piątek, 7 grudnia 2012

Krzyże... zdjąć je czy zostawić?

Co jakiś czas powraca kwestia krzyży wiszących w szkołach, czy - jak ostatnio w Bydgoszczy - na wyższych uczelniach. Jedni mówią o rozdziale Kościoła od Państwa, o świeckości i poszanowaniu przekonań wszystkich obywateli, drudzy zaś wskazują na krzyż jako "uniwersalny symbol" miłości i ofiary. Argument tych pierwszych na pewno jest mocny, gdyż tak samo wiary, jak i niewiary nie wolno nikomu w żaden sposób narzucać. Argumenty drugiej strony - mam wrażenie - już takie mocne nie są, bo o ile Jezus dał dowód wielkiej miłości do nas, samego siebie składając w ofierze, to jednak nie znaczy wcale, że każdy musi krzyż przyjmować jako "symbol uniwersalny". Odnoszę wrażenie, że i jedna i druga strona tego konfliktu krzyż w gruncie rzeczy traktują... instrumentalnie, jako element ideologiczny. I obserwujemy zadziwiającą walkę ideologiczną... Czasem odnoszę wrażenie, że nawet dla "obrońców krzyża" ten symbol stał się tak wielki, że przysłonił to, co na krzyżu się dokonało i wszystko, czego nauczał Jezus - bo w postawie ludzi, także "obrońców krzyża" czasem tak zwyczajnie... brak miłości i zrozumienia bliźnich.

Dla mnie w zasadzie kwestia czy krzyże mają wisieć na ścianach naszych szkół, uczelni, urzędów, szpitali i innych instytucji jest w zasadzie prosta. Krzyż na ścianach w instytucjach nie jest do niczego potrzebny - on nie spełnia żadnej funkcji. Ba! Tak naprawdę nie jest zauważany - "wtapia się w tło" i tak naprawdę staje się drewienkiem wiszącym na ścianie. Ja chodziłem do szkoły, gdy zaczęto wieszać wszędzie krzyże. I jeśli komuś się wydaje, że przez to zaczęliśmy - my, uczniowie - więcej myśleć o Bogu, szukać Boga i starać się być lepszymi ludźmi, to jest... delikatnie mówiąc niezbyt mądry. Wprost przeciwnie - "Pan Jezus z krzyża patrzył" na bójki w klasie, na przemycane do szkoły pisemka pornograficzne, na uczniów wymykających się na piwko i słuchał słów od których "uszy więdną". Czasem odnoszę wrażenie, że właśnie w ten sposób krzyż się degraduje - wprowadzając go w miejsca, gdzie nie jest szanowany  i miast symbolizować Chrystusa staje się właśnie tylko kawałkiem drewna.

Słowo Boże odnosi się do krzyża w sposób symboliczny: "Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój i naśladuje mnie" (Ewangelia Marka 8, 34) "Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus" (List do Galacjan 2, 20), "Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą" (1. List do Koryntian 1, 18). Wszędzie, gdzie Słowo Boże mówi o krzyżu, nie odnosząc się bezpośrednio do męki i śmierci Pana Jezusa, mówi o sprawach duchowych... "Obrońców krzyża" walczących zażarcie o pozostawienie krzyży na ścianach instytucji chciałbym zapytać tylko: Czy Bóg nakazał nam wieszać wszędzie krzyże? Czy w Słowie Bożym mamy coś o wieszaniu krzyży? Rzecz w tym, że odpowiedź na oba te pytania brzmi tak samo: NIE! Tak naprawdę podejrzewam, że wieszanie krzyża na ścianach i spory o to, czy powinny one wisieć, czy też nie, apostołowie i reszta "pierwszych chrześcijan" uznaliby za absurdalne i niepotrzebne. Dla nich krzyż był symbolem duchowym i nic nie wskazuje na to, by wieszali krzyżyki na ścianach!

Myślę, że Bóg nie chce wcale tych krzyży na ścianach - On chce, by ludzie przychodzili do Niego, a nie toczyli boje o krzyże. Jeśli krzyż ma być powodem sporów, to patrząc od strony duchowej wydaje się, że znacznie lepiej by było, by... zniknął. W pewnym sensie umieszczanie krzyża wszędzie, gdzie się da stało się... antyświadectwem, bo odebrane zostało (i poniekąd słusznie) jako narzucanie wiary, jako ostentacyjne okazywanie "kto tu rządzi". Krzyże na ścianach nie tyle są symbolem Jezusa Chrystusa, co katolickiej dominacji. To, co jest narzucane, budzi naturalny sprzeciw.

Lepszym świadectwem byłoby zdjąć krzyże, a za to... zwyczajnie kochać i szanować ludzi - najbardziej zaś tych najbardziej "zapiekłych" w swym gniewie i nienawiści. Kto z "obrońców krzyża" kocha i modli się za... posła Palikota? Bo ja o nim wciąż tyle złego i takie szyderstwa od wierzących słyszę, że zastanawiam się, czy kiedykolwiek czytali oni Ewangelię! Obawiam się, że "ukrzyżowanie Polski" może być wręcz jedną z przeszkód dla rozprzestrzeniania się Ewangelii w naszym kraju - bo ludzie dalecy od Boga widzą w Nim, lub w społeczności wierzących kolejnego tyrana...

Wolałbym sam, własnymi rękoma, zdjąć krzyż ze szkolnej ściany, jeśliby miało mi to umożliwić zbliżenie z drugim człowiekiem i okazję do tego, by pogadać z nim o Bogu!

2 komentarze:

  1. Ja ostatnio modliłam się za pana Palikota, ja :)
    A na poważnie, to masz rację. Ludzie, szczególnie ci niewierzący, obserwują nas i nasz styl życia bardzo dokładnie. Na nic nam krzyżyki na szyi czy na ścianach, jeśli nie ma w nas miłości.
    A co do szkół, to się zgadzam w 1000%. W szkołach teraz młodzież śmieje się z wiary chrześcijańskiej, szydzi z Biblii, kpi z ludzi wierzących - a wszystko to "dzięki" lekcjom religii w szkołach i... Krzyżach. Zauważyłam jednak, że najwięcej tego typu postaw jest w środowiskach, gdzie młodzi ludzie są zmuszani do chodzenia na religię i do kościoła. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przypomina mi się cytat z "Krzyżaków" Sienkiewicza gdzie w rozmowie z polskim posłem wielki mistrz mówi "my krzyż na płaszczach nosim" na co polski poseł odparł "a trzeba go nosić w sercu...."
    Nic dodać nic ująć.....

    OdpowiedzUsuń