piątek, 14 września 2012

Dotknięty miłością

"Potem wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. W tym czasie pewien bogaty człowiek imieniem Zacheusz, przełożony celników, próbował zobaczyć Jezusa. Chciał on się dowiedzieć, kim Jezus jest, lecz nie mógł, gdyż był niskiego wzrostu i tłum mu Go zasłaniał. Pobiegł więc naprzód i, aby ujrzeć Jezusa, wspiął się na sykomorę rosnącą przy drodze, którą Pan miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i powiedział: Zacheuszu, zejdź prędko, gdyż dziś muszę zatrzymać się w twoim domu. Zacheusz zszedł więc czym prędzej i z radością przyjął Go u siebie. Zajście to wywołało powszechne niezadowolenie: Poszedł w gości do grzesznika — szemrano. Zacheusz natomiast podniósł się i oświadczył wobec Jezusa: Panie, oto połowę mojego majątku przeznaczam dla ubogich, a jeśli na kimś coś wymusiłem, oddaję poczwórnie. Jezus zaś odpowiedział: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, ponieważ i ten człowiek jest synem Abrahama. Syn Człowieczy przyszedł bowiem odszukać i ocalić to, co zaginęło." (Ewangelia Łukasza 19, 1 - 10 - przekład literacki Ewangelicznego Instytutu Biblijnego)
"Do grzesznika idzie!" - szemrał tłum... grzeszników. Jezus był dla "bogobojnych żydów" nie jeden raz powodem zgorszenia. Gdy powołał Mateusza - także bogatego celnika! - a następnie gościł w jego domu i obcował z innymi celnikami, także zrobił się szum, a Jezus powiedział krótko: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają" (Mateusza 19, 12). 

Powiedzenie, że celnicy "nie cieszyli się dobrą reputacją" byłoby zdecydowanie zbyt delikatne. Byli wprost znienawidzeni przez lud. Gardzono nimi - traktując ich w podobny sposób, jak ladacznice. Odsuwano się od nich - byli traktowani niemal jak trędowaci. A to wszystko w zasadzie z dwóch powodów:
1) kolaboracja ze znienawidzonym okupantem - Cesarstwem Rzymskim - dla którego zbierali haracz od uciemiężonego ludu,
2) chciwość - oni byli zobowiązani odprowadzać określone sumy do cesarskiej kasy, a ile rzeczywiście żądali od ludzi, to Rzymu już nie obchodziło, więc wielu z nich w pełni korzystało z tego, że mieli "wolną rękę".
Zacheusz nie był sprawiedliwym i bogobojnym człowiekiem. Był zwierzchnikiem celników - dość wysoko postawionym urzędnikiem, który mógł wzbogacić się nie grabiąc innych, ale widać, że te pieniądze, które mógł zarobić uczciwie nie zaspokajały jego chciwości. Sam przyznaje się do podłej chciwości i zdzierstwa, gdy mówi: "... a jeśli na kimś coś wymusiłem, oddaję poczwórnie." Nie należy tych słów rozumieć: "MOŻE komuś wyrządziłem krzywdę", lecz "naprawię krzywdy KTÓRE WYRZĄDZIŁEM ludziom"! Jest to tzw. "okres warunkowy pierwszej klasy". Zacheusz deklaruje wypełnienie tego, co nakazane zostało przez Prawo: "Jeżeli ktoś ukradnie wołu lub owcę, a potem je zarżnie lub sprzeda, odda pięć wołów za wołu, a cztery owce za owcę" (2. Mojżeszowa 22, 1).

Biblia nie mówi nam o tym, czym się kierował Zacheusz, gdy postanowił pobiec na drogę, którą miał nadejść Mistrz. Możemy się tego jednak domyślać... Zapewne nie kierował się zwykłą ciekawością, bo takich ciekawskich na drodze pewnie było wielu - a jednak to właśnie Zacheusza wybrał sobie Pan. Gdyby Zacheusz był zwykłym gapiem, Chrystus zapewne minąłby go tak, jak wielu innych. Może upatrzyłby sobie kogoś innego? Ja myślę, że Zacheusza na drogę wyprowadziła "potrzeba serca" - której pewnie sam nie potrafiłby określić. Prawdopodobnie przy całym swym bogactwie i stanowisku, które zapewniało życie w luksusie, tak po prostu... nie był szczęśliwy. Być może szukał sensu życia? Być może boleśnie odczuwał samotność? Może już aż tak bardzo dokuczała mu wewnętrzna pustka i nade wszystko szukał czegoś, czym można by ją zapełnić? Może po porostu szukał NADZIEI?
"Był człowiekiem niskiego wzrostu, być może z wewnętrznymi bodźcami - typowymi dla ludzi niskiego wzrostu -zdobycia uznania dla siebie. Jeżeli tak, to jego bogactwo nie zyskało mu uznania ani u Boga, ani u ludzi. Synagoga odrzucała go, a ludzie unikali, pogardzali nim i jego nieuczciwie zdobytym bogactwem, a on musiał boleśnie odczuć, że pieniądze nie mogą wynagrodzić braku akceptacji. Był zagubiony" (David Gooding, "Według Łukasza - nowe spojrzenie na trzecią Ewangelię", Wydawnictwo Ewangeliczne, Poznań 1992, str. 323)
Zacheusz żył w oddaleniu od Boga, ale Bóg widział jego serce i poprowadził go na drogę - On znał go nawet po imieniu i imię to wypowiedział: "Zacheuszu!" Ja dziwię się w sumie, że Zacheusz, słysząc swe imię, nie spadł z wrażenia z drzewa jak dojrzała śliwka! Zupełnie naturalnym byłoby w takiej sytuacji postawienie identycznego pytania, jakie wyszło z ust pełnego zdziwienia Natanaela: "Panie, Skąd mnie znasz?" (por. Ew. Jana 1, 48), lecz być może Zacheusz nie potrzebował odpowiedzi Chrystusa, żeby rozpoznać w nim człowieka posłanego od Boga, proroka, Syna Bożego (bo świadomości tego, że Jezus jest w rzeczywistości samym Bogiem, wówczas jeszcze nikt nie miał)? Jego radość musiała być doprawdy wielka, a nadzieja na to, że oto jest szansa, by życie wreszcie miało sens, by się czymś napełnić, musiała "rozsadzać go" od środka. Ileż nagle w nim energii i jaka otwartość! Zeskakuje natychmiast z drzewa i biegnie otworzyć przed Mistrzem swój dom - bo serce jego (jak wierzę) na Ewangelię już było gotowe.

Zacheusz, gdy wybiegł na drogę z pewnością nie spodziewał się żadnego przyjaznego gestu. Zapewne nie liczył nawet na to, że Jezus choćby na niego spojrzy. Tacy, jak on przecież nie miewali przyjaciół, a i patrzeć na nich raczej nikt nie chciał. On, bogacz, był niczym żebrak! A od Chrystusa otrzymał tak wiele. Być może po raz pierwszy od lat poczuł się naprawdę kochanym?
"W tym momencie Zacheusz nie tylko zobaczył kim był Jezus, ale odnalazł swoją od dawna zagubioną tożsamość. Był człowiekiem ukochanym przez Boga wieczną miłością i tak wyczekiwanym, że Bóg przysłał swojego Syna, aby go odnalazł, uratował od zagubienia przez przyjście do jego domu i wniesienia do jego serca poczucia akceptacji przez Boga. Zacheusz odkrył wkrótce jeszcze coś innego. Akceptacja przez Boga dała mu to, czego latami szukał w bogactwie. Pogoń za pieniądzem skończyła się. Rozdał połowę swojego bogactwa." (David Gooding, j.w., str. 324)
Zadziwiająca jest przemiana serca tego człowieka. Chrystus pokazał mu, że to życie, które wiódł - choć było życiem w dostatku - nie było nic warte i że budował na złym fundamencie. Pokładał ufność w swoim bogactwie, a to wiodło go do zguby - i doczesnej, i wiecznej. Takie życie często kończy się... śmiercią samobójczą! Jezus pokazał mu, co w życiu tak naprawdę się liczy i co daje szczęście. I nagle ów bogacz pojmuje, ile zła uczynił i rozdaje swą majętność, by odtąd iść drogą Bożą! Połowę swego bogactwa oddaje biednym, a pamiętajmy, że uczynił wiele krzywdy ludziom i zobowiązanie zawarte w słowach:  "... a jeśli na kimś coś wymusiłem, oddaję poczwórnie" mogło oznaczać, że z całego bogactwa zostało mu w najlepszym razie bardzo niewiele! Jezusowi postawa ta się bardzo podoba, bo widzi nawrócenie Zacheusza jako szczere i zupełne, i w dodatku już owocujące!

*****

Bóg patrzy w serce. Bóg zna serce i myśli każdego człowieka. Bóg słyszy tych, który do Niego wołają w modlitwie. Bóg słyszy też wołanie serca - to głębokie pragnienie, które nie staje się modlitwą, nie wychodzi przez usta. Jeśli ktoś szczerze chce poznać Pana, Bóg go nie unika, nie "trzyma na dystans", nie mija go obojętnie, nie kryje się przed nim... Wprost przeciwnie!  To właśnie Bóg przecież wyszedł nam naprzeciw - to On zbliżył się do nas. My, ludzie, nie mogliśmy się do Niego zbliżyć, bo oddzielił nas od Niego grzech. Bóg przyszedł do nas jako Jezus Chrystus, Syn Boży, by uzdrowić nas duchowo, oczyścić nas z "trądu", jakim jest grzech...  Bóg nikogo nie odrzuca i nie przekreśla, bez względu na to, jak złe było jego życie.

Bóg jest miłością i tej miłości doświadczył Zacheusz. To poprzez miłość przemienione zostało jego życie! Także i w nim odnowiona została miłość - i do Boga, i do ludzi! Dotknięty miłością stał się zupełnie nowym człowiekiem. Stary Zacheusz umarł, a on narodził się na nowo i został zbawiony! Choć Chrystus jeszcze nie umarł, odkupienie miało się dopiero dokonać na Golgocie, Zacheusz już został oczyszczony - Bóg wymazał jego winy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz