środa, 12 grudnia 2012

Siły światłości

"Niektórzy czytelnicy mogą uznać tę książkę za kontrowersyjną. Znajdą się tacy nawet w Open Doors, organizacji założonej przez brata Andrew..." - pisze w słowie wstępnym Johan Companien, prezes Open Doors. I... Cóż tu kryć! ...ma rację! Jest to książka, która może zamieszać w czarno - białym postrzeganiu konfliktu na Biskim Wschodzie, jaki ma część chrześcijan - że Izrael to zawsze tylko dobry i pokojowo nastawiony, a "Palestyńczycy" zawsze źli i wina jest tylko po ich stronie. Od razu wyjaśniam - ja opowiadam się za Izraelem, gdyż obecna sytuacja jest dość klarowna: od wielu lat Izrael dąży do pokojowego rozwiązania problemu, a strona palestyńska regularnie łamie wszelkie pokojowe ustalenia i - jak to miało miejsce niedawno - ostrzeliwuje bezbronną ludność żydowską (fakt, że nie ma ofiar wynika z marnej jakości uzbrojenia), potem odgrywając (udanie, niestety) rolę pokrzywdzonych i próbując wzbudzić litość na całym świecie i wywołać potępienie dla Izraela. Nie zaliczam się natomiast do ludzi, którzy by w zaślepieniu dawali sobie wmówić, że Izrael nigdy nic złego nie uczynił...

Brat Andrew - baptysta z Holandii - jest założycielem międzynarodowej i ponaddenominacyjnej misji Open Doors... Początkowo zasłynął jako misjonarz i przemytnik Biblii do krajów zniewolonych przez komunistów - swą misję zaczął w roku 1955 w Polsce. Po ukazaniu się jego książki "Boży przemytnik" granice "bloku wschodniego" się jednak przed nim zamknęły - wówczas większość swych wysiłków skierował na Bliski Wschód. Wielokrotnie odwiedzał kraje islamskie i tam realizował swoją misję opartą na słowie, które Bóg położył mu na sercu w 1955 roku: "Stań się czujnym i umocnij resztę, która miała umrzeć" (Apokalipsa 3, 2). Owocem tej misji jest m.in. książka "Prześladowani za wiarę" opisująca prześladowania, jakich doznają chrześcijanie w krajach islamskich. Właśnie tą książkę należy koniecznie przeczytać - chociaż w oryginale ukazała się dopiero w trzy lata po "Siłach światłości" -  zanim weźmiemy do ręki "Siły światłości", byśmy tej drugiej przypadkiem źle nie zrozumieli, byśmy nie ulegli złudzeniu, że islam jest w gruncie rzeczy "całkiem niezłą religią".

"Siły światłości" to jakby dwie, a może nawet trzy, książki w jednej. Jest to opowieść o chrześcijanach żyjących w Izraelu i w jego wydzielonej części, zwanej "Autonomią Palestyńską" (zaznaczam bowiem - jestem przeciwnikiem tworzenia osobnego państwa palestyńskiego, a nawet autonomii), a także w sąsiednim Libanie. Autorzy pokazują nam Kościoły... przez nas zapomniane. Pokazują żydów mesjańskich, Kościoły tzw. "historyczne" (jak katolicyzm czy prawosławie) i ewangeliczne działające w Ziemi Świętej. Uzmysławiają nam, że także Palestyńczycy to nie tylko muzułmanie - przybliżają nam arabskich chrześcijan z Ziemi Izraela i pokazują nam ich problemy i cierpienia.

Andrew i Al pokazują jak wiele zła doświadczyli także arabscy chrześcijanie (wraz z muzułmanami) i że działania Izraela uderzyły także w nich. To, co dla palestyńskich chrześcijan było bolesne: Kościoły z całego świata jakby nie zauważyły, przez co bracia i siostry przechodzą. I to jest bez wątpienia słuszny zarzut... Opisy cierpienia, zawarte na stronach książki, poruszają do głębi serce. Brat Andrew wprowadza czytelnika w sam środek konfliktu, by - poprzez relację świadków i osobiste świadectwo - pokazać tragedię, przez którą przeszli ci ludzie. Czołgi na ulicach i pociski na kartach tej książki przybierają bardziej realną dla czytelnika postać, niż w obrazach telewizyjnych. Chwilami ma się wrażenie, że jeśli nie zeszliśmy na samo dno piekła, to w każdym razie znaleźliśmy się gdzieś blisko niego.

Jest to także próba analizy konfliktu pomiędzy państwem Izrael i Żydami, a zamieszkującymi jego obszar Arabami. I tu już uwidaczniają się większe problemy. Całkiem słusznie br. Andrew winę za ten konflikt dzieli na pół, w miarę sprawiedliwie pomiędzy obie strony. Niemal wprost pokazuje, że nie byłoby palestyńskiego terroryzmu, gdyby władze Izraela nie postępowały w przeszłości bezwzględnie z mieszkającymi w Ziemi Świętej Arabami. I jest to słuszne... Zabrakło mi jednak tutaj wyraźnego przypomnienia któremu spośród tych dwóch ludów Bóg przeznaczył tą ziemię po wszystkie czasy. Przez nieostrożność - bo przecież nie przez nieświadomość! - br. Andrew i Al Janssen stworzyli książkę, której fragmenty mogą być wykorzystane przez ludzi, którzy krzyczą o "wolnej Palestynie", "żydowskiej okupacji" i przeklinają Izrael i wszystkich Żydów. Brakuje mi tu solidnego odniesienia do historii tej ziemi i do Biblii, gdzie mamy wyraźnie powiedziane, że jest to Ziemia Izraela - czyli (używając współczesnych określeń na Naród Wybrany) Ojczyzna Żydów. Bez odniesienia do Biblii uwagi o własności prawnej obszarów ziemi brzmią jak potwierdzenie, że Żydzi żadnych praw do ziemi tej nie mają i nigdy nie mieli.

Wydaje się, że br. Andrew też zbyt łatwowiernie przyjął zapewniena "Palestyńczyków", że ich przodkowie "żyli na tej ziemi od wieków" i że "od wieków była ona zdominowana przez ludność arabską". Zupełnie co innego znajdujemy choćby w opisach XIX-wiecznych podróżników, którzy stwierdzali obecność osiedli żydowskich i niewielkich skupisk arabskich - przy czym spora część Arabów wyznawała chrześcijaństwo. Z książki br. Andrew wynika zupełnie co innego niż z publikacji ludzi, którzy podróżowali przez Palestynę w XIX wieku: że Żydów w Palestynie właściwie nie było, a jeśli już to byli mniejszością. Nie wspomina też ani jednym słowem o wielkim napływie ludności arabskiej na te tereny w latach 1918 - 1948, o którym mówią inni autorzy. Próżno też szukać w książce informacji o tym, że chociażby nazwiska Arabów zamieszkujących dziś "Autonomię" świadczą o ich pochodzeniu z ościennych państw islamskich, i nawet sam Jaser Arafat i jego rodzina nie pochodzą z tych terenów! Obawiam się, że nie zbadał on dostatecznie materiałów historycznych, a zaufał temu, co mówią sami "Palestyńczycy". To oczywiście nie jest książka o historii Ziemi Świętej, lecz historia jest przecież bardzo ważna dla "ogarnięcia" tego konfliktu.

Pomimo tego zasadniczego braku książka ta ma nadzwyczajną wartość. Oprócz opisu cierpienia chrześcijan przybliża nam także muzułmanów. Pokazuje nam "Palestyńczyków" w inny sposób niż przy okazji rozruchów. W TV widzimy głównie wrzeszczący motłoch - fanatyków. Br. Andrew natomiast pokazuje, że nawet ci islamscy radykałowie są... po prostu ludźmi - takimi jak ty i ja. Ba! Pokazuje nam ich jako ludzi, z którymi - wbrew fatalnemu PRowi (który w 99%, powiedzmy szczerze, oni sami sobie robią) - można tak zwyczajnie porozmawiać i jeśli do nich pójdziesz to wcale tak wiele nie ryzykujesz... Br. Andrew poznał osobiście Jasera Arafata, ajatollaha Fadlallaha i najwyższych rangą przywódców Hamasu. Książka ta jest ciekawym świadectwem tych kontaktów. Autor podziwia gorliwość muzułmanów i nawet stawią ich za przykład chrześcijanom: "gdyby chrześcijanie byli tak gorliwi i oddani swemu Bogu!" Zauważa też jednak mściwość i bezwzględność w tej religii. Jasno też stwierdza, że po upadku komunizmu to właśnie islam jest największym zagrożeniem dla świata - większym nawet niż komunizm! Stawia przy tym wyzwanie - by zamiast potępiać tych ludzi, iść do nich z Biblią w ręku i modlitwą za nich.

Tematem tej książki jest także pojednanie, które jest wielkim wyzwaniem, a na rzecz którego działa wielu wierzących. I nie chodzi nawet o pojednanie obu walczących stron, lecz o pojednanie pomiędzy chrześcijanami ze strony izraelskiej i palestyńskiej. Pojednanie tym trudniejsze, że po obu stronach jest tak wielki ciężar krzywd. Trudne, lecz możliwe. Open Doors oraz inne misje chrześcijańskie - czynnie wspierają to Boże dzieło i książka tan jest świadectwem dokonującego się pojednania. Z każdej ze stron książki przebija wezwanie do jedności i do zwiastowania Ewangelii tak żydom, jak i muzułmanom, którzy nade wszystko potrzebują poznania Księcia Pokoju - Jezusa Chrystusa. "Siły światłości" na Bliskim Wschodzie to chrześcijanie żyjący według Słowa Bożego, którzy głosząc Słowo Boże i świadcząc o Bogu swoim życiem mogą wiele zmienić w tym rejonie świata...

Miliony chrześcijan na całym świecie miłują Izrael - i dobrze czynią. Popełniają jednak błąd, usprawiedliwiając wszystko, co Izrael czyni, lub czynił. Jakże szczególnie brzmi więc apel palestyńskich chrześcijan: "Kochajcie Izrael, ale kochajcie także nas!" pojawiający się w tej książce. Kochajmy Izrael, ale kochajmy też arabskich chrześcijan, módlmy się za nich. Módlmy się także o muzułmanów, by poznali Boga - a zwłaszcza za tych, których serce jest zniszczone przez gniew i nienawiść. I módlmy się też o misjonarzy, którzy będą mieli odwagę do nich iść - nawet do tych (a może PRZEDE WSZYSTKIM), których w TV widzimy krzyczących i wymachujących bronią. 

1 komentarz:

  1. Kilka dni temu oglądałam na TVP2 reportaż o Pakistanie. Jeden z tamtejszych mieszkańców małej wioski powiedział w pewnym momencie coś takiego: "To, czy będziemy mieli co jeść, zależy tylko od Allaha". Przypomniało mi to słowa Jezusa, by nie troszczyć się o to, co będziemy jeść i pić. I pomyślałam sobie tylko: gdyby tak gros chrześcijan (w tym ja - bo pomyślałam też o sobie) miało tak wielkie zaufanie do Chrystusa jak ten poganin z Pakistanu do swojego boga...
    Masz rację, ten konflikt na Bliskim Wschodzie nie jest taki czarno-biały jak to pokazują w mediach. Wśród Żydów też nie brak religijnych fanatyków (wspomnę tylko o tym, jak odnoszą się co po niektórzy do mesjanistycznych Żydów), ale i strona palestyńska nie jest bez winy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń