piątek, 18 stycznia 2013

Gwiazda w dżungli

Choć może trudno nam to sobie wyobrazić, są na świecie prawdziwe "misyjne rodziny" - i nie chodzi mi wcale o małżeństwa, które wraz z dziećmi wyjeżdżają "na drugi koniec świata", by głosić Ewangelię, lecz o rodziny w szerszym znaczeniu. Taką rodziną jest rodzina Saintów - troje spośród dzieci Lawrencea i Katherine Saint zostało misjonarzami: David Saint wyjechał do Argentyny, Nate Saint do Ekwadoru - gdzie w 1956 roku zginął śmiercią męczeńską - a ich starsza siostra, Rachel Saint, po 12 latach pracy w ośrodku pomocy dla alkoholików decydowała się przyłączyć do organizacji misyjnej Wycliffe Bible Transaltors i również udać się do Ameryki Południowej, podejmując pracę misyjną najpierw w Peru, a później w ekwadorskim "Oriente", w sąsiedztwie swego brata. Dzięki niezmordowanym pasjonatom misji, Janet i Geoffowi Benge możemy poznać życie tej niezwykłej i świętej niewiasty.

Rachel przyszła na świat w 1914 roku w niezwykłęj rodzinie - jej dziadek, Joshiah Proctor był wynalacą i przemysłowcem. Jego córka, a jej matka miała szczęście urodzić się w bogatej rodzinie i mogła żyć w dostatku - z własnej woli wybrała jednak życie u boku artysty - witrażysty, Lawrencea Sainta, któremu urodziła ośmioro dzieci - Rachel była trzecim ich dzieckiem, a przy tym jedyną dziewczynką. Rodzina długi czas żyła w ubóstwie - ich sytuacja poprawiła się dopiero, gdy ojciec wypracował unikalną technikę produkcji szkła witrażowego i - przez "przypadek" - spotkał na swej drodze człowieka, Raymonda Pitcairna. On to, dowiedziawszy się czym się zajmuje Lawrence, szybko zdecydował się powierzyć mu pracę nad witrażami dla budowanej przez siebie niedaleko Filadelfii episkopalnej katedry "Bryn Athyn", otwierając przed nim tym samym - jak się okazało - drogę do sławy i powodzenia. 

Wkrótce niezwykłe perspektywy otworzyły się także przed Rachel. Pewnego dnia ojciec zabrał ją ze sobą do Waszyngtonu, gdzie pracował właśnie nad witrażami dla Katedry Narodowej. Tam została przedstawiona fundatorom witraży, małżonkom Parmalee, którym tak przypadła do gustu, że stała się towarzyszką starszej pani w podróży do Europy. Podczas podróży Rachel poznała, co to znaczy życie w luksusie - rejs w kabinach pierwszej klasy, noclegi w najlepszych hotelach, zakupy w ekskluzywnych sklepach, posiłki w drogich restauracjach i popołudniowe "herbatki", których koszt z przerażeniem przeliczyła na... trzydniowe utrzymanie całej rodziny Saintów! Urzeczona dziewczyną starsza pani złożyła jej propozycję, która - jak mogło się zdawać - powinna być spełnieniem najpiękniejszych snów młodej dziewczyny: że może uczynić z niej swoją przybraną córkę (nie mieli bowiem dzieci) i towarzyszkę, a także dziedziczkę ogromnego jak na tamte czasy majątku, szacowanego na ponad milion dolarów! Do końca swego życia dziewczyna nie musiałaby się o nic troszczyć. A jednak Rachel odmówiła - postanowiła pójść za głosem Boga i zostać misjonarką, zdając sobie sprawę, że odrzuca życie w pałacu na rzecz chaty gdzieś w dżungli, posiłki w restauracjach na rzecz pracy w trudzie, by mieć co jeść, bezpieczne życie na rzecz życia wśród węży, skorpionów i ludzi, którzy są może nawet bardziej niebezpieczni od innych stworzeń.

Bóg dał jej wizję pracy, do której ją powołuje. Poddał ją próbie, dając jej prawo wyboru łatwej (szerokiej) drogi bogactwa lub trudnej i wąskiej ścieżki posłuszeństwa jego woli. Później przez lata ćwiczył jej cierpliwość - podtrzymując w niej tylko wizję narodu, który gdzieś jej oczekuje. Musiało minąć kilkanaście lat, zanim jej brat, Nate, wziął ją ze sobą do samolotu, i lecąc nad dżunglą Oriente, wskazał jej terytorium Indian Auca (Waodani), mówiąc: "Tam jest twój naród, siostro!" Gdy prezydent Ekwadoru, na zaproszenie którego Tłumacze Biblii Wycliffa podjęli pracę w tym kraju, dowiedział się z ust Rachel, że zamierza iść do Auca, by przetłumaczyć dla nich Biblię, nie krył zdziwienia, gdyż byli oni najdzikszym z plemion w ekwadorskiej części Amazonii, którzy nie tylko mordowali wszystkich obcych, ale nawet siebie nawzajem. A ta kobieta oświadczyła mu: "Idę do Auca, by z nimi zamieszkać i głosić im Ewangelię!". Chyba nie wierzył, że jest to możliwe - ale dla Boga nie ma nic niemożliwego.

Jej brat, Nate, wraz z czterema innymi misjonarzami, pierwszą próbę dotarcia do Auca podjął w styczniu 1956 roku, podczas gdy ona uczyła się ich języka od indiańskiej dziewczyny imieniem Dayuma, pochodzącej z tego plemienia. Męczeńska śmierć misjonarzy nie odstraszyła jej od realizacji Bożej wizji. Jesienią 1958 roku wraz z drugą misjonarką, Elisabeth Elliot - wdową po Jimie Elliocie, jednym z zamordowanych towarzyszy Nate'a Sainta - zostały zaproszone przez członków plemienia, by zamieszkać pośród nich. Stało się to możliwe dzięki Dayumie, która krótko wcześniej stała się pierwszą chrześcijanką z plemienia Waodani i stała się od razu misjonarką dla swego ludu. "Posiew krwi męczenników" przyniósł plon w postaci wielu nawróceń, a ci, z których rąk śmierć poniósł Nate Saint, kilka lat po jego śmierci - w 1965 roku - ochrzcili jego dzieci: Kate i Steve'a (oboje prosili, by to właśnie starsi Kościoła Waodani udzielili im chrztu)! Bóg uczynił wielkie rzeczy wśród Waodani!

Rachel Saint z Dayumą (zdjecie w rogu) i dziećmi plemienia Waodani (Auca)

Choć "Operacja Auca", podjęta przez Nate'a Sainta i jego czterech towarzyszy, a także działalność misjonarzy wśród Waodani, spotkała się z ostrą krytyką środowiska naukowego, to jednak ich gorliwość i osiągnięcia w dziele ewangelizacji budzić mogą tylko ogromne uznanie. Tych misjonarzy poznajemy jako prawdziwych "komandosów Chrystusa", którzy z odwagą, determinacją i miłością poszli do ludzi, do których inni bali się zbliżyć. Dzięki nim Słowo Boże przeobraziło życie Waodani. Inni biali - żądni zysków poszukiwacze "czarnego złota" - potem nieomal zniszczyli ich świat, dokonując grabieży ich ziemi i niszcząc ich "cywilizacją" białego człowieka.

To niezwykła książka... To piękne świadectwo o życiu tej niezwykłej misjonarki, w sercu której przebaczenie dla morderców jej brata zagościło zaraz po mordzie, którego się dopuścili, której mord ten nie odstraszył, a z większą jeszcze miłością i gorliwością zapragnęła jak najszybciej dotrzeć do sprawców z Ewangelią. To piękne świadectwo Bożego działania i mocy Słowa Bożego, które przemienia życie. To piękne świadectwo żalu za grzechy, pojednania z Bogiem i zbawienia. Ale książka ta to także "furtka" do świata Waodani - świata mrocznego, do którego jednak spodobało się Bogu posłać swe światło. "Auca" w języku ich sąsiadów, Indian Quechua, oznacza "Dzicy", "Waodani" w ich własnym języku oznacza "naród". Bóg kochał tych ludzi nim o Nim usłyszeli, i złagodził ich dzikość. Ostatnie akapity skłaniają ku refleksji: gdy Waodani usłyszeli o Bogu i ich życie zaczęło się zmieniać stali się ofiarą... DZIKICH ludzi o białej skórze i ich "cywilizacji" pożerającej cały świat. Przykre...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz