sobota, 6 października 2012

Wiara a muzyka

Muzyka... Kiedy człowiek nauczył się muzykować? Na to pytanie nikt nie potrafi odpowiedzieć i prawdopodobnie nigdy nie dostaniemy na nie odpowiedzi. Muzyka jest prawdopodobnie tak stara, jak ludzkość i sądzę, że była już obecna w ogrodzie Eden, bo... muzyka jest w nas! Bóg dał człowiekowi wyobraźnię i zdolność tworzenia - a z tego bierze się muzyka. Adam prawdopodobnie nie grał na bębnach, bo stworzenie bębna wymaga zabijania zwierząt, a w rajskim ogrodzie to się raczej nie działo - przypomnijmy, że ludzie byli wtedy wegetarianami - ale łatwo można sobie wyobrazić go grającego na jakichś piszczałkach i Ewę radośnie pląsającą przy dźwiękach muzyki, i Boga z radością przysłuchującego się i przypatrującego tej parze.

Muzyka wciąż ewoluuje, zmienia się na przestrzeni wieków. Inaczej grało się w tych najdawniejszych czasach, opisanych na początkowych kartach Biblii, inaczej w czasach Króla Dawida, inaczej za czasów rozkwitu cywilizacji Grecji czy Rzymu, inaczej w średniowieczu. Muzyka baroku jest inna, niż ta, której słuchano w dobie renesansu. Nasi dziadkowie, a także nasi rodzice słuchali innej muzyki, niż ta, której słucha się obecnie. Jest to całkowicie normalne! Gdy przyglądam się muzyce, nie potrafię nie zachwycić się jej różnorodnością i mnogością kompozycji. Nikt nie jest w stanie policzyć jak wiele różnych utworów powstało choćby tylko w minionym roku, a co dopiero w ogóle od chwili, gdy człowiek zaczął wydobywać dźwięki. Oczywiście jest muzyka dobra i słaba, i całkiem zła, ale to bogactwo brzmień jest doskonałym świadectwem naszej kreatywności i jest to też świadectwo tego, jak wspaniale obdarował nas, ludzi, nasz stworzyciel - Bóg! Muzyka jest w nas i tą muzyką, która jest w nas, winniśmy także oddawać Bogu chwałę!

Zbyt często słyszę chrześcijan debatujących o tym, jaka muzyka jest dobra - którą może grać i może słuchać chrześcijanin - a jaka muzyka jest zła, pochodząca od diabła - której chrześcijanin nie może grać i nie może słuchać i zbyt łatwo potępiających te brzmienia, które wydają im się (!) być "od diabła" i każdego, kto tak gra. Pisałem już tutaj o zespole No Longer Music, o którym wiele razy słyszałem słowa potępienia ze względu na to, co grają, a przecież sam byłem świadkiem jak wielu ludzi przyprowadzili do Jezusa, właśnie dzięki swojej muzyce i dramie! Jest wiele takich zespołów, które bardzo się nie podobają wielu ludziom w Kościele, a jednak ich członkowie są chrześcijanami, a nie czcicielami demonów i nic z tego, co grają nie jest wymierzone przeciw Bogu, a w słowach nie ma też nic złego! U nas w Polsce mamy takie zespoły jak 2 Tm 2,3 ("Tymoteusz") - z bardzo biblijnymi tekstami - czy Triquetra. Zespołem chrześcijańskim jest także P.O.D., którego krążki często okupują świeckie listy przebojów, Kutless, Stryper, Petra, Daemon Hunter i wielu, wielu innych... Szczerze mówiąc nie rozumiem dlaczego mieliby oni robić "coś złego", jeśli ich serca są szczerze oddane Jezusowi i dlaczego niektórzy "wierzący" potępiają ich i ich wiarę tylko z tego powodu, że grają taką, a nie inną muzykę.



Trzeba nam zrozumieć, że Bóg nie potępi nikogo za rodzaj granej przez niego muzyki! Nie wierzę w to, by ktokolwiek był skazany na potępienie za to, w jakim stylu muzykuje! Raczej wierzę w to, że "ta muzyka jest od Boga" / "ta muzyka jest od diabła" zakorzenione jest w: "to mi się podoba" / "to mi się nie podoba". Osobiście demonicznych wpływów dopatrywałbym się tam, gdzie muzyka już się kończy - a są takie gatunki, które za muzykę uchodzą, a są w zasadzie jej przeciwieństwem, są destrukcją muzyki. Diabeł jest destruktorem, on potrafi tylko niszczyć. Oczywiście to nie jest tak, że to, co gramy absolutnie nie ma znaczenia, ale to, czy muzyka jest dobra - od Boga, czy zła - zainfekowana przez szatana jest uzależnione od tego, jakie niesie przesłanie. 
Jezus mówi: "Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, ale złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców." (Ewangelia Mateusza 7, 17 - 18)
Jezus mówi wcześniej o fałszywych prorokach, ale uważam, że te słowa mogą równie dobrze pomagać nam w rozstrzyganiu w wielu sprawach - także w kwestii muzyki. Wiele razy, stykając się z ostrą krytyką muzyki - głównie rockowej - wspominałem o tym, co wiem o tych ludzich, którzy tą muzykę grają (a niektórych poznałem osobiście i zawsze raduję się mogąc być z tymi moimi BRAĆMI!) i jaki jest jej owoc. I jeśli ja widzę, że dzięki tej muzyce ludzie poznają Boga, zaczynają go kochać... Jeśli ja widzę, jak lider zespołu chwali Pana z Biblią w ręku, a ludzie zaczynają płakać... Jeśli ja widzę, jak ludzie padają na kolana i - często ze łzami w oczach - oddają swoje życie Jezusowi... To ja mam wierzyć, że ta muzyka jest "od diabła"? Trzeba by wówczas powiedzieć: "Chrystus gadał dyrdymały!", ale "wierzący" znaleźli inne wyjście! Gdy mówię, jak ludzie oddają swe życie Jezusowi na koncertach No Longer Music i jak płaczą i modlą się, gdy 2 Tm 2,3 śpiewa: "Jezus jest Panem!", oni odpowiadają: "To wszystko są pozory! To wielka mistyfikacja szatana! Tak szatan zwodzi ludzi i podrabia Kościół Chrystusowy! To jest "kościół" szatana, a nie Kościół Chrystusowy! Bo Bóg nienawidzi rocka!"

Muzyka jest związana z naszymi emocjami. A tam, gdzie dużą rolę odgrywają emocje, tam trzeba bardzo uważać, bo "ja tak uważam" bardzo łatwo w naszych próbach rozsądzenia sprawy zamienia się w: "Bóg tak uważa"! A przecież w całej Biblii nie ma ani jednego słowa o tym, jak mamy muzykować, a jak nie! Nie ma powiedziane: "Nie będziesz grał tak a tak, bo jest to obrzydliwością dla Pana"! A przecież była muzyka - i były nawet niekonwencjonalne, nowoczesne (jak na owe czasy) brzmienia... Niektórzy mówią, że Król Dawid gorszył ludzi swoją muzyką! Oczywiście niektórzy zaraz mówią: "Biblia nie mówi o muzyce, ale mówi nam jeszcze co innego...." i powołują się na słowa, żebyśmy nie naśladowali tego świata, a "to muzyka światowa"! Prawda! Jak każdy inny styl muzyki w chrześcijaństwie - gdy chodzi o styl nie mamy w Kościele brzmień, które by nie były z tego świata, nasza muzyka nie jest z tego świata tylko pod względem przesłania!

Katolicy są dumni z organów w Oliwie i w wielu innych swych świątyniach. Ja bardzo kocham muzykę organową! Organy nazywane są "królem instrumentów". Ale organy nie zawsze były w kościołach! Gdy się pojawiły, wielu uważało je instrument... diabelski, a przepiękna muzyka organowa - dziś uważana za szczególnie uduchowioną - budziła w wielu odrazę może nawet większą niż obecnie rock. Gdy w latach 20-tych w Chicago, a potem w całej Ameryce, zabrzmiała muzyka gospel - dziś klasyka muzyki chrześcijańskiej! - wielu było zgorszonych, bo oto "diabelski blues" połączony został z hymnami i wszedł do Kościoła! A przecież dziś ta muzyka nikogo raczej nie gorszy.

Bóg kocha muzykę - i tak naprawdę On sam jest największym kompozytorem świata! Chyba każdy słyszał o "muzyce sfer niebieskich", dźwiękach generowanych przez Wszechświat... W pewnym sensie Wszechświat jest instrumentem Boga, który wydobywa z niego naturalne brzmienia. Ale bliska jest mu także nasza muzyka - i nie patrzy na to, w jakim stylu ona jest, ale co jest w sercach tych, którzy ją grają! Kiedyś, podczas pobytu w Brukseli, udało mi się kupić znakomitą płytę "Good God" będącą składanką utworów w stylu funky - gospel, bardzo modnego w latach 70-tych... Oj, już sama obecność funky w Kościele znów mogła być powodem oburzenia, a ta muzyka naprawdę "dotyka duszy"! Potem na jednym z rosyjskich portali chrześcijańskiej, w recenzji tej płyty, przeczytałem: „Иисусе любит постучать сандалиями в такт. Так что давайте – погромче” - „Jezus kocha postukać sandałami do taktu. Więc dawaj głośniej!” I całkiem poważnie mówię: Jezus kocha każdą muzykę, która płynie z serca CZYSTEGO, wypełnionego miłością do Boga!
Jezus mówi: "KAŻDY, kto żyje i wierzy w Mnie, nie umrze na wieki" (Ewangelia Jana 11, 26)
Nie stawia przy tym żadnych warunków co do granej / słuchanej przez nas muzyki. Nie twórzmy więc nowych dogmatów wiary mówiących jaka muzyka jest od Boga, a jaka od diabła, co chrześcijanin mloże grać / słuchać, a czego nie i nie osądzajmy ludzi na podstawie muzyki! Bóg potępia tych, którzy są prędcy w osądzaniu - i to na podstawie tego tylko, co oni sami uważają! - a nie tych, którzy muzykują!


2 komentarze:

  1. Ja to mówię tak: z podobnych powodów 200 lat temu odsądzano od czci i wiary... Mozarta. Myślę, że taki temat w Kościele jest sztuczny i na siłę. A potem ludzie ze świata myślą, że w Kościele są tylko stare osoby, które na niczym się nie znają... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No też o tym myślałem, ale napisałem bardziej z myślą o Bachu i jego kompozycjach sakralnych, bo czytałem kiedyś, że były wielkim zgorszeniem dla wielu jemu współczesnych. A ja wciąz powtarzam, że jak chodzi o muzykę, to my zawsze braliśmy ze świata, a potem się to stawało "klasyką chrześcijańską" ;P Prloblem jest w tym, że ludzie tak naprawdę nie znają historii muzyki i nie znają też pochodzenia tego, co śpiewamy w Kościołach - czy to katolicy, czy protestanci... Tak naprawdę chyba tylko w prawosławiu jest styl muzyczny, który w miarę czysto-kościelny od początku jest, ale i to nie jest pewne, bo raczej dośc mało wiemy o muzyce bizantyjskiej, a od niej mogą pochodzić śpiewy prawosławne.

    Nie tak dawno w jednym ze zborów słyszałem jak głoszono ewangelię pewnemu młodemu człowiekowi. I powiedziano mu: "Ważne jest też, żebyś przestał słuchać tej muzyki, którą słuchasz, bo ona odciąga od Pana". O ile rozeznałem się po wyglądzie tego młodego chłopaka, chodziło o muzykę rockową. ciekawy jestem, czy w następną niedzielę (i w kolejne) przyszedł jeszcze na nabożeństwo - ja bym się zastanowił. Nie wiem dlaczego niektórzy z muzyki robią aż taki problem. Muzykę powinniśmy weryfikować pod kątem tekstu, nie brzmienia.

    Niektórzy mówią, że rock ma "transowy rytm", ale prawda jest taka, że nasze kościelne śpiewy też są "transowe" - może nawet bardziej niż rock. Muzyka zawsze działa na człowieka - często w sposób nawet trochę "narkotyczny", a przecież to wcale nie oznacza czegoś złego. Mówi się o jakichś pobudzających właściwościach muzyki rockowej, że podnosi poziom agresji, ze wywołuje zło samym rytmem - ale ja byłem na rockowych koncertach i nie widziałem w ludzi więcej agresji przez sam fakt, że to był rock. W sobie też żadnych takich zmian - jakiegoś pobjudzenia - nie zauważyłem, ani na koncartach 2 Tm 2,3, ani na No Longer Music, ani przy świeckim rocku. Mówi się też o ukrytych tekstach - o tzw. "przekazie podprogowym" - ale... nigdy nie udowodniono, że to faktycznie działa.

    Oczywiście są metody manipulowania ludźmi poprzez muzykę - nawet doprowadzenia do depresji i samobójstw - ale nie sądzę, by od razu twórców rocka należało sadzać "na ławie oskarżonych".

    OdpowiedzUsuń