wtorek, 30 października 2012

Halloween - święto DIABŁA!

Przypomina mi się pewna scena ze znanego amerykańskiego filmu "Meet Me in St. Louis" ("Spotkamy się w St. Louis"), nakręconego w 1944 roku przez Vincenta Minelliego, z udziałem. m.in. niezapomnianej Judy Garland. Wieczór w typowym amerykańskim domu, za oknami już dawno zmrok, a tu dwie małe dziewczynki - młodsze siostry Estery (w tej roli Judy Garland), Agnes (Joan Caroll) i Tootsie (Margaret O'Brien) - przebierają się za szkaradne duchy i szykują do wyjścia z domu, by dołączyć do innych dzieci, które już bawią się na ulicy. Jest 31 października - Halloween. Na ulicy płonie wielkie ognisko, do którego dzieciaki dorzucają różne łatwopalne stare graty. Każde z dzieci przebrane. Ich zadaniem jest płatać figle nielubianym dorosłym. Tootsie postanawia wykazać się odwagą i spłatać figla państwu Braukoff, najbardziej znienawidzonym przez dzieci sąsiadom. Atmosfera tej sceny jest bardzo mroczna, lecz pokazuje wesołą, "nieszkodliwą" zabawę amerykańskich dzieci. Jeszcze łagodniejszy obraz tej irlandzko-amerykańskiej tradycji pokazują nam inne filmy.

Wesoła zabawa, niemal karnawał, atmosfera niesamowitości, "zabawnie straszane" stroje. Amerykańska propaganda w takiej formie zareklamowała nam Halloween i w takiej formie go przejmujemy, nie interesując się wcale tradycjami, z jakich wywodzi się to święto, nie pytając o znaczenie symboli i praktyk związanych z Halloween. A "święto" to tylko z pozoru jest zabawne i radosne, w rzeczywistości zaś ma charakter mroczny, okultystyczny - wręcz satanistyczny, można powiedzieć. Oczywiście większość naszego społeczeństwa się z tego śmieje, zaprzeczają temu także niekiedy tzw. "autorytety". Wskazuje się też czasem na powiązanie nazwy tego "święta" z katolicką uroczystością Wszystkich Świętych (słowo "Halloween" jest zbitką kilku słów - "All hallow's eve")

Aby się o tym przekonać musimy wpierw sięgnąć głęboko do historii - do czasów i wierzeń celtyckich z początków naszej ery.

Święto ku czci... pogańskiego bożka!
Początków "święta" Halloween" musimy szukać nie w Stanach Zjednoczonych, jak się dość powszechnie sądzi, ale w Europie - w Irlandii, Szkocji i na innych obszarach Starego Kontynentu, gdzie ok. V w. p.n.e. dotarli ekspansywni Celtowie, podbijając ziemie i przynosząc swoją kulturę, wierzenia i obrzędy (jako ciekawostkę warto podać, że dotarli oni także na tereny dzisiejszej Polski południowej). Ich religia była bardzo interesująca - w swoim trzonie był to kult natury: rzek, świętych drzew, ognia... Poszczególne plemiona miały ponadto przeróżne swoje lokalne bóstwa. Było jednak dwóch "bogów" wspólnych dla wszystkich Celtów. Muck Olla był "bogiem" słońca. Kult słoneczny wśród Celtów był bardzo ważny, jak niemal w każdej religii pierwotnej. To zupełnie naturalne - zdawano sobie bowiem sprawę z tego, że słońce umożliwi życie, że bez niego nie było by życia, więc utożsamiano je z tym co dobre i z samym życiem. Ale Celtowie znali także drugiego "boga" (a raczej demona, demiurga), będącego całkowitym przeciwieństwem Muck Olla. Bogiem tym był Samhein, który był panem świata zmarłych, bogiem śmierci - jego znakiem na nieboskłonie był księżyc.

Noc odpowiadająca w naszym kalendarzu nocy z 31 października na 1 listopada była jednym z najważniejszych świąt w obrzędowości celtyckiej. 31 października, wraz z zachodem słońca kończył się stary rok, a 1 listopada wraz z porankiem zaczynał się nowy. Do tego czasu należało zakończyć wszelkie prace rolnicze, spędzić bydło i ubić zwierzęta przeznaczone na zimowe zapasy (lub ich nadwyżkę, której nie można było trzymać przez zimę), oddać wszystkie należności. Bardzo istotny był jednak inny fakt. Ponieważ wierzono, że stary rok kończy się o zmroku, a nowy powstaje wraz ze świtem, to tych kilka nocnych godzin - w przekonaniu Celtów - nie należało ani do starego, ani też do nowego roku. Można je określić nieco może abstrakcyjnie jako "czas poza czasem", lub "czas bez czasu". Wierzono, że tej nocy Samhain jest wyjątkowo silny, a dobry bóg-słońce Muck Olla słabnie i jest pokonany przez Samhaina. Ta noc była nocą zwycięstwa Samhaina.

Ta noc dla Celtów była naprawdę okropna - wierzyli bowiem, że w tym okresie zanika "granica" oddzielająca świat żywych od świata umarłych (zaświatów), co umożliwiało przeniknięcie duchów zmarłych i demonów do świata ludzi żywych.. Celtowie, jak wyznawcy niemal każdej religii pierwotnej na świecie, byli bardzo zabobonni. Wierzyli, że te istoty spoza świata żywych mogą wyrządzić wielkie szkody, do pozbawienia życia włącznie.Uważano, że Samhein, wysyła w tą noc duchy złych ludzi zmarłych w ciągu minionego roku, aby wędrując po świecie odpokutowali oni za swe zbrodnie i występki. Zmarli przybywali pod postacią zwierząt - tym bardziej prymitywnych, im gorszym człowiekiem za życia był dany zmarły. Aby uchronić się przed duchami Celtowie przebierali się w skóry ubitych wcześniej zwierząt w przekonaniu, że duchy, napotkawszy ich, wezmą ich za inną zjawę i nie uczynią im nic złego.

Równocześnie z przybyszami z zaświatów po wszystkich zakątkach kraju wędrowali druidzi (byli oni kapłanami, mędrcami, wróżbitami, a także medykami), którzy zachodzili do domostw, domagając się bądź to poczęstunku, bądź to ofiary (według części źródeł nierzadko jako ofiarę składano dziewicę, która miała zostać zabita podczas religijnych rytuałów). Jeśli zyskali to, czego oczekiwali pozostawiali na progu wydrążoną rzepę z płonąca wewnątrz świecą (według niektórych źródeł wykonaną z ludzkiego tłuszczu). Miał być to znak dla duchów, że mieszkańcy tego domu czczą Samheina i są pod jego opieką. W przekonaniach celtyckich miało to wpłynąć na duchy, by takie domostwo omijały. Jeśli natomiast nie otrzymali gościny lub ofiary pozostawiali znak dla duchów, które mogły przyjść i szkodzić w domostwie, a nawet zabić kogoś spośród jego mieszkańców. można więc powiedzieć, że druidzi stosowali pewną formę szantażu.

Druidzi palili też na szczytach wzgórz i w "świętych gajach" (miejscach kultu) wielkie ognie, by odstraszyć złe duchy i demony. Równocześnie wierzono, że ognie te przydają mocy Muck Olli i że mogą pomóc mu wyrwać się z mocy Samheina, by następnego dnia wstało słońce. W tym samym celu, by wzmocnić bogo-słońce, także niekiedy o świcie składano ofiary z ludzi, których palono żywcem - byli to głównie więźniowie lub niewolnicy (praktyka ta została zakazana dopiero przez Rzymian)..

Halloween po amerykańsku i po "pola-amerykańsku"
Do Ameryki Halloween trafiło w XIX wieku za sprawą około miliona irlandzkich emigrantów, których bieda i niewola pod okrutnymi rządami Anglików zmusiły do opuszczenia kraju i szukaniu chleba po drugiej stronie Atlantyku. tam dawny zwyczaj przeobraził się stopniowo do obecnie znanej formy i rozkwitł. Dziś Halloween to przede wszystkim gigantyczni biznes, przynoszący wielomiliardowe zyski. Amerykanów w tym okresie ogarnia istne szaleństwo zakupowo - imprezowe. W każdym sklepie pełno jest halloweenowych "gadżetów" - upiornych masek, szkaradnych kostiumów, itd. Halloween to już nie tylko dzieci biegające od domu do domu - to także wielkie przyjęcia kostiumowe. Imprezom często towarzyszą praktyki typowo okultystyczne, jak wróżenie, czy też wywoływanie duchów.

"Halloween to jedno z bardziej lubianych przeze mnie i nasze dzieci świąt rodzinnych. Wiele osób dziwi się, gdy mówię, że Halloween to święta rodzinne, ale one naprawdę takie są. Halloween bardzo jednoczy rodzinę. W Ameryce rodzice angażują się w przygotowania do zabawy, później razem z dziećmi odwiedzają domy. Jest przy tym mnóstwo śmiechu i zabawy. To jest nasz wspólnie spędzony czas." - uważa Sandra Nicholson - Amerykanka prowadząca od 5 lat przedszkole językowe w Warszawie (cytat za "Miasto Dzieci"). Tak sądzą Amerykanie i taką wizję tego święta lansują na świecie - promując Halloween jako nieszkodliwą zabawę. Za chwilę postaram się pokazać, że jest to z gruntu fałszywy obraz tego święta.

Do naszego kraju moda na Halloween zawitała stosunkowo późno, bo dopiero pod koniec lat 90-tych. Duża w tym "zasługa" pracujących w Polsce amerykańskich pedagogów. Przywieźli oni to "święto" ze sobą jako element własnej kultury (czy raczej pop-kultury amerykańskiego narodu, który w istocie składa się z niemal wszystkich narodowości świata, a jego kultura jest mieszanką kultur tych, którzy ten naród utworzyli), często promując je najpierw w swych miejscach pracy (np.szkołach). "Tutaj w Warszawie urządzamy Halloween na moim osiedlu. Poprzebierane śmiesznie dzieci chodzą do zaprzyjaźnionych rodzin od drzwi do drzwi wołając: "Trick-or-treating", co oznacza figiel (sztuczka) lub uczta (poczęstunek). "Przestraszeni" ludzie otwierający drzwi dają dzieciom słodycze. (...) Spójrzmy teraz na współczesne Halloween. Wprawdzie palenie wielkiego ognia, jak w scenie ze wzmiankowanego już filmu to rzadkość, ale... Czy Na naszym osiedlu mieszka dużo cudzoziemców, są również Polacy. W październiku zbieramy cukierki na osiedlu, w Szkole Amerykańskiej i w Ambasadzie Stanów Zjednoczonych. Ja mam listę domów, które chcą uczestniczyć w zabawie i właśnie te domy w dniu Halloween odwiedzamy. Nie wszyscy wiedzą, na czym Halloween polega, ale ci, którzy bawią się z nami, naprawdę to lubią. Bywa i tak, że rodzice przebierają się na tę okazję. W tamtym roku bardzo starannie przystroiliśmy nasz dom - zielone głowy, przerażające twarze... i większość dzieci nie chciała do nas wejść! Ale najczęściej domy wyglądają po prostu śmiesznie." - mówi Sandra Nicholson.

"Święto" to zaczęło się u nas w miarę szybko rozpowszechniać, choć w innej formie, niż w Stanach Zjednoczonych. Głównie organizowane są różnego rodzaju imprezy rozrywkowe. Z pewnością do rosnącej popularności Halloween przyczyniła się panująca u nas dziwna moda na amerykańskość, dotykająca wielu dziedzin życia. Halloween wkroczyło do klubów i szkół (z inicjatywy nauczycieli i dyrekcji, niestety), podbija umysły dzieci, indoktrynowanych przez zachodnie media (książki, komiksy, telewizję). Z przykrością stwierdzam, że pogaństwu ulegli nawet harcerze, na których stronach czytam: "Dziś wieczorem udamy się do Kasi na noc grozy, która zorganizowała razem z Anią i Anitą" (źródło: 48 WDW "Szaniec"), "24 BDH NS 'Kornelki' zaprasza drużyny harcerskie na biwak Halloween (...) CEL: Miłe spędzenie czasu we wspaniałym towarzystwie, integracja środowiska harcerskiego" (źródło: ZHP Komenda Hufca Bydgoszcz - miasto), "W tym miesiącu obchodzimy: Dzień Nauczyciela, Halloween" (źródło: Hufiec ZHP Katowice), "W piątek 22 października harcerze z 154 GDHiZ z ZS nr 2 w Garwolinie i 61 DHiZ z ZS w Rudzie Talubskiej wyjechali na szczególny biwak. Przebrani za czarownice, kościotrupy i wampiry obchodzili Halloween." (źródło: eGarwolin.pl)... Ci sami harcerze, którzy tak ochoczo angażują się np. w spotkania młodych nad Lednicą, równie ochoczo obchodzą pogańskie święto!

Halloween to nie zabawa, a ponura rzeczywistość!
Mówi się, że "święto" Halloween nie ma już nic wspólnego z pogańskimi obrzędami sprzed wieków. Czy aby na pewno? Spójrzmy na dzieci chodzące w Ameryce od domu do domu i krzyczące "trick or treat" nie są jak owi druidzi? Samo "trick or treat" pochodzi od druidów. Druidzi dawali wybór: ofiara lub "figle" duchów. Dzieci tak samo: datek lub figle (choć spłatane prze nich samych). Bardzo istotnym symbolem Halloweenu jest charakterystyczna latarnia wykonywana z wydrążonej dyni tak, by przypominała głowę ludzką - tzw. Jack-O'Latern. Nawiązuje ona bezpośrednio do wydrążonych rzep roznoszonych przez druidów i ma z grubsza biorąc takie samo znaczenie. Dość powszechne jest przekonanie, że Jack-O'latern chroni dom przed złymi duchami. A stroje, w które przebierają się dzieci? Czyż nie czynią tego dokładnie z tych samych pobudek, co dawni Celtowie - by upodobnić się do duchów (i wszelkich innych modnych obecnie straszydeł)? Czy nie powtarza się więc dokładnie tych samych obrzędów, udając tylko, że one nic nie znaczą?

Dla milionów ludzi na całym świecie Halloween kojarzy się wyłącznie z zabawą. Dla wielu jednak jest to święto o charakterze bardzo poważnym. W różnych źródłach można znaleźć informacje, że obchodzą je różne grupy neopogańskie, wspólnoty ludzi praktykujących okultyzm, oraz przede wszystkim sataniści. Ponurą rzeczywistość tego święta w swoim filmie "Halloween - święto duchów", obnaża jeden z najwięszych autoryteteów w kwestiach neopogaństwa i new age, Caryl Matrisciana:



Chrześcijański punkt widzenia
Jakie jest chrześcijańskie spojrzenie na kwestię Halloweenu? Przyjrzyjmy się jemu na podstawie wypowiedzi kilku osób, w tym duchownych różnych wyznań. Dr. Alfred J. Palla, ceniony polski teolog adwentystyczny, na stałe zamieszkały w USA, pisze: "Czy jako chrześcijanie powinniśmy brać w tym udział i pozwalać swoim dzieciom przebierać się w duchy, czarownice, diabły? Nie, gdyż ta ciemna strona Święta Zmarłych nie ma żadnego wsparcia w Biblii, przeciwnie zadedykowana jest diabłu, który krył się za celtyckim bogiem śmierci Samhainem, dlatego dzień ten jest jednym z najważniejszych świąt obchodzonych przez czarownice i satanistów. Nie jest mądrą rzeczą wystawiać dzieci na wpływ okultyzmu, gdyż okultyzm to nie słodycze, ani przyjemność, lecz trucizna i śmierć. Kto cieszy się z tego, że rodzice kupują czy szyją dzieciom kostiumy czarownic, duchów, diabłów? Czy nie diabeł? Oczywiście dla dzieci żyjących w krajach takich jak USA, to wszystko jest tylko zabawą i okazją, aby nazbierać za darmo słodyczy, ale dla królestwa ciemności jest to wielka promocja. (...). Bóg zakazuje nam imitować zło. Jeśli pozwolimy, aby nasze dzieci ubierały się jak czarownice czy Harry Potter, a my sami przystrajamy dom w duchy i kościotrupy, to czy nie naśladujemy tych, którzy w tym dniu służą diabłu? Czy chrześcijanie mają coś wspólnego z czarownicami, duchami, demonami? Nie, gdyż te rzeczy pochodzą od diabła."

"Duch Samhain kiedyś rozumiany jako duch pustkowia i duch mocy dzisiaj określany jest jako coś gorszego: duch zły. Kościół określa bogów, boginie i inne duchowe byty tradycyjnych religii i wierzeń jako diabelskie zwiedzenie. Duchowe siły, które ludzie doświadczali, to realne manifestacje diabła, króla kłamstwa, który oszukiwał ludzi i prowadził do czczenia bożków. Tak więc możemy powiedzieć, że Halloween i jego tradycja ze wszystkimi praktykami z włączaniem w to duchów, ludzkich szkieletów - symboli śmierci, karykatur diabła i różnych złych bytów to nic innego jak odprawianie czarów" - pisze Ryszard Wołkiewicz ("Halloween, święto zmarłych, dzień zaduszny - Inwazja mocy ciemności?").

Także o. Piotr Mędrak w artykule "Halloween - święto duchów" podkreśla: "Uczestnicząc w obrzędach przebierańców nieświadomie czy też dla zabawy bierzemy udział w praktykach poświęconych szatanowi. Ci którzy miłują Pana Boga, powinni trzymać się z dala od takich obrzędów i nie godzić się na żadne kompromisy. W dniu Halloween chrześcijanie powinni gromadzić się i szerzyć wśród współwyznawców wiedzę o groźbach jakie niesie pogaństwo i modlić się wspólnie o pokonanie sił ciemności, a przede wszystkim dziękować naszemu Ojcu Niebieskiemu za zwycięstwo nad śmiercią, piekłem i szatanem."



Wielu chrześcijan organizuje - jest to coraz powszechniejsze - imprezy antyhalloweenowe. Podczas gdy jedni bawią się w klubach, przebierają za upiory i świadomie bądź nieświadomie czczą zło, chrześcijanie gromadzą się na wspólnych modlitwach. Nie chodzi tu o "neutralizację" zła Halloween, bo modlitwa nie jest żadnym magicznym obrzędem - chodzi o przeciwstawienie się temu pogańskiemu zwyczajowi. Jest chrześcijańskim obowiązkiem mówić prawdę o tym święcie, przestrzegać i nawoływać do zaniechania obchodzenia go. Jest też chrześcijańskim obowiązkiem modlić się za ludzi, którzy w tym święcie uczestniczą.

Chrześcijaństwa nie można łączyć z zabawą halloweenową, bowiem kultu Boga Jahwe nie można łączyć z innymi kultami, a branie udziału w halloweenowych "zabawach" jest w rzeczywistości uczestnictwem w kulcie Samhaina. Choć wygląda to tak niewinnie, jest kultem demona. Mówią nam: "To bzdura. Halloween to tylko zabawa!" Nie słuchajmy jednak ludzi, a szukajmy tego, co chce nam powiedzieć Bóg. A Bóg zakazuje nam czczenia innych bóstw (bałwochwalstwa), praktyk okultystycznych, wywoływania duchów...  Nawet jeśli dziś to "tylko zabawa", to nam nie wolno w tym uczestniczyć - chrześcijanin nie może przebierać się za duchy i upiory! Weźmy sobie do serca słowa apostoła Pawła: 
"Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie" (1. List do Tesaloniczan 5, 22) a w Biblii Tysiąclecia: "Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła."
My może widzimy w Halloween niewinną zabawę. Ale czy tak samo postrzega to Bóg? a co jeśli pewnego dnia przyjdzie nam zdać przed Nim sprawę z naszego uczestnictwa w takich "niewinnych" zabawach? Czytajmy Biblię. W Biblii wiele można znaleźć słów Pana co myśli o takich "zabawach", jakie towarzyszą temu "świętu". Warto pamiętać słowa z Apokalipsy: 
"A dla tchórzów, niewiernych, obmierzłych, zabójców, rozpustników, guślarzy, bałwochwalców i wszelkich kłamców - udział w jeziorze gorejacym ogniem i siarką" (21, 8).
Podejrzane obrzędy lub wierność Bogu - wybór należy do ciebie!

1 komentarz:

  1. A mnie się to święto nie podoba, bo jest to kolejne bezmyślne małpowanie wzorców kultury amerykańskiej. To co mi się najbardziej podobało na Bałkanach, to to, że oni tak nie robią - fakt, wielu Serbów czy Bośniaków wręcz nienawidzi wszystkiego, co amerykańskie, ale przynajmniej mają swój rozum. A my w Polsce przecież mamy swoje tradycje (wcale nie gorsze). Ja się trochę przestałam dziwić, dlaczego muzułmanie mają takie a nie inne podejście do Zachodu - bo wszędzie się wpycha na siłę.
    Poza tym czy 1 listopada (Dzień Wszystkich Świętych) też nie jest pogańskim świętem? Przecież choćby w "Dziadach" Mickiewicza widać to wyraźnie. Ciekawe jest to, że w wielu kulturach przełom października i listopada był czasem wzmożonego zainteresowania przodkami i zmarłymi. Ponoć nawet w starożytnym Egipcie było wtedy jakieś święto tego typu... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń