piątek, 11 stycznia 2013

W ogrodzie Eden

"A gdy usłyszeli szelest Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie w powiewie dziennym, skrył się Adam z żoną swoją przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu" (Pierwsza Księga Mojżeszowa 3, 8)
Fragment tryptyku "Ogród rozkoszy" Hieronima Boscha
Bóg przechadzał się z pewnością często po ogrodzie. Nieraz zapewne Adam i Ewa chodzili wraz z Nim. Bóg jest przecież w gruncie rzeczy... bardzo towarzyski i chętnie rozmawia z ludźmi. Nasze przychodzenie do Niego sprawia Mu przyjemność. Tak jest dzisiaj, i tak było też kiedyś. Różnica polega na tym, że Adam i Ewa mogli być bliżej Boga, doświadczać Go bardziej bezpośrednio. Bóg niewątpliwie w sposób bardziej oczywisty manifestował swoją obecność. W tym wypadku mogli Go usłyszeć. 

Możliwe, że manifestował się po prostu w powiewie - tak, jak przeżył to także Eliasz (opis znajdujemy w 19 rozdziale Pierwszej Księgi Królewskiej). Ale niektórzy teolodzy idą w nieco innym kierunku odczytując ten fragment. Słowa o "przechadzaniu się" można też rozumieć bardzo dosłownie Zdaniem niektórych teologów wiele wskazuje to na to, że po ogrodzie Eden przechadzał się z Adamem (i Ewą) konkretnie... Jezus Chrystus - a więc ten, który uczynił świat (jak mówią nam o tym pierwsze słowa Ewangelii Jana). Boga nikt nigdy nie widział, bo On nie ma oblicza, nie egzystuje fizycznie, lecz z Jezusem sprawa ma się inaczej i część biblistów mówi o protoegzystencji fizycznej Jezusa w Edenie. Innymi słowy: Jezus mógł się przechadzać po rajskim ogrodzie cieleśnie, a więc Adam i Ewa mogli obcować z Nim (Bogiem!) bardzo bezpośrednio. Pewnie wiedli też z nim długie i ciekawe rozmowy... Pięknie to pokazał na swoim obrazie Hieronim Bosch (1450 - 1516) - co przy okazji dowodzi, że nie jest to żadna "teologiczna nowinka". 

Dla nas brzmi to może dziwnie, gdyż jesteśmy przyzwyczajeni do rozumienia tych słów jako opisu "mistycznych" przeżyć Adama, nadzwyczajnego, lecz niecielesnego objawiania się Boga, obecności Boga w Edenie. Na Eden patrzymy bowiem z naszej, ludzkiej perspektywy - z perspektywy ludzi, którzy nigdy nie doświadczyli tego, co stało się udziałem Adama, nie mieli okazji obcować z Bogiem w takim sposób, jak on. Nie wiemy, jak wyglądało to przechadzanie się Boga po Edenie i zarówno opcja "mistyczna" jak i "cielesna" są równoprawne i nie możemy tworzyć sobie wokół tego jakichś dogmatów, nie możemy powiedzieć: "tak a tak było na pewno". Osobiście, im dłużej o tym myślę, tym bardziej bliska mi jest idea fizycznej obecności Pana. I choć dziś również możemy z Nim chodzić i możemy z Nim rozmawiać, to jednak chciałoby się móc czynić to tak, jak było to udziałem Adama i Ewy póki nie upadli. Pocieszająca jest ta prawda, że Jezus przyszedł odbudować to, co zostało zniszczone przez nasz grzech - przyszedł, by nas zbawić - i że ci, którzy idą za Nim będą kiedyś żyć wiecznie i będą mieli taką samą swobodę obcowania z Bogiem i przechadzania się z Nim po nowym ogrodzie, na nowej ziemi, jaką mieli nasi Prarodzice przed "eksmisją' z Edenu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz