wtorek, 15 stycznia 2013

Kryzys miłości

"A oto pewien uczony w zakonie wystąpił i wystawiając go na próbę, rzekł: Nauczycielu, co mam czynić, aby dostąpić żywota wiecznego? On zaś rzekł do niego: Co napisano w zakonie? Jak czytasz? A ten, odpowiadając, rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej, a bliźniego swego, jak siebie samego. Rzekł mu więc: Dobrze odpowiedziałeś, czyń to, a będziesz żył. On zaś, chcąc się usprawiedliwić, rzekł do Jezusa: A kto jest bliźnim moim?" (Ewangelia Łukasza 10, 25 - 29)
Dziś wielu - nawet spośród tych, którzy słyszą, czasem co tydzień w swoim kościele, słowa Ewangelii świętej, być może postąpiło by jak ów uczony w piśmie. Skąd to wiem? Z prostej obserwacji - gdy patrzę dookoła, widzę, jak zalewa nasz kraj "morze" nienawiści i pogardy. Można to zaobserwować zwłaszcza w internecie... Ktoś może powie: "Internet jest dość specyficzny i nie należy się kierować tym, co się tam znajduje". Być może, ale czy przypadkiem nie jest tak, że w internecie czujemy się bezkarni i anonimowi i wyrzucamy z siebie całą "żółć", która gdzieś w nas jest - całą swoją pogardę i nienawiść? Czy przypadkiem wówczas, gdy czujemy się bezpieczni za "barierą anonimowości", nie zrzucamy po prostu swoich masek? Czasem może nawet nie potrzeba "anonimowości", a starcza, że przed sobą mamy maszynę, a nie drugiego człowieka, by "wypłynęło" z nas zło? Może internet to tylko "uwalnia"...

Czasem, gdy śledzę dyskusje, jakie się odbywają, zadaję sobie pytanie: czy w ogóle potrafimy się nawzajem miłować? Niektórzy np. dużo mówią o patriotyzmie - ale jaki to "patriotyzm", skoro oni, będąc Polakami mają jakiś problem z tym, żeby drugiego Polaka miłować? Bo co? Bo popiera inną partię? Bo ma inny światopogląd? Bo inaczej myśli? A przecież ten drugi Polak to nikt inny, jak właśnie nasz BLIŹNI, nasz brat - CZŁOWIEK, stworzony przez tego samego Boga, Boga, który go dokładnie tak samo kocha, jak nas! Że ktoś jest Żydem? Albo Chińczykiem czy Wietnamczykiem? Albo Niemcem lub Rosjaninem? Czy przynależność narodowościowa, lub kolor skóry czynią kogoś lepszym lub gorszym? Każdy z tych ludzi - gdziekolwiek są jego korzenie, to nikt inny, jak właśnie nasz BLIŹNI, nasz brat - CZŁOWIEK, stworzony przez tego samego Boga, Boga, który go dokładnie tak samo kocha, jak nas! Że ktoś kibicuje Lechowi Poznań a nie Legii Warszawa? Albo w Krakowie - najjaskrawszy chyba przykład - kocha "Wisłę" a nie "Cracovię"? Czy takie a nie inne barwy klubowe czynią kogoś gorszym człowiekiem? Ty możesz kibicować komu chcesz, ale musisz wiedzieć i pamiętać o tym, że ten "inny", który nosi szalik w innych barwach to nikt inny, jak właśnie nasz BLIŹNI, nasz brat - CZŁOWIEK, stworzony przez tego samego Boga, Boga, który go dokładnie tak samo kocha, jak nas! Są ludzie, którzy serdecznie nienawidzą innych także za zawód, który wykonują - jedni pogardzają lekarzami, inni policjantami, inni nauczycielami, inni konduktorami, inni śmieciarzami... Ale każdy z tych ludzi to nikt inny, jak właśnie nasz BLIŹNI, nasz brat - CZŁOWIEK, stworzony przez tego samego Boga, Boga, który go dokładnie tak samo kocha, jak nas! Ktoś może być katolikiem, ktoś inny luteraninem, ktoś inny baptystą... Są i świadkowie Jehowy, mormoni, krysznaici... Są żydzi i karaimowie... Nie każdy jest nam bratem i nie możemy udawać, że to wszystko jedno w co się wierzy, ale żyjemy pod jednym niebem i źle jest, jeśli z powodu różnic i niezgody co do wyznawanych wiar będziemy sobą pogardzać. Tak trudno nam czasem pamiętać, że i ten, który studiuje Torę, i ten, który bije pokłony w kierunku Mekki, i ten mantrujący ku czci Kryszny - nam się może nie podobać, że oni w coś nie wierzą, lub mogą się nam nie podobać praktyki i wiara, ale ci ludzie to nikt inny, jak właśnie nasz BLIŹNI, nasz brat - CZŁOWIEK, stworzony przez tego samego Boga, Boga, który go dokładnie tak samo kocha, jak nas!

Jest taka ponadczasowa piosenka... 'Piosenka"... To może złe słowo, bo nie pasuje do powagi utworu i głębi wezwania, które jest w niej zawarte... Należy to raczej nazwać "protest-songiem"... Powstała wiele lat temu, ale dziś jest równie aktualna, jak kiedyś...
Możemy nie lubić tego rodzaju muzyki. Możemy dyskutować o tym, czy Czesław Niemen jest akurat tym, na którego można się powoływać - a może to być dla kogoś gorszące, bo "muzyka światowa" i "to były szalone lata"... Ja akurat Niemena szanuję i wiem, że był człowiekiem poszukującym - nie tylko artystycznie, lecz także duchowo. Wiem, że był katolikiem - a wiarę jego, czy duchową dojrzałość nie nam oceniać. Kocham tę piosenkę, bo... widzę w niej odbicie Ewangelii Jezusa Chrystusa. Dostrzegam w niej głębokie powiązanie ze słowami: "będziesz miłował (...) bliźniego swego, jak siebie samego"!

Myślę, że największym problemem, z jakim się borykamy, nie jest zła sytuacja gospodarcza. Naszym największym problemem nie jest też "zły Rząd, który nic nie robi". Naszym największym problemem - jak sądzę - jest deficyt, który nie ma nic wspólnego z "dziurą w budżecie" - jest to deficyt miłości... Niemen wykrzyczał to pół wieku temu - i krzyczy nadal, już zza grobu, bo jego piosenka jest wciąż żywa... Jezus mówi nam to już od dwóch tysięcy lat! A my? Nas życie nic nie nauczyło! A przecież wszystkie nieszczęścia tego świata biorą się w gruncie rzeczy z braku miłości do bliźniego! Wojny, wyzysk gospodarczy, kryzysy... Prawdopodobnie każdy - a przynajmniej większość - światowych problemów biorą się z braku miłości. Ludzkość próbuje rozwiązać problemy, uczynić świat lepszym miejscem - ale wydaje mi się, że ludzie biorą się do tego od złego końca, walcząc z objawami, a wcale nie zajmując się przyczyną.

Nienawidzić ludzi i pogardzać nimi jest łatwo... Ale jeśli ty będziesz ludzi nienawidził i pogardzał nimi, to wiedz, że ktoś będzie nienawidził i pogardzał tobą. Nie uznaję teorii "karmy", ale pewne nauki wschodu wynikają z filozofii i obserwacji świata. To, co dajesz innym, to się także na tobie odbija - odsuńmy na bok bajanie "zła karma / negatywna energia". Myślę, że i w tym działa zasada "...albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie" (List do Galatów 6, 8). Jeśli będziesz żył nienawiścią i pogardą, to tym będzie "nasączony" twój świat. Może będziesz miał "kumpli" - podobnych sobie - ale... jaką będziesz miał gwarancję, że będą oni z tobą "na dobre i na złe". Jaką będziesz miał gwarancję, że oni Tobą nie pogardzają i nie żywią względem ciebie nienawiści, może gdzieś głęboko skrywanej, lub nie zaczną tobą pogardzać i nienawidzić cię z jakiegoś błahego powodu? Nienawiść i pogarda do innych - w tym jest wielki egoizm, a te niszczące siły prowadzą też do wielkiej samotności... Nienawiść i pogardza zabijają - czasem są przyczyną śmierci tych znienawidzonych, ale przede wszystkim zabijają tego, który nosi je w sercu!

Jezus... Oczywiste jest, że Jezus przyszedł przede wszystkim po to, aby nas zbawić - by wziąć krzyż i pójść z nim na Golgotę. Ale przyszedł też i po to, aby uczyć nas, jak żyć - byśmy byli światłością dla świata pogrążonego w ciemności. Leczył chorych - ślepców, trędowatych, lecz dotykał się także naszych zranień duchowych - zarówno u pojedynczych osób, jak i w całych społecznościach. "Kochaj Boga i kochaj bliźniego swego" - w tym zawiera się całe prawo, bo kto kocha, ten nie czyni nieprawości. Jako chrześcijanie jesteśmy powołani do świętości, do głoszenia Ewangelii, do MIŁOŚCI... Nie naprawimy nigdy tego świata, lecz winniśmy czynić, co tylko jest w naszej mocy, by był lepszym miejscem, by żyło się na nim znośniej... Nigdy nie będziemy świadkami Chrystusa i "światłością świata", póki w naszych sercach będzie nienawiść lub choćby niechęć do kogoś i pogarda...

Jezus na pytanie: "Kto jest moim bliźnim?" odpowiedział przypowieścią: 
"A Jezus, nawiązując do tego, rzekł: Pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców, którzy go obrabowali, poranili i odeszli, zostawiając go na pół umarłego. Przypadkiem szedł tą drogą jakiś kapłan i zobaczywszy go, przeszedł mimo. Podobnie i Lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, przeszedł mimo. Pewien Samarytanin zaś, podróżując tędy, podjechał do niego i ujrzawszy, ulitował się nad nim. I podszedłszy opatrzył rany jego, zalewając je oliwą i winem, po czym wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i opiekował się nim. A nazajutrz dobył dwa denary, dał je gospodarzowi i rzekł: Opiekuj się nim, a co wydasz ponad to, ja w drodze powrotnej oddam ci. Który z tych trzech, zdaniem twoim, był bliźnim temu, który wpadł w ręce zbójców? A on rzekł: Ten, który się ulitował nad nim. Rzekł mu Jezus: Idź, i ty czyń podobnie." (Ewangelia Łukasza 10, 30 - 37)
Kogo dziś wskazałby skinowi? Pewnie Żyda, albo Afrykańczyka... Kogo wskazałby zwolennikom PiSu? Zapewne zwolennika PO (i vice versa zresztą!)... Kogo wskazałby katolikowi? Pewnie protestanta... Kogo wskazałby protestantowi widzącemu w Kościele katolickim samo zło? Pewnie katolika... Kogo wskazałby kibicowi "Wisły"? Pewnie kibica "Cracovii"... Przykłady można mnożyć w nieskończoność!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz