sobota, 26 stycznia 2013

Pięć "ziaren" dla Indian Waorani

"Przez bramy nieba" autorstwa Elizabeth Elliot to kolejna pozycja mówiąca o poświęceniu amerykańskich misjonarzy, autorów i uczestników "Operacji Auca" - Jima Elliota, Nate'a Sainta, Eda McCully, Petera Fleminga i Rogera Youderiana - którzy 8 stycznia 1956 roku oddali życie na "Palmowej Plaży" nad rzeką Curaray w ekwadorskim Oriente (Amazonia). Stało się to podczas próby podjęcia pierwszego kontaktu z Indianami Waorani, co miało być wstępem do podjęcia działalności misyjnej wśród nich. Jeśli śledzicie mojego bloga, to wiecie, że często do tego wracam, że gromadzę kolejne książki (to jeszcze nie koniec, bo to zdarzenie jest bodaj najlepiej opisaną historią misyjną!)... Tak, jest w tej historii i w ludziach w niej uczestniczących coś, co mnie fascynuje.

Ta książka tym różni się od tych, które opisałem wcześniej, że Elizabeth Eliott była "w samym centrum wydarzeń", bowiem jest to książka o ludziach jej najbliższych... Była wierną i oddaną towarzyszką życia Jima Elliota, a po jego śmierci została poproszona, by całą historię opowiedzieć, gdyż bardzo wielu ludzi na świecie pytało o "Operację Auca" i o to, co się wydarzyło na "Palmowej Plaży". Podziwiam hart ducha autorki i wyobrażam sobie, że kartki tej książki są "zmoczone łzami", bo nie zwlekała z realizacją tej prośby i książka ukazała się już pół roku po tej tragedii. Elisabeth nie starała się wszystkiego opisać jak najpiękniej, lecz jak najwierniej - i to, pewna wyczuwalna surowość materiału - odróżnia tą książkę od innych pozycji z mojej "misyjnej półki". Nie jest to piękna, "wymuskana" opowieść, lecz świadectwo - dokumentacja życia i wiary piątki męczenników.

Cała piątka bohaterów była młodymi, pełnymi energii i wiary ludźmi. Jim Elliot urodził się 27 października 1927 roku - do Ekwadoru przyjechał 21 lutego 1952 roku, mając 24 lata. Towarzyszył mu o rok młodszy kolega, Peter Fleming. 10 grudnia 1952 roku dołączył do nich Edward McCully (rocznik 1927), a w 1953 Roger Youderian (ur. 21 stycznia 1924). Najstarszy z nich wszystkich - Nathanael "Nate" Saint (ur. 30 sierpnia 1923 roku) - pracował w Ekwadorze, wraz ze swoją żoną Marj już od 1948 roku jako misjonarz - pilot i mechanik Mission Aviation Fellowship. W 1955 roku, gdy zdecydowali się podjąć próbę dotarcia do dzikiego plemienia Waorani (Auca), mieli wszyscy mieli grubo poniżej 40 lat, co pozwala kwalifikować ich jako młodych ludzi. Największym pragnieniem każdego z nich było pójść i zanieść Ewangelię tam, gdzie wcześniej nikt nie mówił o Jezusie Chrystusie. 1/3 książki to historia powołania i posłuszeństwa Bogu, opowieść o tym, w jaki niezwykły sposób Bóg "skompletował" zespół potrzebnych mu ludzi.

Pięciu męczenników z "Palmowej Plaży: Peter Fleming, Jim Elliot, Ed McCully, Nate Saint i Roger Youderian.

Operacja Auca realizowana była w najgłębszej tajemnicy przed światem. Obawiano się bowiem, że próba kontaktu z plemieniem "żyjącym w epoce kamiennej" przyciągnęłaby zbyt wielu ludzi, których obecność mogłaby wszystko popsuć - obawiano się zwłaszcza zainteresowania mediów, bo nie chciano przy tym reporterów, aparatów i kamer. Nie przekazano nawet informacji Kościołom ani rodzinom, proszono co najwyżej o modlitwy. Także organizacje misyjne nie były bliżej informowane o tym, co się szykuje. Nie wiedzieli o tym okoliczni misjonarze - spoza tego wąskiego grona. Nie wtajemniczono w to nawet siostry Nate'a, Rachel Saint, która przygotowywała się już do podjęcia misji wśród Waorani. W najgłębszym sekrecie odbywano loty "zwiadowcze" nad terytorium tego plemienia, badając położenie osad, a następnie nawiązując wstępny kontakt, mający na celu przekonanie ich o przyjaznych zamiarach. W łączności radiowej - odbywającej się na kanałach, z których korzystali na co dzień lotnicy MAF - używano szyfru, nikt nie śmiał wiedzieć gdzie skierował się żółty samolot MAF i o kim mowa. O całej akcji świat dowiedział się, gdy przekazana została wiadomość o męczeńskiej śmierci tych bohaterskich ludzi.


Książka ta jest bardzo cenna jako wierna dokumentacja wszystkich wydarzeń. W zasadzie Elisabeth Elliot tylko w połowie jest jej autorką, bo jej współautorami są sami męczennicy - przede wszystkim zaś Nate Saint - których zapiski stanowią mniej więcej połowę tekstu. Tak naprawdę to sami męczennicy opowiadają nam o tym, czym się kierowali i jak realizowali swój plan. Ostatnią fazę działań mamy opisaną dosłownie dzień po dniu i godzina po godzinie! Całość wzbogacona jest wieloma zdjęciami. Są to zdjęcia nie tylko samych misjonarzy i ich pracy, ale też osad indiańskich (wykonane podczas przelotów zwiadowczych), a nawet z pierwszego spotkania "twarzą w twarz" z Waorani, którzy przyszli na "Palmową Plażę", gdzie misjonarze mieli swój obóz. Ta grupa misyjna dostarczyła pierwszych zdjęć i filmów i pierwszych wiadomości o stylu życia Waorani! Książka pozwala nam także zrozumieć dlaczego doszło do śmierci misjonarzy...

Elisabeth Elliot oprócz książki wydała także film dokmentalny pod tym samym tytułem - dostępny jako odrębna publikacja - który jest znakomitym uzupełnieniem do relacji zawartej w książce. Atutem filmu są unikalne ujęcia nakręcone podczas Operacji Auca (m.in. filmy z lotów zwiadowczych), także ukazujące pierwsze pokojowe spotkanie z Waorani, do którego doszło krótko przed atakiem. Ruchomy obraz działa inaczej na nasze zmysły, niż słowo drukowane i niż to, co zdoła "zatrzymać", "uwiecznić" klisza aparatu . Bez wątpienia pogłębia i "uruchamia" obraz, który daje przeczytana wcześniej książka. Dzięki filmowi opowiedziana historia "ożywa" i jeszcze mocniej dotyka serca.

Film przenosi nas  naszego "dziś" do "tam i wtedy", pozwalając zajrzeć w życie misjonarzy i uczestniczyć w jednej z wielkich misyjnych przygód. Ta przygoda nie kończy się na "Palmowej Plaży" 8 styczni 1956 roku, ani też z chwilą, gdy ekipie poszukiwawczej udało się odnaleźć cztery spośród pięciu ciał (ciało Eda McCully'ego zostało uniesione przez prąd rzeki) i złożyć we wspólnym grobie w tym miejscu, gdzie oczekiwali przyjścia Waorani. Tak naprawdę tam, na "Palmowej Plaży" wszystko się zaczyna. Śmierć Jima Elliota, Nate'a Sainta, Eda McCully, Petera Fleminga i Rogera Youderiana nie były daremne! O czym w drugiej części filmu, będącej już ilustracją do jej drugiej książki, opowiada Elisabeth Elliot. Od "Palmowej Plaży" zaczyna się historia zwycięstwa Chrystusa w życiu wielu Indian Waorani!

Elisabeth Elliot to niezwykła kobieta... Wraz z mężem wyruszyła do Ekwadoru, wiedząc, że mogą stamtąd nigdy nie wrócić. Jej mąż i jej przyjaciele stracili życie na "plaży" - a raczej łasze piasku - nad rzeką Curaray. Bóg dał jej jednak siły, by to przetrwać, by znieść ból... Nie dopuścił do tego, by jej sercem zawładnął ból i zgorzknienie. W serce skrzywdzonej kobiety - w którym tak łatwo mogłaby zagościć nienawiść i pogarda dla tych, którzy ją skrzywdzili - "wlał" jeszcze więcej miłości! Zasiane ziarno nie rośnie w jednej chwili - potrzebuje czasu. Tak też było z tymi "pięcioma ziarnami" zasianymi nad rzeką Curaray - potrzeba było czasu, by ta dramatyczna śmierć zaczęła przynosić efekty. Gdy 2,5 roku później Bóg "otworzył drzwi" do ziem Waorani, Elisabeth, wraz z Rachel - siostrą Nate'a Sainta - osiedliła się wśród nich, by zanieść im Ewangelię. Zamieszkała (bardzo dosłownie!) z tymi, którzy własnymi rękoma zabili jej męża i przyjaciół i pozostała z nimi przez dwa lata, prowadząc pionierskie badania językowe i pracując nad podstawami do przekładu Biblii na (bardzo trudny) język Waorani.

Swoje życie wśród Waorani opisała w książce "Dzikus, mój brat", która jest zapisem obserwacji poczynionych przez nią w ciągu pierwszego roku życia pośród Waorani. Na okładce zawarte jest motto: "Fakt, że Jezus Chrystus umarł za wszystkich, sprawia, że pragnę zbawienia wszystkich, ale fakt, że Jim Elliot kochał Auca i umarł za nich, wzmaga moją miłość do nich." Bardzo różni się ona od pierwszej książki Elisabeth. Mało znajdujemy tu takich opisów, których należałoby się spodziewać po "misyjnej" książce - o głoszeniu Słowa Bożego, nawracaniu, chrztach... Jeśli spotykamy się z próbą ewangelizacji, to w wykonaniu Dayumy, przyjaciółki Rachel, pierwszej ochrzczonej Waoranki, która próbowała jak umiała najlepiej mówić swym ludziom o Chrystusie, podczas gdy obie misjonarki z wielkimi trudami poznawały zawiłości mowy i kultury plemienia.

W książce tej Elisabeth pokazuje nam życie codziennie Indian Waorani. Choć drażni nazywanie ich wciąż "Auca" - co w języku ich sąsiadów, Keczua, oznacza "dzicy" - i "dzikimi" (tymczasem Rachel Saint już na etapie pierwszych kontaktów z Dayumą, zaczyna ich nazywać Waorani), pokazuje ich przede wszystkim jako LUDZI. Pokazuje przepaść kulturową pomiędzy "białymi" a Waorani - nie poniżając ich jednak, a jedynie wykazując odmienność. Nazywa ich "dzikimi" i "Auca", ale zauważa, że mają oni własną cywilizację, nie są pozbawieni ani uczuć, ani zasad. Pokazuje, że choć zabijają - wyjaśnia przy tym okoliczności i powody śmierci własnego męża i jego towarzyszy - to my, "cywilizowani" nie mamy żadnego prawa traktować ich przez to jak "dzikusów", sami tocząc bezustanne wojny i zabijając - w gruncie rzeczy różnimy się od nich tym, że oni zabijali włóczniami, a biały człowiek do tego używa karabinów i batalistycznych rakiet. Pokazuje, że tych, których tak trudno zrozumieć różni od nas w zasadzie właśnie to, że tak trudno nam ich zrozumieć - bo nie myślą tak, jak my, nie zachowują się podobnie jak my, żyją inaczej - ale nie są ani od nas gorsi, ani głupsi, a jeśli są "prymitywni", to dlatego, że są przystosowani do innych warunków. I w zasadzie jedyne, czego im potrzeba to poznanie Boga.

Książka ta pozwala nam zajrzeć w świat, który... już nie istnieje. W czasach, gdy Elisabeth i Rachel zamieszkały wśród Waorani, plemię liczyło około 200 osób. Zaskakujące jest to, że tak mały lud napełniał strachem wszystkich swoich sąsiadów! Mieli swój unikalny język - bliżej nie powiązany z żadną inną mową okolicznych Indian, swoją własną kulturę, własne zasady etyczne. I chwała Elisabeth za to, że przynajmniej część tego ocaliła w swej książce! Ta niewielka książka (ok. 180 stron) jest niezwykle cennym dokumentem etnograficznym i aż trudno uwierzyć, że nie została - jak się zdaje - nie tylko doceniona, ale nawet zauważona przez ludzi zajmujących się tą dziedziną wiedzy. Być może przez pewnego rodzaju zaślepienie, które wielu naukowcom pozwala widzieć w misjonarzach tylko "niszczycieli" oryginalnych kultur, którym należałoby bezwzględnie zakazać mówienia w dżungli komukolwiek o Chrystusie. Chyba tylko przez ślepotę książka ta nie stała się lekturą obowiązkową dla tych, którzy pragną poznać zwyczaje Indian Amazonii.

Elisabeth Elliot nie pozostała długo wśród Waorani - nie kryje powodów, dla których opuściła plcówkę wśród nich - i nie może tym samym powiedzieć nam wiele o ich Kościele. Dopiero w drugim epilogu mamy wzmiankę o nawróceniach, jakie się dokonały. Opisując swoją wizytę wśród nich w roku 1994 (pierwszą od 1960 roku!), pisze: "Wśród tych, z którymi rozmawialiśmy, byli Minkayi i Kimo, dwaj z mężczyzn, którzy brali udział w ataku włóczniami na Pete'a, Rogera, Eda, Nate'a i Jima. Są teraz chrześcijanami, podobne jak wielu innych Waodani. Catherine Peeke i Rosi Jung z Summer Institute of Linguistics przetłumaczyły dla nich Nowy Testament i wielu z nich nauczyło się czytać." Mam jednak nadzieję, że ten brak opisu powstania i rozwoju Kościoła Waorani uzupełnią inne książki - liczę zwłaszcza na "Ostrzem włóczni" Steve'a Sainta - syna Nate'a i Marj.

Przedostatni akapit książki będzie najlepszym podsumowaniem mojej próby opisu tych trzech pozycji: "Jezus powiedział: 'Jeśli ziarno pszeniczne, które wpadło do ziemi, nie obumrze, pojedynczym ziarnem zostaje; lecz jeśli obumrze, obfity owoc wydaje' (Jan 12:24). Który z pięciu misjonarzy (a każdy z nich był 'ziarnkiem pszenicznym') mógłby sobie kiedykolwiek wyobrażać długofalowe owoce ich prostego aktu posłuszeństwa? Oni wiernie poszli za Mistrzem. Zapłacili cenę najwyższą. Trudno jest dzisiaj zliczyć na całym świecie tych, którzy zostali przemienieni przez ich świadectwo". To prawda!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz