piątek, 21 września 2012

Słowo Boże - prawda czy tylko po części prawda?

"Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości..." ( 2 Tymoteusza 3, 16) "Poświęć ich w prawdzie twojej; słowo twoje jest prawdą." (Jana 17, 17)
Jeśli CAŁE Pismo przez Boga jest natchnione, to... CAŁE - od "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię" (1. Księga Mojżeszowa 1, 1) do "Łaska Pana Jezusa niech będzie z wszystkimi. Amen" (Objawienie Jana 22, 21). Jeśli Słowo Boże jest prawdą (choć ten wers - jak mi się zdaje - można zinterpretować zarówno Słowo = Biblia, jak i Słowo = Jezus), to znaczy że CAŁE Słowo Boże jest prawdą  - od "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię" (1. Księga Mojżeszowa 1, 1) do "Łaska Pana Jezusa niech będzie z wszystkimi. Amen" (Objawienie Jana 22, 21). I albo przyjmujemy konsekwentnie całość, albo całość odrzucamy - nie można przyjąć Słowa Bożego połowicznie i uznać, że w połowie jest prawdą, czy w części jest prawdą. Tymczasem niektórzy tak właśnie czynią.

Źródło: Blog pastora Pawła Bartosika

Biblia mówi, że Bóg stworzył świat - w sześć dni - i że stworzył wszystkie zwierzęta i człowieka, w jednej chwili powołując wszystko do życia w pełnej jego formie. Bóg nie bawił się w powolne stwarzanie, nie przekształcał stworzeń jakby ugniatając coraz nowe formy z "plasteliny". Bóg mówił: "Niech się stanie" i tak się stawało. Sześć dni wystarczyło - choć początkowo nie było podziału dzień - noc, to jednak gdy pada tam "yom" chodzi o naszą 24-godzinną dobę! Pewnie nawet i sześciu dni by nie było trzeba, ale Bóg oprócz ziemi, innych planet i gwiazd, oprócz roślin i zwierząt a także człowieka chciał jeszcze stworzyć porządek, według którego potem człowiek miał żyć - stąd sześć dni pracował, a siódmego odpoczywał.

Tymczasem w szkole mówi się, że Bóg nie był do niczego potrzebny. Najpierw mamy mityczny "wielki wybuch", na który brak dowodów. Potem materia miała się formować w gwizdy, planety, etc. Potem w jakiś niewyjaśniony sposób z materii nieożywionej miały powstać cząsteczki organiczne. Tzw. eksperyment Stanleya - Millera miał to udowodnić i rzeczywiście uzyskano "breję" i cząsteczki organiczne, lecz na potrzeby eksperymentu założono, że w pierwotnej atmosferze nie było tlenu, a dziś wiemy, że był tlen i to w dużych ilościach, a w obecności tlenu żadne cząsteczki organiczne nie mogłyby powstać! Do tego dochodzi promieniowanie kosmiczne, które bez warstwy ozonowej (tlen!) by uniemożliwiło powstanie cząsteczek organicznych! To akurat wiem od... biochemika z uniwersytetu w Cambridge. Potem miały się pojawić proste organizmy jednokomórkowe... gdzieś na końcu zaś my i współczesne zwierzęta. Jak dotąd jednak nie udało się udowodnić, że przemiana jednego gatunku w inny jest możliwa - wszystko opiera się na... filozofii i domysłach!

Dramatem naszych czasów jest to, że co innego słyszy się w Kościele, co innego w szkole. Słowo Boże jest prawdą! Ale nauczyciele w szkole także mówią: to jest prawda! Uczy nas się, że "ewolucja jest faktem", ignorując problem, że poglądy te są oparte na części tylko materiałów z badań - ignoruje się całkowicie to, co nie potwierdza ewolucji stwierdzając: "to jeszcze pozostaje do wyjaśnienia" - i na pewnych założeniach ideologicznych, które rozpaczliwie próbuje się potwierdzać, niekiedy... uciekając się do fałszowania danych naukowych i znalezisk! Z tego wychodzi "produkt": człowiek rozpaczliwie próbujący pogodzić to, co słyszy w Kościele z tym, co słyszy w szkole! Otrzymuje dwa rodzaje informacji: z jednego źródła i z drugiego źródła. jedna i druga oznaczone są "pieczątką": "TAKA JEST PRAWDA!" a są od siebie skrajnie odmienne, więc rozpaczliwie próbując je pogodzić, znajduje trzecią "prawdę": "Jeśli Słowo Boże jest prawdą i ewolucja jest prawdą to znaczy... (Eureka!) ...że Słowo Boże należy po prostu inaczej rozumieć!" I oto "wszystko zaczyna pasować"!

Ja nawet to rozumiem, bo to jest w zasadzie najłatwiejsze i... nie wymaga wiele myślenia. Zamiast szukać prawdy, można powiedzieć: "Przecież to da się łatwo pogodzić i wyjaśnić!" Trzeba tylko którąś z otrzymanych prawd uznać za nadrzędną - i jako nadrzędną jest uznawana "prawda" o ewolucji, do której trzeba dostosować PRAWDĘ Słowa Bożego! Czyli to, co mówi Bóg podporządkowuje się temu, co głoszą ludzie! Nie wykreśla się przy tym Boga, ale Darwinowi i jego następcom daje się prawo przekształcania wiary - Darwinowi wierzy się bardziej niż Bogu! W ten sposób powstał "teistyczny ewolucjonizm" - co jest klasycznym oksymoronem i nie znajduje uzasadnienia ani w Biblii, ani w nauce (dodajmy jeszcze, że sami ewolucjoniści stwierdzają, że poglądy mieszczące się w "teistycznym ewolucjonizmie" są absurdalne!). Nie był to duży problem, póki Kościołami kierowali ludzie wierzący, że to Bóg stworzył świat i że opis z Biblii jest nieomylny jak cała reszta Słowa Bożego, ale z czasem kierownictwo objęli ludzie, których już uczono w szkole, że ewolucjonizm jest prawdą! I tu mamy KATASTROFĘ, bo poglądy "teistyczno-ewolucyjne" weszły do Kościołów i np. Kościół katolicki zaczął kwestionować nie tylko opis stworzenia, ale także potop - pokładając ufność w ludzkim słowie naukowców. Problem ten dotyczy nie tylko katolicyzmu, bo także w zborach mamy takich "postępowców" gotowych modyfikować Słowo Boże poprzez interpretacje, by było zgodne z tym, co głoszą niewierzący (!!!) naukowcy (choć są też  zmanipulowani ewolucjoniści - chrześcijanie, to jednak ewolucjonizm jest do głębi ateistyczny!). Całe szczęście, że ta gangrena nie przeżarła chrześcijan ewangelicznie wierzących - choć jest w zborach infekcja! - a Kościół katolicki chyba się budzi ze "śmierci klinicznej" i widać zwrot do zaufania Słowu Bożemu (oby tak dalej!)...

Co możemy zrobić? Z jednej strony jest potrzeba, by robić po prostu to, co mamy przykazane: "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem..." (Ewangelia Mateusza 28, 19 - 20). Nauczajcie! - głosząc NIEZAFAŁSZOWANE i NIEPRZEINTERPRETOWYWANE Słowo Boże! W wielu przypadkach to wystarczy - Bóg sam przekonuje ludzi, że TO JEST PRAWDA! Trzeba jednak samemu najpierw być solidnie zakorzenionym w Słowie Bożym. Ale powinniśmy też umieć korzystać z tego, co dostarcza nam świat nauki. Dobrze jest uczestniczyć w wykładach kreacjonistycznych, czytać kreacjonistyczne książki (nie zawsze tylko chrześcijańskie, bo także i niechrześcijanie dostarczają wiele świetnego materiału - trzeba jednak zawsze pamiętać, by na to, co czytamy, patrzeć przez "lupę" Słowa Bożego!) i jeśli mamy taką możliwość (bo póki co wymaga to znajomości języka angielskiego) czytać fachowe magazyny - jak np. "Answers" lub "Origins".

Dobra literatura i uczciwa (!!!) nauka połączona ze Słowem Bożym są dobrym "antybiotykiem", z pomocą którego możemy walczyć z infekcją "teistycznego ewolucjonizmu", a równocześnie podejmować dyskusję z ewolucjonistycznym środowiskiem naukowym. Ale musimy (jak zawsze) zaczynać od siebie - byśmy my byli mocni w Bogu i wierni Słowu Bożemu!

4 komentarze:

  1. Ja myślę, że taki stan rzeczy nie jest bezpodstawny. Zobacz choćby na historię Kościoła, i to zarówno katolicyzmu, jak i ewangelicyzmu, jak również do pewnego stopnia prawosławia: fanatyzm, stosy (tak, prawosławni też polowali na heretyków!), wojny religijne pustoszące całe wsie i miasta, mordowanie ubogich i bogatych, zgwałcone kobiety i uprowadzone dzieci... Ludzie ogólnie nie znali innej wizji Boga oprócz tej, którą serwował im rzymski katolicyzm i inne historyczne wyznania. Kiedy więc pojawił się Darwin, a nieco wcześniej oświecenie (deizm i szersza myśl ateistyczna), to ludzie to podchwycili... Bo mieli dość owoców fanatyzmu i pomieszania władzy świeckiej i religijnej. Dlatego - tak uważam - mają takie a nie inne poglądy... Masz rację, taka schizofrenia. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oświecenie to w gruncie rzeczy "kult rozumu" wyzwolonego z pęt dogmatów oraz wiara, że przy jego pomocy można opracować zasady sprawiedliwego systemu społecznego, wyzwolić energię twórczą mas społeczeństwa, odszukać odpowiedzi na wszystkie pytania... Ludzkie zdolności, ludzki umysł ustawiono na ołtarzu, z którego strącono Boga. czy był to skutek fanatyzmu religijnego? Nie wiem. Sądzę, że ludzie mieli zawsze takie tendencje, a od Oświecenia po prostu mamy jakąś lawinę. :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja uważam, że tak było. Sam kiedyś pisałeś, że przed Reformacją w Europie panował religijny totalitaryzm. Coś podobnego w niedawnych czasach, bo w XX i XXI wieku wydarzyło się w Hiszpanii - dyktatura Franco, w czasie której konwersja z katolicyzmu była karalna... Teraz ludzie popadli tam w drugą skrajność - socjalizm zabarwiony wojującym ateizmem. Ja z kolei z bardziej prywatnego podwórka znam osobę, która stała się zagorzałą ateistką dlatego, że jej matka była religijną fanatyczką, która zmuszała ją do chodzenia na msze. A przecież nie można komuś Boga wciskać na siłę. Niestety, ale uważam, że jeśli kogoś należy winić za taki stan rzeczy, o którym piszesz, to na pewno Kościół... Bo Kościół zawalił.

    OdpowiedzUsuń
  4. No i już wiadomo kim jest pan, który zaczął mnie atakować - i już nie tylko mnie, a jego zachowanie jest coraz bardziej skandaliczne. :) Ów pan jest... KATOLIKIEM! w sumie już mnie to nie bardzo dziwi. :(

    OdpowiedzUsuń