketingu bezpośredniego". Owszem, produkt przyjemny i nawet ceny dość przystępne (przynajmniej tak się wydaje mnie, jako laikowi). 40% od każdego sprzedanego produktu - to także brzmi nieźle. "Spójrz na tego człowieka - wskazał mi zdjęcie w firmowym magazynie. - On zarabia 50.000 złotych miesięcznie. Nie trzeba wiele pracować. Pracujesz dla siebie i tyle ile chcesz. najlepiej zarabiasz jeśli zbudujesz wokół siebie grupę - wówczas to ludzie, których wprowadzisz w system, zaczynają tak naprawdę pracować dla ciebie i powiększać twoje zyski. Po pewnym czasie Ty już w zasadzie nie musisz nic robić, a zyski same przychodzą. A jeśli sobie dobrze radzisz, firma da ci mercedesa wartego 400.000..." Brzmi nieźle, prawda? Jeśli ktoś ci pokaże, że nie musisz zasuwać ileś godzin dziennie i lękać się o jutro, że możesz mieć willę z basenem i latać na Bahamy, to... tego się tak miło słucha!

czwartek, 7 lutego 2013

Kto podepcze godność brata swego...

Jezus mówi: "Jeśli w swej sprawiedliwości a nie posuniecie się dalej niż znawcy Prawa i faryzeusze, nie wejdziecie do Królestwa Niebios. Wiecie o tym, że przodkom powiedziano: Masz nie zabijać, a a kto popełni zabójstwo, będzie podlegał karze. Ja wam natomiast mówię: Każdy, kto żywi gniew a względem swojego brata, będzie podlegał karze. Kto podepcze jego godność, stanie przed Radą Najwyższą, a kto go nazwie głupcem, skończy w ogniu miejsca wiecznej kary." (Ewangelia Mateusza 5, 20 - 22 - przekład literacki EIB)
Pewnego dnia, gdy wielki tłum zgromadził się wokół Jezusa, Pan nasz wstąpił na górę - by być dla wszystkich lepiej widocznym i lepiej słyszalnym - i zaczął nauczać. Zaczął od słów: "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest Królestwo Niebios..." - tak dobrze znamy Osiem Błogosławieństw, o których nam wówczas mówił. Dla wielu chrześcijan są to ulubione słowa wypowiedziane przez Jezusa. Ale to zaledwie niewielki fragment "kazania na górze". Jak radzimy sobie z przyswojeniem innych jego fragmentów? Osiem Błogosławieństw jest jak balsam dla wierzących... Czy równie chętnie przyjmujemy wypowiedziane chwilę później pouczenia?

Jezus bardzo często w swoich naukach odwołuje się do przykładu faryzeuszy - zawsze przestrzegając: "nie czyńcie tak, jak oni!" Faryzeusze zajmowali pierwsze miejsca w synagogach, byli bardzo religijni i skrupulatni w przestrzeganiu prawa - byli wielkimi formalistami - a przy tym ich wielka religijność była tylko na pokaz, by wzbudzać podziw i szacunek u ludzi. "Jeśli w swej sprawiedliwości nie posuniecie się dalej niż znawcy Prawa i faryzeusze..." - w Biblii Warszawskiej ujęto to: "Jeśli sprawiedliwość wasza nie będzie obfitsza niż sprawiedliwość uczonych w Piśmie i faryzeuszów..." a w "Słowie Życia": "...jeśli nie prześcigniecie faryzeuszy i innych żydowskich przywódców w dobroci i prawości..." -  ma takie samo znaczenie, jak w innych przypadkach, gdy Jezus nawiązywał do praktyk faryzejskich: nie czyńcie tak, jak czynią oni! Jezus nie zachęca do ścigania się z faryzeuszami i "uczonymi w Piśmie" w pobożności i uczynkach, lecz mówi nam, byśmy nie byli religijni na pokaz, lecz by nasza wiara płynęła z głębi serca. Bóg nie chce także byśmy trzymali się sztywno prawa, lecz szukali zrozumienia tego, co Bóg nam chce przez dane nam prawo powiedzieć. Tak rozumiem te słowa.

A dalszych słów jak słuchamy? Myślę, że wielu chrześcijan - niestety - ma problemy z tymi słowami, zwłaszcza z:  "Kto podepcze jego godność, stanie przed Radą Najwyższą, a kto go nazwie głupcem, skończy w ogniu miejsca wiecznej kary.Dlaczego tak uważam? Bo zbyt często spotykam się z przypadkami osądzania a nawet "odsądzania od czci i wiary" wśród tzw. "ewangelicznych chrześcijan". Trzymanie się Biblii, to jedno - "okładanie nią" tego, który myśli inaczej niż my, czyni - lub mówi - coś, z czym się nie zgadzamy, strofowanie go za "niedoskonałość w wierze" czy wręcz zarzucanie niewiary, odstępstwa lub płytkości i pozorności to zupełnie co innego. Nieraz słyszałem pod swoim adresem: "głupcze!" (gdy ktoś uznawał, że "niedostatecznie rozumiem Biblię"), "kryptokatoliku!" (gdy pojechałem na festiwal organizowany przez katolickiego księdza)... Nieraz słyszałem: "nie jesteś uczniem Chrystusa!", "ty nie jesteś ani prawdziwym protestantem, ani nawet chrześcijaninem!" Bo co? Bo nie osiągnąłem poziomu... przekonań tych, którzy tak się do mnie odnosili.

środa, 6 lutego 2013

Tolerancja

Tym razem plik wideo z bardzo wartościowym przesłaniem od pastora (bo choć nie pełni aktualnie tej funkcji, ja jako pastora go poważam) i posła PO, Johna Godsona. W świetle ostatnich wydarzeń mówi on bardzo ważne słowa nt. tolerancji - jak zwykle z radykalnie chrześcijańskiej pozycji.


Aktualizacja 7 lutego 2013:
Dzisiejsza wiadomość dla wielu może być szokiem. Pastor - poseł Godson i znany aktywista gejowski, a obecnie również poseł Robert Biedroń zorganizowali... wspólną konferencję prasową, apelując o wzajemny szacunek w debeacie o związkach partnerskich.
"Poseł PO zaznaczył, że nie oznacza to, że on i Biedroń zmienili poglądy. - Ja z Robertem się znamy, kolegujemy się, jest razem ze mną w parlamentarnym zespole ds. Afryki, często rozmawiamy. Ja go lubię, ale to nie oznacza, że zmieniłem zdanie, jeśli chodzi o sprawę homoseksualizmu - zaznaczył. Godson mówił m.in. że homoseksualizm jest grzechem. (...) Godson przypomniał natomiast, że przez wiele lat był pastorem i często zwracały się do niego osoby homoseksualne. - I nigdy ich nie potępiałem, nie odrzucałem, zawsze ze współczuciem, ze zrozumieniem podchodziłem do nich. A więc chciałbym apelować szczególnie do osób takich jak ja, tzn. do chrześcijan, byśmy w tej sytuacji też okazali taką miłość, jaką Jezus by okazał. Często zadaję sobie pytanie, co zrobiłby Jezus i myślę, że Jezus okazałby szacunek i miłość, nie zmieniając swej nauki - powiedział polityk Platformy." (Wirtualna Polska)
Tolerancja to szacunek do drugiego człowieka, realizowanie w praktyce przykazania miłości bliźniego. I pastor - poseł pokazuje, jak ten ewangeliczny nakaz (!) stosować w życiu. Pewnie osiągnął już więcej, niż wszyscy ci razem wzięci, którzy w niedzielę idą na mszę, a w poniedziałek krzyczą: "pedały do gazu" i obnoszą się z "zakazami pedałowania".

Pastor Godson był także gościem programu "Więc jak?" serwisie SE.pl, gdzie mówił głównie na temat chrześcijańskiego podejścia do problemu homoseksualizmu i tolerancji. Całość wywiadu - który bardzo polecam! - można znaleźć TUTAJ.


poniedziałek, 4 lutego 2013

Czym jest grzech?

"Boże prawo wymaga: 'Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i  całej siły swojej' (Powtórzonego Prawa 6:5). Ale wszyscy kochamy coś innego bardziej. Oto czym jest grzech - odbieranie chwały Bogu, przez cenienie czegoś innego bardziej niż Jego oraz działanie w oparciu o taki system wartości. Dlatego Biblia mówi: 'Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej' (Rzymian 3:23). Czcimy to, co daje nam najwięcej satysfakcji. I to nie jest Bóg. Dlatego grzech nie jest mały, bo nie jest przeciwko małemu Władcy. Wielkość obrazy wzrasta odpowiednio do godności osoby zhańbionej. Stwórca świata jest nieskończenie godny szacunku, oddania i lojalności. Dlatego porażka w kochaniu Go nie jest czymś błahym - jest zdradą. Odbiera chwałę Bogu i niszczy szczęście człowieka." (John Piper, "50 powodów dla których umarł Jezus", tłum. Mateusz Wichary, wydawnictwo "Słowo Prawdy", Warszawa 2012, str. 15 - 16)

Muszę przyznać, że te słowa podziałały na mnie jak "grom z jasnego nieba", bo choć nie "od wczoraj" chodzę do Kościoła, nie "od wczoraj" czytam Biblię, nie "od wczoraj" słucham kazań i nie "od wczoraj" czytam literaturę chrześcijańską, to nikt dotąd nie przedstawiał zagadnienia grzechu w taki sposób. Zazwyczaj się przedstawia grzech jako bunt przeciwko Bogu, akt nieposłuszeństwa. Oczywiście grzech jest buntem i aktem nieposłuszeństwa. Katolicy podczas spowiedzi mówią: "obraziłem Boga następującymi grzechami". I jest to także słuszne stwierdzenie - bo naprawdę każdym swoim grzechem "plujemy Bogu pod nogi"! Pastor Piper rozszerza rozumienie tego, czym jest grzech...

Jakoś nigdy nie wpadłem na to, że przywiązanie do grzechu czyni nas... bałwochwalcami, że problem naszego uwikłania w grzech jest w gruncie rzeczy uwielbieniem czegoś / kogoś innego, niż Boga... Wszystko zaczęło się w Edenie od tego, że człowiek zapragnął postawić siebie w miejscu Boga, zapragnął dorównać Bogu - ten pierwszy grzech łączył w sobie wiele różnych, przede wszystkim pychę i pożądliwość. Myślę o dalszych grzechach... Jeśli serce jest zniewolone "żądzą pieniądza", czyż pieniądz nie jest "bóstwem" człowieka? Jeśli serce jest zniewolone przez narkotyki i alkohol, czyż największym jego pragnieniem nie jest "działka" lub "kieliszek"? Jeśli serce jest zniewolone przez pornografię, czyż bóstwem ofiary nie stają się genitalia? Jeśli serce jest zniewolone łakomstwem, czyż bóstwem uwielbianym nie staje się jedzenie? Sądzę, że w ten sposób można by wyliczać kolejno wszystkie grzechy, jakie są w tym świecie.

Podoba mi się także myśl: "grzech jest porażką w miłości do Boga". Myślę, że błędem jest myślenie, że Bóg nie cierpi, że nie możemy go w żaden sposób zranić. Cierpienie jest związane z wrażliwością tak samo jak kochanie. Skoro Bóg jest zdolny do wielkiej miłości, do miłości doskonałej, to znaczy, że jest też doskonale wrażliwy - i odczuwa cierpienie także w nieporównywalnie większym stopniu niż sobie możemy to wyobrazić...  Ile razy świadomie wybieramy grzech, tyle razy zadajemy Bogu ból odrzucenia! Bóg jednak nie przeżywa tych zranień tak, jak my - bo w nas, ze względu na naszą niedoskonałość, zranienia łatwo dominują nad miłością, a u Boga zranienia przykrywane są przez doskonałą miłość i nie wygasająca ofertę przebaczenia. To my upadamy w naszej miłości do Boga - miłość Boga do nas jest stała, niezachwiana. My zawodzimy - Bóg kocha MIMO WSZYSTKO. 

sobota, 2 lutego 2013

Być konserwatystą dziś...

"Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę. (...) I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne zwierzęta i płazy; dlatego też wydał ich Bóg na łup pożądliwości ich serc ku nieczystości, aby bezcześcili ciała swoje między sobą, ponieważ zamienili Boga prawdziwego na fałszywego i oddawali cześć, i służyli stworzeniu zamiast Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen. Dlatego wydał ich Bóg na łup sromotnych namiętności; kobiety ich bowiem zamieniły przyrodzone obcowanie na obcowanie przeciwne naturze, podobnie też mężczyźni zaniechali przyrodzonego obcowania z kobietą, zapałali jedni ku drugim żądzą, mężczyźni z mężczyznami popełniając sromotę i ponosząc na sobie samych należną za ich zboczenie karę." (List do Rzymian 1, 18 i 23 - 27)
Źródło: "Goniec Polski"

Można to ująć inaczej: DIABEŁ przegrał w polskim parlamencie - przynajmniej tym razem... Bo jeśli coś jest pewne, to między innymi to, że ataki na fundamenty naszego życia społecznego, na rodzinę, na małżeństwo jako (wyłącznie!) związek (jednego) mężczyzny z (jedną) kobietą, z pewnością nie ustaną. Nawet w najgorszych latach komunizmu nie czyniono takich zamachów na... normalność, co przekonuje mnie, że system "róbta co chceta" (deformacja wolności) jest gorszy od komunizmu. W niektórych krajach przekształcił się już w prawdziwą dyktaturę, gdzie chrześcijan stawia się przed sądem za to, że mówią: "homoseksualizm jest grzechem" lub odmawiają homoseksualistom goszczenia ich we własnym domu (przypadek małżeństwa z Wielkiej Brytanii, które postawione zostało przed sądem, gdyż odmówili wynajęcia pokoju w prowadzonym przez siebie hotelu parze homoseksualistów), zakłóca się nabożeństwa chrześcijańskie tam, gdzie chrześcijanie nie są odpowiednio "tolerancyjni" dla grzechu, jakim są dewiacje seksualne, do szkół wprowadza się "uświadamianie" - czyt. dokonuje się "prania mózgu" dzieciom, by te uznały homoseksualizm za "normę", ogranicza się wolność słowa... Żyjemy (jeszcze) w stosunkowo normalnym kraju (trzeba uczciwie przyznać, że jest to zasługą konserwatyzmu katolickiego), ale... jak długo jeszcze?

Z przerażeniem obserwuję diabelskie ataki - obecnie na tych naszych reprezentatntów w Parlemencie, którzy odważnie zagłosowali zgodnie z własnym sumieniem, z wyznawanymi przez siebie wartościami. Obserwuję to np. na profilu posła (i pastora - bo chociaż nie pełni obecnie tej funkcji, wciaż jest dla mnie pastorem, choć nie znam go osobiście i nigdy nie byłem na żadnym prowadzonym przez niego nabożeństwie) Johna Abrahama Godsona, którego bardzo podziwiam, choć nie popieram partii do której należy. Jest on niewątpliwie "człowiekiem z zasadami", a diabeł - jak wynika z obserwacji - takich ludzi nienawidzi (za to Bóg ich kocha!). W świecie coraz bardziej kierującym się diabelską doktryną "róbta co chceta" (pozornie tylko przypominającą myśl "świętego" Augustyna: "Kochaj i czyń co chcesz", gdzie kluczowym słowem jest "kochaj") bycie konserwatystą i wierność zasadom moralnym, ma coraz więcej cech bohaterstwa. w świecie PSEUDOwolności, którego zasady "wolnościowe" oparte są na "róbta co chceta", najmniej wolności pozostawia się tym, którzy chcą żyć i nauczać według Bożych zasad. Tym mówi się: "To są twoje prywatne poglądy i nawet ich nie wypowiadaj, ostaw je dla samego siebie - to twoja sprawa, w co wierzysz", wprowadza się coraz ostrzejszą cenzurę - i tu znowu przychodzi do głowy tylko porównanie z systemem komunistycznym. Stoimy u progu kolejnej światowej dyktatury - być może gorszej od komunizmu i islamu!

Słowo Boże mówi nam, że homoseksualizm, transseksualizm, zoofilia a także cudzołóstwo (i wiele innych czynów) to grzech. Nie rozróżnia przy tym, który z grzechów jest lżejszy, który cięższy - wszystkie są jednakowej wagi i obciążają nas tak samo, tak samo ściągają nas na "szerokiej" drodze (por. Ew. Mateusza 7, 13), która jest w istocie "równią pochyłą", po której ludzie staczają się prosto do piekła (z "przystankiem" przed Sądem Bożym, zwanym Ostatecznym). Nie uwzględnia też rzekomej "miłości", jak niektórzy nazywają seksualne pożądanie lub grzeszne uczucia. Bóg bowiem nie jest hipokrytą, jak wielu ludzi i nie skrywa brudu pod pięknymi słowami. Jego przekaz jest klarowny - nie, nie - tak, tak; to jest grzechem - to jest dobrem; tak nie czyń - czyń tak... To ludzie czynią wszystko, by tylko odsunąć od siebie prawdę, że ich uczynki są złe i grzeszne. Szatan zwiódł ludzi i nauczył, jak sami siebie mamy okłamywać, by trwać wiernie przy nim, by zagłuszać sumienie, by walczyć z prawdą. Z tego między innymi powodu homoseksualizm jest nazywany "odmienną orientacją seksualną" - to tylko eufemizm zastępujący słowa "dewiacja" i "grzech".