sobota, 26 stycznia 2013

Mury

Starsza pani machająca do znajomego w sektorze wschodnim (1961)
Być w Berlinie i nie zobaczyć "Muru Berlińskiego", to jak "być w Rzymie i nie widzieć papieża' (tak się mówi, choć to przecież żadna atrakcja). Choć z muru niewiele zostało, warto zatrzymać się tam, gdzie są jego ślady. Warto też odwiedzić Miejsce Pamięci Muru Berlińskiego przy Bernauer Straße. Miałem okazję być w tym mieście w grudniu 2011 roku. Ekspozycja przy  Bernauer Straße robi doprawdy przygnębiające wrażenie - było to niczym więzienie dla setek tysięcy ludzi... Chociaż pani Barbara - moja gospodyni w Berlinie - zadała trafne pytanie: "Tylko kto właściwie był w więzieniu"... Miasto podzielono w 1961 roku - nie tylko betonowym murem, ale także okopami, zasiekami, polami minowymi. Cały ten system umocnień miał ponad 150 kilometrów długości i przetrwał do 9 listopada 1989 roku. Dla dzisiejszej młodzieży to już historia, ale ja dobrze pamiętam relacje telewizyjne ze zjednoczenia Niemiec - pamiętam uchwycone przez kamery telewizyjne sceny, gdy berlińczycy spontanicznie zaczęli rozbijać mur. Dla świata upadek "Muru Berlińskiego" jest symbolicznym kresem komunizmu w Europie - choć wiemy, że był to tylko kolejny etap "rozbiórki systemu"...


Mur ten podzielił Niemców i kto wie, czy jeszcze dziś ludzie, którym przyszło żyć w tamtych czasach, nie noszą jeszcze w sobie "resztek" tego muru, bowiem takie tragedie, jakich doświadczyli, zostawia w człowieku ślad. Nie zapominam przy tym, że sprawcą tych zranień był sam naród niemiecki, z którego woli w 1933 roku władzę zyskał Adolf Hitler - gdyby nie II wojna światowa, Rosjanie nie zajęliby Berlina, nie wprowadzono by władzy komunistycznej, ani nie było by podziału Niemiec. O tym trzeba pamiętać! A jednak, gdy stajemy "oko w oko" z Murem, nie sposób nie pochylić się nad tragedią narodu, który przez ten mur cierpiał. Nie wszystkich Niemców można obwiniać o wojnę - słowo "bandyta" nie jest w żadnym wypadku synonimem słowa "Niemiec"! Tam, przy  Bernauer Straße - i także w wielu innych miejscach (choć ślady po murze coraz trudniej znaleźć) - poznajemy historię tego podziału, historię pełną krwi i łez...  Po zwiedzeniu ekspozycji trudno zapomnieć twarze ludzi, którzy próbowali się przez tą zaporę przedostać i tam zginęli - nawet kilkuletnie dzieci! Trudno zapomnieć zdjęcia i ujęcia filmowe sprzed lat. Trudno zapomnieć opowieści o "stacjach - duchach" (metro i szybka kolej) obstawionych przez żołnierzy, na których nigdy nie zatrzymywały się pociągi i o pewnej matce, która tylko przez mur mogła ujrzeć córkę w dniu jej ślubu.

Fot. Thierry Noir (1986) / Wikipedia CC 3.0
Myślę, że tak naprawdę trudno nam sobie wyobrazić przez co przeszli mieszkańcy tego miasta. Do domu wróciłem z kawałkiem tego muru - typową pamiątką z Berlina. Każdy może sobie taką pamiątkę przywieźć - starczy wydać kilka, kilkanaście euro... To, że każdy może mieć kawałek muru (mój kawałek pochodzi z pewnego źródła - został zakupiony w oficjalnym sklepie firmowanym przez miasto Berlin) daje pewne wyobrażenie o tym, jak wiele gruzu musiało pozostać po murze! Mój kawałek jest dosyć spory, oprawiony w plexi, i jest tak kolorowy, jak to widać na zdjęciu obok. Jest dla mnie pamiątką, symbolem Berlina, symbolem trudnej historii XX wieku, cierpienia pod jarzmem komunizmu... Jest jednak dla mnie symbolem czegoś jeszcze...

Podczas zwiedzania ekspozycji w Berlinie przyszły mi do głowy nie tylko myśli o tym, co zrobili komuniści, o tych wszystkich tragediach, o tym ciemiężeniu ludzi. Odkryłem też, że my każdego dnia potrafimy wznosić mury - kto wie czy nie gorsze, wyższe, grubsze jeszcze od tego Berlińskiego - i oddzielać się nimi od innych, od drugiego człowieka. Uświadomiłem sobie, że w moim sercu może być bardzo wiele murów. Wielkimi kamieniami w takich naszych murach jest pycha, pogarda... Czasem mamy się za "coś lepszego" - za bardziej doskonałych, za mądrzejszych, za lepszych od innych... Na przykład (z chrześcijańskiego "podwórka"): bo oto my jesteśmy zbawieni, a oni nie (oj, znam takich, którym przekonanie o własnym zbawieniu tak uderzyło do głowy, że zapomnieli o tym, że mamy miłować bliźniego, także tego, który pobłądził!)... Albo (co już dotyczy ogółu) bo mamy "słuszniejsze poglądy" polityczne, a ci inni to ....................... (i tutaj padają różne słowa). Wielkim kamieniem w tym murze jest też zwykły brak zrozumienia i zdolności współodczuwania - to czasem jest najgorszy z murów miedzy ludźmi. Innym wielkim kamieniem w takim murze jest też brak przebaczenia tym, którzy wobec nas zawinili, a może też uczucie braku przebaczenia dla nas od tych, którym my coś zawiniliśmy. Wiele jest takich murów i czasem na nie wpadamy... a czasem one zaczynają nas dusić. Mur Berliński był martwy, a te mury w nas w jakiś sposób żyją własnym życiem. I taki mur czasem jest bardzo trudno rozebrać.

 Miejsce Pamięci Muru Berlińskiego przy Bernauer Straße - grudzień 2011 

Biblia mówi nam o zbawieniu, ale jest także instrukcją... rozbierania murów. Fragmentów mówiących o przebaczeniu, miłości, trosce o innych, współodczuwaniu (empatii) jest tak wiele, że trudno tu je cytować. Myślę, że Jezus burzył wiele murów dzielących ludzi - nie unikał tych, którzy uważali się za "sprawiedliwych", bliskich doskonałości, ale też nie unikał (ku oburzeniu tych pierwszych) celników, prostytutek, trędowatych... Ba! Wychodził ku nim i do niech bardziej jeszcze niż do innych! Obracał się wśród bogatych i wśród biednych. W końcu zrównał z ziemią "mur" odgradzający Izrael od pogan i rozesłał swych uczniów na cały świat, by wszyscy mogli być zbawieni. Niektórym Żydom do dzisiaj się to w głowie nie mieści - podobnie jak chrześcijanom nie mieści się w głowie, że Żydzi nie czczą fałszywego Boga tylko dlatego, że nie uwierzyli w Jezusa!

Różnice wśród ludzi istnieją - i temu nie można zaprzeczyć. Są różnice polityczne, światopoglądowe... OK! Są różnice religijne - różne drogi, spośród których (no cóż - taka jest po prostu PRAWDA!) tylko jedna prowadzi do prawdziwego Boga i zbawienia, ale to, że akurat nią idziemy, nie pozwala przecież uważać się za kogoś lepszego, a na innych patrzeć "z góry" (i budować mury!)... Różnice zawsze będą, ale ważne jest, by ram, gdzie przebiegają granice, były tylko linie podziału, a nie mury - byśmy mogli ze sobą rozmawiać, podać sobie rękę, pomagać sobie i by możliwe było przejście. Jeśli będziemy budować mury, to kto na tym zyska? MURY w naszych sercach to BRAK MIŁOŚCI!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz