środa, 31 października 2012

Ekumenizm... Fajnie, ale JAKI!?

Przyjaciółka z Ukrainy postawiła mi dziś dwa pytania: "Co myślisz o ekumenizmie? Czym jest dla ciebie zjednoczenie w Chrystusie?" Odpowiedź na nie potrzebna jej była do wykonania swojej pracy - potrzebowała wypowiedzi osób różnych wyznań. Ekumenizm to "temat - rzeka" i w zasadzie można by wiele godzin o nim rozmawiać. Trzeba jednak zacząć od tego, że ludzie wierzący używając jednego i tego samego słowa "ekumenizm" mogą mieć na myśli w gruncie rzeczy zupełnie co innego.

Dla jednych - przede wszystkim katolików - ekumenizm to często dążenie do rzeczywistej jedności religijnej, pod zwierzchnictwem papieża... Władze Kościoła katolickiego tak właśnie zdefiniowały ekumenizm: KKK 820 "Chrystus od początku użyczył (jedności) swemu Kościołowi; wierzymy, że ta jedność trwa nieutracalnie w Kościele katolickim i ufamy, że z dniem każdym wzrasta aż do skończenia wieków (Sobór Watykański II, dekret Unitatis redintegratio, 4)." KKK 822 "O przywrócenie jedności powinien troszczyć się "cały Kościół, zarówno wierni, jak i ich pasterze" (Sobór Watykański II, dekret Unitatis redintegratio, 5). Trzeba jednak mieć świadomość, że "ten święty plan pojednania wszystkich chrześcijan w jedności jednego i jedynego Kościoła Chrystusowego przekracza ludzkie siły i zdolności". Pius XI "Pracy nad jednością chrześcijan nie wolno popierać inaczej, jak tylko działaniem w tym duchu, by odszczepieńcy powrócili na łono jedynego, prawdziwego Kościoła Chrystusowego, od którego kiedyś, niestety, odpadli."

Obecnie widzimy działania tego modelu ekumenizmu w praktyce - przede wszystkim względem Kościoła anglikańskiego, z którego na skutek upadku moralnego stopniowo odchodzą mniejsze lub większe grupki wiernych oraz duchowni, natomiast Kościół katolicki zrobił wszystko, by wciągnąć ich w swoje struktury. Benedykt XVI powołał specjalny ordynariat dla byłych anglikanów - swoisty "magnes" - w którym mogą zachować wiele z tego, co wynieśli z Kościoła anglikańskiego. Podejrzewam, że gdyby podobny kryzys, jak w Kościele anglikańskim, nabrzmiał wśród baptystów czy zielonoświątkowców, szybko by powstał nowy ordynariat, gdzie starano by się przyciągnąć tych wszystkich, którzy we własnych Kościołach poczuliby się zagubieni, a na "przynętę" być może by dano, że przystępując tam można zachować np. chrzest tylko w wieku świadomym, czy niepraktykowanie kultu świętych, obrazów czy relikwii. 

Wizja ta jest związana z bardzo swoistą interpretacją fragmentu Biblii: "Mam i inne owce, które nie są z tej owczarni; również i te muszę przyprowadzić, i głosu mojego słuchać będą, i będzie jedna owczarnia i jeden pasterz." (Ewangelia Jana 10, 16). Chociaż z kontekstu wynika, że owczarnią ma być społeczność wszystkich zbawionych, którzy uwierzyli w Chrystusa, a pasterzem sam Chrystus, interpretacja jest taka, że owczarnią tą jest Kościół katolicki, do którego muszą powrócić wszystkie "owce" Chrystusa, i poddać się pod władzę pasterza - papieża. W relacji z przygotowań do Kongresu Eucharystycznego, który odbył się w 1997 roku we Wrocławiu, czytamy: "Wszyscy mówcy podkreślali konieczność prowadzenia ekumenicznego dialogu, który ma sprawić, by „nastała jedna owczarnia i jeden Pasterz" ("Gość Niedzielny" 11/1997), co wyraźnie zdradza interpretację jednoczenia tu i teraz, w jedynym widzialnym Kościele, a tymczasem opis ten ma zdecydowanie charakter eschatologiczny! Obawiam się, że dla hierarchii katolickiej ten werset z Ewangelii Jana stał się hasłem w działaniach, o które tak często oskarżany jest protestantyzm. Ja bardzo często słyszałem: "Protestanci uprawiają prozelityzm! Podbierają wiernych z Kościoła katolickiego!"

W pewnym sensie błogosławieństwem jest, że coraz szerszym strumieniem do Kościoła katolickiego wchodzi inne podejście do kwestii ekumenizmu. Hasłowo jest ono określane jako "Jedność w pojednanej różnorodności". To podejście można zaobserwować m.in. u ekumenicznej Wspólnoty z Taize, a w łonie Kościoła katolickiego widzę je także wśród ludzi ze Wspólnoty Chemin Neuf, a także innych grup tego typu. Jest to wielki krok w dobrą stronę, bo w tak rozumianym ekumenizmie pojawia się jakże ważny element POKORY! W ekumenizmie budowanym na tym wzorcu jeden nie staje wyżej od drugiego i nie próbuję go ciągnąć, lecz obaj klękają wspólnie przed Chrystusem. To stwarza dobrą okazję do tego, by poznać się, rozpocząć dialog, zrozumieć się nawzajem (a przynajmniej próbować) i pokochać. Wygląda to nieźle, ale to wcale nie jest idealne rozwiązanie!

Choć jest w tym wiele piękna, to ma on coś wspólnego z ruchem... hippisowskim. Jest to taki ekumenizm w stylu "peace & love". Wspaniałe jest to, że ludzie chcą modlić się razem i robić razem wiele wspaniałych rzeczy. Stajemy razem w modlitwie przed Chrystusem, rozmawiamy o wierze, podejmujemy działania, ale równocześnie wszelkimi sposobami zaczynamy unikać choćby najdrobniejszych kontrowersji, odsunąć od siebie jak najdalej wszelkie problemy i wątpliwości. Byłem na dziesiątkach takich spotkań - i zawsze wiele dobrego się działo i zostawało we mnie - i zawsze (!) skrupulatnie unikano wszelkich spraw, które dzielą wyznawców Chrystusa. To jest tak naprawdę budowanie dość iluzorycznej jedności, wszystkie nierówności i "pęknięcia" przykrywając "tynkiem" pod hasłem: "Alleluja! Dobrze nam razem!", ale w tym albo nasza własna wiara ulegnie rozmyciu i rozmiękczeniu, albo wcześniej czy później te pęknięcia wyjdą spod tego "tynku" i trzeba będzie przestać udawać, że w zasadzie nie ma żadnych większych problemów.

Jezus wzywa nas w modlitwie: "A nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy przez ich słowo uwierzą we mnie. Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś" (Ewangelia Jana 17, 20 - 21) Możemy usiąść razem do rozmów i razem klęknąć do modlitwy, ale jeśli przemilczamy coś, lub rozmywamy w imię jedności, to nie sądzę, żebyśmy w ten sposób budowali taką jedność, o którą chodziło Jezusowi. Warunkiem tej jedności jest zakorzenienie w Bogu i Słowie Bożym i oparcie się na PRAWDZIE. Nasza droga ma być według słów "Nie, nie - tak, tak": "Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi"  (Ewangelia Mateusza 5, 37) - choć Jezus to mówił w kontekście składania przysiąg, ja to rozumiem szerzej: "Mów prosto tak, jak jest, bądź szczery i prawdomówny!" Choć przez to wiele osób może potem wystąpić przeciwko tobie.

Uważam, że dobrze jest razem usiąść do rozmów, klęknąć do modlitwy czy "zakasać rękawy" i wspólnie działać, ale przede wszystkim musimy razem mieć odwagę SZUKAĆ PRAWDY. To wymaga porzucenia "wygodnej" zasady: "szukajmy tego, co łączy, a nie tego co dzieli" i umiejętności szczerego porozmawiania o problemach, które widzimy - "bez znieczulenia" i "bez owijania w bawełnę", bez "cackania się", ale na pewno w duchu miłości i wzajemnego poszanowania. To jest trudne - bardzo trudne! - i ja to wiem sam po sobie. Do tego potrzeba odwagi, determinacji i wielkiego wyczucia - a każdego z tych składników tak łatwo może zabraknąć. często brakuje albo odwagi, by powiedzieć coś wprost (i zbyt często milczę) lub wyczucia i zbyt często zaczynam "okładać" przeciwnika). Myślę, że jedność buduje się także UMIEJĘTNYM rozmawianiem o tym, co nas dzieli, w jakich kwestiach się nie zgadzamy i - otwarcie! - co uważamy za złe. I tu widzę trzeci model ekumenizmu.

Nie dojdziemy nigdy do jedności, jaką znajdujemy w Katechizmie Kościoła katolickiego czy słowach Piusa XI i wielu innych katolików. Jeśli będziemy starać się budowac ekumenizm według drugiego wzorca - utkniemy w tym "na amen". Szansa jest tylko wówczas, gdy nasze najszlachetniejsze ekumeniczne pragnienia będą łączyły się z bezkompromisowym - jednak nie pozbawionym wrażliwości - POSZUKIWANIEM PRAWDY! Myślę, że w dialogu potrzeba nam dwóch rodzajów odwagi: odwagi szczerego mówienia co się mysli i odwagi pokornego wysłuchania drugiego człowieka. Tego potrzeba w ekumenizmie! I uważam, że można to doskonale łączyć ze wspólnym stanięciem przed Bogiem - modlitwa... MODLITWA! ...powinna być otwarciem i zamknięciem naszych wspólnych spotkań, naszych rozmów.

3 komentarze:

  1. Ja uważam, że prawdziwy ekumenizm może być tylko w Chrystusie. Ja nie mam nic przeciwko modlitwom z katolikami, którzy są świadomi swojej wiary i sami oddali swoje życie Chrystusowi - sama nawet z jednym tak się modliłam (choć wiem, że niektórzy protestanci za to by mnie spalili na stosie :) ). Natomiast jeśli chodzi o "moherowych" katolików (protestantów też) to raczej trudno tu mówić o ekumenizmie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Jedna owczarnia i jeden pasterz" - katolicy to rozumieją jako zjednoczenie wszystkich pod władzą papieża jako "namiestnika Chrystusowego". Jak się dobrze wczytać w te słowa Pana Jezusa to można zobaczyć coś zupełnie innego. Jezus kierował te słowa do swoich uczniów będących Żydami. Słowa o "innych owcach które nie są z tej owczarni dotyczą pogan (nie-Żydów), a "jedna owczarnia i jeden pasterz" dotyczy zjednoczenia Żydów i pogan w Kościele (Ciele Chrystusa), którego głową i pasterzem jest Jezus.

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Zim. AMEN! :)
    @ Orion. Zgadza się. Myślę, że to jest werset, który można odczytywać na dwa sposoby - to nie jest fragment "jednowarstwowy".
    Przy okazji bardzo polecam ten tekst naszego Brata: http://haszamajim.blogspot.com/2012/11/ekumenizm.html

    OdpowiedzUsuń