niedziela, 27 stycznia 2013

"Zło dobrem zwyciężaj" a "sprawa polska"

"Nikomu złem za złe nie oddawajcie, starajcie się o to, co jest dobre w oczach wszystkich ludzi. Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie. Najmilsi! Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę, mówi Pan. Jeśli tedy łaknie nieprzyjaciel twój, nakarm go; jeśli pragnie, napój go; bo czyniąc to, węgle rozżarzone zgarniesz na jego głowę. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj." (List do Rzymian 12, 17 - 21)
Obchodzimy 150 rocznicę Powstania Styczniowego. Konferencje, spotkania, ekspozycje muzealne, programy w radiu i telewizji... To takie "patriotyczne" upamiętnić zryw narodowy. Cóż z tego, że byliśmy,do niego (jako naród) zupełnie nieprzygotowani, że chcieliśmy pokonać wroga prawie nie mając broni, posyłając do walki ludzi, którzy o walce nie mieli żadnego pojęcia, że jak zwykle wśród przywódców nie brakło idealistów - fantastów, którym wydawało się, że samą wolą walki można wiele osiągnąć... Cóż z tego, że choć szaleńczo odważni, lecz odwadze nie towarzyszyła rozumna kalkulacja, że cały XIX wiek działaliśmy "podkręcani" fantastycznymi wizjami, które nie miały szansy się urzeczywistnić... Ówczesne działania niepodległościowe dobrze pokazuje Adam Mickiewicz w swojej "Pieśni Filaretów", napisanej przed 1821 rokiem:
"Cyrkla, wagi i miary
Do martwych użyj brył;
Mierz siłę na zamiary,
Nie zamiar podług sił."
 
co znaczy: obieramy sobie wielki, być może nierealny cel i robimy wszystko, aby go osiągnąć. Mickiewicz zaangażował się w 1841 roku w stworzenie dziwacznej sekty o charakterze patriotyczno-religijnym działającej w ramach nurtu zwanego "mesjanizmem polskim", zwącej się "Kołem Sprawy Bożej", którą od początku współtworzył wraz z Andrzejem Towiańskim. Członkiem tej samej sekty był także Juliusz Słowacki. To od nich pochodzą hasła: "Polska mesjaszem narodów" (Mickiewicz) i "Polska Winkelriedem narodów" (Słowacki), co miało stymulować naród do walki. To na uch twórczości w dużej części został zbudowany polski patriotyzm! Ten sam patriotyzm, którego częścią jest dziś niemal nabożna cześć dla wszystkich, którzy walczyli "o sprawę polską", dla przywódców (choćby najbardziej nieodpowiedzialnych fantastów, którzy doprowadzili tak naprawdę jedynie do śmierci wielu ludzi) i uczestników powstań, do "wielkich wydarzeń" (choćby nie przyniosły nam nic oprócz cierpienia). 

Być "patriotą"...

Wciąż i wciąż wskazuje się nam na wydarzenia z historii, na różnych ludzi i wmawia się, że powinniśmy się tymi "szczytnymi ideami" kierować w swoim życiu i naśladować "wielkich patriotów". Cały patriotyzm, którego się nas uczy, to... zagrzewanie do walki, choćby beznadziejnej. Z naszych podręczników i z naszych lekcji historii wynika, że jako naród wiele się wycierpieliśmy i jesteśmy "ludem bohaterskim". Bardzo niechętnie się pisze - a najczęściej w ogóle się nie pisze - o głupocie (np. gdzie w podręcznikach historii przeczytamy o naiwności przywódców Powstania Warszawskiego?) i łajdactwach (np. zagarnięcie ziem dawnego Księstwa Litewskiego), jakich się dopuszczali nasi rodacy. 
Religia jest bardzo często wmontowywana w ten patriotzym, jako narzędzie i tak z nim łączona, że może się wręcz wydawać, że stanowią praktycznie jedno. Wielu i dziś uważa, że nie można być naprawdę Polakiem, nie będąc katolikiem i że wiara katolicka jest bezcenna i ważna dla istnienia państwa. Wielu duchownych katolickich uczestniczyło w powstaniach i podburzało lud. Obrazki z powstania, na których ksiądz idzie na cele uzbrojonych ludzi (których celem jest walka, więc: zabijanie) z krzyżem nie są wymysłem rysowników i malarzy. Tylko czy Chrystus chciałby być - wraz ze swym krzyżem - znakiem na czele tych, którzy... idą zabijać i mścić?

W naszych szkołach uczy się patriotyzmu bardzo chyba w gruncie rzeczy zbliżonego do wizji towiańczyków. "Ikonami patriotyzmu" w naszych szkołach są właśnie Mickiewicz, Słowacki i ludzie, którzy podobnie jak oni myśleli o Polsce. Obrzydza się przy tym to wszystko, co się z tą wizją nie zgadza. Pamiętam jeszcze dobrze jak niekorzystnym świetle przedstawiano choćby Grzegorza XVI który potępił Powstanie Listopadowe, a któremu Słowacki włożył w usta słowa: "Niech Polaki modlą się, czczą cara i wierzą ..." ("Kordian") - choć te akurat słowa dobrze pasują do tego, co o władzy mówi Biblia.

 Każda władza od Boga pochodzi!

Apostoł Paweł pisze: "Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim; bo nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione. Przeto kto się przeciwstawia władzy, przeciwstawia się Bożemu postanowieniu..." (List do Rzymian 13, 1 - 2). Przy tym - zauważmy - Paweł nie rozróżnia pomiędzy władzą sprawiedliwą a niesprawiedliwą, wierną Bogu lub służącą diabłu, własną czy okupacyjną! A skoro "nie ma władzy, jak tylko od Boga", i władzy należy się podporządkowywać, to - choćby buntowało się przeciwko temu nasze serce, od dzieciństwa formowane w duchu patriotyzmu - trzeba w pokorze uznać, że i władza carów - choć narzucona - powinna być postrzegana przez pryzmat tych słów. I każda inna... 

W imię ideologii "patriotycznej" Mickiewicz i inni wzięli się za "obróbkę" tego fragmentu. Mickiewicz chętnie się zgadza z tym, że każda władza pochodzi od Boga, lecz mówi jakby: "tak, ale..." i przekonuje, że zaborcy depczą prawa Boże i w związku z tym nie są naszymi władcami, lecz rozbójnikami. Ta myśli mickiewiczowska wraca i współcześnie:   "Otóż w samym tym zdaniu wypowiadający zawiera uznanie istnienia pewnego porządku, pewnej hierarchii, wskazując że źródłem władzy jest Bóg. Jeżeli zaś dla wypowiadającego to zdanie Bóg jest na pierwszym miejscu, to z konieczności akceptuje również wskazane przez Niego reguły. I dlatego też tylko tam gdzie rządzący mają świadomość że 'wszelka władza pochodzi od Boga' i zgodnie z wskazanymi przez niego regułami postępują, zdanie to jest zdaniem prawdziwym. W innym wypadku władza jest czystą uzurpacją, zaś powoływanie się przez rządzących na to, że ich władza rzekomo pochodzi od Tego w którego nie wierzą lub którego istnienie negują, czystym nadużyciem." (źródło: Niepoprawni.pl) Jest to deformacja Słowa Bożego, zwykła manipulacja - dokonana na sposób czysto sekciarski. Słowo Boże - w duchu "patriotyzmu" - podporządkowuje się ludzkiej ideologii, by uciszyć głos Boga (!) sprzeciwiający się rebeliom, walkom.

Tak naprawdę naruszając tą podstawę, jaką jest Słowo Boże dano podstawy do tego, by sprzeciwić się wszelkiej władzy, która się akurat komuś nie podoba. Dokładnie tych samych argumentów, którymi starano się przekonać naród, że bunt przeciwko carom i cesarzom da się usprawiedliwić, że Słowo Boże wcale tego nie potępia, inni dziś używają przeciwko demokracji - stwierdzając, że demokratycznie wybrane władze nie są "z woli Boga", lecz "z woli ludu", a więc demokracja "jest buntem przeciwko Bogu". Inni zaś tej samej argumentacji używają tylko na usprawiedliwienie buntu przeciw aktualnym władzom - względem których "przypadkowo" są w opozycji i bardzo ich nie lubią, bo jeśli tylko ich ulubiona partia sięgnie po władzę, to z pewnością chętnie użyją tych słów z Biblii przeciwko tym, którzy będą wówczas w opozycji. W zasadzie  każdy dowolnie definiuje co to znaczy "zła władza" i "przeciwna Bogu", której nie trzeba się podporządkowywać i okazuje się, że ci z którymi on akurat się osobiście nie zgadza to właśnie "zła władza", z którą ma nie tylko prawo, ale i obowiązek walczyć. To tylko przykłady "patriotycznych" nadużyć...

Patrząc na ten fragment Biblii nie możemy jednak ignorować sytuacji, w jakiej apostoł Paweł napisał te słowa. Żydzi żyli pod okupacją Rzymu, podobnie jak wiele innych narodów. Byli więc w podobnej sytuacji, jak Polacy podczas zaborów, a cesarze Rzymu byli dla nich dokładnie tym, kim dla naszych pradziadków carowie rosyjscy i cesarze Niemiec i Austrii! Nie byliśmy w innej sytuacji niż Żydzi i inne narody wówczas! Światem rządził tyran. Ci, którzy znają trochę historię, wiedzą, że cesarze Rzymu w gruncie rzeczy byli uzurpatorami, którzy zagarnęli władzę bezprawnie (ciekawie o tym pisze w swoich powieściach Robert Graves). Byli władcami, którzy nie wierzyli w prawdziwego Boga, nie oddawali mu czci i nie żyli według Jego porządku - byli czcicielami demonów i im służyli, a byli i tacy, którzy siebie samych nakazywali czcić jako bogów. Władza była okrutna, represyjna, i czyniła Chrześcijanie - którzy (słusznie!) sprzeciwiali się w tym względzie władzy, odmawiając czczenia demonów rzymskich i cesarza - cierpieli prześladowania i być może w niejednym sercu była iskierka do buntu.

Apostoł Paweł do ludzi, którzy wiele zła cierpieli od władzy, pisze, aby się nie sprzeciwiać, nie buntować. Jest wyraźnie przeciwny wszelkim rebeliom! Są tacy, którzy uważają, że słowa te dotyczą tylko pobożnej i patriotycznej władzy i mówią: "jeśli władza jest zła i przeciwko Bogu, to nie musimy jej ulegać". Pod ich rządami chrześcijanie cierpieli prześladowania. Cesarstwo w okrucieństwie przewyższało wszystkie państwa, które podzieliły między siebie Polskę. Okrucieństwem przewyższył cesarzy zapewne Stalin i na pewno Hitler. Te słowa apostoł Chrystusa napisał właśnie do tych, którzy przez władze byli prześladowani! Władza była okrutna i czyniła nieprawość, Rzym był okupantem na wielu ziemiach, a jednak Paweł nawołuje do uległości! Słowo Boże zachęca nas do uległości, której stawia tylko jedną granicę: nie mamy postępować przeciwko woli Boga, nie wolno nam czynić nieprawości!

Zło dobrem zwyciężaj!

Jako Polacy jesteśmy dumni z naszej przeszłości, z przodków, którzy - kierując się patriotyzmem - chwytali za broń i szli... zabijać. Patriotyzm - zdaniem niektórych - usprawiedliwia zabijanie... Przeraża mnie, jak wielu ludzi, którzy mówią o sobie: "wierzę w Chrystusa" równocześnie podziwia tych, którzy zabijali i wręcz... mścili się na wrogu (przypomina mi się fragment tak chętnie śpiewanej pieśni "Czerwone maki": "...i poszli zabijać i mścić...") i wskazuje na takie działania, jako na przykład do naśladowania.

"Nikomu złem za złe nie oddawajcie... Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" Jak do tych słów mają się postawy, które wpojono nam jako "wzór patriotyzmu? Jak do tych słów ma się chwytanie za broń, zabijanie wroga, walka? Jak się te "bohaterskie postawy", które mamy podziwiać mają do nauki uległości jaką zostawił nam Chrystus Pan?
"A Ja wam powiadam: Nie sprzeciwiajcie się złemu, a jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. A temu, kto chce się z tobą procesować i zabrać ci szatę, zostaw i płaszcz. A kto by cię przymuszał, żebyś szedł z nim jedną milę, idź z nim i dwie. Temu, kto cię prosi, daj, a od tego, który chce od ciebie pożyczyć, nie odwracaj się. Słyszeliście, iż powiedziano: Będziesz miłował bliźniego swego, a będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela swego. A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebie, bo słońce jego wschodzi nad złymi i dobrymi i deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Bo jeślibyście miłowali tylko tych, którzy was miłują, jakąż macie zapłatę? Czyż i celnicy tego nie czynią? A jeślibyście pozdrawiali tylko braci waszych, cóż osobliwego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest" (Ewangelia Mateusza 5, 39 - 48) 
Czy nasi powstańcy miłowali tych, do których celowali ze swych karabinów, w których piersi wymierzali swe kosy? Czy w imię miłości nie opuścili by ich? Czy modlili się za cara? Czy modlili się za swoich prześladowców, za tych, którzy zagarnęli dl siebie polską ziemię? Czy - wierząc przecież w Jezusa Chrystusa! - próbowali naśladować Go względem swych nieprzyjaciół? Gdy czytam o powstaniu styczniowym, widzę z jaką pogardą (!) traktowano nie tylko zaborców, ale nawet tych Polaków, którzy mieli inne pomysły na Polskę, lub najzwyczajniej nie postępowali tak, jak tego od nich oczekiwali ci, którzy stawiali opór - czynny lub bierny - władzom. Z pogardą odnoszono się np. do tych, którzy nie ubierali się na czarno na znak żałoby narodowej.

Im więcej o tym myślę, tym bardziej narastają we mnie wątpliwości odnośnie tego, czy to, co jest lansowane jako "patriotyzm" da się pogodzić z Ewangelią Świętą. Im więcej o tym myślę, tym częściej widzę rozdźwięk pomiędzy naszymi "patriotycznymi postawami" i opowieściami o "patriotycznym heroizmie", a tym, czego naucza nas Jezus Chrystus. Im więcej o tym myślę, tym trudniej mi "czcić" naszych "bohaterów narodowych". Są ludzie, którzy w patriotycznym zapędzie postawę pacyfistyczną nazywają... brakiem patriotyzmu, brakiem miłości Ojczyzny. Jeśli pacyfizm łączy się z wiarą - bywa, że potępiają to jako "herezję". Trudno - "biorę to na klatę" - ale im więcej o tym myślę, tym bardziej skłaniam się ku temu, że postawą chrześcijańską jest unikanie przemocy pomimo wszystko i miłość pomimo wszystko i uległość. Niech kto chce powie, że nie jestem patriotą - im więcej o tym myślę, tym bardziej jest mi obojętne to, że ktoś mi zarzuci brak patriotyzmu, brak miłości do Polski, czy nawet to, że (jego zdaniem) nie jestem Polakiem.

"Zło dobrem zwyciężaj..." - znaczy: kochaj ludzi. "Nie sprzeciwiajcie się złemu" - znaczy: nie walczcie, dążcie do pokoju z ludźmi. Większym bohaterem jest ten, kto kocha mimo wszystko, niż ten, kto walczy przeciw innym ludziom z bronią w ręku. Większym bohaterem jest ten, kto klęka do modlitwy za bliźnich, niż ten, który walczy z nimi o ziemię (choćby własną) i władzę. Ten, kto sięga po broń - choćby w "słusznej sprawie" - nie budzi już mojego uznania. Kocham zaś tych, którzy żyją według Ewangelii. Z historii należy wyciągać wnioski... Czyż sami sobie nie przydawaliśmy niepotrzebnych cierpień, chwytając za broń zamiast słuchać Chrystusa i - co ważniejsze - przyjmować Jego nauki do serca, wprowadzać we własnym życiu? Czyż nie mamy naśladować Chrystusa, który z krzyża wybaczył swym oprawcom?

Złemu się nie sprzeciwiaj...
Nikomu za złe nie oddawaj...
Kochaj bliźniego swego...
Zło dobrem zwyciężaj...

1 komentarz:

  1. Ostatnio czytam Księgę Jeremiasza, szczególnie zaciekawiły mnie te rozdziały, w których była mowa o oblężeniu Jerozolimy. I Bóg powiedział Jeremiaszowi, by ten przekazał Izraelitom, aby poddali się Chaldejczykom, bo wtedy ich życie będzie uratowane. I pomyślałam sobie jak się to ma do naszej, polskiej historii. Myślę, że taki Jeremiasz zostałby szybko okrzyknięty zdrajcą. Daje to do myślenia, bo okazuje się, że biblijna wizja patriotyzmu jest inna niż u nas przyjęta. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń