wtorek, 22 stycznia 2013

Ziarenko wiary

Fot. João Pedro Gonçalves / Wikipedia
"'Pośród was stoi ten, którego wy nie znacie' (Ew. Jana 1, 26) Ty, który pragniesz zgłebić tajemnicę swego serca, gdziekolwiek jesteś na Ziemi, czy przeczuwasz w sobie choćby przelotne, ciche oczekiwanie czyjejś obecności? To pełne prostoty oczekiwanie, to proste pragnienie Boga jest już początkiem wiary" (Brat Roger z Taize)

Chociaż można mieć wiele zastrzeżeń odnośnie Taize - być może wkrótce wreszcie napiszę coś więcej i o Taize i o moich wątpliwościach - ta myśl założyciela ekumenicznej Wspólnoty zawsze mi się bardzo podobała. Jest wielu ludzi, którzy Boga nie znają`, ale ich serce w sposób niesamowity jest gotowe na przyjęcie Ewangelii. Takim człowiekiem był pewnie sługa etipskiej królowej Kandaki, o którym czytamy w Dziejach Apostolskich 8, 26 - 39. 
"A anioł Pański rzekł do Filipa, mówiąc: Wstań i idź na południe drogą, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy. Jest to droga pustynna. I powstawszy, poszedł. A oto Etiopczyk, eunuch, dostojnik królowej etiopskiej Kandaki, który zarządzał jej wszystkimi skarbami, a przyszedł do Jerozolimy, aby się modlić, powracał, a siedząc na swoim wozie, czytał proroka Izajasza. I rzekł Duch Filipowi: Podejdź i przyłącz się do tego wozu. A gdy Filip podbiegł, usłyszał, jak tamten czytał proroka Izajasza, i rzekł: Czy rozumiesz to, co czytasz? Ten zaś powiedział: Jakżebym mógł, jeśli mnie nikt nie pouczył? I poprosił Filipa, aby wsiadł i zajął przy nim miejsce. A ustęp Pisma, który czytał, był ten: Jak owca na rzeź był prowadzony I jak baranek milczący wobec tego, który go strzyże, Tak nie otwiera ust swoich; W poniżeniu jego wyjęty został spod prawa, O jego rodzie któż opowie? Bo życie jego z ziemi zgładzone zostaje. Wtedy eunuch odezwał się do Filipa i rzekł: Proszę cię, o kim to prorok mówi? O sobie samym, czy też o kim innym? A Filip otworzył swoje usta i zwiastował mu dobrą nowinę o Jezusie, począwszy od tego ustępu Pisma. A gdy tak jechali drogą, przybyli nad jakąś wodę, a eunuch rzekł: Oto woda; cóż stoi na przeszkodzie, abym został ochrzczony? Filip zaś powiedział mu: Jeśli wierzysz z całego serca, możesz. A odpowiadając, rzekł: Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym. I kazał zatrzymać wóz, zeszli obaj, Filip i eunuch, do wody, i ochrzcił go. Gdy zaś wyszli z wody, Duch Pański porwał Filipa i eunuch nie ujrzał go więcej, lecz radując się jechał dalej swoją drogą."
Musiał być to znaczny i bogaty sługa, skoro stać go było na kosztowną podróż. Nie wiemy kim był. Być może był Żydem, skoro wyruszył w tak daleką podróż - "serce" Etiopii, skąd niewątpliwie wyruszył, od Jerozolimy dzieli dystans ok. 2500 km w linii prostej! Zastanawiające jest jednak, że nie znał Pism - więc może jednak Żydem nie był? Mógł być też tzw. Felaszem, czarnoskórym wyznawcą mozaizmu - choć trwają spory odnośnie pochodzenia Felaszy i początków wpływów judaizmu na terenie Etiopii. Był za to na pewno człowiekiem uczonym  - nawet jeśli nie był Żydem, musiał znać biegle język hebrajski, być może też aramejski i prawie na pewno grekę, która była językiem filozofów, ludzi uczonych. Do odbycia dalekiej drogi skłoniło go pragnienie modlitwy, pragnienie spotkania z Bogiem - może poznania Boga? Możemy się domyślać, że sługa ów zainteresował się świętą księgą Proroka Izajasza, o której istnieniu prawdopodobnie wcześniej nawet nie wiedział, goszcząc w Jerozolimie i zapragnął dowiedzieć się więcej o Bogu.  Bogu, który zasiał w nim "ziarenko" głodu prawdziwej wiary, poznania Boga.

Gdy spotkał Filipa, jego serce już było gotowe do przyjęcia Ewangelii. Bóg o tym wiedział i dał mu sposobność, posyłając do niego misjonarza, który "podlał" to ziarno, pomógł mu "wykiełkować", a jego wzrost był tak zadziwiająco szybki, że człowiem ten w krótkim czasie - nie wiemy jak długo towarzyszył mu Filip w tej podróży, może nawet kilka dni lub tygodni (nie jest to ważne, więc apostoł Łukasz nie zadał sobie trudu, by odnotować tą informację) - był gotowy do przyjęcia chrztu i Filip bez dalszej zwłoki ochrzcił go! Na marginesie - dziś prawdopodobnie zbory by mu kazały czekać: najpierw musisz przejść formację duchową, porozmawiać z pastorem, potem czekać do najbliższej okazji, aż zorganizujemy chrzest, itd. Bo my myślimy, że "do tego trzeba dojrzeć", że potrzeba czasu od usłyszenia Ewangelii do podjęcia świadomej decyzji, że "co nagle to po diable" (czyli, że z pospiechu nic dobrego nie wynika), że trzeba "gruntownie sprawdzić wiarę" tego, który chce być ochrzczony, a poza tym koniecznie musi stać się członkiem zboru... Gdyby Filip przypominał wielu naszych pastorów, to pewnie ten sługa nigdy by nie został ochrzczony! Dlaczego nie widzimy często tego, że niektórzy są gotowi od razu, bo sam Bóg zawczasu ich przygotował?

Nie jest to jedyny przypadek, bo nawet współcześni misjonarze mówią o poganach, w których odkrywają wielkie pragnienie poznania Boga. Niekiedy ludzie sami przychodzą do misjonarzy z prośbą: "Powiedzcie nam o Bogu!", "Czekaliśmy na was!" To proste oczekiwanie, to proste pragnienie Boga, o którym pisał Brat Roger, jest w wielu sercach. Dla chrześcijan jest ważne, by to ziarno umieli rozpoznać i pielęgnować, by wykiełkowało i by nastąpił wzrost. Czasem, nie dostrzegając go, możemy je niechcący zadeptać - dlatego wychodząc do ludzi, głosząc im Ewangelię, trzeba być bardzo ostrożnym. Powinniśmy zawsze szukać tego ziarna - bo zbyt często było ono zadeptywane. Pisze o tym m.in. pastor Don Richardson w książce "Wieczność w ich sercach": misjonarze niekiedy nie dostrzegali elementów czy zaczątków prawdziwej wiary wśród ludzi, do których szli - automatycznie odrzucając wszelkie wcześniejsze ich poszukiwania jako pogańskie.

W środowiskach ewangelicznych Brat Roger i Wspólnota z Taize są często bardzo krytykowani. Wielu gorliwców uważa Taize za niemal "szatańskie" i neguje wszystko, co z Taize ma jakikolwiek związek. Ja dzięki Taize zacząłem poważniej myśleć o Bogu, poznałem dobrze Wspólnotę, słuchałem Brata Rogera na żywo przez wiele lat - w wielu kwestiach się nie zgadzam, ale bardzo szanuję i Wspólnotę z Taize i jej założyciela i nie zgadzam się z tymi, którzy uważają, że jest to "diabelski ruch". Podobnie zresztą sprawa ma się z katolicyzmem - wielu uważa, że wszystko, co katolickie, to "diabelstwo" tylko dlatego, że jest to katolickie. Z tym także się nie zgadzam - bo choć wiele doktryn jest złych, to wielu katolików Boga traktuje poważnie i szczerze Go pragnie!  Słuszne jest odrzucanie katolickich nauk i prób jednoczenia chrześcijaństwa, ale powinniśmy umieć widzieć w innych ludziach także dobro i umieć odnajdować to "ziarenko", a nie deptać po nim.

Myślę, że najwięksi krytycy mogliby od Brata Rogera uczyć się czegoś tak ważnego dla chrześcijanina, jak ogromna otwartość na drugiego człowieka, ogromna miłość i ogromna wrażliwość. Tego wszystkiego - uważam - bardzo nam potrzeba dla większej naszej przydatności w rękach Boga, dla pozyskiwania ludzi - nowych obywateli Królestwa Niebios. Tylko otwartość, miłość i wrażliwość mogą nam pomóc odnaleźć w ludziach to "ziarenko" zasiane w nich przez Boga i nie zadeptać go. Byśmy czasem w naszej gorliwości nie wyrządzali więcej krzywdy...

2 komentarze:

  1. Niedawno czytałam taką książkę - "Więksi niż miłość", może napiszę niedługo jej recenzję u mnie. Jest to książka między innymi o Matce Teresie z Kalkuty, choć nie tylko - i to co mnie najbardziej zastanowiło, to to, że to katolicy, a nie protestanci, pierwsi zbudowali ośrodki dla chorych na AIDS... Matka Teresa to postać z punktu widzenia biblijnego kontrowersyjna, ale też uważam, że moglibyśmy tylko uczyć się od niektórych katolików miłości do innych i wrażliwości. Zauważyłam też wśród protestantów podobne podejście do niektórych spraw, jakie mieli Żydzi w czasach Chrystusa - Pismo swoje, owszem, ale "tradycja" swoje - coś jest nieczyste, bo ja tak uważam (a nie dlatego, że tak mówi Biblia...). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje mi się - nie chcę nikogo tym zgorszyć ani obrazić - że czasem z wielkiej gorliwości popadamy w... zaślepiepienie. Apostoł Paweł gdy dotarł do Aten, powiedział Grekom: "Widzę, że jesteście ludźmi bardzo religijnymi" (choć słowa te mają podwójne znaczenie), a czasem ewangelicznie wierzący zaczęliby od rozbijania ołtarzy. Myślę, że Paweł szukał tych "bożych ziarenek" w sercach ludzi... W jego słowach była pewna pochwała gorliwości religijnej, ale też wsazał złe jej ukierunkowanie. Ja to tak w każdym razie rozumiem. Mamy w Słowie Bożym i taką naukę: Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie!” (1Tes 5:21 BT) - w naszej Warszawskiej: "Wszystkiego doświadczajcie, co dobre, tego się trzymajcie." Dobrze jest sgtosować te słowa!

    OdpowiedzUsuń