piątek, 28 września 2012

Śmierć... i co dalej?

Dwight Lyman Moody
"Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki." (Ewangelia Jana 11, 25 - 26 - tłum. "Biblia Tysiąclecia")
Dwight Lyman Moody, jeden z największych amerykańskich ewangelistów XIX wieku, napisał:
„Któregoś dnia przeczytacie w gazetach, że D. L. Moody nie żyje. Nie wierzcie ani jednemu słowu! Ja będę wtedy bardziej żywy, niż jestem teraz. Przejdę w górę z tego starego glinianego mieszkania do domu nieśmiertelnego ciała, którego śmierć nie będzie mogła dotknąć, grzech nie będzie mógł skazić, do Jego pełnego chwały ciała. (…) To, co narodziło się z ciała, może umrzeć. To, co narodziło się z Ducha, będzie żyć wiecznie.”
Życie wieczne to największa spośród obietnic danych przez Boga nam, ludziom. Słowo Boże uczy nas, że będzie to nagroda dla sprawiedliwych... Uczy nas też, że żaden człowiek nie jest sprawiedliwy - nikt nie jest w sam sobie święty. Lecz "niebo" nie jest dla nas zamknięte. Jezus po to przyszedł na świat, by odnowić więzi między Bogiem i ludźmi - byśmy mogli dostąpić zbawienia i żyć wiecznie.

Nikt nie jest sprawiedliwy sam w sobie i nikt nie jest święty - dzięki Jezusowi jesteśmy usprawiedliwieni (oczyszczeni) i on daje nam  świętość. Ten, kto wierzy w Niego i trwa w Jego nauczaniu, kto jest całkowicie oddany Bogu, jest ŚWIĘTYM i nad nim nie ma już sądu - idzie DROGĄ ZBAWIENIA. Bóg wymazuje jego grzechy... To oczywiście nie znaczy, że nie mamy grzechów, lecz są one "zmyte krwią Chrystusa", gdy szczerze je Bogu wyznajemy. Dzięki Chrystusowi "brama zbawienia" jest szeroko otwarta przed ludźmi i każdy może przez nią przejść - jeśli tylko uwierzy w Jezusa Chrystusa, jako swego Pana (Boga!) i Zbawiciela.

Śmierć dla chrześcijanina nie jest straszna i nie ma powodu się jej lękać. Śmierć jest konsekwencją grzechu "prarodziców" - Adama i Ewy - i nie ma sposóbu ucieczki przed nią (nawet dla wierzących). Nie przechodzimy jednak do strasznej krainy umarłych, nie przestajemy istnieć, nie tułają się nasze dusze po świecie, nie odradzamy się też w innych ciałach - jak wierzą poganie. Z chwilą śmierci stajemy tak naprawdę u progu PRAWDZIWEGO ŻYCIA! Będąc zbawionymi, gdy zmartwychwstaniemy do życia - jak obiecuje nam Bóg - będziemy tak żywi, że to raczej teraz jesteśmy "martwi"! Będziemy żyli wiecznie. Nasze ciała nie będą się starzeć i psuć; nie będzie bólu i chorób; nie będzie cierpienia i smutku - bo to wszystko jest związane z tym, co doczesne, jest konsekwencją grzechu.

Najważniejsze jest jednak to, że będziemy obcować na co dzień z Jezusem - ja rozumiem tak, że będzie On pośród nas, tak jak być może to On był w ogrodzie Eden z Adamem i Ewą. "A gdy usłyszeli szelest Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie w powiewie dziennym, skrył się Adam z żoną swoją przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu" (Pierwsza Księga Mojżeszowa 3, 8) Choć będziemy - jak sądzę -nadzy (bo nasze ubrania też są związane z doczesnością, nosimy je na skutek grzechu), nie będziemy musieli się kryć. Będziemy mogli oglądać Pana - Jezusa Chrystusa - być z nim na co dzień tak, jak to było przed upadkiem Adama i Ewy. I to jest wspaniała perspektywa na przyszłość!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz