poniedziałek, 17 grudnia 2012

Zburz ten ołtarz, Gedeonie!

"Tejże nocy rzekł Pan do [Gedeona]: Weź cielca z bydła twojego ojca i drugiego siedmioletniego cielca i rozwal ołtarz Baala, który należy do twojego ojca, i zetnij słup, który jest przy nim, a zbuduj dla Pana, Boga twego, na szczycie tej warowni ołtarz z ułożonych kamieni i weź drugiego cielca, i złóż całopalenie na drwach ze słupa, który ściąłeś. Gedeon wziął więc dziesięciu mężów spośród swoich sług i uczynił, jak mu powiedział Pan; ponieważ jednak bał się domowników swojego ojca i obywateli miasta, aby uczynić to w dzień, uczynił to w nocy. A gdy wstali wcześnie rano obywatele miasta, oto ołtarz Baala był zburzony a słup, który był obok niego, ścięty, na nowo zaś zbudowanym ołtarzu złożone było całopalenie z drugiego cielca. Mówili tedy jeden do drugiego: Któż to uczynił? A gdy przeprowadzili dochodzenie, powiedzieli: Uczynił to Gedeon, syn Joasza. Wtedy rzekli obywatele miasta do Joasza: Wyprowadź swego syna, niech zginie, gdyż zburzył ołtarz Baala i ściął słup, który był przy nim. I rzekł Joasz do wszystkich, którzy stali przy nim: Czy chcecie walczyć o Baala, czy chcecie go ratować? Kto o niego będzie walczył, do rana zginie. Jeżeli jest bogiem, niech sam o siebie walczy, przecież to jego ołtarz został zburzony." (Księga Sędziów 6, 25 - 31)
Fot. Wikipedia (public domain)
Gdy byłem w Kościele katolickim, jednym z najważniejszych miejsc dla mnie było sanktuarium maryjne w Górce Klasztornej (zdjęcie obok). Bywałem tam każdego roku na festiwalach religijnych "Maria Carmen", a dwukrotnie także na wystawianych tam w okresie Wielkiego Tygodnia "misteriach męki pańskiej". Sanktuarium położone jest nieopodal wsi Łobżenica, w powiecie pilskim. Jest najstarszym w Polsce miejscem kultu maryjnego. Początki sanktuarium sięgają roku 1079. Wówczas to miejscowemu pasterzowi rzekomo "objawiła się Matka Boska". Co ciekawe - stało się to w gaju, który był dotąd... pogańskim sanktuarium! Być może faktycznie jakaś postać pojawiła się przed oczami zdumionego, nie znanego nam dziś z imienia, pastuszka. Sama data 1079 wydaje się jednak istotna dla całej sprawy - stało się to bowiem w stosunkowo niewiele lat po upadku powstania ludowego, zwanego "reakcją pogańską", które wybuchło prawdopodobnie w 1034 roku, a ostatecznie stłumione zostało dopiero w latach 40-tych XI wieku przez Kazimierza Odnowiciela. Biorąc pod uwagę, że miejscowy gaj był miejscem kultu pogańskiego, nie można wykluczyć, że historię o "objawieniu" wymyślono jako element walki z pogaństwem i by mieć "dobre wytłumaczenie" dla zagarnięcia dawnego pogańskiego miejsca kultu przez Kościół katolicki.

W "mrokach średniowiecza" kult maryjny się doskonale w tym miejscu rozwijał, aż do XVI wieku... Wówczas to Górka (Klasztorną zwie się ona dopiero od 1923 roku) stała się własnością rodziny Krotowskich, wyznającej kalwinizm. W kościelnych publikacjach o sanktuarium, przedstawia się ich niemal jak barbarzyńców kierujących się zajadłością i nienawiścią, "prześladujących katolików", wypędzających duchownych, grabiących "mienie Kościoła" a świątynie przemieniających w kalwińskie zbory. "Zapomniano" o tym, że kiedyś ziemie należały do szlachty z wszystkim, co na nich się znajdowało, i (niestety) także z ludźmi. Skoro obowiązkiem panów było fundować kościoły, obsadzać je duchowieństwem i utrzymywać je, to prawem panów było także przeganiać duchownych, tępić kult i kościoły przemieniać na zbory - ale o tym, już nikt nie myśli i pewnie mało kto jest tego świadomy. Krotowscy - skoro ich była ziemia - mieli prawo na tej ziemi wprowadzać swoje zasady. W 1575 roku spalono kościół, a ponieważ to nie starczyło do wyplenienia z Górki kultu maryjnego, w 1591 roku zasypano studzienkę istniejącą w miejscu objawienia, z której pielgrzymi pobierali "cudowną wodę". Uczyniła to Urszula Ostrożanka, wdowa po Janie Krotowskim, w kronikach klasztornych - pewnie w ramach "miłości bliźniego" - nazywana "jędzą". Kult jednak przetrwał, a na rodzinę Krotowskich zaczęły spadać "gromy" i nawet... groźby. Kroniki nie wspominają, by Krotowscy kogokolwiek zabili (myślę, że skrzętnie by to odnotowano), a "wyznawcy Maryi" - o czym świadczą dokumenty - byli gotowi ich pomordować!

Byłem w tamtym czasie młodym człowiekiem, w dodatku całkowicie ufającym Kościołowi katolickiemu. Jeśli Kościół katolicki coś nazwał "białym" - ja jako białe to widziałem. Gdy zaś Kościół katolicki coś określił jako "czarne" - tak samo ja jako czarne to postrzegałem. I tak samo - z największym oburzeniem czytałem o "podłych uczynkach Krotowskich", nie zastanawiając się specjalnie nad tym, jaka jest prawda, jak i dlaczego to wszystko czyniono. Kościół katolicki odmalowywał ich przed moim oczami jako okrutników i wręcz "sługi diabła", i tak też ich postrzegałem. Kościół katolicki wmawiał mi, że Krotowscy "odeszli od Boga", "porzucili wiarę przodków" i ja to tak przyjmowałem bez zastanowienia. Dziś widzę, że Krotowscy nie uczynili nic innego, jak to, co zalecał czynić sam Bóg! I nie można ich winić o to, że dosłownie zrozumieli Słowo Boże i dołożyli starań by wypełnić jak najpełniej, na miarę  swego zrozumienia, wypełnić to, co wyczytali w Słowie Bożym.

To jedno trzeba przyznać, że Bóg nasz nie jest "tolerancyjny"... Przynajmniej nie według ludzkich definicji "tolerancji". Bóg kieruje się miłością, ale nienawidzi zła, grzechu, nienawidzi bałwochwalstwa, kultu demonów i wymyślonych przez człowieka bóstw, czy wizerunków stworzonych ludzką ręką. Bóg jest radykałem: dobre - złe; nie, nie - tak, tak; albo jesteś ze mną, albo należysz do diabła. Bóg powiedział, że tylko On jest Bogiem i tylko jego mamy czcić! On nie powiedział: "Ty wybierz mnie, ale każda religia i każdy kult, a także niereligijność też są 'w porządku'". On nie powiedział: "Szanuj każde wierzenia! Oj, oj, oj - tylko uważaj, by ktoś nie poczuł się dotknięty tym, co robisz lub mówisz". Gdyby Bóg przyjął taką normę "tolerancji", to nigdy nie poleciłby burzyć pogańskich ołtarzy! Bóg nasz jest radykałem: nie, nie - tak, tak...

Bóg dał człowiekowi wolną wolę, bo chciał mieć żywe istoty, które jeśli Go kochają, to "z serca", a nie bazduszne roboty. Problem w tym, że człowiek źle tą wolność wykorzystuje - co zaczęło się od bezmyślnego posłuchania podszeptów diabła i zerwania owocu w Edenie... Człowiek często zwracał się przeciwko Bogu i także umiłowany lud - ci, których Pan wybrał, których wyprowadził z Egiptu i którym dał ziemię - nieraz popadał w bałwochwalstwo, a Bóg przystępował do oczyszczenia. I tak Gedeonowi nakazał zburzyć ołtarz, który wzniósł jego ojciec i przywrócić kult Boga w miejscu, gdzie zaczęto czcić demony. Był to wręcz... bunt przeciwko ojcu. W gruncie rzeczy w okresie reformacji zaistniał dokładnie taki sam bunt - mający na celu oczyszcenie Kościoła, powrót do prawdziwego kultu bożego.

Myślę, że Słowo Boże usprawiedliwia wiele, choć nie usprawiedliwia wszystkiego i nie wszystko należy czynić. Jeśli obejmujemy w posiadanie jakiś teren, a Słowo Boże jest dla nas ważne, to wszystko, co się na tym obszarze dzieje powinniśmy podporządkowywać Słowu Bożemu, woli Boga. Przypomina mi się historia pewnej rodziny, która osiedliła się na wsi, a na terenie gospodarstwa, które kupili, stała kapliczka "maryjna". Gdy ją zburzyli, wybuchł wielki skandal (na skalę niemal ogólnopolską), a przecież... mieli prawo to uczynić, bo choć kapliczka była wystawiona dla całej wsi, w miejscu ogólnodostępnym, należała do gospodarstwa, które zakupili, stała na ich terenie. Może kogoś to oburzy, ale na ich miejscu uczyniłbym dokładnie to samo!Nie mógłbym tolerować na mojej ziemi czegoś, co nie podoba się Bogu! I doskonale rozumiem to - dawniej oburzające dla mnie - postępowanie rodziny Krotowskich. Powinniśmy zaprowadzać Boży porządek w naszych rodzinach, w naszych domach, w naszych posiadłościach, bo za to, co się w ich obrębie dzieje odpowiadamy przed Bogiem.

Wracając do słów Biblii. Myślę, że Joasz nie był zachwycony tym, co uczynił jego syn, a jednak stanął w jego obronie przed innymi bałwochwalcami. Być może czyn Gedeona i polecenie, które Gedeon dostał od Pana, "rozświetliły" jego umysł i zrozumiał, że jest tylko jeden Bóg, a on się od Niego odwrócił i znieważył Go czcząc demona? Niezwykłe pytanie stawia Joasz tym, którzy chcieli pomścić swego bożka: "Czy chcecie walczyć o Baala, czy chcecie go ratować? (...) Jeżeli jest bogiem, niech sam o siebie walczy, przecież to jego ołtarz został zburzony." To w gruncie rzeczy wyzwanie rzucone Baalowi - trochę podobnie, jak później uczynił to Eliasz na górze Karmel, o czym czytamy w 1 Księdze Królewskiej, rozdział 18. Baal nie pokarał Gedeona, a Gedeon dokonał niesamowitych rzeczy, bo Bóg mu błogosławił. Czy "Dziewica Maryja" kiedykolwiek uczyniła coś w obronie swoich ołtarzy, obrazów i figur, w obronie swych sanktruariów? Czy choć raz zstąpiła z nieba i powstrzymała rękę, która uniosła się przeciwko jej wizerunkom? Nie! Bóg też nikogo za to nie ukarał! Jakaż więc jest "moc" owej "Maryi" i jakie są podstawy tego, by ją czcić? Za prorokiem Eliaszem mówię więc: "Jak długo będziecie kuleć na dwie strony? Jeżeli Pan jest Bogiem, idźcie za nim, a jeżeli Baal, idźcie za nim!" (1. Księga Królewska 18, 21) Tylko spójrzcie, kto okazuje swą potęgę, a kto przegrywa w konfrontacji!

Zadziwiająca jest odwaga Gedeona... Gedeon urodził się w czasach wielkiego odstępstwa. Jego własny ojciec czynił to, co Pan postrzegał jako obrzydliwość i być może samego Gedeona chciał skłonić do tego samego, lecz Gedeon był wybrańcem Boga, Bóg ustrzegł czystości jego serca. I Bóg dał mu siłę, by dokonał tego, czego chciał Pan, co było pięknym uczynkiem w oczach Pana. Zniszczył to, co dla jego ojca było świętością - nie potrafiąc zapewne przewidzieć, jak przeżyje to ojciec... Joasza musiało to bardzo zaboleć, lecz zrozumiał tą trudną "lekcję". Co by się stało dziś, gdyby dziecko zrzuciło ze ściany "święty obraz", rozbiło go i spaliło? Albo gdyby dzieci zniszczyły kapliczkę ufundowaną przez ojca? Pewnie byłby... wielki skandal. Pewnie ktoś by zaczął mówić o "podłości', "nienawiści", "braku tolerancji", "braku szacunku do rodziców", "pogardy dla 'religii przodków'", itp... Chyba trudno by było być takim Gedeonem!

1 komentarz:

  1. Taki typ kultu nie tylko maryjnego, ale i katolickiego w ogóle (częste obrazki, pielgrzymki obrazów, stawianie kapliczek gdzie popadnie itp.) jest bardzo typowe dla Polski. Będąc w Chorwacji (kraju też w większości katolickim) oraz w Republice Serbskiej (gdzie dominuje prawosławie, na drugim miejscu pod względem liczebnym jest islam) nie widziałam takich rzeczy ani w miastach, ani na wsi. Fakt, w Republice Serbskiej brak kapliczek na co drugim polu czy tak silnego kultu obrazów w tamtejszych cerkwiach można jeszcze wytłumaczyć dość znaczącą obecnością muzułmanów, ale w Chorwacji...
    Polska pobożność to chyba raczej w wielu przypadkach dewocja - bo jest to pobożność właśnie na pokaz, co widać szczególnie w mniejszych miejscowościach.
    Uważam, że należy przede wszystkim szanować ludzi. Jeśli okażemy im miłość, to wtedy oni otworzą się Ewangelię. W końcu, jak mówi List do Galacjan - wypełnieniem wszystkich przykazań jest miłość. Czy ja wszystko na początku wiedziałam? Na pewno nie, ale studiując Słowo Boże dotarłam do pewnych prawd, wcześniej przede mną zakrytych. I tu też należy tych ludzi zachęcać do lektury Pisma... Co jednak nie jest łatwe.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń