piątek, 30 listopada 2012

Nauczyciel czy uczeń - przewodnik?

Nie... To nie jest tajemna formuła z magicznej księgi, chociaż dla większości ludzi już same znaki greckiego pisma są trudne do odcyfrowania. To słowa doskonale znane - jest to jedno z ostatnich zdań w Ewangelii Mateusza (28, 19). Oczywiście mogłem je przytoczyć od razu w polskim przekładzie, lecz takie rozpoczęcie byłoby wielce kłopotliwe z tego względu, że doprawdy nie wiem, na który przekład powinienem się powołać najpierw. Tak więc najlepiej było zacząć od oryginału...

Większość Polaków zna ten fragment w tej formie: "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody..." i dalej: "...udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" - tak podano go w Biblii Tysiąclecia, a podobnie w Biblii ks. Wujka, Biblii Leopolity, Biblii Poznańskiej, Biblii Warszawsko - Praskiej, itd. Także nasza cudna Biblia Gdańska podaje podobnie: "Idąc tedy, nauczajcie wszystkie narody..." Znacznie bliższy memu sercu jest inne podejście do tłumaczenia tego wersu: "Szedszy tedy czyńcie ucznie wszystkie narody..." (Nowy Testament Braci Polskich, 1606), "Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody..." (Biblia Warszawska), "Wyruszcie więc i uczyńcie uczniami wszystkie narody..." (Przekład dosłowny Ewangelicznego Instytutu Biblijnego).

Dlaczego ten akurat sposób tłumaczenia tego wersu bardziej mi odpowiada? Różnica wydaje się być praktycznie "żadna" i "mało istotna", ale... "czynić uczniami" to coś innego, niż "nauczać". Najlepiej tą różnicę, a zarazem sens tego zdania, przekazano chyba w "Słowie Życia" (jest to parafraza, a raczej tzw. "przekład dynamiczny", Nowego Testamentu we współczesnym języku polskim): "Idźcie więc i pozyskujcie dla Mnie uczniów ze wszystkich narodów..." Podobnie przełożył to też mój przyjaciel: "Idźcie więc i pozyskujcie uczniów pośród wszystkich narodów..." (przekład literacki Ewangelicznego Instytutu Biblijnego). W tym drugim sposobie tłumaczenia znajdujemy wskazówkę KTO jest naprawdę Nauczycielem - i to bardzo pięknie oddano w "Słowie Życia". I to dlatego ten drugi - znacznie wierniejszy - sposób przekładania porusza bardziej moje serce...

Nauczyciel to ten, kto naucza, kto przekazuje wiedzę, kto przekazuje prawdę według tego, co udało się poznać. I jest to, rzecz jasna, zupełnie w porządku. Nauczyciel - dobry nauczyciel! - jest jednak kimś więcej: powinien być mentorem, a początkowo sternikiem i przywódcą, który wyprowadza ucznia na ocean wiedzy. Najlepszy nauczyciel to taki, który wie, kiedy uczniowi pozwolić samemu przejąć stery i poszukiwać prawdy, odkrywać - nie trzymając okrętu, jakim jest jego umysł na kotwicy naukowych dogmatów. Tak to powinno wyglądać w szkole. Myślę, że także ci, którzy są nauczycielami wiary, powinni umieć być mądrymi mistrzami, duchowymi przywódcami, lecz ich najpierwsze zadanie jest: prowadzić ludzi do Chrystusa!

Ten ewangeliczny werset rozumiem:  Idźcie więc i pozyskujcie dla Mnie uczniów, będąc żywymi przekaźnikami tego, co ode Mnie usłyszeliście i przyprowadźcie ich do Mnie, by chcieli słuchać tego, co jeszcze mam im do powiedzenia... Idźcie na cały świat i przyprowadzajcie do Mnie ludzi...

Nauczyciel w "szkolnym" rozumieniu, to ktoś, kto ma autorytet z powodu wiedzy, którą posiadł - gdy Biblia mówi nam o nauczycielach, są to ludzie, którzy wszystko mają od Boga i to na Boga - Jezusa Chrystusa - wskazują jako na Mistrza i Autorytet, którzy sami są uczniami, tym się wyróżniającymi, że Bóg powołał ich, by stali się przewodnikami dla innych. Myślę, że jest bardzo źle, gdy ktokolwiek spośród ludzi zaczyna się uważać za kogoś więcej, lub będącego wyżej w hierarchii i zaczyna nauczać bazując na własnym autorytecie i swój własny autorytet umacniać. Nie chcę nikogo zranić, ale uważam, że tak właśnie narodził się katolicyzm i inne zdogmatyzowane systemy religijne - a takie funkcjonują także w protestantyzmie! Wielu jest takich, którzy wokół siebie robią wiele zamieszania i próbują być bardziej "oświeconymi nauczycielami" niż "przekaźnikami"
"I On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami, aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego..." (List do Efezjan 4, 11 - 12)
Pragnę zaznaczyć, że nie neguję tego porządku - jest on ustanowiony przez Boga ze względu na potrzebę Kościoła, by Kościół trwał, wzrastał, dobrze funkcjonował i trzymał się dobrej nauki - lecz to wcale nie znaczy, że są oni kimś więcej, niż inni, bowiem są wraz z innymi członkami jednego Ciała - Kościoła - którego Głową jest Chrystus. Nie jestem przeciwko PORZĄDKOWI w Kościele i podziale ról. Ważne jest to, byśmy pamiętali, że wszyscy jesteśmy uczniami i jeden jest tylko Nauczyciel o gdy stajemy przed Nim, stajemy w jednym rzędzie, a gdy idziemy do innych, możemy im powiedzieć: "Wiesz, ja jestem tylko człowiekiem i nie wiem wszystkiego, ale znam Mistrza i chcę tobie o Nim opowiedzieć, i jeśli zechcesz, możemy iść do niego razem. Podaj mi swoją dłoń - chcę cię tam zaprowadzić!" Tak rozumiem nasze zadanie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz