piątek, 19 października 2012

Cena wiary: prześladowania i męczeństwo

Pozwalam sobie przedstawić fragment książki prof. Harolda S. Bendera "Menonici i ich dziedzictwo", mówiący o prześladowaniu chrześcijan w historii świata, ze szczególnym uwzględnieniem anabaptystów w ogóle, a mennonitów - którzy są mi szczególnie bliscy zarówno jako oni sami, jak i ci, którzy przyczynili się do powstania Kościoła baptystów - w szczególności. Materiał ilustrowany jest zawartymi w publikacji oryginalnej ilustracjami z opisami, pochodzącymi z "Lustra Męczenników" ("De Martelaersspiegel") - książki, znanej także pod tytułem "Krwawy teatr", opublikowanej w Holandii w roku 1660 przez Thielemana J. van Braghta. Książka prof. Bendera ukazała się wiele lat temu - brak jest daty wydania, lecz sądzę, że mogło to być jeszcze w okresie PRL, lub krótko po jego upadku - nakładem  Peniel Amish Mennonite Church, USA, w przekładzie dr. Jana Wierszyłowskiego. Jest praktycznie nieosiągalna - udało mi się ją nabyć w zborze Kościoła Zielonoświątkowego w Gdańsku, który swój dom modlitwy ma w dawnym budynku zboru mennonickiego i pielęgnuje jego tradycje - i to jest powód, dla którego decyduję się umieścić tu jej fragment, który dla mnie był szczególnie poruszający i budujący. Niech przykład świętych męczenników będzie dla innych takim stymulatorem, jakim był i nadal jest dla mnie. 

Czytając te słowa warto zastanowić się nad życiem i wiarą tych ludzi.  Myślę, że stawiają one nam kilka ważnych pytań. Przede wszystkim: czy gdyby Bóg nie istniał, ludzie byliby gotowi oddać swe życie za wiarę? Jaki sens miałaby ich ofiara, gdyby Bóg nie istniał, a Słowo Boże nie było prawdą? Czy JA naprawdę wierzę i jaka jest moja wiara? Czy JA DZIŚ byłbym gotów poświęcić wszystko dla Jezusa Chrystusa? O ile na dwa pierwsze pytania mogę odpowiedzieć stanowczo "NIE!", o tyle z dwoma pozostałymi mam już spory problem. Historie męczenników bowiem z jednej strony budują wiarę, a z drugiej uczą pokory. Ja stawiam sobie pytanie: Czy JA DZIŚ zdałbym egzamin z wiary równie dobrze jak oni? Ale "oddaję głos" prof. Benderowi z życzeniem, aby te historie przyniosły błogosławiony owoc w życiu czytelnika...

*****

     Kościół Jezusa Chrystusa od samego początku swego istnienia cierpiał prześladowania. Jezus zapowiedział je swoim naśladowcom, gdyż - jak czytamy - jeśli świat nienawidził Go,będzie także nieniawidzieć Jego naśladowców. Lecz Jezus wypowiedział i takie słowa: ,.Ufajcie, ja zwyciężyłem świat."
     Poczynając od Szczepana, tysiące, wiele tysięcy, cierpiało i umierało w zwycięskiej chwale za swą wiarę, szcześliwi umierając za Tego, który umarł za nich. Szczyt prześladowań nastąpił w trzecim wieku, kiedy  rzymskie imperium wszelkimi posiadanymi sposobami usiłowało zmieść Kościół, lecz na próżno. Właśnie okrucieństwo tych prześladowań przyczyniło się do tej bezskuteczności usiłowań imperium, gdyż niewzruszoność męczenników i ich radosne umieranie było potężnym świadectwem ich mocy. Ojciec Kościoła, Tertulian, wypowiedział wielką prawdę, gdy oświadczył około 200 roku: "Krew męczenników jest nasieniem Kościoła." I tak zawsze bywało w historii.


     Jeżeli prześladowania wczesnego Kościoła ze strony pogan były okrutne, to prześladowania anabaptystów-menonitów ze strony katolickiego i protestanckiego Kościoła państwowego w okresie Reformacji, proporcjonalnie do liczby osób, były jeszcze okrutniejsze.
     Współcześni historycy wykazują, że były to prześladowania spływające krwią. W pierwszych dziesięciu latach straconych zostało ponad pięć tysięcy Szwajcarskich Braci, w samej tylko Szwajcarii i okolicznych terenach. zwłaszcza w Austrii i Tyrolu.
     W pierwszych pięciu latach większość przywódców zginęła na stosie, od toporów katów lub została utopiona. Prześladowania rozpoczęły się natychmiast po zorganizowaniu się Kościoła w 1525 roku, i aczkolwiek ostatni męczennik został zamordowany w 1614 roku, pełnej tolerancji dla Szwajcarskich Braci nie było aż do roku 1815.
     Menonici z Berna jeszcze do roku 1750 sprzedawani byli jako galernicy. A i później, w XVIII wieku, Bracia Hutteriańscy byli ciqgle zabijani na terenach Transylwanii i Węgier.
     W Holandii tolerancja nastała nieco wcześniej, choć nieformalnie, w pełni dopiero w 1798 roku. Ostatnia egzekucja miała miejsce w 1574 roku.
     Prześladowania naszych praojców tak w Szwajcarii jak i Holandii nie były spontanicznym działaniem podnieconych tłumów; było ono zarządzone legalnie przez władze.
     Pierwszy wyrok śmierci wydano W roku 1525, a w I527 anabaptyzm był uważany za ciężkie przestępstwo.
     Cesarz Karol V wydał zarzqdzenie przeciwko anabaptystom, które było odczytane ze wszystkich kazalnic miast i miasteczek oraz wsi w całym cesarstwie, nakazujące ażeby nie tylko osoby przyjmujące chrzest ale i rodzice nie chrzczqcy swych dzieci byli traktowami jako winni przestępstwa zasługującego na karę śmierci.
     Kiedy się okazało, że zarzqdzenia takie nie są, w stanie zahamować ruchu, władze uciekły się do zastosowania środków okrutnych: uzbrojone oddziały egzekucyjne żołnierzy wysłane zostały na cały teren aby ścigać anabaptystów i na miejscu ich zabijać, bez żadnych sądowych rozpraw. Ci, których
zastano na polach czy drogach zabijano mieczem, zaś złapanych w domach, wieszano na futrynach lub palono z całym domostwem. W prowincji szwabskiej wysłano w roku I528 400-stu osobowy oddział konnej policji aby wybiła wszystkich anabaptystéw z tego terenu. Oddział zwiększono później do 800 policjantów a gdy to okazało się za mało, do I000.

     Liczba zabitych była ogromna ponieważ stosunkowo łatwo było ustalać, kto jest anabaptystq, po prostu poprzez zadawanie pytania. Pewien anabaptysta usiłujqc ujść z życiem ukrył swą tożsamość uciekając się do kłamstwa. Wobec tego cesarski zarządca imieniem Berhold Aichele zawlekł siedemnaście mężczyzn i kobiet do stodoły koło miasteczka Aalen i podpalił stodołę wraz z ludźmi. Tylko w samym Palatynacie już przed rokiem 1530 stracono trzystu piećdziesięciu anabaptystów.


     Książę Alojzy, po skazaniu wielu osób na śmierć, zawołał: "Co mam robić? im więcej zabijam, tym więcej ich przybywa!" Koło Eisisheim, "Mordowni Alzackiei", na przestrzeni tylko kilku lat, zabito sześćset osób. W maleńkim miasteczku Kitzbeutel W Tyrolu zabito w ciągu roku szśćdziesiąt osiem osób. W Austrii, w dolinie rzeki Inn, spalono na stosie dwieście dziesięć osób. Ocenia się, że w Tyrolu i Gorizii w końcu 1531 roku zamęczono tysiąc anabaptystów. Natomiast. w Holandii stracono tysiąc pięćset osób. Kronika Hutterian opisuje egzekucję ponad dwóch tysięcy osób naraz.
     Władze Cesarstwa Niemieckiego wydały w kwietniu 1529 roku postanowienie, że "ogłasza się wyrok śmierci na każdego anabaptystę i osobę powtórnie ochrzczoną obu płci, który należ
y wykonać poprzez spalenie, zabicie mieczem lub jakkolwiek inaczej." Kubek męczeństwa przepełniony został po brzegi.
     Było cudem, kiedy ktoś uszedł z życiem. Ale jeszcze dziwniejszym było to, że przybywało wielu nowych wyznawców, kiedy męczennicy wydawali niezłomne świadectwo wiary, w pełni spokoju i radości. Wiele modlitw, hymnów i zachęty ze strony męczenników przedostawało się z miejsc ich uwięzienia lub wprost od nich w czasie ich publicznych. egzekucji. Niektóre z tych hymnów i świadectw zachowały się i sq opublikowane.
     Jak podają kroniki, wielu katów odmawiało wykonywania swych ponurych obowiązków.
     Na przykład w Szwajcarii prości ludzie bardzo często okazywali sympatię wobec prześladowanych anabaptystów. Tych prostych ludzi nazywamo "pół-anabaptystami". Nierzadko decydowali się oni na pomaganie prześladowanym. W związku z tym władze wydały rozporzqdzenie karania tych wszystkich, którzy dają schronienie anabaptystom lub im pomagają.
     W końcu w roku 1551 władze cesarstwa wydały dekret, mocą którego sędziowie i ławnicy mający skrupuły w wydawaniu wyroków śmierci na każdego winnego "uchybień wiary" będą pozbawiani urzędów, karani wysokimi grzywnami i więzieniem.
     Jednakże
trzeba przyznać, że prześladowania osiągnęły zamierzony śmiertelny cel. Co było dopuszczone przez Bożą opatrzność, stało się. Wielki ruch, obejmujący niemal całą Europę, został w roku 1600 zupełnie zniszczony w środkowych i południowych Niemczech oraz w Austrii. Ocalała tylko garstka Braci, w odludnych dolinach i górach szwajcarskich Alp i na otaczających je terenach Szwaicarii. Jedynie w Holandii  prześladowania nie zdołały osiągnąć w pełni swego celu.

     
     Męczennicy ci przypominają nam o dwóch prawdach. Po pierwsze - ukazują nam, że takie ich świadectwo wiary ma w świecie niezłomną moc, po drugie - potwierdzają prawdę o tym, że nie ma na ziemi siły, która by była w stanie zniszczyć wiarę w Boga.. Najheroiczniejszym przykładem męczeństwa pierwszych chrześcijan były późniejsze prześladowania anabaptystów w czasie Refomacji. Nawet ich oponenci podziwiają odwagę, męstwo i wytrwałość Braci.
     Współczesny katolicki pisarz tak pisał o tym, jak anabaptyści spotykali swą śmierć: "Takiego dzielnego umierania dotąd nie oglądano, ani o nim nie słyszano, chyba tylko w legendach o świętych."
     Ogół ludzi był pod wrażeniem faktu, że ci męczennicy żyli zgodnie z tym, co głosili. Kiedy po ciężkich cierpieniach w więzieniu w Hohenwittling w Wuertembergii umarł Michael Hassel, nadzorca więzienny powiedział: "Jeżeli ten człowiek nie wejdzie do nieba, ja nie będę miał śmiałości nawet tylko zapukać do bram nieba."
     Po powieszeniu trzech anabaptystów kat z Burgausen zawołał: „Wolałbym uśmiercić siedmiu złodziei niż tych ludzi. Boże, zmiłuj się." W 1549 roku spalony został na stosie we Fryzji męczennik menonita z Leeuwarden. Wiele osób będących świadkami egzekucji wołało: "To był dobry człowiek; jeżeli on nie był chrześcijaninem, to nie ma na świecie chrześcijan."
     Wzruszające zapisy o męczeńskiej śmierci tysięcy Braci, tak mężczyzn jak kobiet, zachowały się i weszły do religijnej literatury Kościoła. Tak do szwajcarskich śpiewników, jak holenderskich, takich jak 'Ausbund' (opublikowany po raz pierwszy W 1564 roku), weszło wiele relacji o męczennikach oraz pieśni przez nich. napisanych. Już w roku 1562 te relacje i świadectwa zostały zebrane i opublikowane w Holandii.w książkowej formie pod tytułem 'Het Offer der Herrn' (Ofiara Pana). Książka ta została później poszerzona stając się pozycją szczególnej wagi w całej literaturze menonitow i pod tytułem Bloediigh Tooneel (Zwierciadło męczeństwa) autora T. J. Braghfa po raz pierwszy została opublikowana po holenderska w Holandii w roku 1660. Inną godną uwagi pozycją podobnego charakteru, była książka 'Gueldene Aepfel in sübernen Schalen' (Złote jabłka w srebrnej Wazie); opublikowana została po raz pierwszy w l702 roku, zawiera relacje o męczeństwie i świadectwach Michaela Sattlera (+ 1527) oraz Thomasa von Imbroich (+ 1558). W książkach takich jak te, widzimy otaczające nas "zastępy świadków, którzy nie szczędząc swego życia, wytrwali w wierze i odzie dziczyli obietnice."


     Jako konkluzję odpowiednią dla tego rozdziału przytaczamy krzepiącą i natchnioną relację z prześladowań anabaptystów napisaną około 1541 roku. Jest to fragment wyjęty z Hutteriańskiej Kroniki, stanowiący zakończenie opisu mąk tych 2172 braci i sióstr, którzy za swą wiarę oddali życie:

     "Tego, co przeżyli, żadna istota ludzka nie była w stanie wyrwać z ich serc, takimi byli oni miłośnikami Boga. Palił się W nich Boży ogień. Raczej woleli ponieść najokrutniejszą śmierć, nawet dziesięć razy umierać, niż zaprzeć się prawdy Bożej, którą przyjęli.
     Pili oni wodę wypływającą z Bożej świątyni, tę wodę życia. Rozumieli, że Bóg im pomógł ponieść krzyż i przezwyciężyć gorzkość śmierci. Palił się w nich Boży ogień. Swój namiot rozstawili nie tu na ziemi, lecz w wieczności, a fundament. i ubezpieczenie dała im wiara. Ona była jak kwiat lilii, ich rzetelność jak róża, ich pobożność jak kwiaty z Bożego ogrodu. Pański anioł wstawiał się za nimi, aby nie pozwolili odebrać sobie przyłbicy zbawienia. I dlatego bez strachu. znieśli wszelkie tortury i agonię. Rzeczy tego świata były dla nich tylko cieniem, bo mieli zabezpieczone wieczne dobra. Tak byli pociągnięci przez Boga, że niczego innego nie znali, o niczym innym nie myśleli, niczego innego nie pragnęli, niczego poza Bogiem nie miłowali. Przeto też mieli więcej cierpliwości W znoszeniu cierpień, niż ich wrogowie w ich zadawaniu im.
     Z tego posiewu niewinnej krwi powstawali wszędzie nowi chrześcijanie, wszyscy bracia, albowiem prześladowania te nie mogły być bezowocne. Wielu ludzi. poruszonych widokiem kaźni zaczęło myśleć o swym życiu, o jego naprawie w świetle przyszłości. Dlatego władze zaprzestały publicznych egzekucji męczenników, jak na przykład w Tyrolu. Skazywano dalej, ale potajemnie a zabijano nocą, ażeby ludzie nic nie widzieli.

     W niektórych miejscowościach więzienia i lochy były zatłoczone, jak to sprawił hrabia Palatynatu. Myślano, że w ten sposób będzie można ugasić i zlikwidować Boży ogień. Lecz w więzieniach rozbrzmiewały pieśni a więźniowie radowali się. Tymczasem znajdujących na zewnątrz ogarniał strach i nie wiedzieli, co robić z więźniami. Wielu całymi latami pozostawało w lochach, znosząc wszelkiego rodzaju tortury i ból. Innym wypalano dziury w policzkach i tak wypuszczano
na wolność.
     Reszta, którym się w ogóle udało ujść, wyganiana była z kraju do kraju, z miasta do miasta. Byli jak sowy i puchacze, których za dnia nie można widzieć. Często, aby ujść z życiem, musieli się kryć w pieczarach, urwiskach, w dzikich lasach, w norach i ziemiankach. Tropiono ich z psami, polowano i łapano jak ptaki. Wszyscy oni byli bez winy, nie popełnili najmniejszego złego czynu, ponieważ nigdy nikomu nie pragnęli wyrządzić najmniejszej krzywdy czy obrazy.
     Wszędzie byli przeklinani, oczerniani i pomawiani o najgorsze skandale. Mówiono, że chcą zapanować nad ludźmi i w tym celu dają im jakiś napój z małych flaszek. Oczerniano opowiadając, że mają wspólne kobiety, że to są diabelscy anabaptyści, zwodzicieie, buntownicy, fanatycy. Wszędzie wydawano przeciw nim cesarskie, królewskie, książęce upoważnienia zabijania, dekrety, polecenia.
     Wielu mówiło o nich podstępnie, pozorując dobroć, dyskutowało, używając słodkich i gładkich słów, robili to mnisi, księża, doktorzy teologii, świadcząc fałszywie, grożąc, szydząc, obrażając, kłamiąc o Braciach, których to wszystko nie zdołało wyprowadzić z równowagi ani zachwiać.
     Wielu znajdujących się w lochach śpiewało na Bożą chwałę, jakby przeżywali coś radosnego. Inni czynili to samo podczas gdy ich prowadzono na miejsce kaźni. A śpiew ich był donośny i pełen mocy. Inni szli na place śmierci z uśmiechem na twarzach, chwaląc Boga, że godnymi byli umrzeć jak chrześcijańscy zwycięzcy, i nie woleli nawet umierać naturalną śmiercią.'


*****
"Wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie, prześladowani będa..." (2. List do Tymoteusza 3, 12) "Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was nienawidzieć będą i gdy was wyłączą, i lżyć was będą, i gdy imieniem waszym pomiatać będą jako bezecnym z powodu Syna Człowieczego. Radujcie i weselcie się w tym dniu; oto bowiem zapłata wasza obfita jest w niebie..." (Ewangelia Łukasza 6, 22 - 23)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz