poniedziałek, 26 listopada 2012

Chrześcijanin a władza

"Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim; bo nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione. Przeto kto się przeciwstawia władzy, przeciwstawia się Bożemu postanowieniu; a ci, którzy się przeciwstawiają, sami na siebie potępienie ściągają. Rządzący bowiem nie są postrachem dla tych, którzy pełnią dobre uczynki, lecz dla tych, którzy pełnią złe. Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę; jest ona bowiem na służbie u Boga, tobie ku dobremu. Ale jeśli czynisz źle, bój się, bo nie na próżno miecz nosi, wszak jest sługą Boga, który odpłaca w gniewie temu, co czyni źle. Przeto trzeba jej się poddawać, nie tylko z obawy przed gniewem, lecz także ze względu na sumienie. Dlatego też i podatki płacicie, gdyż są sługami Bożymi po to, aby tego właśnie strzegli. Oddawajcie każdemu to, co mu się należy; komu podatek, podatek; komu cło, cło; komu bojaźń, bojaźń; komu cześć, cześć." (List do Rzymian 13, 1 - 7)
Fot. Maciej Śmiarowski / KPRM
Nie interesuję się polityką. Aktualnie nie popieram żadnego ugrupowania politycznego. Zdecydowałem się nie uczestniczyć w wyborach - na szczęście nie ma takiego obowiązku, i w tym przewyższamy niektóre państwa demokratyczne, które taki obowiązek nakładają, że możemy wybrać... niewybieranie. Choć Biblia nie zakazuje udzielania się w polityce, to ja jako uzasadnione uważam zdystansowanie się do polityki - chyba, że mamy poznanie, że naszą misją od Boga jest wnieść do polityki "chrześcijańskiego ducha", co niektórzy czynią. Takich jest ich jednak niezbyt wielu, choć bardzo wielu uważa się za chrześcijan, a nawet próbuje to wykorzystywać jako atut przy wyborach. O obecnym Rządzie mogę wiele powiedzieć, bo mam duże zastrzeżenia - i można nawet by podać cytaty biblijne, które można odnieść do rządu Donalda Tuska ze słowami krytyki - ale szanuję władzę, bo tak nakazuje Słowo Boże!

Jesteśmy podobno (!) narodem chrześcijańskim - a w każdym razie bardzo katolickim (nie brak wśród nas i takich, którzy są tak jakby... bardziej katoliccy od papieży). Mamy piękne hasło: "Bóg - Honor - Ojczyzna". Miliony ludzi modlą się każdego dnia - nie wnikam tutaj, czy wierzą zgodnie z Biblią czy nie, stwierdzam sam fakt modlenia się do Boga, w którego i ja wierzę. Maryję czci się (co jest rzecz jasna sprzeczne ze Słowem Bożym) i tytułuje "Królową Polski" (nie zgadzam się z tym!). Kościoły wprawdzie pustoszeją - przynajmniej te katolickie - ale wciąż nie ulegliśmy takiej laicyzacji, jak np. Francja czy Holandia. Nad każdym naszym miastem i nad wieloma wsiami górują wieże zwieńczone krzyżami. Gdybyśmy jednak - jako naród - stawali się mało religijni, a za to naprawdę pobożni! Bo my mamy jeden problem - w naszym: "Bóg - Honor - Ojczyzna" brakuje jednego, bardzo istotnego elementu: "Bóg - Słowo Boże - Honor - Ojczyzna" (przy czym w zasadzie ostatni element nie jest bardzo ważny z punktu widzenia chrześcijańskiego). Gdybyśmy przyjęli takie hasło, i faktycznie żyli według niego, Polska by się mogła stać naprawdę fajnym krajem!

O tym, że Polacy nie znają Słowa Bożego można się przekonać obserwując i słuchając "ulicy". Dowodem na to, że "Bóg" i "wiara" są często pustymi hasłami jest choćby to, że ci, którzy krzyczą "Bóg, Honor i Ojczyzna" dziwnie często za chwilę przeklinają Rząd, lub krzyczą: "Donald m****e, twój rząd obalą kibole". Nie brak bardzo religijnych polityków, którzy podjudzają do buntu, do obalenia rządu. Głośna była w ostatnich dniach sprawa pewnego dolnośląskiego działacza "pewnej partii" (której członkowie generalnie otwarcie okazują przywiązanie do wiary katolickiej), który zasugerował przeprowadzenie referendum: "Jak zabić Tuska?" Chyba już nie ma takiego wyzwiska, którego by Polacy - nawet ci "głęboko wierzący" - nie użyli przeciwko Prezydentowi i Premierowi wraz z resztą Rządu. do tego dochodzą pomówienia, że są oni na usługach obcych mocarstw, nie są Polakami (najczęściej pada: "To Żydy!"), knują i spiskują. Oskarża się władzę o największe podłości - o "zamach" w Smoleńsku i "tuszowanie prawdy", o prowokacje (taką rzekomo miała być awantura wywołana przez chuliganów podczas "Marszu Niepodległości" - jest teoria spiskowa (!), jakoby bylin to... policjanci w cywilu i nie ważne, że brak dowodów czy nawet poszlak - ważne, że można oskarżyć o to Premiera, Prezydenta i Rząd, a Policję opluć i zwyzywać: "to psy Tuska!" Jakże to odmienne od tego, co na temat władzy mówi Słowo Boże - że mamy władze SZANOWAĆ i być ULEGLI!

Każda władza od Boga pochodzi, a kto się przeciwstawia władzy, przeciwstawia się Bogu. Władza może się nam nie podobać i mamy prawo mieć pretensje o złe rządy, ale nie powinniśmy dążyć do obalenia władzy - raczej modlić się o dobre władze, o mądrość dla tych, którzy piastują urzędy, by podejmowali dobre decyzje i rządzili sprawiedliwie. Modlić się, a nie awanturować i przeklinać, nie podburzać naród i nie podkopywać autorytetu władzy fałszywymi oskarżeniami. Można robić rewoltę, można i zbrojnie obalić rząd (to się nazywa: zamach stanu), ale to są metody, światowe, nie chrześcijańskie! Pisałem już o tym - o chrześcijańskich metodach "walki" - w tekście "Obudź się Polsko!". Warto o tym często przypominać!

Nieznajomość Słowa Bożego (a to oznacza: nieznajomość Chrystusa!) to wielki problem. Kolejny wielki problem: znajomość Słowa Bożego (w teorii), a niestosowanie się do niego (w praktyce). Ale występuje jeszcze jeden problem: kwestionowanie Słowa Bożego nawet przez ludzi teoretycznie (!) "wierzących", gdy mówi ono coś, co akurat nie pokrywa się z naszymi poglądami i postępowaniem.

Niejeden raz gdy przypominałem, od kogo pochodzi władza, dostawałem odpowiedź: "A władza Hitlera i Stalina też była od Boga?" - i to często od "wierzących". Oczywisty jest tu pewien problem teologiczny, bo wiadomo, że Hitler i Stalin nie byli "od Boga", ale z jakichś powodów Bóg do tego dopuścił i obawiam się, że póki co nie jesteśmy w stanie tego pojąć, kiedyś (wierzę) sam Bóg nam to wyjaśni. Obiecuję, że do tego kiedyś wrócę. Tymczasem...  Za tym prowokacyjnym pytaniem: "A władza Hitlera i Stalina też była od Boga?", kryje się przekonanie, że jeśli władza jest "zła" to nie trzeba postępować zgodnie z tym fragmentem Słowa Bożego, bo... No bo przecież "władza kogoś takiego jak Tusk nie może pochodzić od Boga!" Niektórzy kombinują nawet dalej - że że słowa odnoszą się do monarchii, jaka była formą władzy w tamtych czasach, ale już nie do demokracji. Ale Słowo Boże nie zawiera takiej informacji, że chodzi wyłącznie o konkretny rodzaj władzy - a więc fragment ten dotyczy tak samo monarchii, jak i władz demokratycznie wybranych! Obecne władze Polski są tak samo dane nam przez Boga! Niezależnie od tego, czy ta władza jest dobra, korzystna dla Polski, czy też nie - czy jest błogosławieństwem, czy "dopustem Bożym"...

Tak głośno niektórzy krzyczą, jakie to "złe władze mamy", jaka to "ich podłość i niegodziwość", jacy to "manipulatorzy i kłamcy"... Ale przecież nasze położenie wcale nie jest złe! niezależnie od tego, czy te władze są lepsze czy gorsze, możemy się cieszyć z wolności - przynajmniej względnej i jeszcze, bo poczynania Unii Europejskiej są bardzo niepokojące. Nie ma w naszym kraju więźniów politycznych - nie prześladuje się ludzi za poglądy (jak np. było w czasach Piłsudskiego). Można popierać partię rządzącą, można być w opozycji, lub (szczyt wolności!) "mieć wszystko w nosie" i nie popierać nikogo. Można mówić, co się chce - póki się nikogo nie obraża (jest nawet za duża tolerancja!). Mamy wolne, niezależne media, a każdemu wolno nawet swoje własne, zależne, upolitycznione i "jedyniesłuszne" otwierać. Może nawet za dużo tej wolności mediów jest, bo ani nikt nad tym nie panuje, ani nikogo nie rozlicza. To nasz wielki problem: mamy WOLNOŚĆ, a nie potrafimy ani się nią cieszyć, ani docenić! A być może nadchodzą czasy, gdy będziemy znów mieli powód, by do niej z utęsknieniem wzdychać i dojrzymy: a jednak wówczas (to "wówczas" jest dziś!) byliśmy WOLNI, tylko... nie potrafiliśmy BYĆ WOLNYMI!

To wręcz niepojęte, że ludzie, którzy czynią wiele zła, którzy swoimi słowami i postawą przyczynili się do rozbicia i skłócenia narodu, śpiewają hymn: "Przed Twe ołtarze zanosim błaganie, Ojczyznę wolną racz nam WRÓCIĆ Panie...", a przecież są wolni! Rząd jest nawet zbyt łagodny, za "miękki" i nie podejmuje właściwych kroków. Tak np. było w sprawie krzyża pod Pałacem Prezydenckim i jego tzw. "obrońcami" - cackano się z nimi długo, zamiast sprawę załatwić szybko i zdecydowanie; krzyż usunąć a wcześniej, gdyby było trzeba, "obrońców" rozpędzić. Chciano załatwić sprawę delikatnie, bez użycia przymusu, i... wyszło jak wyszło, a dziś mamy to, co mamy. Ja nie mówię o ataku policji,  użyciu pałek i gazu - starczyłoby wjechać wozem z motopompą: krzywdy nie zrobi, a problem "zmyje". Rząd okazał się "miękki" i dziś jest kopany bez opamiętania, bo jego wrogowie wiedzą już, że wielkich konsekwencji nie będzie, a najpewniej nie będzie żadnych. W sumie podziwiam cierpliwość i opanowanie Premiera, Prezydenta i Rządu, że dotąd nie wydobyli "miecza" i nie zaprowadzili porządku, choć widzę, że ta łagodność i "patrzenie przez palce" wcale dobrze Polsce nie służy.
"Chcesz się nie bać władzy? CZYŃ DOBRZE... Ale jeśli czynisz źle, bój się, bo nie na próżno miecz nosi..."
Pierwsze zdanie jest wezwaniem, powołaniem - drugie ostrzeżeniem. Co to znaczy: CZYŃ DOBRZE? To znaczy: kochaj i w tym, co czynisz kieruj się miłością! Można by tu wymienić przykazania, ale w słowach "będziesz miłował" zawiera się wszystko. Jeśli będziemy czynić dobrze, to od władzy zło nas raczej nie spotka, a jeśli jednak, to... dobro zawsze zwycięży! "Czyń dobrze" oznacza także: "szanuj władze"... Ty możesz się z nimi nie zgadzać, ale winieneś się podporządkowywać - z wyjątkiem występku. "Czyń dobrze" oznacza także: nie walcz, nie podkopuj autorytetu władzy, nie wyciągaj "miecza", nie krzycz - MÓDL SIĘ! Modlitwą więcej zdziałasz niż krzykiem i "orężem", bo w realnej potrzebie jest najpotężniejszą bronią - a przy tym jest pewne, że będzie tak, jak chce Bóg, a nie jak chcesz ty!

Gdyby ludzie zamiast walczyć sięgnęli po Biblię i zaczęli realizować te zasady, które tam są podane... Gdyby ludzie zamiast krzyczeć na władzę i na innych obywateli, padli na kolana przed Bogiem... Gdybyśmy przyjęli  ze Słowa Bożego wzorce postaw względem naszych władz, zwierzchników i siebie nawzajem... Jakim fajnym krajem byłaby Polska! Wiadomo, że tak nie będzie, bo... szatan robi swoje. Przeraża mnie jednak to, jak łatwo udaje mu się przekonać ludzi - w tym także chrześcijan, czasem nawet "ewangelicznych" - by działali tak, jak on chce.

5 komentarzy:

  1. P.S. Zdjęcie Pana Premiera zamieszcam wyłącznie (!) z tego względu, że z racji swojej funkcji jest w pewnym sensie aktualnie "ikoną" władzy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę że to o czym piszesz to specyfika naszej kultury, która też znikąd się nie wzięła. Kiedyś czytałam, że to skutek wychowania i dorastania w końcu czterech-pięciu pokoleń w okresie zaborów. Potem przyszła II wojna światowa i niemal pół wieku komuny. Bunt był wtedy uważany za coś dobrego i do dziś to siedzi w ludzkiej, polskiej mentalności, bo w końcu rodzice tego przez lata uczyli swoje dzieci, a myślenia o pewnych sprawach nie da się zmienić w ciągu jednego roku czy dwóch. Potem dzieci dorastają i tak samo uczą swoje dzieci... Nawet na etapie przedszkolnym i szkolnym ten, kto pójdzie do pani wychowawczyni i coś powie, to jest "kapuś" i jest nielubiany przez grupę. I myślę, że także przez taką mentalność ewangeliczne chrześcijaństwo nie jest u nas popularne... Nadzieja moim zdaniem jest może w dzieciach, które urodziły się już w XXI wieku i może jeszcze w nastolatkach...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja się zastanawiam, czy przypoadkiem nie powtórzyłem za dużo z poprzedniego tekstu. Ale niech tam... ;P W każdym razie doszedłem do wniosku, że chrześcijanin to nie człowiek z gniewnie wzniesioną pięścią, ale z kolanami opuchniętymi od klęczenia w modlitwie. ;) Wzniesiona pięść to postawa wojownika, a klęczenie i złożone ręce to postawa też wojownika, tyle, że BOŻEGO wojownika!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgodzę się z tym że powinniśmy się modlić za sprawujących władzę, Ale nie rozumiem postawy części wierzących którzy mówiąc że mamy błogosławić sprawujących władzę rozumieją pod tym pojęciem bezkrytyczną aprobatę dla wszelkich posunięć tej władzy. Wydaje mi się że tacy ludzie nadużywają tutaj tego fragmentu że "nie ma władzy jak tylko od Boga" a zatem wszystko co dana władza czyni jest "od Boga". Sam się spotkałem z nagonką ze strony takich osób na facebooku gdy wypowiadałem się krytycznie o pewnych posunięciach obecnej naszej władzy (ACTA, ustawa refundacyjna itd). Oberwało mi się za to mocno od niektórych wierzących bo uważali ze powinienem "błogosławić" te władze a to wyklucza krytykę....
    Inną sprawą jest postawa pewnych środowisk chrześcijańskich które jawnie poszły w zaangażowanie polityczne w poparciu obecnego premiera i rządzącej partii twierdząc że ci ludzie są "Bożymi wybrańcami" i "Bożym darem dla Polski". Posuwali się w tym nawet do manipulacji okraszając to wszystko aurą nadprzyrodzoności powołując się na rzekome "objawienia" i "proroctwa", a do tego sugerując że ci wierzący co nie popierają bezkrytycznie obecnego premiera "sprzeciwiają się woli Bożej" i "są w duchu Jezebel". Moim zdaniem to są dwa ekstremalne przykłady jaka nie powinna być postawa wierzącego wobec rządzących. Słowo Boże mówi tylko o poddaniu się władzy i modleniu się za rządzących - o niczym więcej....

    OdpowiedzUsuń
  5. a zetknąłem się też i z taką postawą "to nie mój rząd i nie mój premier - ja na nich nie głosowałem"

    OdpowiedzUsuń