niedziela, 14 października 2012

Świadectwo Josha McDowella

Josh McDowell w Łodzi - 16 marca 2009.
Trochę zabawne ujęcie mojego autorstwa...
Josh McDowell to dziś jeden z najpopularniejszych pisarzy  chrześcijańskich - autor dziesiątek książek, adresowanych w znacznej części do młodzieży. Jest świetnym apologetą, dowodzącym wiarygodności Pisma Świętego i prawdziwości zmartwychwstania Chrystusa. Jest też świetnym mówcą, którego na całym świecie z zapartym tchem słuchają tysiące ludzi. Przed trzema laty miałem okazję słuchać go na żywo w łódzkiej archikatedrze i uścisnąć dłoń. Pamiątką tego spotkania na zawsze pozostanie dla mnie jedna z jego książek, opatrzona autografem Josha (tak się przedstawia i chce, by tak się do niego zwracać). Jest człowiekiem, który nie tylko dobrze zna Pana i ma wielką wiedzę - potrafi mówić tak, że z radością się go słucha, a tym, co mówi o Bogu dotyka serc tak bardzo, że sam Bóg musi za tym stać. Zresztą gdyby nie Bóg, świat nigdy by nie usłyszał o kimś takim, jak Josh McDowell! I nie chodzi mi o to, że bez Boga Josh McDowell by nie żył - tak samo, jak każdy z nas by bez Boga nie zaistniał, gdyż potrzeba było Boga-Stworzyciela, byśmy zaistnieli - lecz o to, że Bóg stworzył Josha najpierw jako człowieka, a później jako mówcę i apologetę! 

Josh zawsze chętnie dzieli się świadectwem o tym, co Bóg uczynił w jego życiu. Krótkie świadectwo zawarte jest także w książce "Jego obraz - mój obraz", wydanej w 1984 roku, a w Polsce w roku 1987 przez Towarzystwo Krzewienia Etyki Chrześcijańskiej w Krakowie (w tłumaczeniu Andrzeja Gandeckiego). Z tej książki pozwalam je sobie zacytować. Przygotujcie się na prostą, lecz poruszającą historię Bożego działania w jego życiu.

Okładka książki, z której pochodzi świadectwo.
     "Moi rodzice nie skończyli szkoły podstawowej. W małym mieście, w którym rosłem, nauczyciele angielskiego nie kładli nacisku na gramatykę i prawidłową wymowę, a jeżeli nawet to robili, nigdy to do mnie nie docierało. Popełniałem wiele błędów w mówieniu.
     W drugiej klasie pani Duel próbowała zmienić moje nawyki i nauczyć mnie posługiwania się prawą ręką. Siedziałem przy stole, a ona mówiła: 'Buduj dom z klocków'. Jeżeli sięgnąłem po klocek lewą ręką, natychmiast uderzała mnie linijką i mówiła: 'Stop! Pomyśl o tym! Zrób to prawą ręką!' To doświadczenie wywołało we mnie wadę wymowy. Zawsze gdy przestraszyłem się, zdenerwowałem lub byłem zmęczony - zazwyczaj w szkole - jąkałem się. W końcu zbuntowałem się przeciwko wysiłkom pani Duel i myślałem w duchu: 'Zbuduj sobie swój własny, głupi dom!'
     W piątej klasie miałem recytować wiersz. Wobec wszystkich pan Elliot krzyczał: 'Przestań się jąkać i zacznij mówić!' Wybiegłem z klasy z płaczem przy wszystkich moich przyjaciołach. 
     Gdy mój brat wracał do domu z college'u, zawsze poprawiał moją wymowę. Bałem się otworzyć przy nim usta. Myślałem, że usiłuje mnie poniżyć. Nigdy nie uświadamiałem sobie, że udręka, którą mi sprawiał, miała służyć mojemu dobru. 
Josh McDowell w Łodzi - 16 marca 2009
Mimika twarzy i gestykulacja są ważnym elementem warsztatu
dobrego mówcy - także chrześcijańskiego kaznodziei
     Do tego wszystkiego dochodził alkoholizm mojego ojca. Moi koledzy przychodzili do szkoły i żartowali na jego temat. Nie wiedzieli jak bardzo bolały mnie te żarty. Na zewnątrz śmiałem się, lecz w środku płakałem. Czasem szedłem do obory i znajdowałem moją matkę leżącą na gnoju między krowami, pobitą przez ojca tak bardzo, że nie mogła wstać. Dwa razy porzucała dom. Gdy mieli przybyć nasi przyjaciele, wyciągałem ojca z domu, przywiązywałem w oborze i parkowałem samochód za silosem. Mówiliśmy przyjaciołom, że musiał gdzieś pojechać. Myślę, że nikt nie mógł nienawidzić drugiej osoby bardziej, niż ja nienawidziłem mojego ojca. Kilka razy w wybuchu wściekłości omal go nie zabiłem. (...)
          Aby zrównoważyć swoje słabości i próbując zadowolić tych, którzy mnie zadręczali, zacząłem bardziej niż inni przykładać się do moich obowiązków domowych, nauki i sportu. W rezultacie osiągnąłem dobre wyniki w tych dziedzinach, choć nie sądziłem, że się to uda.
     Gdy zacząłem naukę w college'u, ciągnęła się za mną moja gramatyka. Była tak zła, że byłem tylko "słabiutkim" studentem. Bałem się otworzyć usta w klasie. Pamiętam, gdy na pierwszym roku na lekcji angielskiego profesorka zapytała: 'Gdzie jest Bob?' odpowiedziałem: 'On nie czuje się dobry'. Wobec wszystkich dr Hampton powiedziała: 'On nie czuje się DOBRZE'. Spojrzałem na nią całkowicie zdezorientowany, bo nie wiedziałem jaka jest różnica pomiędzy 'dobry' a 'dobrze'. Dla mnie było 'bardziej lepsze' powiedzieć 'dobry'!
Josh podczas jednego ze swoich wystapień
Źródło zdjęcia: Swotti.Starmedia.com
     Potem pewien profesor powiedział mi, że mam dwie cechy, które mi pomogą. Pierwszą była zdolność łączenia faktów i argumentów w celu udowodnienia czegoś, a drugą ogromne zdecydowanie i energia. Zaproponował, abym zastanowił się nad studiami prawniczymi. Gdy zacząłem mieć nadzieję na życie, w którym ludzie będą mieć dla mnie szacunek, moje marzenia poszły jeszcze dalej. Wymyśliłem strategię, która w ciągu dwudziestu pięciu lat miała doprowadzić mnie do zostania gubernatorem stanu Michigan. Krokiem pierwszym było wybranie mnie na przewodniczącego mojego roku, co wkrótce zaznaczyłem na mojej liście jako zrealizowane.
     Dzięki swojej nowoodkrytej sile logicznego argumentowania postanowiłem obalić chrześcijaństwo. Miała to być moja praca semestralna. Podjąłem ten temat z powodu nieudanego spotkania z pewną grupą ewangelizacyjną. Wkrótce po rozpoczęciu realizacji tego projektu zapoznałem się z grupą chrześcijańskich studentów. Przez ponad rok dyskutowałem z nimi o prawdzie chrześcijaństwa. Po dokładnym przyjrzeniu się materiałowi dowodowemu, uświadomiłem sobie jednak, że nie potrafię go obalić. W dalszym ciągu jednak opierałem się. Nawet jeżeli Jezus dokonywał cudów i powstał z martwych, wydawał się jakimś dziwakiem. Nie chciałem, aby ktoś pozbawiał mnie moich radości. Ponad rok później, po nieprzespanej nocy strawionej na rozmyślaniu o tym, ustąpiłem. Powiedziałem Bogu: 'Wbrew sobie wierzę, iż jesteś prawdziwy'. Przyznałem Bogu, że byłem zły - i poprosiłem, aby mi przebaczył. Powiedziałem mu, aby zabrał moje życie i uczynił je podobnym do życia moich chrześcijańskich przyjaciół.
     Na początku nie czułem się wcale lepiej a gorzej. Zastanawiałem się, w co dałem się wciągnąć. Zastanawiałem się, czy w ogóle z tego jakoś wyjdę. Lecz w przeciągu 6 - 8 miesięcy stwierdziłem, że moje życie zostało zupełnie przemienione. Swego rodzaju równowaga duchowa zaczęła zastępować mój nieustanny, wewnętrzny niepokój. Zazwyczaj traciłem panowanie nad sobą, jeżeli ktoś chciał spojrzeć mi prosto w oczy. Na pierwszym roku studiów omal nie zabiłem człowieka z tego powodu. Sam nawet nie próbowałem zmienić mojego usposobienia. Po prostu pewnego dnia, gdy znalazłem się w sytuacji, w której zazwyczaj reagowałem wybuchem gniewu, stwierdziłem, że jestem spokojny, a moje napady nerwowości znikły.
Josh w okresie nauki w Wheaton College.
Źródło zdjęcia: www.wheaton.edu
     W dalszym ciągu jednak miałem szereg słabości do pokonania. Lecz krok po kroku - czasem były to kroki milowe - one także znikły. Gdy przeniosłem się do Wheaton College, szkoły chrześcijańskiej, stoczyłem wewnętrzną walkę w związku z wezwaniem, aby oddać Panu tego, co mam. Nie chciałem tego, ponieważ myślałem, że Bóg może bez tego powołać mnie do chrześcijańskiej posługi, a to oznaczało dla mnie tylko jedną rzecz: przemawianie. Wtedy ciągle jeszcze były widoczne moja zła gramatyka i jąkanie się, tak, że gdy myślałem o oddaniu Mu 'wszystkiego', wydawało mi się, że jest to trochę za wiele.
   W końcu powiedziałem: 'Boże, nie sądzę, żebym miał jakieś talenty krasomówcze. Nie mam do tego żadnego daru (w rzeczywistości miałem, lecz nie wiedziałem o tym). Jąkam się, gdy się przestraszę i mówię w okropnej angielszczyźnie. Patrz, to są wszystkie moje ograniczenia. Tak więc to niemożliwe, abyś chciał, bym zaangażował się w posługę. Jeżeli jednak chcesz zabrać te ograniczenia i uczynić coś z nimi, będę służyć Ci przez resztę mojego życia'. W rękach Boga, który nie zna żadnych ograniczeń, te właśnie słabości stały się moimi silnymi punktami, dając mi okazję do mówienia o Nim do milionów ludzi w połowie krajów świata. Jestem przekonany, że prowadzę teraz życie NADPRZYRODZONE, życie przekraczające moje ograniczenia z powodu Bożej obecności w nim.
     Oczywiście moje wystąpienia są dalej pełne błędów gramatycznych. Zawsze, gdy otwieram usta, jestem świadomy swoich słabości i łaski Boga. jestem jednak także świadom, że On sprawia całą różnicę. Z tego powodu mogę szczerze powiedzieć: 'Dziękuję Ci, Boże, za to, że dałeś mi moje dzieciństwo i moich rodziców'. Gdyby nie oni, nie byłbym dzisiaj taki, jaki jestem. I jestem pewien, że ten, który zapoczątkował (we mnie) dobre dzieło, dokończy je do dnia Jezusa Chrystusa' (Flp 1,6)."

Tyle świadectwo Josha McDowella... Osobiście nigdy nie zapomnę, gdy w Łodzi opowiadał, jak chciał obalić chrześcijaństwo, a to jego poglądy zostały obalone i chciał przygotować pracę podważającą Biblię, a tymczasem zmuszony został napisać, że Słowo Boże mówi prawdę! Wielki jest Pan, godzien wszelkiej chwały, Bóg Wszechmocny, który dokonuje w nas, ludziach swoich, jakże niesamowitych, dzieł! I jestem Bogu bardzo wdzięczny za Josha...

1 komentarz: