sobota, 13 października 2012

Z powodu sprawiedliwości, czy... grzechu?

"Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios" (Ewangelia Mateusza 5, 10)
"Prześladowanie z powodu Chrystusa jest jednym z dowodów na to, że podążamy za Nim. Z powodu Chrystusa i Jego sprawiedliwości nie oznacza np. z powodu niewłaściwych rzeczy, które robimy z imieniem Chrystusa na ustach. Niektórzy chrześcijanie traktują prześladowania o jakimkolwiek podłożu jako dowód tego, że są wierni Bogu. Jezus jednak nie mówi o błogosławieństwie wobec osób, którzy 'w imieniu Jezusa' wkładają nogi w futrynę i są przepędzani, są krytykowani za nachalność lub za legalizm." (Pastor Paweł Bartosik - "Prześladowani za co?"
My bardzo często działając po swojemu, robimy nieraz rzeczy straszne. Nieraz nawet w słusznej sprawie posługujemy się doprawdy ohydnymi metodami, by dowieść naszej racji. Nawet nieraz stając po stronie Biblii - i powtarzając to, co jest w niej zawarte - wcale nie podobamy się Bogu. Protestanci np. często wypominają katolikom inkwizycję i krucjaty jako niegodziwość, której dokonano "w imię Chrystusa", lecz równocześnie sami "w imię Chrystusa" potrafimy stać się inkwizytorami i krzyżowcami, gotowymi... Ci dawni, katoliccy uderzali mieczem, lub rozpalali stosy, a w protestanckich widuję gorliwość, która mogłaby się czasem skończyć... okładaniem przeciwnika Biblią po głowie! Czasem my ludzie mamy tak wielkie przekonanie o swojej słuszności, że po drodze do celu - do PRAWDY i przekonanie do PRAWDY innych - gubimy gdzieś miłość, a przecież to właśnie miłość powinna być "motorem działania" dla chrześcijanina! Niejednokrotnie z Chrystusa czynimy "sztandar", a tak naprawdę do przodu pcha nas pragnienie, by przeforsować nasze racje - słuszne czy też nie - choćby metodą "po trupach do celu".

Swego czasu na pewnym forum protestanckim bardzo aktywnie zaczął działać pewien katolik - na każdym kroku głosząc nauki katolickie, a przy tym wyzywając ludzi od heretyków. Po pewnym czasie powstało nowe forum, dokąd przeszła część ludzi ze starego, a także on - i dołączyło trochę kolejnych osób z Kościoła katolickiego. Ponieważ spodziewano się, co się będzie działo, zastrzeżono, że katolicy mogą się udzielać tylko w wyznaczonej części forum. To było bardzo słuszne działanie, bo uważam, że każdy ma prawo bronić się przed natarczywą propagandą i na własnym "terenie" stawiać własne warunki. Ciekawe jest to, że ilekroć próbowano się przeciwstawić katolickim naukom, padał zarzut o "agresji" i "prześladowaniach", a gdy ograniczono swobody, krzyk o "braku poszanowania zasady wolności wyznania i słowa". Mechanizm ten działał także na blogu, którego wówczas prowadziłem. Wiele razy miałem problem z "najazdami" - i ze strony tego człowieka, i ze strony innych katolików - i też padały zarzuty o "prześladowanie" katolików z powodu "sprawiedliwości" i "wiary w Chrystusa". Ot, takie małe "krucjaty" XXI wieku - w gruncie rzeczy mało szkodliwe, raczej będące nieprzyjemnościami tylko...

Problem w tym, że podobnie zachowywali się także niektórzy protestanci i oni także potrafili być święcie przekonani, że gdy wojują, to "w imię Chrystusa" i "słusznej sprawie". Choć w wielu kwestiach mieli rację, to jednak nie potrafili działać tak, jakby chciał Bóg - właśnie gdzieś zgubili miłość! I w tym momencie nawet wersety biblijne stawały się w ich "rękach" czymś jakby... bryłami błota, którymi rzucano w przeciwników. I ja, radykał, nieraz byłem zgorszony! Ja myślę, że Bogu nie podobają się katolickie dogmaty i kulty, ale czy bardziej podoba się mieszanie katolików z błotem i krzyki, że każdy katolik jest dzieckiem diabła z tego tylko powodu, że jest katolikiem, i szyderstwa, i... oszczerstwa? WĄTPIĘ! Nie... Zaraz! Jestem PEWIEN, że nie! Bóg nienawidzi tego tak samo, jak wszelkich innych grzechów. Może jest to tym bardziej okropne, gdy dopuszczają się czegoś takiego ludzie, którzy TEORETYCZNIE poznali PRAWDĘ? Nawet jeśli znamy PRAWDĘ, to czy upoważnia nas to do stawiania się ponad innymi?

Łatwo ulegamy zaślepieniu. Nawet wówczas, gdy czytamy Biblię i oddaliśmy swe życie Jezusowi. I wówczas - czasem mając nawet czyste intencje! - łatwo popadamy w pychę i pogardę dla innych. Czasem zdradliwe jest przekonanie, że to właśnie my idziemy "jedyną dobrą drogą" - a właśnie w tym momencie jesteśmy na manowcach! Często to nasza własna grzeszność, brak miłości i to, że nie potrafimy naśladować Jezusa (choć nam samym wydaje się, że właśnie to czynimy niemal doskonale!), generuje to, co gotowi bywamy uznać za "prześladowania z powodu sprawiedliwości", za nienawiść "dzieci szatna" do nas, którzy tak "dobrze wierzymy"! Nim zaczniemy mówić o "prześladowaniach z powodu sprawiedliwości", powinniśmy - uważam - sprawdzić w Biblii czy nasze przekonania są słuszne i czy nasze działania podobają się Bogu.

Przede wszystkim uważam, że warunkiem, by akty przemocy względem wierzących - czy choćby agresji słownej - uznać można było za "prześladowania z powodu sprawiedliwości", jest... MIŁOŚĆ. Chrystus modlił się na krzyżu za swoich katów. To samo czyniło wielu dobrych chrześcijan, którzy spłonęli na stosach, dokąd posłali ich inkwizytorzy. Nie ma sprawiedliwości, czystości serca tam, gdzie nie ma miłości, a Jezus zostawił nam "normy" miłości. Jeśli w swoim życiu naprawdę staramy się naśladować Chrystusa, a PRAWDA i MIŁOŚĆ wywołują agresję świata - i jeśli jest w nas pokora, a nie chęć odwetu - wówczas możemy te wersety, które mówią o prześladowaniu przyjąć jako opis tego, co przechodzimy. Musimy bardziej patrzeć "we własne serce" niż na to, co się dzieje wokół nas - i pilnować własnego serca i korygować je w świetle Słowa Bożego, a przede wszystkim być autentycznie oddanymi Bogu i starać się o to, by to Bóg działał poprzez nas, a nie my sami z siebie. Większość nieprzyjemności - bo w gruncie rzeczy prześladowania są rzadkością - bierze się z tego, że to "JA i MOJE przekonania" stawiamy w swoim życiu i działaniach na pierwszym miejscu.

1 komentarz:

  1. Zauważyłam w tej kwestii także inny problem. Wielu młodych (niekoniecznie wiekiem) ludzi po nawróceniu myli głoszenie Ewangelii z prozelityzmem, z narzucaniem innym swojej kościelnej doktryny i zachęcaniem do chodzenia do swojej denominacji. Ja też mam za sobą taki okres, na szczęście nie trwał on długo. Stąd też trochę się nie dziwię, że katolicy mają do nas takie podejście, jakie mają... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń