sobota, 29 grudnia 2012

Sylwester... ale jaki?

Fot. Mick Stephenson
Kończy się rok 2012 i już za kilkadziesiąt godzin powitamy kolejny, 2013 rok. Odmierzamy czas od chwili narodzin Zbawiciela (pomijając błąd w obliczeniach, do jakiego doszło podczas tworzenia chrześcijańskiego kalendarza). I pierwsza myśl od razu: większość ludzi dziś nie pamięta dlaczego mamy taki, a nie inny kalendarz, dlaczego obchodzimy początek akurat 2013 roku, dlaczego taka a nie inna rachuba i w ten wieczór wcale nie myśli o Bogu... Ludziom raczej w głowie fajerwerki, serpentyny, tańce i strzelające korki od szampana...

Dla mnie będzie to pierwszy Sylwester od mniej więcej 20 lat, jaki spędzę w domu. Każdego roku w tych dniach bywałem raczej daleko, lub jeszcze dalej (żart) od własnych "czterech ścian" i od własnej rodziny, uczestnicząc w Europejskich Spotkaniach Młodych organizowanych przez ekumeniczną Wspólnotę z Taizé. Kolejne takie spotkanie właśnie w tych dniach odbywa się w Rzymie, tym razem już bez mojego udziału. Choć ekumenizm wśród protestantów budzi mieszane uczucia i sama Wspólnota z Taizé dla wielu ewangelicznych chrześcijan jest kontrowersyjna, Bóg jest tam na pierwszym miejscu i "rytm dnia" wyznacza modlitwa: rano, w południe i wieczorem. Także w ten szczególny. Także w noc sylwestrową uczestnicy spotkania gromadzą się, by wspólnie modlić się o pokój na świecie - zwłaszcza za ludzi żyjących na obszarach, gdzie trwają działania wojenne. Modlitwy te trwają od godz. 23.00 do samej północy, a następnie zaczyna się "święto narodów" - dość nietypowa "impreza", zwyczajowo bez alkoholu, lub z niewielkimi tylko ilościami, na którą przedstawiciele różnych nacji przygotowują jakąś niespodziankę: pokaz lub wspólną zabawę.

Alkohol... Na zwykłych "Sylwestrach" leje się on strumieniami... i - niestety - wielu ludzi traci kontrolę. Alkohol... Zdanie chrześcijan w kwestii "pić albo nie pić" jest mocno podzielone i od różnych ludzi różne nauki usłyszycie. W Słowie Bożym nie ma jednoznacznego zakazu. Co najwyżej mądry Salomon mówi:
"Nie patrz na wino, jak się czerwieni, jak się skrzy w pucharze i lekko spływa do gardła. Bo w końcu ukąsi jak wąż, wypuści jad jak żmija" (Przypowieści 23, 31 - 32), "Wino - to szyderca, mocny trunek - to wrzaskliwa kłótnia" (Przypowieści 20, 1)
W Nowym Testamencie zaś apostoł Paweł do nas (także DO NAS) pisze:
"A nie upijajcie się winem, bo to jest [przyczyną] rozwiązłości, ale napełniajcie się Duchem..." (List do Efezjan 5, 18), "Biskup więc powinien być nienaganny (...) nieprzebierający miary w piciu wina..." (1. List do Tymoteusza 3, 2 - 3)
Słowo Boże mówi nam raczej: "nie upijajcie się", a nie "nie pijcie"! Sam Jezus przemienił w Kanie wodę w wino i choć niektórzy byliby się skłonni wykłócać o charakter tego wina, że może to był sok z winogron, wcale nie sfermentowany, to jednak wydaje się, że zdobycie soku z winogron nie byłoby dla państwa młodych takim problemem... Niektórzy przywiązują zbyt wielką wagę do całkowitej abstynencji, zbyt łatwo potępiając przy tym każdego, kto się z tym nie zgadza. Wielką cnotą jest wstrzemięźliwość - także od alkoholu - ale przyjmując dosłownie Słowo Boże nie widzę nic innego, jak tylko przestrogi przed uzależnieniem się i nawoływanie do zachowania UMIARU i jedynie UMIARU.

Niemniej pięknie jest, jeśli potrafimy się bawić inaczej, niż bawią się ludzie "ze świata". Pięknie jest, jeśli alkohol wcale nie jest nam potrzebny do tego, by się bawić. Pięknie jest, jeśli butelka z winem nie jest dla nas najważniejsza w tę sylwestrową noc! Cokolwiek robimy, powinniśmy pamiętać o jednej zasadzie: 
"Albo czy nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga" (1. List do Koryntian 6, 19)
Jakże wygląda "świątynia" kogoś, kto upija się, kto obżera się (bo żarłoczność - spożywanie jedzenia ponad miarę - nie jest mniejszym grzechem niż pijaństwo!), "folguje sobie" we wszystkim, zachowuje się nieprzyzwoicie? Jeśli nasze życie należy do Boga, słuchać będziemy Boga, a On nam powie "co i jak"... I nie jest tak, że raz się możemy "gorliwie modlić" a raz "balować na całość" i jest wszystko OK! "Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść…" (1 List do Koryntian 10,23) - wszystko mi wolno, ale tak łatwo nasze życie staje się... szambem pełnym nieczystości!

Zbliża się Sylwester... Wszystkim życzę Szczęśliwego Nowego Roku! Ale też pragnę, by to święto było takim, by podobało się Bogu... I każdemu życzę, by PAMIĘTAŁ tego Sylwestra od początku imprezy do samego końca!

3 komentarze:

  1. Ja chyba też będę siedzieć w domu. Jakoś tak się złożyło.
    A co do alkoholu, to zauważyłam, że takie mocne "anty" podejście można zauważyć u chrześcijan, którzy sami mieli przed nawróceniem problemy z alkoholem, albo byli wychowywani w rodzinach, gdzie takie problemy były. W takim wypadku trudno się dziwić...
    A i nie każdy pamięta, że jeszcze w połowie XX wieku w kościele ewangelicko-augsburskim i katolickim 1 stycznia była obchodzona uroczystość nadania imienia Jezus...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie do końca się zgodzę, choć pewnie masz trochę racji... Wydaje mi się, że to może wynikać z gorliwości płynącej z serca - która z całą pewnością nie jest zła, choć może być dla innych uciążliwa. Określiłbym to jako pewne tendencje uświęceniowo-ascetyczne. ;P Ja to nawet rozumiem, bo sam mam trochę takie skłonności - przynajmniej momentami. Wiesz, bo kiedyś pisałem, że nadawałbym się na protestanckiego... mnicha! Ha ha ha ha ha... No nie wiem - baptystycznego benedyktyna może... Kartuza raczej nie - bez przegięć! ;D Myślę, że przede wszystkim jednak... Jak kiedyś napisał mądry katolicki duchowny, o. Józef Augustyn SJ, niebezpieczną jest ideą prowadzić do nieba wszystkich tą samą drogą - w sensie "duchowości". Ot, Jan Chrzciciel był ascetą, bo taka była wola Boga, ale nie każdy jest powołany do ascezy. Ja wychodzę z założenia, że... trzeba słuchać Boga a nie ludzi. :)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie, tu się zgadzam. Ale sam przyznasz, że trudno się dziwić komuś, kto wybiera ścisłą abstynencję, bo pamięta np. ojca alkoholika. Z drugiej strony trzeba bardzo uważać, żeby z naszej gorliwości nie wypłynął nowy zakon... A stąd już łatwo do legalizmu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń