poniedziałek, 28 stycznia 2013

Dobroczyńca czy sługa?

"Wiecie, iż książęta narodów nadużywają swej władzy nad nimi, a ich możni rządzą nimi samowolnie. Nie tak ma być między wami; ale ktokolwiek by chciał między wami być wielki, niech będzie sługą waszym. I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą waszym. Podobnie jak Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służył i oddał życie swoje na okup za wielu." (Ewangelia Mateusza 20, 25 - 28) "Kto zaś jest największy pośród was, niech będzie sługą waszym, a kto się będzie wywyższał, będzie poniżony, a kto się będzie poniżał, będzie wywyższony." (Ewangelia Mateusza 23, 11 - 12)
Czytając książkę Elisabeth Elliot "Dzikus, mój brat" - którą opisałem w tekście "Pięć 'nasion' dla Waorani" - natknąłem się na bardzo interesującą refleksję: "Jeżeli nazywamy się naśladowcami Jezusa, oczywiste jest, że musimy iść ścieżką, którą szedł On. 'Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć'. Musimy zobaczyć to jasno. Przyszliśmy nie po to, aby być dobroczyńcami, ale sługami. Jezus często używał słowa 'niewolnicy'. Postrzeganie tej prawdy powoduje olbrzymią różnicę w naszej postawie wobec ludzi, co z kolei niezawodnie zmienia ich postawę wobec nas. Bycie dobroczyńcą oznacza bycie kimś wyższym, lepszym. Całkowicie niezależnie od tego, czy pogląd taki jest słuszny z moralnego punktu widzenia, zrozumiałam, że był to wielki błąd. (...) Bycie sługą oznacza bycie kimś niższym - i dopóki nie jesteśmy gotowi zaakceptować tej pozycji, nie jesteśmy naśladowcami Jezusa Chrystusa. Sługa nie jest większy od swego pana. A jeżeli sądzimy, że zdobywamy jakieś zasługi przez to, co robimy, otrzymujemy przypomnienie, że gdy zrobimy już wszystko, jesteśmy 'sługami nieużytecznymi'. Mamy dług. Jesteśmy to winni Chrystusowi. Jesteśmy to winni ludziom - dzikim czy cywilizowanym - by codziennie oddawać nasze życie." (tłum. Andrzej Gandecki, Wydawnictwo "Pojednanie", Lublin 2010, str. 169)
 
Jakże się ta Chrystusowa wizja wielkości różni od tego, co widzimy na tym świecie, gdzie największym zdaje się być ten, kto najwięcej posiada, kogo stać na wszystko, czego zapragnie, kto ma znakomicie prosperującą firmę lub wiele firm, wielki jacht, pałac i mnóstwo służby. Wielu z tych ludzi, którzy tak wiele posiadają jest także wielkimi filantropami - niektórzy są bardzo znani z "dzielenia się", wspierają różne dzieła i fundacje. Niestety niektórzy wspierają działania szatańskie (np. wspierają organizacje domagające się "praw" dla osób homoseksualnych, lub wspierają nieetyczne badania naukowe, itp) a nazywają to "filantropią", "dobroczynnością"! Jeśli wspierają to, co dobre - np. szkoły, sierocińce, domy starców, szpitale - czynią dobrze, ale samo bycie filantropem to jeszcze nie naśladowanie Chrystusa. Bogatemu bardzo trudno jest przyjąć postawę sługi - z dobroczynnością (pozorną, czasem na pokaz - dla własnej chwały, lub prawdziwą) większość chyba nie ma problemów. My patrzymy na uczynki, Bóg zaś patrzy w serce i wie...

Jezus uczy nas życia pełnego pokory, nie żądania niczego dla siebie, uniżenia, służby ludziom. Jezus Chrystus "
wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom" (List do Filipan 2, 7). W katolickiej Biblii Tysiąclecia mamy słowa: "ogołocił samego siebie" - zostawił to wszystko, co posiadał (jako Bóg), stał się dla nas ubogim człowiekiem, wybrał trudne życie pełne wyrzeczeń. Nie dość, że opuścił niebo, lecz nie zadbał nawet o to, by tu na ziemi mieć swój własny kąt: "Lisy mają nory, a ptaki niebieskie gniazda, ale Syn Człowieczy nie ma gdzie złożyć głowy" (Ewangelia Łukasza 9, 58 - przekład literacki EIB). Oczywiście to wcale nie znaczy, że my nagle mamy wyzbywać się wszystkiego, co posiadamy - choć do pewnego młodzieńca Jezus powiedział: "idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, po czym przyjdź i naśladuj mnie" (Ewangelia Marka 10, 21). Gdy Jezus nawołuje nas, byśmy się stali sługami, nie chodzi mu o zasobność naszych kont bankowych, ani warunków, w jakich żyjemy, lecz o postawę serca naszego! 

Fascynuje mnie to spostrzeżenie Elisabeth Elliot dotyczące różnicy pomiędzy sługą a dobroczyńcą. Jezusowi nie chodzi o to, byśmy byli dobroczyńcami, lecz sługami - tu jest różnica w postawie serca. Są milionerzy, którzy każdego roku przelewają wiele pieniędzy na różne cele - to jest dobroczynność. Są też tacy, którzy oddają właściwie wszystko, co zdobyli. Znani są ludzie, którzy zarobili miliardy dolarów i prawie wszystko przeznaczyli dla innych, a sami żyją skromnie - to już bym nazwał postawą sługi, choć to oczywiście wciąż za mało, by być zbawionym. Jako przykład stania się sługą może służyć Matka Teresa z Kalkuty, która poszła do ubogich i chorych, by ich podnosić i opatrywać. Możemy mieć do niej wiele zastrzeżeń pod względem religijnym, możemy zakwestionować jej świętość i zastanawiać się, czy będzie wśród zbawionych, czy mimo wszystko wśród potępionych - bo choć przyjęła funkcję sługi najuboższych i oddała im całe życie, zbawieni jesteśmy z łaski, a nie z uczynków (por. List do Efezjan 2, 9) i bycie dobrym i ofiarnym (choć komuś się to może wydać skandalem) nie gwarantuje zbawienia. Nigdy bym się jednak nie ośmielił powiedzieć czegokolwiek przeciw jej służbie! Ona niewątpliwie dobrze odczytała to akurat wezwanie Chrystusa i może być wzorem służby i pokory niezależnie od tego, czy zgadzamy się z jej wierzeniami

Myślę, że bycie dobroczyńcą jest związane z pewną formą współczucia, ale sługą staje się tylko ten, kto ma w sercu dużo miłości do bliźnich. Dobroczyńca oddaje swoje pieniądze. Sługa oddaje swoje życie.

1 komentarz:

  1. A są i ludzie, którzy ze względu na swój zawód, czynią dobrze co dzień... Na przykład pielęgniarki i lekarze, czy salowe, które przecież mogły wybrać inną pracę, a jednak robią to, czego większość robić by nie chciała. Fakt, że za to, co robią, dostają wynagrodzenie, ale ja podziwiam tych, którzy dobrze wykonują taką pracę, bardzo często niewdzięczną.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń