piątek, 30 listopada 2012

"Andrzejki" a chrześcijaństwo

"Andrzejki"... Najdalej, jak tylko sięgam pamięcią w przeszłość, przypominają mi się szkolne zabawy - muzyka, tańce, wygłupy, przestawianie butów (który, no który pierwszy przekroczy próg?), lanie wosku... Nieco mniej odległa przeszłość to podobne imprezy, jakie organizowaliśmy w oddziale... Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży czy grupie osób niepełnosprawnych i ich opiekunów - wróżyliśmy (!) lejąc wosk i przestawiajc buty, a wszystko odbywało się w... salkach parafialnych i za wiedzą księży! Traktowaliśmy to jako "dobrą zabawę" i "tradycję" - tak naprawdę do salek parafialnych przeniesliśmy to, co dostaliśmy w "kulturowym spadku" po przodkach, czego nas nauczono jako "taka tradycja", a nikt z nas nie zastanawiał się wcale nad kwestią: CO NA TO BÓG?

"Wróżby typu andrzejkowego były rozpowszechnione w całej niemal chrześcijańskiej Europie (św. Andrzej uznany jest za patrona panien chcących zmienić szybko stan). Łączą się one jednak ze znacznie starszymi wierzeniami, według których w tym okresie przybywają na ziemię duchy z zaświatów. Istnieje więc wtedy możliwość zapytać je za pośrednictwem wróżb o najbliższą przyszłość. Po raz drugi pojawia się taka okazja po okresie godów, jak ongiś nazywano święta Bożego Narodzenia, gdy duchy będą opuszczały ziemię." (Janusz Kamocki "Od andrzejek do dożynek", Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1986)
W wieczór ten wróżono sobie na przeróżne sposoby. Lanie wosku (często przez "ucho" klucza) i "wychodzenie butów za próg" były najpopularniejsze i znane w całej Polsce, i prawdopodobnie dzięki temu przetrwały. O ile pierwszy zabieg - do którego zresztą używano nie tylko wosku, ale niekiedy zamiast niego cyny lub ołowiu - służył przepowiadaniu ogólnie tego, co ma się wkrótce wydarzyć w życiu wróżącego, to drugi miał wskazywać, kto pierwszy stanie "na ślubnym kobiercu". Inną metodą wróżenia było skakanie panien (bo to dla nich były początkowo andrzejkowe wróżby - kawalerowie na początku listopada mieli "katarzynki") do placka podwieszonego pod sufitem. Placek smarowano miodem i posypywano makiem - "ulubionymi potrawami"... duchów zmarłych przodków. Wierzono, że zmarli znają przyszłość i jeśli zechcą mogą żywym odsłonić jej tajemnicę. Panny podskakiwały, a której udało się pierwszej ugryźć kawałek placka, ta rzekomo miała najwcześniej wyjść za mąż. Do wróżb używano także specjalnych babeczek - zwanych "bałabuszkami", a wodę do ich przyrządzania czerpano w południe lub o północy, kiedy to duchy przodków miały zbliżać się do gospodarstwa. Dziewczęta liczyły też... kołki w płocie: "wydam się, nie wydam się, wydam się" - niekiedy też losowo wybrany kołek miał zapowiadać wygląd przyszłego małżonka. Gdzieniegdzie do wróżenie używano gąsiora - panny stawały w kółku, a do której się ptak zbliżył, ta miała wkrótce wyjść za mąż - lub w nocy rozciągano sieć w poprzek drogi. Tak więc metody wróżenia były wprost niezliczone.

Co na temat "Andrzejek" mówi Biblia? Całkiem sporo!
"A gdy wam będą mówić: Radźcie się wywoływaczy duchów i czarowników, którzy szepcą i mruczą, to powiedzcie: Czy lud nie ma się radzić swojego Boga? Czy ma się radzić umarłych w sprawie żywych?" (Izajasza 8,19) "Gdy tedy wejdziesz do ziemi, którą Pan, Bóg twój, ci daje, nie naucz się czynić obrzydliwości tych ludów; niech nie znajdzie się u ciebie taki, który przeprowadza swego syna czy swoją córkę przez ogień, ani wróżbita, ani wieszczbiarz, ani guślarz, ani czarodziej, ani zaklinacz, ani wywoływacz duchów, ani znachor, ani wzywający zmarłych; gdyż obrzydliwością dla Pana jest każdy, kto to czyni, i z powodu tych obrzydliwości Pan, Bóg twój, wypędza ich przed tobą. Bądź bez skazy przed Panem, Bogiem twoim, gdyż te narody, które ty wypędzasz, słuchają wieszczbiarzy i wróżbitów, a na to Pan tobie nie pozwolił" (5 Mojżeszowa 18, 9 - 14)

Dziś wróżby takie uznawane są za "zabawę" - głównie chyba dlatego, że ich forma, przez jej naiwność, wywołuje uśmiech na twarzy. Są one jednak głęboko zakorzenione w guślarstwie, a Bóg praktyki te określa jako OBRZYDLIWOŚĆ! Tzw. "Andrzejki" to w gruncie rzeczy... czysty okultyzm. Jest to trucizna pokryta lukrem, by wyglądała na "apetyczne ciastko". To prastare, pogańskie obrzędy, pozornie tylko schrystianizowane. Odniesienie ich do "świętego" Andzreja nie jest niczym innym, jak szatańską sztuczką, pomagającą utrzymywać lud w szponach okultyzmu. Gdyby nazwano to "czarami" i "wywoływaniem duchów", być może wiele osób by się od tego powstrzymało, ale odniesienie do "świętego" i ukrycie wszystkiego pod przykrywką "zabawy", dało temu obrzędowi pozory "niewinności" i "nieszkodliwości" (podobnie sprawy się mają z Halloween). 

Pastor Marian Biernacki na swoim blogu w 2009 roku napisał: "Prawdziwi chrześcijanie z radością okazują posłuszeństwo Słowu Bożemu. Zapraszani na zabawę andrzejkową wiedzą, co mają odpowiedzieć." I ja się pod tym podpisuję. Powodem, dla których wielu obchodzi "Andrzejki" jest "dobra zabawa, ale chrześcijanie mają dobry powód do tego, by się w to nie włączać: to się nie podoba Bogu!

2 komentarze:

  1. Całkowicie się z tym zgadzam. Pamiętam, że zanim się nawróciłam, to wróżyłam na tego typu imprezach szkolnych. Teraz żałuję tego i to bardzo...

    OdpowiedzUsuń
  2. Andrzejki to takie samo pogaństwo jak Halloween

    OdpowiedzUsuń