czwartek, 17 stycznia 2013

Czy Bóg chce, byśmy chrzcili dzieci?

Fot. Tom Adriaenssen / Wikipedia cc-by-sa-2.0
Podobnie jak niemal wszyscy Polacy, zostałem przed laty ochrzczony jako dziecko. Nikt mnie nie pytał o zdanie - a nawet jakby, to przecież odpowiedzi by nie było... Niestety, zdecydowano za mnie kim mam być, a gdy po latach zaprotestowałem przeciwko tej decyzji, wywołało to wielkie oburzenie i nawet oskarżenia pod moim adresem. To przekonało mnie, że w gruncie rzeczy "tradycyjne" Kościoły, w których dokonuje się chrztu dzieci, są systemami... niewolniczymi. Wszystko bowiem polega na takim spojrzeniu: "Ochrzczony jako dziecko w Kościele katolickim, na zawsze już powinien być katolikiem".  A co jeśli ktoś nie chce być katolikiem, chce wystąpić z Kościoła? Kościół, oczywiście, mu to "umożliwia", ale narzucając taką procedurę, by ludzi zniechęcić od odstąpienia: trzeba na piśmie, w obecności dwóch świadków, rozmowa z proboszczem - próba zniechęceni do odejścia a czasem także zastraszania - przeciąganie procedur... Czasem bywa i tak, ze ksiądz w ogóle nie chce dopuścić do wystąpienia z Kościoła (co spotkało znane mi osobiście osoby)! Bywa i tak, że pragnących wystąpić wpędza się w poczucie winy - np. mówiąc, że "krzywdzą w ten sposób własnych rodziców, że rodzice przez nich bardo cierpią, bo oni chcą odejść z Kościoła, w wierze którego rodzice ich wychowali" (to piszę z własnego doświadczenia) - co jest typową psychomnipulacją. Z tego powodu uważam praktykę chrztu dzieci za cześć systemu niewolenia - duchowego, psychicznego i społecznego.

Ale... "TRADYCJA"!

"Tak na Wschodzie jak na Zachodzie praktykę udzielania Chrztu dzieciom uważa się za normę niepamiętnej tradycji. Orygenes, a po nim św. Augustyn uważali tę praktykę za 'tradycję przejętą od Apostołów'. Chociaż pierwsze wyraźne świadectwa pochodzą z drugiego wieku, to jednak żadne z nich nie przedstawia Chrztu dzieci jako czegoś nowego" - Czytamy w dokumencie Kongregacji Nauki Wiary "Pastoris actio". Orygenes głosił swe nauki w III wieku, Augustyn na przełomie IV i V wieku. Najwcześniejsze jest nauczanie Ireneusza z Lyonu, przytoczone dalej: "Św. Ireneusz, obok innych, uważa za oczywiste i zgodne z tradycją wyliczanie wśród ochrzczonych 'niemowląt i dzieci', razem z dorastającymi, młodzieńcami i starcami." Jednak i to jest dopiero schyłek II wieku! Katolicy twierdzą, że już wówczas była to "starożytna tradycja", ale... skąd pewność, że autorzy, na których się powołują napisali prawdę, że nie szerzyli swych prywatnych przekonań, nazywając je "starożytną tradycją" tylko po to, by ich nauki zostały... ślepo, bez zastrzeżeń przyjęte? 
Oczywiście starożytne pisma mają swoją wartość... zabytkową - natomiast jak chodzi o wartość duchową, intelektualną, to nauki tam zawarte powinny być czymś jeszcze podparte i nie można ślepo wierzyć ludziom, którzy czasem pisali mądrze i zgodnie z prawdą, a czasem... szerzyli przekonania tak niedorzeczne, że do dziś ich pisma ośmieszają chrześcijaństwo (np. na temat kobiet). Jakże może być wiarygodnym ktoś, kto tylko w jakiejś części opierał się o prawdę i obok mądrych słów pisał głupoty? Inna jeszcze sprawa, że tzw. "Ojcowie Kościoła" - jak świadczą o tym ci, którzy zgłębili ich nauki - praktycznie nigdy nie byli ze sobą zgodni, i temu, co jeden stwierdzał: "tak było i tak być powinno", inny z kolei zaprzeczał. Jaką pewność może mieć "zwykły parafianin", któremu przedstawia się zasadniczo to, w co po prostu "winien wierzyć", że mówi się mu prawdę? A może inny z autorytetów duchowych mówił na ten temat co innego, ale jego słowa się przemilcza jako "mało ważne"? Zbyt często widuję wywyższanie tego, co jest zgodne z katolickimi przekonaniami, a bagatelizowanie i przemilczanie tego, co już się z tym, co głosi Kościół katolicki nie zgadza - i np. traktowanie tego jako "prywatnej opinii".

W ciekawy sposób Kościół katolicki "radzi sobie"  faktem, że ich "wielcy święci Ojcowie Kościoła" chrzczeni byli na podstawie własnego wyboru, własnej wiary. Cytuję z tego samego dokumentu: "Praktyka udzielania Chrztu dzieciom przeszła pewien kryzys pod koniec IV wieku. W tym bowiem czasie dorośli odkładali na później swoją inicjację, obawiając się przyszłych grzechów, jak również podejmowania publicznej pokuty. Mając na uwadze te powody, wielu rodziców zaczęło odkładać Chrzest swoich dzieci. Wiadomo jednak, że było w tym czasie wielu Ojców i Doktorów Kościoła, jak św. Bazyli, św. Grzegorz z Nyssy, św. Ambroży, św. Jan Damasceński, św. Hieronim czy św. Augustyn, którzy chociaż na skutek przytoczonych poprzednio powodów zostali ochrzczeni w wieku dojrzałym, występowali jednak przeciw tego rodzaju zaniedbaniu i nawoływali dorosłych, by nie odkładali Chrztu, ponieważ jest on konieczny do zbawienia. Oczywiście, wielu z nich wymagało udzielania Chrztu dzieciom." Brzmi "nieźle" - takie myślenie: "skoro nie chrzczono dzieci, to jest to świadectwo jakiegoś kryzysu związanego z wiarą". Bo przecież "skoro już w czasach apostolskich" chrzczono dzieci, to dlaczego tak wielu nie zostało ochrzczonych gdy byli dziećmi?

Znamienne jest, że w dokumencie tym Kościół katolicki wskazuje na "tradycję" - tylko i wyłącznie, bez powoływani się na Biblię. Powód jest zapewne jeden: w całej Biblii nie ma ani jednego zdania, które by mówiło o chrzczeniu dzieci!

 

Tymczasem BIBLIA...

Całe nasze życie i całe nauczanie chrześcijańskie musi być oparte na Słowie Bożym. Tylko to, co jest zawarte w Słowie Bożym może być traktowane jako pewnik i wyznacznik norm chrześcijańskich. Żadne przekonania i nauki nie mogą być uznane za obowiązujące w Kościele Chrystusowym, jeśli nie są podparte dostatecznie Słowem Bożym. Owszem, niektóre nauki mogą nie być zakorzenione bezpośrednio w Biblii,  jednak mogą być duchowo pożyteczne - muszą być jednak z nią zgodne,  ponadto nie mogą być traktowane jako "nowe objawienie" czy uzupełnienie nauczania biblijnego. Inaczej: nie mogą być wygłaszane w imieniu Boga i nie mogą być traktowane jako obowiązujące nauczanie, obowiązujące przekonania.

Co Biblia mówi o chrzcie? "Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata" (Ewangelia Mateusza 28, 19 - 20), "I rzekł im: Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Ewangelia Marka 16, 15 - 16), "Mówił więc do tłumów, które przychodziły, aby się dać ochrzcić przez niego: Plemię żmijowe, któż wam poddał myśl, aby uciekać przed przyszłym gniewem?" (Ewangelia Łukasza 3, 7), "Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni i pozyskanych zostało owego dnia około trzech tysięcy dusz" (Dzieje Apostolskie 2, 41), "Kiedy jednak uwierzyli Filipowi, który zwiastował dobrą nowinę o Królestwie Bożym i o imieniu Jezusa Chrystusa, dawali się ochrzcić, zarówno mężczyźni, jak i niewiasty. Nawet i sam Szymon uwierzył, gdy zaś został ochrzczony, trzymał się Filipa, a widząc znaki i cuda wielkie, jakie się działy, był pełen zachwytu. A gdy apostołowie w Jerozolimie usłyszeli, że Samaria przyjęła Słowo Boże, wysłali do nich Piotra i Jana, którzy przybywszy tam, modlili się za nimi, aby otrzymali Ducha Świętego. Na nikogo bowiem z nich nie był jeszcze zstąpił, bo byli tylko ochrzczeni w imię Pana Jezusa. Wtedy wkładali na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego" (Dzieje Apostolskie 8, 12 - 17) "A anioł Pański rzekł do Filipa, mówiąc: Wstań i idź na południe drogą, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy. Jest to droga pustynna. I powstawszy, poszedł. A oto Etiopczyk, eunuch, dostojnik królowej etiopskiej Kandaki, który zarządzał jej wszystkimi skarbami, a przyszedł do Jerozolimy, aby się modlić, powracał, a siedząc na swoim wozie, czytał proroka Izajasza. I rzekł Duch Filipowi: Podejdź i przyłącz się do tego wozu. A gdy Filip podbiegł, usłyszał, jak tamten czytał proroka Izajasza, i rzekł: Czy rozumiesz to, co czytasz? Ten zaś powiedział: Jakżebym mógł, jeśli mnie nikt nie pouczył? I poprosił Filipa, aby wsiadł i zajął przy nim miejsce. A ustęp Pisma, który czytał, był ten: Jak owca na rzeź był prowadzony I jak baranek milczący wobec tego, który go strzyże, Tak nie otwiera ust swoich; W poniżeniu jego wyjęty został spod prawa, O jego rodzie któż opowie? Bo życie jego z ziemi zgładzone zostaje. Wtedy eunuch odezwał się do Filipa i rzekł: Proszę cię, o kim to prorok mówi? O sobie samym, czy też o kim innym? A Filip otworzył swoje usta i zwiastował mu dobrą nowinę o Jezusie, począwszy od tego ustępu Pisma. A gdy tak jechali drogą, przybyli nad jakąś wodę, a eunuch rzekł: Oto woda; cóż stoi na przeszkodzie, abym został ochrzczony? Filip zaś powiedział mu: Jeśli wierzysz z całego serca, możesz. A odpowiadając, rzekł: Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym. I kazał zatrzymać wóz, zeszli obaj, Filip i eunuch, do wody, i ochrzcił go. Gdy zaś wyszli z wody, Duch Pański porwał Filipa i eunuch nie ujrzał go więcej, lecz radując się jechał dalej swoją drogą" (Dzieje Apostolskie 8, 26 - 39), "I poszedł Ananiasz, i wszedł do domu, włożył na niego ręce i rzekł: Bracie Saulu, Pan Jezus, który ci się ukazał w drodze, jaką szedłeś, posłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym. I natychmiast opadły z oczu jego jakby łuski i przejrzał, wstał i został ochrzczony" (Dzieje Apostolskie 9, 17 - 18), "Wtedy odezwał się Piotr: Czy może ktoś odmówić wody, aby ochrzcić tych, którzy otrzymali Ducha Świętego jak i my? I rozkazał ich ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa. Wtedy uprosili go, aby pozostał u nich kilka dni" (Dzieje Apostolskie 10, 46 - 48), "Przysłuchiwała się też pewna bogobojna niewiasta, imieniem Lidia, z miasta Tiatyry, sprzedawczyni purpury, której Pan otworzył serce, tak iż się skłaniała do tego, co Paweł mówił. A gdy została ochrzczona, także i dom jej, prosiła, mówiąc: Skoroście mnie uznali za wierną Panu, wstąpcie do domu mego i zamieszkajcie. I wymogła to na nas" (Dzieje Apostolskie 16, 14 - 15), "A gdy się przebudził stróż więzienny i ujrzał otwarte drzwi więzienia, dobył miecza i chciał się zabić, sądząc, że więźniowie uciekli. Lecz Paweł odezwał się donośnym głosem, mówiąc: Nie czyń sobie nic złego, bo jesteśmy tu wszyscy. Zażądał wtedy światła, wbiegł do środka i drżąc cały, przypadł do nóg Pawła i Sylasa, i wyprowadziwszy ich na zewnątrz, rzekł: Panowie, co mam czynić, abym był zbawiony? A oni rzekli: Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom. I głosili Słowo Pańskie jemu i wszystkim, którzy byli w jego domu. Tejże godziny w nocy zabrał ich ze sobą, obmył ich rany, i zaraz został ochrzczony on i wszyscy jego domownicy" (Dzieje Apostolskie 16, 27 - 33), "A Kryspus, przełożony synagogi, uwierzył w Pana wraz z całym swoim domem, także wielu z Koryntian, którzy słuchali, uwierzyło i przyjmowało chrzest" (Dzieje Apostolskie 18, 8), "Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili" (List do Rzymian 6, 3 - 4), "Bo wszyscy, którzy zostaliście w Chrystusie ochrzczeni, przyoblekliście się w Chrystusa" (List do Galatów 3, 27), "Wraz z nim zostaliście pogrzebani w chrzcie, w którym też zostaliście wespół wzbudzeni przez wiarę w moc Boga, który go wzbudził z martwych" (List do Kolosan 2, 12)...

Czy ktoś potrafi znaleźć w tych słowach jakąkolwiek wzmiankę o dzieciach? Owszem, zwolennicy chrztu dzieci "potrafią" to uczynić. Zwracają uwagę na sformułowania: "z całym domem" i "wraz z domownikami" i twierdzą, że w tych słowach jest zawarta wzmianka o chrzczeniu dzieci! A przecież nie wiadomo praktycznie nic o tych rodzinach! Najzwyczajniej w świecie nie wiadomo w jakim wieku byli domownicy. Poza tym część badaczy bardzo rozsądnie zauważa, że w tamtych czasach dzieci nie były traktowane jako domownicy - że jako domowników uznawano tych, którzy już osiągnęli pewien wiek. Cała argumentacja katolicka obraca się wokół "świętej tradycji", kilku wczesnochrześcijańskich pism i kilku słów z Biblii... wyrwanych z kontekstu! Bowiem, jeśli czytamy uważnie, to zawsze znajdujemy porządek: 
słuchanie zwiastowanego Słowa Bożego   ->   uwierzenie   ->   chrzest
Porządek ten znajdujemy i w relacjach z wydarzeń i nawet w samym Poleceniu Chrystusa: "Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata" (Ewangelia Mateusza 28, 19 - 20). Cały proces zaczyna się od stania się uczniem, co ma przynieść skutek w postaci wiary, a ta winna być przypieczętowana chrztem. Jezus chętnie otaczał się dziećmi, ale nigdzie nie mówi nam, aby chrzcić dzieci!

Duchowni z dziwnymi teoriami

Z braku lepszego argumentu, katolicy powołują się na jeszcze jeden zapis z Biblii: "I przynosili do niego dzieci, aby się ich dotknął, ale uczniowie gromili ich. Gdy Jezus to spostrzegł, oburzył się i rzekł do nich: Pozwólcie dziatkom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im, albowiem takich jest Królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam, ktokolwiek by nie przyjął Królestwa Bożego jak dziecię, nie wejdzie do niego. I brał je w ramiona, i błogosławił, kładąc na nie ręce" (Ewangelia Marka 10, 13 - 16) - sugerując, że skoro Jezus oburzał się, że ogranicza się do niego przystęp dzieciom, to tym samym także... wyrażał pragnienie, że także dzieci powinny być chrzczone, by mieć dostęp do Jezusa. Jest to kolejny przykład  jednej trony manipulacji Słowem Bożym, drugiej psychomanipulcji mającej na celu podporządkowanie ludzi swoim naukom. Większość ludzi jest szczególnie uwrażliwiona na dzieci i na ich dobro - i zwolennicy chrztu dzieci potrafią to doskonale wykorzystać, przekonując, że chrzczenie dziecka odbywa się w trosce o jego dobro. Ba! Można się spotkać ze stwierdzeniami idącymi jeszcze dalej: że jeśli ktoś nie chce dziecka swego ochrzcić, to znak, że nie miłuje go, nie troszczy się o nie, jest w gruncie rzeczy wyrodnym rodzicem. Spotkałem się z tym bezpośrednio. Przeciwnikom chrztu niemowląt - ludziom opowiadającym się za biblijnym porządkiem: chrzest jako przypieczętowanie wiary - także stawia się zarzut: "jesteście jak ci apostołowie, bronicie dzieciom dojścia do Jezusa!" (z tym także można się często spotkać), co również jest próbą psychomanipulacji.

Czy w tym fragmencie jest mowa o chrzcie dzieci? NIE! Jezus mówił: "Dopuśćcie dzieci do mnie!" i nic nie wskazuje na to, by miał na myśli co innego, niż tylko po prostu fizyczny dostęp. Oczywiście można te słowa zinterpretować także duchowo. Mogą być wezwaniem do tego, by dzieci zaznajamiać z Chrystusem i Jego naukami - co też czynią bracia i siostry w zborach ewangeliznych. Taka interpretcja, takie doszukiwanie się ukrytego znaczenia duchowego, jest dopuszczalne gdyż nie stoi w sprzeczności ze Słowem Bożym. Nie wolno jednak tej interpretcji traktować na zasadzie dogmatu wiary. Natomiast nijak  tego fragmentu nie da się wyciągnąć żadnej nauki i chrzcie! Jezus mówi tylko: "Dopuśćcie dzieci do mnie" - nie zaleca, by poddawać je chrztowi. Sprawa  tym wersetem jest zresztą podobna do tych fragmentów, gdzie jest mowa p "całych domach" i "wszystkich domownikach". Nie wiemy czyje to były dzieci i nie wiemy nic o wierze ich rodziców. Jeśli fragment ten ma być argumentem za chrztem dzieci wierzących rodziców, to trzeba by najpierw choćby dowieść, że rodzice wspomnianych w tym wersecie dzieci już uwierzyli i zostali ochrzczeni.

Dotychczas powoływanie się na ten fragment uważałem za najdziwniejszy argument pedobaptystów. Do dnia wczorajszego, gdy na blogu znajomego pastora ewangelickiego przeczytałem takie oto słowa:
"Kiedy Mędrcy ze Wschodu przybyli do Betlejem, złożyli trzy dary: złoto, kadzidło i mirrę. Zwróćmy uwagę na to, komu dary zostały złożone. Nie rodzicom dzieciątka, nie Marii, ani Józefowi. Nie postawili ich na kredensie zasiadając na kawę z rodzicami. Dary zostały złożone dziecięciu. Mędrcy nie czekali na osiągnięcie przez Jezusa "wieku świadomości". Wiedzieli, że dary, gesty, słowa kierowane wobec małego dziecka mają sens. Nawet jeśli znajduje się ono w kołysce. Jakiś czas temu podczas dyskusji na temat chrztu niemowląt, przeciwnik wiary i członkostwa małych dzieci w Kościele zapytał mnie: 'skoro niemowlęta mogą mieć wiarę, to dlaczego Ewangelia została nam przekazywana w postaci logicznie ułożonych słów a nie np. poprzez uczucia i namaszczenia?' To tak, jakby zapytać: skoro niemowlęta nie posiadają tych funkcji umysłowych co my, to dlaczego wszyscy rodzice, bez względu na pogląd na temat chrztu, mówią do nich za pomocą logicznie ułożonych słów? Robią to baptyści, zielonoświątkowcy, katolicy, reformowani..." Niech mi ktoś wytłumaczy jak niby pokłon Mędrców ze Wschodu" ma się do kwestii chrztu dzieci?

Chrzest dzieci a "Sola Scriptura"

To mnie doprowadziło do poważnej refleksji... Jeśli przyjmujemy zasadę "sola Scriptura" - "tylko Pismo",w znaczeniu: "tylko Słowo Boże" - to powinniśmy się jej konsekwentnie trzymać, pomimo, że ci, którzy sformułowali pięć zasad protestantyzmu nie doszli na tyle daleko w zrozumieniu Słowa Bożego, by odrzucić chrzest dzieci jako niebiblijny. Wiele wskazuje na to, że Zwingli poważnie się nad kwestią chrztu dzieci zastanawiał, mając do czynienia z pierwotnym ruchem baptystycznym, którego zwolenników zaczął surowo zwalczać, lecz pozostał ostatecznie przy przekonaniach wyniesionych z Kościoła katolickiego. Jeśli szukamy powodów, dla których zaczęto chrzcić dzieci, to okazuje się, że ma to swoje źródła w błędnym nauczaniu, że bez chrztu nie ma zbawienia i wręcz heretyckiej nauce o "otchłani dzieciątek", połączonych z zabobonnością ludzi, którzy do wiary chrześcijańskiej wprowadzili elementy magiczne i którzy obrzędowi chrztu przypisali jakąś moc - "ex opere operato".

Skoro Słowo Boże nie mówi nam nic a nic o chrzczeniu dzieci to praktyka ta jest pozabiblijna. Można by pedobaptyzm przyjąć jako "alternatywę" bo Biblia (przyznaję uczciwie) nie zabrania chrzcić dzieci. Ale choć nie ma słów zabraniających chrzczenia dzieci, to jednak - wracam do tego jest ustanowiony porządek: ten, kto uwierzył może zostać ochrzczony! Ponieważ Słowo Boże mówi nam o tym porządku, pokazuje nam kolejność, to chrzest dzieci trzeba uznać nie tylko za praktykę, która nie ma oparcia w Biblii, ale także za sprzeczną ze Słowem Bożym! Jeśli przyjmujemy zasadę "sola Scriptura" to trzeba być w tym konsekwentnym!

Łaska czy przekleństwo?

Dla katolickich duchownych chrzest jest "łaską" i... nie wolno z tym polemizować. Boleśnie się o tym przekonałem, gdy swego czasu - biorąc udział w dyskusji na jednym z forów katolickich - napisałem, że chrzest katolicki jest dla mnie przekleństwem w moim życiu. Na skutek chrztu zostałem zniewolony i obciążenie to mnie zniszczyło, okazało się bardzo szkodliwe psychicznie - gdy odkrywałem stopniowo niezgodność nauki Kościoła katolickiego z Biblią, a równocześnie nie potrafiłem podjąć decyzji zerwania z Kościołem, doszło do pewnego rodzaju "przeciążenia". Z jednej strony było bardzo trudno uwolnić umysł od katolickich nauk, wsączanych do niego przez lata, z drugiej problemy z rodziną i znajomymi, którzy na siłę próbują rekatolicyzować. Nieraz słyszałem: "W jakiej wierze kto był wychowany, w takiej powinien trwać" (w takich chwilach nabiera się ochoty powiedzieć: "to nie ewangelizujcie pogan, niech trwają w wierze, w której zostali wychowani"!), albo: "a co na to twoi rodzice? Nie widzisz, że sprawiasz im przykrość?"
Sam fakt chrztu także obciąża. Jeśli przez tyle lat człowiek był wychowywany jako "ochrzczony", to bardzo trudno jest się pogodzić z tym, że Biblia co innego mówi o chrzcie i że te kilka kropel wody wylanych dziecku na główkę nikogo nie czyni chrześcijaninem, anie nie otwiera drogi zbawienia. Nawet jeśli dziecko było zanurzone całe w wodzie (jak to praktykują niektórzy), to nie ma to większej wartości niż kąpiel w wanience z szamponem i mydłem - w pewnym sensie zwykłą kąpiel ma większy sens, bo przynajmniej dziecko jest po niej czyste! Trudno się pogodzić z tym, że było się tak długo oszukiwanym w kwestii swojej "chrześcijańskości", swojej wiary i trudno się od tego oszustwa wyswobodzić. Jestem przekonany, że te więzy trzymają w Kościele katolickim bardzo wiele osób,  i ci, którzy na co dzień już z Kościołem nie mają wiele wspólnego, lub w ogóle nic, tych więzów jednak nie potrafią zerwać. W pewnym sensie chrzest dzieci jest gwałtem na nich czynionym, jest pogwałceniem wolności ludzi. A Kościół katolicki jeszcze im mówi: "Jesteś ochrzczony i nic już tego nie zmieni!", bo wierzą, że chrzest jest dokonywany raz na zawsze... Duchowni nawet nie myślą o tym, jaką krzywdą dla ludzkiej psychiki może być dokonywany przez nich chrzest!
Gdy podzieliłem się swoimi bolesnymi doświadczeniami - pisząc w jak trudnej sytuacji znalazłem się na skutek "chrztu" w katolicyzmie -  ksiądz administrujący forum uznał, że piszę w sposób obraźliwy i... zbanował mnie. Być może było to efektem niezdolności do obrony własnego stanowiska? Co ciekawe - na forum tym było wielu awanturników, których nie spotkały żadne konsekwencje... Tak więc chyba zasadność chrztu dzieci jest kolejnym dogmatem - choć chyba nieoficjalnym - skoro ani nie można w tej kwestii polemizować, ani wypowiedzieć własnego zdania na ten temat, ani podzielić się własnymi problemami z tym związanymi. Ot, prosta zasada kościelna:
1. Kościół (nasz) ma rację.
2. Jeśli Kościół (nasz) nie ma racji - patrz punkt 1.

Wprowadzenie chrztu dzieci jest tak naprawdę jednym z największych skandali w historii chrześcijaństwa. Bóg nikomu się nie narzuca - choć rzecz jasna niewiara, odrzucenie Boga przynosi w konsekwencjach perspektywę wyroku: potępienie (piekło). Bóg dał ludziom wolną wolę. Bóg mówi: "Pójdź za Mną!", lecz nikogo nie zobowiązuje, nie przymusza, nie przywiązuje do siebie - Bóg pozwolił ludziom na nieposłuszeństwo i samowolę! Tymczasem Kościoły stosujące chrzest dzieci dokonują tak naprawdę zamachu na wolność człowieka. Bóg nigdzie nie wyraził swojej woli, by chrzczono dzieci! Co nie znaczy, żeby ich też po chrześcijańsku nie wychowywać - to czynić należy, ukierunkowując je i zachęcając, by same podjęły dobrą decyzję! Skoro spodobało się Bogu dać człowiekowi wolną wolę, to ograniczanie tej wolności jest sprzeciwianiem się Bogu.

16 komentarzy:

  1. Ostatnio na jednym z portali poświęconych tej tematyce (wystapienia z KK) przeczytałem ciekawą tezę opartą o oficjalnr katolickie dokumenty (między innymi katechizm) że procedura odejścia z KK (tzw. apostazji kanonicznej)tak naprawdę nic nie daje bo w myśl oficjalnych dokumentów "katolikiem jest się na zawsze" ponieważ "sakrament chrztu wyciska na duszy człowieka niezmywalne piętno" i katolicka procedura wystąpienia z KK jest niczym innym tylko zaciągnięciem na siebie "ekskomuniki na własne życzenie" i niczym więcej....

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic dodać, nic ująć. Z kolei w kościele luterańskim podejście do chrztu niemowląt jest jeszcze bardziej radykalne niż w kościele katolickim - naucza się tam, że "ponowny" chrzest to grzech przeciwko Duchowi Świętemu.
    Spotkałam się też z porównywaniem chrztu niemowląt do obrzezania. Ale za każdym razem wtedy odpowiadam, że chrzest dotyczy obu płci, a obrzezanie miało dotyczyć tylko chłopców...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nieprawda.

      Może podasz źródło tych "rewelacji"?
      Rozmawiałem z pewnym księdzem (prezes Synodu KEA, Ogólnopolski Duszpasterz Młodzieży i mój szef w jednym ;) ) na temat powtórnego chrztu - w pewnym momencie stwierdził, że gdybym np. umotywował swoją decyzję tym, że chcę stać się członkiem zboru KZ, do którego aktualnie uczęszczam, to nie miałby mi nic do zarzucenia.

      Oczywiście, spotkałem się już z opinią (innego księdza, z Koszalina), że powtórny chrzest jest zaprzeczeniem tego, w co dotychczas się wierzyło. Nie do końca zgadzam się z tym, aczkolwiek staram się podchodzić do kwestii powściągliwie i bez niepotrzebnego entuzjazmu.

      Wspomniany na samym początku ksiądz porównuje chrzest do starotestamentowego obrzezania - i myślę, że coś w tym jest... Warto się nad chrztem, w tym szczególnie dokonywanym drugi raz, porządnie zastanowić w świetle Listów ap. Pawła do Rzymian i Galacjan!

      Pozdrawiam z błogosławieństwem!
      Q-

      Usuń
    2. Aha, a co do tego, że "obrzezanie miało dotyczyć tylko chłopców" - rety... Przecież to oczywiste uwarunkowanie fizjologiczne.
      To raz.

      Dwa - uwarunkowanie historyczno-kulturowe - w czasach ST przymierza były zawierane między mężczyznami i Bogiem.

      Trzy - Nowe Przymierze obejmuje wszystkich, wszyscy są równi zgodnie z Kor 11:11-12.


      Jeszcze wracając do kwestii poglądów - żeby pisać, że "w kościele XXX naucza się tak, a tak", wartało by może zasięgnąć informacji u - nie jednego - a przynajmniej kilku źródeł... W kościołach ewangelickich jest to o tyle prostsze, że cała wspólnota danego kościoła ma sformułowane ogólne zasady wiary.
      Natomiast w przypadku ewangelikalnej autonomii zborów już tak łatwo nie jest... Nie można napisać, że np. "w KZ do Wieczerzy Pańskiej są dopuszczani jedynie ludzie "świadomie ochrzczeni" " - bo... tak po prostu nie jest - wiem to z najgłębszej autopsji :-)) . Po prostu w jednym zborze bez problemu dopuszczą, w innym może, ale z zastrzeżeniami, a w innym (mam nadzieję, że na taki nie trafię...) w ogóle...
      Ma to (autonomia) swoje zalety, ale ma także wady - w tym przypadku niejednorodność w różnorodnych kwestiach... jeszcze się nie zetknąłem z różnicami doktrynalnymi (te akurat są chyba niedopuszczalne?), ale różnice drugorzędne - już występują, bo zależą od nastawienia ludzi...

      Pozdrowienia

      Usuń
    3. No, ja myślę, że sobie tego nie wymyśliła, bo też należała do KEA. :) To prawdopodobnie jest tak, że zależy od danego księdza. Ot, ha miałem tak, jak się zastanawiałem, żeby porzucić katolicyzm, że pewien franciszkanin mi powiedział, że być może Bóg widzi mnie w innym miejscu, a pewien ksiądz diecezjalny z tego samego powodu odmówił mi zabrania mnie na międzynarodowe spotkanie ekumeniczne. I tak samo: jedni księża mówią, że nie można prowadzić dialogu ekumenicznego z ludźmi, którzy zerwali z Kościołem katolickim, w sensie osobistego opuszczenia go - i mówią w imieniu Kościoła katolickiego, a inni (i tu mówię o biskupach!), zdając sobie sprawę z tego, że są to ludzie, którzy opuścili Kościół katolicki, zapraszają ich na spotkania ekumeniczne. Swego czasu w lokalnym dodatku do gazety katolickiej opublikowałem artykuł nt. baptystów, co rozwścieczyło biskupa tak, że chciał wszystkich z redakcji zwolnić, a równocześnie kuria ta organizuje spotkania ekumeniczne, gdzie w książeczce spotkań można znaleźć identyczne informacje, jak ta, którą podałem w artykule. Tak więc jeden mówi jedno, drugi mówi drugie - i jedno i drugie bywa wyrażane jako stanowisko Kościoła. I "bądź tu człowieku mądry, pisz wiersze"... Dlatego wolę Kościoły ewangeliczne, bo tu jest przynajmniej mniej więcej oparte na Biblii, choć też są rzecz jasna różnice zdań i interpretacji. :)

      Usuń
    4. Obrzezanie było znakiem starego przymierza - i było wskazanie kiedy go dokonywać. Jak chodzi o chrzest także mamy informację jak go dokonywać, i na jakich warunkach, choć nie mamy już informacji kiedy (w jakim wieku). Nie ma w Biblii innego chrztu jak tylko będącego skutkiem wiary - z tego względu Kościoły ewangeliczne nie maja wielkiego problemu, jak chodzi o kwestię chrztu niemowląt - bo w świetle Biblii jest on nieważny, nie ma żadnego znaczenia. I w tej kwestii Kościoły mówią jednym głosem, chociaż kwestię czy przyjmować chrzest ponowny czy nie, zostawiają już poszczególnym osobom, uwzględniając, że każdy musi sam zdecydować - i nie powinno się tu na nikogo naciskać, raczej prowadzić i czekać na to, by sam do tej decyzji dojrzał. Gdy kiedyś rozmawiałem ze starszym zboru (dla gazety) i pytałem o kwestię chrztu dzieci w Krk, odpowiedział prosto: "Skoro tak uważają". Natomiast wiadomo, że bez tego nie jest się tak w 100% członkiem danej społeczności i można się spotkać np. z odmową uczestnictwa w Wieczerzy czy nie być dopuszczonym do "spotkania członkowskiego".

      Tak naprawdę nie jest to obojętne, czy będziemy chrzcili "powtórnie"... Przy tym "powtórność" jest umowna, jeśli chrzest niemowląt z punktu widzenia biblijnego nie jest ważny, nie jest chrztem, to nie ma czegoś takiego jak "powtórny chrzest", z tego względu np. pierwsi wierzący, których przezwano "anabaptystami", czyli "powtórnie chrzczącymi", sprzeciwiali się temu określeniu, jako błędnemu. Chrzest to jest skutek podjęcia decyzji pójścia za Chrystusem - jakby przypieczętowanie przymierza z Bogiem (i tu faktycznie jest pewne podobieństwo z obrzezaniem, chociaż chrzest ma zupełnie inne znaczenie duchowe). To tak jak z umową na piśmie - niby jest już wszystko ustalone, niby umowa jest zawarta, ale nabiera mocy z chwilą, gdy to podpisujesz. Ty możesz oddać życie Chrystusowi bez chrztu, i być zbawionym, bo chrzest nie zbawia, ale Słowo Boże podaje nam, że Bóg chce, byśmy uwierzywszy (ważna kolejność!) przyjęli chrzest. Chrzest łączy nas z Chrystusem i Jego Kościołem.

      Usuń
    5. Qba, a wyobraź sobie, że w Afryce i Azji są ludy obrzezujące dziewczynki... Tak! Jest to forma przemocy wobec kobiet, ale taki fakt istnieje. Masa materiałów na ten temat jest w sieci. Tak że to co napisałeś wcale nie jest takie oczywiste.
      Pamiętaj również o pozabiblijnych dowodach na to, że chrzest niemowląt upowszechnił się dopiero około III wieku. Świadczą o tym nie tylko pisma tzw. "Ojców Kościoła", ale także archeologia - aż do X wieku przy kościołach budowano baptysteria. Choćby bazyliki w Mediolanie czy w Trewirze posiadają dość obszerne baptysteria.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    6. To znaczy wiesz... Baptysteria nie są na pewno bezpośrednim dowodem przeciwko chrzczeniu niemowląt, czy raczej praktyce chrzczenia niemowląt. Miałem okazję zwiedzać Mediolan, w tym także owo baptysterium. Jest naprawdę IMPONUJĄCE, czego (tu mała, żartobliwa dygresja z mojej strony) z pewnością nie można powiedzieć o poznańskiej... misie do mieszania wapna (!) szumnie określanej przez tamtejszych archeologów jako "misa chrzcielna" i mającej stanowić "dowód" na to, że to w Poznaniu odbył się "chrzest Polski". W Mediolanie był to spory basen chrzcielny - zbudowany w IV wieku - zdecydowanie za duży na to, by uznać, że powszechną praktyką był chrzest niemowląt! Choć - jak piszę - baptysteria nie są bezpośrednim dowodem w tej sprawie, ale są z całą pewnością bardzo poważnym argumentem. Więcej uwagi bym zwracał na pisma wczesnochrześcijańskie, na formę wprowadzania tego zwyczaju (o czym pisałem) i na czas - tu mamy najlepsze dane.

      Usuń
    7. Tak, są one tylko pośrednim dowodem, choć ważnym.
      Istotny jest też dowód językowy. Ciekawe jest to, że greckie słowo "baptidzo" pojawia się w dwóch kontekstach - po pierwsze, właśnie odnośnie chrztu (i oznacza ono nic innego, jak tylko zanurzenie!), po drugie, w odniesieniu do obrzędu oczyszczania kielichów i naczyń, a także rąk przez Żydów - dosłownie oznacza to "zanurzać, obmywać całą ręką". W gorącym klimacie Izraela dokładne mycie rąk i naczyń było niezbędne.

      Usuń
    8. A jeszcze inne pytanie mi się nasuwa do zwolenników chrzczenia niemowląt - jeśli wiara rodziców wystarczy do chrztu dziecka, to dlaczego niemowlętom w żadnym kościele nie podaje się Wieczerzy Pańskiej?

      Usuń
    9. Tu się mylisz... Prawosławie poszło w tym względzie jeszcze dalej niż katolicy: "Dzieci prawosławnych są nie tylko chrzczone jako niemowlęta, ale także niezwłocznie bierzmowane i jako niemowlętom udzielana im jest Komunia Święta. 'Nie zabraniajcie dzieciom przyjść do Mnie, bo do takich [jak one] należy królestwo niebios' (Mt 19,14)". Źródło: http://www.old.cerkiew.pl/prawoslawie/text.php?id=43 Lecz to, rzecz jasna, nic naprawdę nie zmienia w tej dyskusji. :)

      Usuń
  3. @ Orion. Ja to znam - i to jest doprawdy okropne. Dlatego mówię, że jest to system niewolenia. Jeden się z tego jakoś łatwo wyrwie, inny ma problemy, a jeszcze inni wolą wcale nie próbować. Myślę, że tylko biblijne podejście do chrztu zapewnia człowiekowi wolność.
    @ Zim. Aktualnie czytam o Zwinglim. Reformatorzy jakoś nie potrafili pojąć, że ktoś w uzdrawianiu Kościoła poszedł dużo dalej niż oni. Skąd się to wzięło? Ne wiem. Może podobnie jak dzisiaj radykalizm był po prostu niezrozumiany?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mathetes,ja kiedyś myślałem o skorzystaniu z tej procedury, ale gdy się dowiedziałem tego co napisałem dałem sobie spokój. Najważniejsze dla mnie jest to że w swoim sercu i przed Bogiem nie jestem katolikiem (odrzucając ten niebiblijny system wierzeń). A przechodzić przez tą upokarzającą i nieraz szarpiącą nerwy procedurę tylko po to aby zyskać status "ekskomunikowanego na własne zyczenie" który i tak dalej pozostaje (w myśl prawa kanonicznego i katechizmu KK) katolikiem nie miało dla mnie sensu.
      A co do kwestii chrztu - dla mnie takim zamknięciem pewnego etapu i otwarciem nowego był mój chrzest wodny po nawróceniu (według wzorca biblijnego-poprzedzony wyznaniem wiary)

      Usuń
  4. Mathetes, ja myślę że to był po prostu strach. Sam Luter na przykład w ogóle nie zastanawiałam się nad sensem nauki Augustyna o połączeniu Państwa z Kościołem. Efektem tego było uczynienie luteranizmu de facto wyznaniem państwowym w takiej Szwecji czy Danii. Owoc tego widać do dziś w coraz większej laicyzacji i demoralizacji tych państw, tak samo jak w Polsce stało się wskutek "upaństwowienia" kościoła katolickiego.
    Dlaczego o tym piszę - jest to związane z tym, o czym piszesz w kwestii chrztu niemowląt. Boga nie powinno się nikomu wciskać na siłę. Wszędzie tam, gdzie jakaś denominacja jest lub była związana z władzą, widać coraz większe szyderstwa z Biblii, coraz większe odstępstwo i coraz większą niewiarę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz rację. Zwingli i Kalwin też wprowadzali upaństwowienie Kościołów. Ponieważ "anabaptyści" głosili rozdział Kościoła od Państwa byli traktowani jak rewolucjoniści. To + nie uznawanie chrztu dzieci było chyba najważniejszym powodem prześladowań.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgodzę się z Orionem. Mój "chrzest" w wieku niemowlęcym odbył się tylko ze względu na tradycję, jak u 9 na 10 Polaków. Na początku obawiałam się reakcji bliskich, ale z czasem zaakceptowali oni moją decyzję. Dla mnie też liczy się serce i duch, a nie papierki. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń