poniedziałek, 17 grudnia 2012

Narodowa "świętość" a Słowo Boże

"Nie będziesz miał innych bogów obok mnie. Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym..." (2. Księga Mojeszowa - tzw. "Wyjścia" - 20, 3 - 6)
Spore poruszenie w kraju zapanowało  w poprzednią niedzielę, kiedy to pewien 58-letni mieszkaniec Świdnicy podczas porannych modłów w jasnogórskim sanktuarium obrzucił pojemnikami z farbą obraz "Matki Boskiej" Częstochowskiej. Niektórzy nazwali to "zamachem" - jakby człowiek ten był jakimś groźnym terrorystą, inni "bluźnierstwem" i "świętokradztwem" - jakby to było wymierzone w Boga. Człowieka tego określono "szaleńcem" - chociaż żaden specjalista dotąd nie wypowiedział się na temat jego stanu. W prasie ogłoszono, że został skierowany na obserwację psychiatryczną, co dla wielu samo w sobie może być potwierdzeniem "szaleństwa". Niektórzy... obwiniają Premiera Tuska, Rząd i całą Platformę Obywatelską i mówią, że "akt ten wpisuje się w szeroką akcję walki z Kościołem w Polsce" - co jest chyba największym absurdem. Dla Prawa i Sprawiedliwości incydent ten - w gruncie rzeczy drobny - stał się elementem walki o... katolickość Polski. Posłanka PiS trybunę sejmową wykorzystała jako... kazalnicę:  "To polska świętość - symbol naszej wiary, nadziei oraz tożsamości narodowej. To trudne doświadczenie pokazuje, do czego może prowadzić laicyzm oraz nachalne propagowanie ateizmu, ale jest to również przestroga dla tych, którzy za wszelką cenę chcą uczynić z Polski świeckie państwo - przestroga, że Maryi nie da się pokonać, bo ona jest Tarczą Polski. I na nic zdadzą się wszelkie próby jej zniszczenia, bo ona jest silniejsza od wszystkich i wszystkiego" - zapominając wyraźnie, że Polacy to nie tylko katolicy (jest to forma dyskryminacji, marginalizacji tych, którzy się z katolicką wiarą nie zgadzają). Natychmiast zaczęto odprawiać "nabożeństwa wynagradzające". Dariusz Ciechor z zakonu paulinów wypowiedział się na antenie Radia Wnet: "Dowiedzieliśmy się, że napastnikiem był Jerzy D. - fanatyk religijny. Z relacji świadków tego wydarzenia można powiedzieć, że nie był to człowiek antyreligijny. Świadkowie mówią, że kierował się dziwnymi motywami religijnymi. Ta specyficzna religijność polegała na tym, że zamachowiec uznał, iż obraz Jasnogórski jest nieszczęściem dla Polski." Prasa informuje już, że sprawcy "zamachu" może grozić nawet... 10 lat więzienia, chociaż jedyne co zrobił, to zabrudził ołtarz - mniejsze wyroki grożą sprawcom napadów, pobić i gwałtów! Zdaniem katolików dopuścił się "bluźnierstwa" i tak naprawdę za to ma stanąć przed sądem (co bardzo w sumie przypomina "praworządność" krajów islamskich)!

Jerzy D. swym czynem nie obraził Boga! Bóg bardzo wyraźnie powiedział: "Nie będziesz czcił innych bóstw, ani nie będziesz czynił wizerunków kultycznych!" Niektórzy katolicy argumentują: "Bóg zakazał kultu wizerunków pogańskich, a nasze obrazy są chrześcijańskie i tego Bóg nie zabronił!" Ale Bóg nie powiedział: "Nie czyń sobie wizerunków, jakie są u pogan"! Nie powiedział także: "Nie czyń sobie żadnego obrazu, chyba, że ......." On powiedział bardzo wyraźnie: "Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek..."! Nie Jerzy D. więc obraził Boga, lecz raczej ci, którzy tworzą i czczą wizerunki! 

Jerzy D. nie znieważył też "Matki Boskiej", gdyż takiej osoby najzwyczajniej... nie ma! Bóg nie ma matki! Jest co najwyżej matka Jezusa, która - gdyby mogła spojrzeć z nieba na ziemię i zobaczyć, co ludzie wyprawiają - była by zapewne przerażona tymi obrazami, figurami, różańcami, procesjami... Niektórzy powołują się na "objawienia maryjne", gdzie "Maryja" nawołuje do tego, by ją czcić. Ale Biblia - fundament wiary chrześcijańskiej! - pokazuje nam, jaka była ta dziewczyna, która tak się podobała Bogu, że wybrał ją na matkę Chrystusa. Ona nie pchała się na pierwszy plan. Żyła skromnie w cieniu Jezusa - szanowana przez Apostołów. Gdy Jezus odszedł nie zajęła eksponowanego miejsca w Kościele, nie "matkowała" wierzącym... Prawdopodobnie "dożyła swoich lat" u boku apostoła Jana. nie wiemy nawet gdzie i kiedy zmarła. Jej rola na kartach Biblii to zrodzenie Jezusa i opieka nad nim w początkowym okresie życia. Fakt, że z dalszych lat mamy wiadomości o niej bardzo skąpe jest... bardzo wymowny! Bóg wyznaczył jej zaszczytną rolę i dobrze wypełniła ona swe zadanie. Gdyby miała ona być czczona, gdyby miała być "Matką Kościoła" to bez cienia wątpienia jej osoba byłaby na kartach Biblii znacznie wyraźniej zarysowana i zawarta byłaby jakaś informacja, jaka rola w Kościele ma jej przypaść. Tego zwyczajnie nie ma!

"Wystrzegaj się, byś nie zawierał przymierza z mieszkańcami ziemi, do której idziesz, by się nie stali dla ciebie pułapką. Przeciwnie, zburzcie ich ołtarze, potłuczcie ich pomniki, i wytnijcie ich święte drzewa. Gdyż nie będziesz się kłaniał innemu bogu. Albowiem Pan, którego imię jest 'Zazdrosny', jest Bogiem zazdrosnym." (2. Księga Mojżeszowa - tzw. "Wyjścia - 34, 12 - 14) "Nie będziesz z nimi zawierał małżeństw. Swojej córki nie oddasz jego synowi, a jego córki nie weźmiesz dla swojego syna, gdyż odciągnęłaby ode mnie twojego syna i oni służyliby innym bogom. Wtedy zapłonąłby przeciwko wam gniew Pana i szybko by cię wytępił. Lecz tak z nimi postąpicie: ołtarze ich zburzycie, pomniki ich potłuczecie, święte ich drzewa wytniecie i ich podobizny rzeźbione w ogniu spalicie." (5. Księga Mojżeszowa - tzw. "Powtórzonego Prawa" - 7, 3 - 5) "Oto są ustawy i prawa, które będziecie starannie spełniać na ziemi, którą Pan, Bóg twoich ojców, dał tobie w posiadanie po wszystkie dni życia waszego na ziemi. Doszczętnie zniszczycie wszystkie miejsca na wysokich górach, na pagórkach i pod każdym zielonym drzewem, gdzie służyły swoim bogom narody, którymi zawładniecie. Zburzycie ich ołtarze, potłuczecie ich pomniki, popalicie ich święte drzewa, porąbiecie ich podobizny rzeźbione i zetrzecie ich imię z tego miejsca. Dla Pana, waszego Boga, nic takiego nie uczynicie." (5. Księga Mojżeszowa - tzw. "Powtórzonego Prawa" - 12, 1 - 4) 
Być może sprawca zamieszania wziął sobie po prostu do serca te słowa? Nie ma cienia wątpliwości, że Bóg polecił zniszczyć to, czego nienawidził u ludzi i ci, którzy niszczyli obiekty kultu religijnego pogan, realizowali wolę Boga i Boga to radowało - mieli błogosławieństwo Pana, by to czynić i Pan im błogosławił też niewątpliwie za realizację! Jednak wszystko to działo się w pewnym kontekście wydarzeń, czego nie możemy ignorować - był to podbój o oczyszczanie ziemi, którą Bóg przeznaczył swemu ludowi. Mieli nią nie tylko zawładnąć, ale także oczyścić z religijnego szlamu bałwochwalstwa - w kraju tym miano czcić tylko jednego, prawdziwego Boga! Te słowa powinniśmy mieć wyryte w sercu jako świadectwo tego, że Bóg nienawidzi grzechu, nienawidzi pogańskiego bałwochwalstwa.

Czy powinniśmy je jednak brać dosłownie i realizować? Nie sądzę. Przede wszystkim: Bóg mówi, że wypędził narody z ziemi przeznaczonej dla swego ludu, lecz... uczynił to rękoma swego ludu, a w rękach tych były miecze! Jeśli mielibyśmy przyjmować te słowa o rozwalaniu pogańskich ołtarzy, to dlaczego mielibyśmy przyjmować polecenia dane od Boga tak wybiórczo? Nie mamy stosować przemocy. Jezus mówi: "Włóż miecz swój do pochwy; wszyscy bowiem, którzy miecza dobywają, od miecza giną" (Ewangelia Mateusza 26, 52). Owszem, mamy dokonywać podboju Polski dla Jezusa, lecz nie mieczem, a Słowem Bożym. Nie sądzę też, abyśmy mieli wpadać do świątyń i demolować je. Czy tak czynił apostoł Paweł w Atenach? Nie! Nie przewracał posągów i niczym nie obrzucał ołtarzy, lecz "wojował" Słowem Bożym! Choć kulty wciąż się Bogu nie podobają, to dziś inaczej powinniśmy walczyć - po prostu głosić Słowo Boże, a Bóg uczyni resztę, a gdy ludzie uwierzą, gdy zrozumieją Słowo Boże, ołtarze sami "zburzą", figury i obrazy sami pousuwają... Wolałbym, żeby trafiły one do muzeów, ale jeśli ci, którzy je stworzyli lub do nich należą, postanowią je spalić, Bogu się to na pewno spodoba! Bóg nie patrzy na wartość zabytkową, ale też nie sądzę, by miał coś przeciw zachowaniu czegoś, jeśli odtąd byłby to już tylko zabytek...

Zastanawiam się, co ów Jerzy D. chciał osiągnąć, a co osiągnął. Jeśli nawet kierował się wspomnianymi zaleceniami ze Starego Testamentu, trudno go za to potępić, bo trudno potępiać kogoś za gorliwość. Osąd tego czynu musi zostać w rękach Boga, bo tylko On ma wgląd w ludzkie serca. Czy to, co uczynił zmieniło cokolwiek? Nie sądzę. Nie sądzę, by kogokolwiek tym czynem przekonał, że to, co się obywa na Jasnej Górze, w tysiącach innych sanktuariach i parafiach, a nawet w katolickich domach, nie podoba się Bogu. Obawiam się, że reakcja może być wprost przeciwna - ci, którzy oddają cześć "Maryi" i wizerunkom mogą się jeszcze mocniej "zasklepić" w tej swojej wierze. Może być jeszcze trudniej do nich dotrzeć ze Słowem Bożym. Gdyby ów człowiek wszedł - jak apostoł Paweł w Atenach - pomiędzy jasnogórskie "świętości", by tam zwiastować Ewangelię, to byłoby dobre działanie. Gdyby mówił to, co o kultach wizerunków mówi Bóg - nie było by wątpliwości, że słusznie czyni. Obawiam się, że w gorliwości swojej popełnił błąd... Nie tędy droga!
"Oto posyłam was jak owce między wilki. Bądźcie roztropni jak węże, a niewinni jak gołębie" (Ewangelia Mateusza 10, 16)
 Nie mamy działać impulsywnie... Świat jest "polem walki". Na świecie toczy się ciągła wojna - i nie chodzi o "wojenki" ludzi, lecz o odwieczną wojnę dobra (Boga) ze złem (szatanem). Głównym "strategiem", który i tak już odniósł zwycięstwo, jest Bóg. Lecz my także powinniśmy myśleć o tym, co robimy, "obliczać" co i jak należy czynić i starać się przewidzieć efekty - starać się analizować w jaki sposób działać, by osiągnąć najwięcej. Mamy walczyć, lecz roztropnie, a nie "siec" wokół siebie "jak leci"... A w walce swej winniśmy się kierować miłością. Nie jest tak, że "wszystkie chwyty dozwolone"!

13 komentarzy:

  1. A ja od siebie jeszcze dodam, że jeśli atakuje się czyjeś poglądy czy niszczy symbole danych poglądów, to wtedy łatwo o kontratak, bo w takiej sytuacji dana osoba zaczyna się bronić i jeszcze bardziej zaczyna się utwierdzać w swoich przekonaniach.
    Co do katolików, ostatnio dowiedziałam się, że (cytuję): "Wy (chodziło o protestantów) za bardzo wtrącacie się w sprawy katolickie". Nie przypuszczałam że katolicy, nawet nie będąc fanatykami, potrafią być aż tak wrażliwi na swym punkcie... Owa osoba nawet nie wyjaśniła, czym jest to wtrącanie się.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda... Choć czasem też nie można się cackać... Gdy pisałem ten tekst, nasunąl mi się sam ten fragment Biblii, gdzie jest mowa o tym, jak Gedeon zniszczył ołtarz Baala - i stąd od razu drugi tekst wyszedł: http://mathetes-pl.blogspot.com/2012/12/zburz-ten-otarz-gedeonie.html Wielu katolików jest, niestetym bardzo przewrażliwionjych na punkcie swojej wiary - co nieraz utrudnia nawet dyskusję... Często też jest takie spojrzenie: "Wierzcie sobie w co chcecie, ale nas zostawcie w spokoju. Nic wam do nas!" Szkoda tylko, że na ogół to funkcjonuje w jedną tylko stronę - bo np. mieszania Watykanu w środowiskach niekatolickich nie potępiają. To taka "filozofia Kalego" najczęściej...

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda - "moralność Kalego" jest częsta u katolików. Przykład - jak w osrodku dla bezdowmych prowadzą działalność ewangeliczni to jest nagonka że to "prozelityzm" i "werbunek" ale jesli w osrodku dla bezdomnych są odprawiane msze i inne katolickie rytuały to jest to nazywane "chwalebnym dziełem nowej ewangelizacji". Obłuda do kwadratu....

    OdpowiedzUsuń
  4. Bracia kochani,
    nie ma w tym miłości. To, że inaczej rozumiemy "Oto Matka twoja" nie może być powodem do obrażania się nawzajem. Pokój z Wami. Prawda jest w Jezusie.
    Katolik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W czym niby "nie ma miłości"? Przeczytaj co Słowo Boże mówi o wizerunkach. Czy w przypominaniu Słowa Bożego (!) "nie ma miłości"? Co do słów: "Oto matka twoja" - nie ma możliwości różnych interpretacji, a tylko wypaczenia, bowiem wszystko jest jasne w kontekście kolejnych słów: "Od tej pory uczeń wziął ją do siebie". Stała się ona matką dla Jana i tylko dla Jana - inne tzw. "interpretacje" są deformacją Słowa Bożego. Obraz z Jasnej Góry - ani żaden inny - w rzeczywistości nie ma nic wspólnego z prawdziwą matką Chrystusa. Bóg nigdy nie powiedział, żeby ludzie czcili Maryję - wszelką chwałę i cześć zarezerwował dla siebie i tylko dla siebie! Mówi nam o tym wyraźnie Pan Jezus: "Panu Bogu swemu pokłon oddawać i TYLKO JEMU będziesz służył" (Ewangelia Łukasza 4, 8). Gdy ktoś zwraca się w swych sprawach do kogoś innego, niż Bóg, jeśli klęka przed kimś innym niż przed Bogiem i do kogoś innego się modli - tym samym odwraca się od Boga. Taka jest prawda - i to nie ode mnie pochodzi, lecz z Biblii, bo to w niej czytamy o tym, jak Boga bolało i gniewało, gdy ludzie zaczynali czcić coś / kogoś jeszcze.

      Usuń
  5. Po pierwsze ten Obraz to Symbol, po drugie DZIEŁO SZTUKI a po trzecie zabytkowy obiekt historyczny. Pomijając całą resztę, ten człowiek znieważył dobro narodowe, nie tylko katolickie. Czy kogoś to boli czy nie należy pogodzić się z tymi prostymi faktami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowa "obraz" (tak samo i "symbol") nie pisze się z wielkiej litery, podobnie jak nie pisze się "Samochód", tylko "samochód". Nie można znieważyć obrazu - tak samo jak nie można znieważyć samochodu. Bo jest to PRZEDMIOT. nie da się znieważyć przedmiotu, bo pzredmio0t nie jest osobą i nie ma w sobie nic, co można by znieważyć. Gdyby nie wartość zabytkowa ten obraz można by porąbać, spalić... O, albo przerobić na mebel, bo wszak jest na desce. Jednym słowem: zrobić z nim cokolwiek. Nie wolno czcić przedmiotów!

      Usuń
    2. Drogi Bracie! Prawdą jest, że chrześcijanie różnych wyznań różnie interpretują Pismo Święte. Zastanawiając się nad różnicami w wierze, często zarzucamy sobie nawzajem, że wypaczamy Słowo Boże i zamiast starać się zbliżyć do innych, odrzucamy ich argumenty. Proszę, nie pisz, że katolicy czczą przedmioty.

      Pozwoliłam sobie wkleić fragment wypowiedzi Ks. Adama Martyny.

      "Sięgnijmy do Pisma Świętego. W Księdze Wyjścia jest mowa o nadaniu przez Boga Izraelowi dziesięciu przykazań. Znajdujemy tam takie słowa: Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią (Wj 20, 4). No to w takim razie – ktoś powie – protestanci mają rację...

      Nie tak szybko. Kilka wersów dalej mamy bowiem: Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić (Wj 20, 8). Większość protestantów nie widzi wszak nic złego w odpoczywaniu w niedzielę zamiast w soboty. Czyż to nie brak konsekwencji? Natomiast w tym samym rozdziale w wierszu 17. czytamy: Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła. Czy dziś ktoś pożąda niewolnicy swego bliźniego? Albo jego wołu? Raczej nie. Jaki z tego wniosek? Kościół wiele razy w swojej historii ostrzegał nas przed dosłownym odczytywaniem Pisma Świętego, bez uwzględnienia warunków życia ludzi, do których Słowo Boże było skierowane i czasów, w jakich Pan Bóg przemawiał.
      Wracając do naszego zagadnienia, ludzie, do których Bóg skierował Swoje Słowo, byli bardzo dosłowni. Nie odróżniali obrazu od osoby tego, kogo on przedstawiał. Dlatego tworzyli figurki swoich niezliczonych bogów i uważali że te posążki ich słuchają, gniewają się bądź okazują swoją łaskę.

      Pan Bóg chciał podkreślić Swoją wielkość i świętość, której nie można było oddać żadną figurką czy malowidłem. Przecież Bóg, choć obecny pośród Swego ludu, pozostawał niewidzialny. Każda więc próba przedstawienia Go byłaby zafałszowaniem Jego istoty, gdyż żadne stworzenie nie oddaje wielkości Boga. Jedynym sposobem, aby dawnych Izraelitów zachować w wierze w jedynego Boga, odrębnego od ludzkich słabości, wielkiego i niewidzialnego, było zakazanie czynienia jakiejkolwiek podobizny czegokolwiek, co żyje. I tak też się stało.
      Sytuacja ta zmieniła się zupełnie, kiedy niewidzialny Bóg przyjął postać Człowieka i narodził się w Betlejem. Jego rodacy poznali Go jako Jezusa, syna Józefa z Nazaretu. Pan Jezus miał ciało takie jak my mamy, tak samo Jego Matka, apostołowie, uczniowie, później męczennicy i wyznawcy.

      Bóg w osobie Chrystusa Pana stał się dostępny ludzkim zmysłom, można Go było widzieć. Z czasem chrześcijanie, głównie ci, którzy nie pochodzili z Żydów, chcieli mieć podobiznę Pana. O starych wyobrażeniach Matki Bożej krążą podania, jakoby ich autorem był św. Łukasz Ewangelista, który był Grekiem. Być może tak nie jest, ale świadczy to o bardzo dawnym w Kościele pragnieniu przypominania sobie oblicza Pana Jezusa czy Jego Matki. Ostatecznie wokół tego zagadnienia wybuchło bardzo wiele sporów. Kościół pod wpływem Ducha Świętego sformułował naukę, że zakaz tworzenia obrazów świętych nie obowiązuje od kiedy Syn Boży stał się człowiekiem, „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1, 15). Oglądając Jezusa Człowieka – oglądamy równocześnie Jezusa Boga.

      Drugim bardzo ważnym uzasadnieniem możliwości oddawania czci obrazom jest fakt, że nikt z nas nie czci obrazu. Czci postać, jaką obraz przedstawia. Niewłaściwe jest sformułowanie, że modlimy się do obrazu. Niech nas Bóg broni. Modlimy się „przed obrazem”, nigdy „do obrazu”. Bowiem obraz ma nam tylko pomóc się znaleźć w duchowej obecności Osoby, którą przedstawia."

      Usuń
    3. Proszę się nie gniewać, ale tan pan pisze bzdury. On nawet nie rozumie przykazań czego dowodzą wnioski nad "nie pożądaj"! Potem jest cała wielka porcja "gdybologii" - buduje jakąś filozofię dotyczącą ludzkich przekonań, na podstawie swoich własnych wyobrażeń - nie żadnych dokumentów, ani badań. Narodziny Chrystusa nie zmieniły sytuacji, nie "zawiesiły" przykazania. Wiemy dokładnie kiedy pojawiają się pierwsze ikony i jakie jest ich pochodzenie - wywodzą się ze sztuki bizantyjskiej i pojawiają się w III / IV wieku. Autor nie ma pojęcia o historii sztuki, jak widać. Powołuje się za to na swój Kościół, który uznał, że zakaz tworzenia obrazów już nie obowiązuje. A od kiedy to człowiek ma prawo korygowania Boga i zmieniania przykazań? Fakt, że większość chrześcijan świętuje w niedzielę, nie w sobotę jest jedyną zmianą, jaką dopuszcza Słowo Boże - no ale tego ten pan też chyba nie jest świadom. Podsumowując: zakaz biblijny wciąż obowiązuje i obejmuje "Maryję" i "świętych" - kult wizerunków wciąż budzi Boży gniew, co piszę jako człowiek, który za jego praktykowanie doświadczył kary. Wyznacznikiem jest Słowo Boże, nie opinia tego czy tamtego księdza i pokrętne tłumaczenia. Jeśli chcecie dowieść że katolickie praktyki nie podpadają pod to przykazanie, musicie tego dowieść na podstawie samego Pisma Świętego - żadne inne argumenty nie mają wartości.

      Usuń
  6. Wszelkie nieporozumienia wynikają niestety po pierwsze z różnego rozumienia fragmentów Pisma Św. a po drugie z nierozumienia katolickiej wiary we wstawiennictwo świętych i Maryji i wielu innych sporów między kościołami. Oczywiście rozumiem, że są chrześcijanie nieuznający praktyk Kościoła katolickiego, jednak przykro mi, kiedy ktoś zarzuca katolikom coś, co nie jest prawdą. Katolicy wierzą we wstawiennictwo świętych tzn. że nie modlą się do nich tak jak do Boga, ale proszą ich o modlitwę, o wstawiennictwo u Boga. I nie modlą się do obrazów, ale przy ich pomocy.

    Wg Pisma Św. nie wolno wykonywać "żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią". Gdyby ten zakaz przyjmować literalnie i w oderwaniu od poprzednich wersów to nawet używanie symbolu krzyża czy ryby byłoby grzechem.

    Tutaj jest fragment opinii Kościoła katolickiego na temat wizerunków:

    Zakaz czynienia wszelkich wizerunków nie istnieje w Biblii w oderwaniu od sensu bałwochwalczego, bo gdyby istniał samodzielnie, byłby złamany przez nakazy samego Boga w wielu miejscach, np. :

    1 Krl 7;25 mówi o figurach dwunastu wołów (do dźwigania morza) w świątyni Pana
    Bóg nakazał uczynienie węża miedzianego na pustyni
    Arka Przymierza udekorowana była cherubami (Wj 25;18, 37;7, Lb 21;8)
    Świątynia ozdobiona była płaskorzeźbami (1 Krl 7;31)
    Bóg nakazywał czynić podobizny aniołów, którzy są w niebie (Wj 25;18nn., 26;31)

    Miejsca te nie tylko były udekorowane wizerunkami, ale ponadto z Bożego polecenia otaczano je czcią (oczywiście w sensie kultu pośredniego, tj. po to, by oddać większą chwałę Bogu):

    Namaszczano:ołtarze (Wj 29;36, Kpł 8;11, Lb 7;10 ,Wj 40;10), święty namiot (Wj 30;26), Arkę Przymierza (Wj 40;9, Kpł 8;10, Lb 7;1), stelle (Rdz 28;18, 31;13) i tarcze (Iz 21;5, 2Sm 1;21).
    Czczono Przybytek (Kpł 26;2).

    Wiele wątpliwości i zastrzeżeń budzą w naszych braciach protestantach tzw. relikwie. A przecież już Pismo Święte wspomina o przywiązaniu łask zarówno do szat Jezusa (Mateusz rozdział 9 - nie będę przytaczał, gdyż fragment jest bardzo znany), jak i apostołów:

    Bóg czynił też niezwykłe cuda przez ręce Pawła, tak że nawet chusty i przepaski z jego ciała kładziono na chorych, a choroby ustępowały z nich i wychodziły złe duchy. (Dz 19,11-12)
    Cień św.Piotra uzdrawiał (Dz 5;15nn)

    Zresztą relikwie znane były także w Starym Przymierzu :

    kości Elizeusza miały właściwości wskrzeszające (2Krl 13;21)
    kości Józefa wielce szanowano (Wj 13;19 , Syr 49;15)

    Bóg może upodobać sobie pewne miejsca lub przedmioty. Czynił tak wielokrotnie w historii :

    Izraelici też modlili się przed Arką Przymierza a świątynię uważali za świętą, choć były one wykonane z ziemskiego materiału.
    Jakub, protoplasta Izraela, kamień nazwał domem Boga (Rdz 28;22).
    Bóg nakazał Izraelitom uczynić węża miedzianego i z wiarą na niego spoglądać (Lb 21;8n.).
    Jezus zaś nazwał ołtarz świętym (Mt 23;19).
    Jak relikwie przechowywano w Arce Przymierza mannę i laskę Aarona (Hbr 9;4).
    W Jerozolimie była cudowna sadzawka Owcza w której za sprawą anioła (mocą Bożą oczywiście) następowały uzdrowienia. I nie był to przesąd, gdyż Biblia wyraźnie mówi, iż następowały tam uzdrowienia, a nie że np. Żydzi wierzyli że następują tam uzdrowienia (J 5,4). Niemniej choć Bóg upodobał sobie miejsca łaski, nie ograniczają one Jego działania ( jak to dobrze widać w J 5,8).


    Jeśli mogę spytać - jakiej doświadczył Pan kary i dlaczego uważa Pan, że była to kara za "kult wizerunków"?
    Pozdrawiam serdecznie
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Katolicy wierzą we wstawiennictwo świętych tzn. że nie modlą się do nich tak jak do Boga, ale proszą ich o modlitwę, o wstawiennictwo u Boga" Polecam przeczytać Kaznodziei Salomona 9, 5 - 6, gdzie jest wyraźnie powiedziane jaki jest stan zmarłych i że nie mamy z nimi żadnego kontaktu i że sprawy ziemskie już ich nie dotyczą. 1 List do Tymoteusza 2, 5 wyjaśnia nam zaś wszystko, jak chodzi o wstawiennictwo / pośrednictwo.
      "I nie modlą się do obrazów, ale przy ich pomocy." Jakoś pierwszym chrześcijanom żadna taka pomoc nie była potrzebna, skoro wizerunki pojawiają się dopiero w IV wieku. Być może to skutek kiepskiej wiary? Słowo Boże nigdzie nie podaje nam, byśmy sobie takie "pomoce" tworzyli - zabrania je tworzyć! Tu nie ma potrzeby interpretacji, bo Bóg wypowiada się wprost i w sposób bardzo jasny. Z biblijnego punktu widzenia jest to obrzydliwością.
      "Wg Pisma Św. nie wolno wykonywać "żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią". Gdyby ten zakaz przyjmować literalnie i w oderwaniu od poprzednich wersów to nawet używanie symbolu krzyża czy ryby byłoby grzechem." Proszę przeczytać uważnie przykazanie. Słowo Boże zabrania czynienia wizerunków do celów kultycznych. Nie zabrania symboli. Krzyż, jako symbol jest OK, natomiast jeśli krzyż jako krzyż staje się świętością, jest to bałwochwalstwo.
      "Tutaj jest fragment opinii Kościoła katolickiego na temat wizerunków". Opinia Kościoła katolickiego nie jest wyznacznikiem BOŻYCH POGLĄDÓW - wyznacznikiem Bożych poglądów jest Słowo Boże. W żadnym z tych wspomnianych przypadków NIE BYŁY TO WYOBRAŻENIA KULTYCZNE. Gdy ludzie zaczęli okazywać cześć miedzianemu wężowi, został on zniszczony. Namaszczenie to nie wiem co tutaj ma do sprawy, bo nie ma związku z wizerunkami. Co do Kapłańskiej 26, 2 to wcale nie ma mowy o czczeniu świątyni jako obiektu, lecz o uszanowaniu świątyni, jako miejscu obecności Pana. Relikwie. W Mateusza 9 to nie dotknięcie szaty uzdrowiło, lecz wiara - ktoś widać nie doczytał. :P Pozostałe fragmenty też nie usprawiedliwiają w żaden sposób czczenia relikwii.

      Usuń
    2. Generalnie, gdy czytam takie "objaśnienia", to kojarzą się słowa Jezusa: "Chytrze uchylacie przykazanie Boże, aby naukę swoją zachować" (Ewangelia Marka 7, 9) I choć powiedział to do faryzeuszów, w równym stopniu można to odnieść do katolickiego kleru. Wszelkie argumenty mające podeprzeć kulty relikwii i wizerunków dadzą się łatwo obalić na podstawie samej Biblii. Szczerze mówiąc nawet nie mam już sił, by w tych kwestiach wciąż i wciąż polemizować, bo odpowiadanie na wciąż te same "argumenty", dawno już obalone, jest co nieco męczące. Potrzeba czytać Biblię a nie kościelne objaśnienia - zapomnieć o tym, jak Kościół katolicki nakazuje coś rozumieć, a u Boga szukać zrozumienia i w Słowie Bożym. Ja kiedyś wierzyłem w to wszystko - póki nie zacząłem czytać Biblii. Nikt mi nic nie podpowiadał - ja sam zacząłem widzieć, że "coś jest nie tak". Dlatego polecam czytanie Biblii i patrzenie przez nią na nauki w Kościele, a nie odwrotnie. Bo największym błędem, jaki można zrobić to czytać Biblię w świetle nauki Kościoła. Katoliccy księża bardzo dobrze potrafią "wyjaśnić" - a tak naprawdę... "obrócić kota ogonem", ale nie potrafią wskazać żadnych konkretów, żadnych przykładów swoich wierzeń i praktyk w życiu pierwszych chrześcijan. Słowo Boże nic o tym nie mówi - natomiast wiemy, że w religii żydowskiej był zakaz wizerunków kultycznych, a chrześcijan oskarżano o różne rzeczy, ale nie o czczenie obrazów - co jest pośrednim dowodem na to, że jest to praktyka znacznie późniejsza i zupełnie niebiblijna. :) Dlaczego wierzyć "na słowo" ludziom tylko dlatego, że są "wyświęceni" na "kapłanów"? To nie czyni ich wyjaśnień Bożą interpretcją. Najlepiej czytać Biblię - w ogóle najlepiej w oryginale, ale to mało kto umie, więc choćby w dobrych przekładach. Ja osobiście korzystam z wielu - protestanckich, katolickich, prawosławnych... Najbardziej cenię te najbardziej dosłowne. Korzystam także z przekładów żydowskich i żydowskich komentarzy, zwłaszcza w przypadku Starego Testamentu. BIBLIA - i niczego więcej nie trzeba! :)

      Ja kiedyś byłem na Jasnej Górze - 2 godziny klęczałem w kaplicy, modląc się do "Maryi". Oczywiście moje prośby nie zostały wysłuchane, bo ona nawet mnie nie mogła słyszeć - za to się pojawiły problemy ze zdrowiem. Istotę problemu uświadomił mi człowiek, który nic nie wiedział o tym, że byłem na Jasnej Górze, któremu w ogóle nic nie mówiłem, a który modlił się o uzdrowienie i powiedział, że jest to problem związany z moim życiem duchowym. Są ludzie, którym Bóg daje dar prorokowania, choć nie daje pełnej wiedzy - za to tym, którym oni posługują, pomaga zrozumieć istotę problemu. Wiem, kiedy problem się pojawił, wiem dlaczego, a od tego człowieka się dowiedziałem o co Bogu chodzi. :)

      Usuń
    3. A jeszcze co do "nierozumienia katolickiej wiary we wstawiennictwo świętych i Maryji". Byłem katolikiem przez ok. 30 lat swojego życia. Pracowałem przez szereg lat w katolickim wydawnictwie. Pracowałem - w pewnym sensie - wraz z biskupami. Jakiś czas myślałem nawet o pójściu do zakonu. Nie mógłbym tego robić nie mając zrozumienia katolickiej wiary. :) A czy znasz świadectwa księży, którzy opuścili Kościół katolicki? Niektórzy służyli 10, 20, 30, nawet 50 lat w Kościele katolickim, a w swoich książkach i świadectwach i w innych publikacjach piszą krytycznie na temat kultów. Czy można tu mówić o "niezrozumieniu katolickiej wiary". Mogę polecić np. książkę Charlesa Chiniquy "50 lat w Kościele rzymskim", choć jest napisana zbyt ostro - facet miał niezły temperament i potrafił powojować. ;) Czasem przekraczał granice, ale to, co napisał daje dużo do myślenia. Może Cię zaskoczę, ale takich ex-księży jest bardzo wielu - zazwyczaj ich odejście zaczęło się od czytania Biblii. :) Nawet biskupom zdarzało się odejść z Kościoła katolickiego i potem jasno mówić na te tematy. Więc to nie jest "niezrozumienie"! :)

      Usuń