piątek, 7 grudnia 2012

Pogańskie pochodzenie... "Świętego Mikołaja"

Wczoraj był 6 grudnia... Samo w sobie jest to mało odkrywczym stwierdzeniem... W ten dzień Kościół katolicki wspomina "świętego" Mikołaja - biskupa Miry, który być może żył na przełomie III i IV wieku, a być może w rzeczywistości... nigdy nie istniał. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu te słowa zabrzmią niemal jak bluxnierstwo, ale prawda jest taka, że jedynymi "dokumentami" jakimi dysponujemy na jego temat są mniej lub bardziej fantastyczne legendy, a w nich może być "ziarno prawdy", ale mogą być też całkowicie zmyślone. To, że "święty" Mikołaj jest powszechnie czczony w katolicyzmie i prawosławiu, i że wiele katolickich i prawosławnych miejsc kultu jest jemu dedykowanych też wcale nie znaczy, że jest on postacią historyczną - dobrze wiemy, jak wielu "świętych" jest w rzeczywistości tylko postaciami z legend, lub do ich życiorysu dopisano tak wiele, że więcej w tym legendy, niż historii...

Nasze wyobrażenie "świętego" Mikołaja jest mniej więcej takie jako na obrazku - rodem z reklam Coca-Coli... To w gruncie rzeczy wielki sukces tego koncernu, że udało im się element własnej reklamy wpleść w wierzenia - dzieci w takiego właśnie "świętego" wierzą, tak go sobie wyobrażają, a i dorośli najwyraźniej kochają szczerze taki jego obraz: grubaska w czerwonej opończy z worem na plecach. Można powiedzieć, że nastąpiła "amerykanizacja" wizerunku "świętego", który tak naprawdę zresztą przestał być "świętym" w religijnym znaczeniu tego słowa.

Ta "mikołajowa tradycja" - i ta "odwieczna" i ta forma zamerykanizowana - okazały się tak mocne, że przeszły nawet do ewangelicznych Kościołów... Przeszły? Może raczej: pozostały, bo przyzwyczajenia i propaganda okazały się silniejsze od Ewangelii? Prawdopodobnie po prostu nikt z nas nie zadał sobie trudu dogłebnie przebadać korzenie tego zwyczaju. Generalnie nie mam nic przeciwko grubaskowi w czerwonej opończy, ale jest coś w tej tradycji, nad czym warto się poważnie zastanowić. Pozwalam sobie przytoczyć poniżej ciekawy artykuł na ten temat. Nie znam ani autora, ani też źródła, w którym pierwotnie tekst opublikowano - poza śladami w pierwszym zdaniu wskazujacymi na Belgię, jako ojczyznę autora i czytelników, dla których pierwotnie przeznaczył tekst. Oto ten materiał:

Skąd się wziął „święty Mikołaj”?
     Kto na początku grudnia pospaceruje w Belgii po ulicach, ten ujrzy ciekawy widok: grupki dzieci wędrują od domu do domu, śpiewając krótkie piosenki o "świętym Mikołaju". Domownicy nagradzają sympatyczną dzieciarnię owocami, słodyczami lub pieniędzmi. Co to za okazja? Dzień "świętego Mikołaja"! W USA i w innych krajach "święty Mikołaj", albo "Santa Claus", pojawia się podczas Bożego Narodzenia. Tu jednak ma swój własny dzień. Brodaty Sinterklaas lub Sint Nikolaas, któremu poświęcono 6 grudnia, należy do najpopularniejszych "świętych" w Belgii i Holandii. Jego imieniem nazwano wiele kościołów, kaplic, ulic i dzielnic. Znany jest w tradycji jako "wielki przyjaciel dzieci", który podczas swego święta hojnie rozdaje im upominki.
   W wigilię owego dnia malcy, śpiewając krótkie rymowanki, ustawiają przy kominku buty lub pantofle domowe. Powiedziano im, że tej nocy "święty" Mikołaj i jego ciemnoskóry służący (Czarny Piotruś) przypłyną parowcem z Hiszpanii. Potem "święty" pogalopuje po dachach na szarym wierzchowcu, a za nim Czarny Piotruś z rózgą i ogromną torbą zabawek i słodyczy. Mikołaj przywozi też jabłka, orzechy i inne płody ziemi. Często zostawia brązowe, aromatyczne biskwity, tak zwane speculaas bądź ciasteczka biskupie, pieczone w specjalnych, pomysłowych foremkach. Kto to dostanie? Dzieci, które przez cały rok były grzeczne. Natomiast nieposłusznym Czarny Piotruś na pewno podaruje rózgę albo, co gorsza, wsadzi je do swojej torby i zabierze! Nic dziwnego, że maluchy chcą udobruchać tych nocnych gości. Na "świętego" czeka więc kieliszek dżinu, a dla jego konia leży przygotowana marchew lub kilka kostek cukru.
     W Belgii wiele rodziców uważa dzień „świętego Mikołaja” za najprzyjemniejszy w roku. Ogromną radość sprawia im obserwowanie twarzyczek ich pociech, jak nie mogą się doczekać widoku prezentów, które przyniósł szczodry gość! Przekazują więc legendę następnemu pokoleniu nie wiedząc, skąd właściwie się wzięły wspomniane zwyczaje. Niektórzy byliby mocno zaskoczeni, gdyby poznali ich pochodzenie.


„Święty” Mikołaj a Odyn
     W dziele Oosthoeks Encyclopedia wyjaśniono: "Obchody [dnia świętego Mikołaja] w gronie rodzinnym wzięły początek od święta kościelnego (obejmującego również przygotowywanie niespodzianek dla dzieci), które z kolei wywodziło się z pierwiastków przedchrześcijańskich. Święty Mikołaj, pędzący konno po dachach, to pogański bóg Wodan [Odyn]. (...) Święty Mikołaj wiódł też za sobą w szaleńczej gonitwie dusze zmarłych, odwiedzające ziemię."
     Teutoni istotnie wierzyli, że w ciągu "dwunastu złych dni", między Bożym Narodzeniem a świętem Trzech Króli (6 stycznia), ich najważniejszy bóg Odyn (Wodan) prowadzi przez pola wściekłą szarżę dusz zmarłych. Rozpętuje ona zawieruchę, która niesie ze sobą nasiona płodów ziemi, zapewniając obfity urodzaj. A co powiedzieć o jabłkach, orzechach i innych jesiennych owocach rozdawanych w dniu "świętego Mikołaja"? Są to symbole płodności. Niegdyś uważano, iż podczas mroźnej i mrocznej zimy można sobie zjednać przychylność bogów, składając im dary. Miało to podnosić płodność ludzi, zwierząt i pól.
Odynowi towarzyszył wierny sługa Eckhard, który tak jak jego następca Czarny Piotruś miał ze sobą rózgę. Jeszcze w średniowieczu powszechnie wierzono, że niektóre drzewa i rośliny zapewniają płodność i że wystarczy uderzyć kobietę ułamaną z nich gałązką, by zaszła w ciążę.
     O dalszych podobieństwach między Odynem a „świętym” Mikołajem czytamy w książce pt. "Feest-en Vierdagen in kerk en volksgebruik" ("Święta i obrzędy w kościele oraz w obyczajowości ludowej"): "Wodan tak samo napełniał buty i drewniaki ustawione przy kominku — tyle że złotem. Dla jego rumaka też wkładano do drewniaków siano i słomę, a ponadto przeznaczano ostatni snopek z pola." Kolejne cechy wspólne omawia B. S. P. van den Aardweg w książce pt. "Sint Nicolaas" ("Święty Mikołaj"): "Święty Mikołaj: wysoka, potężna postać na białym koniu. Ma długą białą brodę, w ręce pastorał, a na głowie infułę (...) [ubrany] w obszerną, fałdzistą szatę biskupią. Wodan: wysoki mężczyzna z białą brodą. Nosi kapelusz z szerokim rondem, nasunięty głęboko na oczy. W ręku trzyma czarodziejską włócznię. Odziany jest w obszerny płaszcz i dosiada wiernego siwego konia, Sleipnira. Podobieństwa bynajmniej się na tym nie kończą: Kiedy Wodan pędzi przez powietrze na swym szarym wierzchowcu, zatrwożeni ludzie ofiarują mu nadziewane ciastka oraz mięso i płody ziemi. Święty Mikołaj galopuje po dachach, a dzieci przygotowują siano, marchew i wodę dla jego rumaka. Zarówno ciasteczka imbirowe, jak i rózga były symbolami płodności, zanim jeszcze zaczęto obchodzić dzień świętego Mikołaj".

Dzisiejsze zwyczaje związane z płodnością
     Wiele innych zwyczajów związanych ze "świętym" Mikołajem nosi na sobie piętno pogańskiego pochodzenia. Na przykład 4 grudnia w północnej Europie wylegają na ulice chłopcy w wieku od 12 do 18 lat. Są dziwacznie poprzebierani, ustrojeni w pióra, muszelki i inne regionalne ozdoby, a na twarzach mają maski. To Sunne Klaezjen — „święci Mikołajkowie”. Następnego wieczora przychodzi kolej na osiemnastolatków i dorosłych mężczyzn. Wyposażeni w miotły, pałki i krowie rogi przeganiają z ulic kobiety, dziewczęta i młodszych chłopców. Dziewczynkom każą tańczyć lub skakać przez kij.
     Co się za tym kryje? Te zabawy także wiążą się z płodnością, do której stale nawiązywano w dawnych kulturach. Mroczna zima napawała lękiem i często uważano, że jest okresem, gdy bóstwo płodności śpi lub nie żyje. Wierzono, iż różnymi sposobami można je ocucić albo przynajmniej trochę mu pomóc. Dary, tańce, hałas, uderzenia rózgą — wszystko to miało odpędzać złe duchy oraz zapewniać płodność ludziom, zwierzętom i roli.
     Dziewczynki skaczące przez kij naśladują więc swoje prababki, które wierzyły, że im wyżej podskoczą, tym wyżej urośnie im len. A młodzi mężczyźni, przeganiający kobiety i dzieci, odtwarzają rytuał wypędzania złych duchów.

Decyzja, przed którą stoją prawdziwi czciciele Boga
    Dlaczego podobne obrzędy wkradły się do tak zwanego chrześcijaństwa? Ponieważ setki lat temu misjonarze z ramienia kościoła nie nalegali, żeby nowo nawróceni przestrzegali biblijnego nakazu: "Wydostańcie się spośród nich i odłączcie się (...) i przestańcie dotykać nieczystego" (2 Koryntian 6:17). Misjonarze chrześcijaństwa nie tylko nie położyli kresu pogańskim praktykom, ale wręcz przyczynili się do ich utrwalenia, gdyż przejęli je po wprowadzeniu niewielkich zmian. Z czasem rozpowszechniły się one po całym świecie.
     Osadnicy holenderscy przywieźli zwyczaj obchodzenia dnia "świętego" Mikołaja do Ameryki Północnej. Potem zmieniono mu imię na "Santa Claus". Dostojny biskup przeobraził się w rumianego, zażywnego poczciwca w jaskrawoczerwonym ubiorze. Zamiast infuły ma czapkę krasnala, a białego wierzchowca zastąpiły sanie zaprzężone w renifera. W dalszym ciągu jednak przynosi prezenty, chociaż jego wizytę przesunięto na Wigilię. Katolickiego "świętego" Mikołaja gdzieniegdzie wyparł "Dziadek Mróz". Niemniej po dziś dzień bez trudu można rozpoznać jego pogańskie pochodzenie.
     Jezus Chrystus powiedział, że "prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu duchem i prawdą" (Jana 4:23). Zwyczaje mikołajkowe wystawiają szczerych czcicieli Boga na niemałą próbę: Czy dalej będą uprawiać dawne praktyki związane z kultem Odyna, czy też zerwą z reliktami pogaństwa? Warto o tej porze roku poważnie się nad tym zastanowić.

Nie jestem jakimś radykałem, ale... Być może to, co powyżej opisano jest naprawdę dostatecznym powodem, by "przerośniętego krasnala", całkowicie ześwieczczonego pozbyć się z naszego życia rodzinnego i wspólnotowego (kościelnego)?

12 komentarzy:

  1. Nie wiedziałam o tym wszystkim. Ale bardziej, i to już od dłuższego czasu, nurtuje mnie jedna rzecz - czy chrześcijańscy rodzice powinni swoim dzieciom czytać baśnie, w których wystepują wiedźmy, wampiry i tym podobne? Jak mają zachowywać się, gdy takie baśnie czyta się w przedszkolu? No i wiadomo, że nie żyjemy na Księżycu - pewne wiadomości z kultury do dzieci przenikają. Z drugiej strony z wiary w krasnale, wiedźmy na miotłach i smoki się wyrasta.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeciwko baśniom w sumie nic nie mam - ważne moim zdaniem jest to, by były tylko baśniami, by nie przekładały się na realne życie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie, tu się zgadzam. Pamiętam jak duże kontrowersje wzbudzał "Harry Potter". No ale właśnie, czy jeśli tego typu książki traktuje się tylko jako fikcję, to nie wiem, może wtedy nie są niebezpieczne? Gorzej faktycznie, gdy jakiś młody człowiek traktuje je poważnie. Z drugiej strony dzieci mają bujną wyobraźnię i jeśli nawet dorośli im czegoś nie przedstawią, to sobie same to wymyślą... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. no tego nie wiedzialem że taki jest rodowód "Santa Clausa" :O

    OdpowiedzUsuń
  5. Santa nie oznacza święty.
    Santa oznacza satan... można to sprawdzić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłbym bardzo ostrożny z tego rodzaju stwierdzeniami, bo o ile w opowieściach o św. Mikołaju są wątki pozwalające wywieść je z czasów pogańskich, to słowo "santa" nie ma pochodzenia ani związków ze słowem "satan". Po prostu te słowa składają się z tych samych liter i tyle. Znamienne jest to, że nie wypowiadają się na ten temat żadni językoznawcy, a tylko kilka podrzędnych stron o tematyce religijnej, prowadzonych przez tak naprawdę nie wiadomo kogo, zupełnie niewiarygodnych. Myślę, że nie warto i nawet nie powinniśmy roznosić tego rodzaju rewelacji, by nie obniżać własnej wiarygodności wobec świata.

      Usuń
  6. Jeszcze za życia apostołów wkradły się wilki .Nic nowego pod słońcem.Świat, pogaństwo wciska się do kościoła Pana Jezusa.Nie jesteśmy oddzieleni, radykalni.Przyjaźnimy się ze światem.Jak chorujemy pędzimy do lekarzy,jak potrzebujemy pieniędzy biegniemy do banków.Coraz mniej dbamy o Boga w codziennym życiu.To są konsekwencje.Kompromis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest prawda, że bardzo wcześnie zaczęło wchodzić pogaństwo i różne przekonania / praktyki kontrowersyjne / naganne. Powinniśmy odrzucać to wszystko, co się Bogu nie podoba. No, ale nie lekarzy, medycynę i bankowość... ;) Lekarze i medycyna są darem od Boga. Bankowość jest zaś w sposób naturalny związana z handlem. Łatwiej obracać pieniędzmi, niż wymieniać towary - a że przy tym jesteśmy obdzierani ze skóry, to jest osobny problem. Wszystko jest dla ludzi - tylko ważne, żeby mądrze z tego korzystać. :)

      Usuń
    2. Obawiam się, że to wasz Kościół wcisnął się z butami w nasze prastare wierzenia.

      Usuń
    3. OK. Nieco ponad tysiąc lat temu faktycznie Ewangelia dotarła na ziemie polskie i wyparła pogaństwo. Ale... ten świat został stworzony przez Boga i w całości stanowi Jego własność. Pogaństwo opanowało go na skutek działania diabła - złodzieja i szkodnika, który wszedł ze swymi poczynaniami na ten świat i zasiał na nim wszelkie zło, z pogaństwem włącznie... Jeśli więc gdzieś dociera Ewangelia i wypiera pogaństwo, nie jest to "wchodzenie z butami", lecz odzyskiwanie zajętych przez diabelskich bandytów obszaru. :)

      Usuń
    4. Świat został stworzony przez Boga, wszechmocnego, wszechmogącego. Nic nie dzieje się bez Jego woli. Jeśli było/jest pogaństwo - to zgodnie z Jego wolą, jeśli chrześcijaństwo - tez zgodnie z Jego wolą.
      A żeby było wszystko jasne - w dzisiejszym chrześcijaństwie jest więcej pogaństwa, niż się wiernym wydaje. Zainteresowanych zachęcam do własnych poszukiwań. Teraz mamy dużo możliwości na zdobywanie wiedzy, nie musimy żyć w ciemnocie.

      Usuń
    5. Pogaństwo NIGDY NIE BYŁO Z WOLI BOGA - co najwyżej z dopuszczenia. "Wola" a "dopust" to zasadnicza różnca! Proszę czytać Słowo Boże - to JEDYNA DROGA DO PRAWDY! Bóg bardzo radykalnie wypowiada się przeciwko pogaństwu, które w całości jest od diabła, choć i poganie bywają dobrzy i mają zachowany rozum i pragnienie dobra. Oczywiście w "chrześcijaństwie" jest wiele pogaństwa - lecz tylko w tym, które odeszło od czystej wiary biblijnej. Tam, gdzie ludzie się trzymają Słowa Bożego, tam jest też oczyszczanie z wszelkich złych wpływów. Narzędziem do tegojest czyste Słowo Boże!

      Usuń