poniedziałek, 17 września 2012

Pojednanie i przebaczenie

"Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie." (List do Rzymian 12, 18) "Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest; albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi." (1. List Jana 4, 20) "[Miłość] nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego..." (1. List do Koryntian 13, 5 - tłum "Biblia Tysiąclecia") "Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Ewangelia Mateusza 5, 43-48 - tłum. "Biblia Tysiąclecia").

Te cztery wersy przyszły mi do głowy po dzisiejszym spotkaniu z pastorem Erichem Busse - działacza na rzecz polsko - niemieckiego pojednania. Od zakończenia wojny minęło 67 lat - wciąż jeszcze żyją ludzie, którzy wiele wycierpieli i wiele ran wciąż jeszcze się nie zabliźniło. Przebaczenie, pojednanie i pokój to wielkie wyzwanie. Nienawidzić jest łatwo, miłować znacznie trudniej - a miłować nieprzyjaciół już w ogóle zdaje się być niemal czynem heroicznym. Gdy doznajemy krzywd znacznie łatwiej pielęgnować w sobie ból, niż powiedzieć: "Przebaczam! Kocham cię!"

Gdy w 1965 roku, podczas Soboru Watykańskiego II, polscy biskupi katoliccy do biskupów niemieckich, a na ich ręce do całego narodu niemieckiego, skierowali list ze słowami: "W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu, wyciągamy do Was (...) nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. A jeśli Wy, niemieccy biskupi i Ojcowie Soboru, po bratersku wyciągnięte ręce ujmiecie, to wtedy dopiero będziemy mogli ze spokojnym sumieniem obchodzić nasze Millenium w sposób jak najbardziej chrześcijański" wielu naszych rodaków było oburzonych. A przecież biskupi, czyniąc to, postąpili w duchu Ewangelii Chrystusowej! Niektórzy mówią, że na takie słowa było wówczas o wiele za wcześnie, ale... może ona nawet padły ZBYT PÓŹNO? Była to "oliwna gałązka pokoju" zaniesiona do Niemiec i wielu Niemców przyjęło ją z wielką wdzięcznością.

Na przełomie 2006 i 2007 roku byłem w Zagrzebiu na Europejskim Spotkaniu Młodych zorganizowanym przez ekumeniczną Wspólnotę z Taizé. Było to w dwanaście lat po tym, jak przez te ziemie przetoczyła się brutalna wojna i mogliśmy widzieć blizny tego kraju - w wielu miejscach na ścianach domów wciąż były widoczne ślady kul, a ludzie... Ludzi nie pytaliśmy o wojnę, bo każdy wówczas kogoś stracił i rany te wciąż krwawiły - wojna w rozmowach z tymi ludźmi to był wciąż "temat tabu". Obok wielu tysięcy młodych przybyłych z całej Europy, byli także młodzi Serbowie. Serbowie i Chorwaci to w zasadzie praktycznie jeden lud, władający jednym językiem, lecz właśnie od Serbów Chorwaci doznali wielu krzywd. I obawiano się, jak ci młodzi zostaną przyjęci - zwłaszcza, że oto Chorwaci mieli Serbów gościć we własnych domach (a żaden zn nich wcześniej nie wiedział kim będą jego goście, jakiej narodowości będą)! Później dowiedzieliśmy się, że zostali przyjęci bardzo serdecznie, może nawet goręcej niż inni - i gospodarze i goście dobrze zrozumieli "przesłanie  Taizé" oraz to, dlaczego akurat Zagrzeb wybrano na miejsce kolejnego Europejskiego Spotkania Młodych. 
"Brat Alois wezwał uczestników Europejskiego Spotkania Młodych w Zagrzebiu do zapomnienia krzywd i pojednania się. W jednym z rozważań mówił o konieczności budowania pokoju zwłaszcza tam, gdzie w minionym wieku ludzie doznali przemocy i krzywd. Młodzi Chorwaci i Serbowie słuchali tych słów ze łzami w oczach. 'Ewangelia wzywa nas do wzniesienia się ponad pamięć przez przebaczenie - mówił przełożony Wspólnoty z Taizé. - Tylko w ten sposób można przerwać łańcuch utrwalanych urazów'. 'Ubiegły wiek obfitował w przemoc, ale również wtedy zrodziły się niespodziewane pojednania, a było to możliwe dzięki garstce osób, które wierzyły w pokój' - powiedział brat przeor. Zaznaczył, że nie można i nie trzeba zapominać o bolesnej przeszłości, ale zarazem wezwał młodych do budowania pokoju w Europie i na świecie. "Wiek, który się rozpoczyna, potrzebuje odważnych kobiet i mężczyzn, którzy całym swoim życiem wyrażą to ewangeliczne wyzwanie: «Pojednajcie się!»" - mówił brat Alois." (Źródło: KAI)
O  Taizé się różnie mówi. Wspólnota i idea pojednania, która się kryje za tą nazwą przez jednych jest chwalona, przez innych krytykowana. Są ludzie, którzy odnoszą się do tego z niechęcią, czy wręcz pogardą - nazywając to nawet "diabelskim ekumenizmem" - i ja sam dostrzegam błędy, które są w  Taizé. Niemniej dostrzegam to, co wartościowe... Podziwiam postawę brata Rogera - założyciela Wspólnoty - który nie tylko mówił o potrzebie pojednania, ale też pojednanie uskuteczniał. On - który był prześladowany za pomoc uchodźcom wojennym, których podejmował we własnym domu, cudem (!) uniknął aresztowania przez Niemców (gdy wkroczyli do "wolnej strefy" Francji będącej pod rządami marionetkowego rządu Vichy, on akurat wyjechał na kilka dni do Genewy) i być może męczeńskiej śmierci w którymś z obozów koncentracyjnych - zaraz po wojnie pierwszy wyciągnął rękę do niemieckich jeńców wojennych, zamkniętych w pobliskim obozie! 

Pojednanie... Dużo łatwiej rozpamiętywać własne krzywdy - jest to może nawet bardziej naturalne dla nas, ludzi. Przebaczenie i pojednanie jest w gruncie rzeczy aktem zaparcia się samych siebie. Jezus mówi:
"Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie." (Ewangelia Łukasza 9, 23)
Do pojednania i przebaczenia potrzeba miłości i wielkiej odwagi. W tym najtrudniejszy jest pierwszy krok: spotkać się i wyciągnąć do siebie ręce. Trzeba umieć dostrzec w tym drugim człowieku... po prostu CZŁOWIEKA! A im wcześniej tego dokonamy, tym większa radość w niebie i takim postawom Bóg zawsze błogosławi. Przebaczenie jest to wręcz warunek (!) tego, byśmy i my sami doświadczyli przebaczenia. Czyż nie modlimy się: "i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszcamy naszym winowajcom"?

4 komentarze:

  1. Kiedyś słyszałam, że mądry naród to taki, który przebacza i zapomina to co złe, by iść w przyszłość za tym co dobre. Gdy ostatnio jechałam przez Chorwację, to tam wciąż widziałam ślady po pociskach, to samo w Bośni. Czy tam będzie wciąż pokój, tego nie wiem. Z tego co widziałam i doświadczyłam to wśród Serbów nie ma już jakiejś nienawiści do Chorwatów - oni teraz raczej boją się muzułmańskich Boszniaków, wśród których działalność misyjną prowadzą fanatyczni muzułmanie z Arabii Saudyjskiej...
    Wczoraj w "Wiadomościach" widziałam z kolei reportaż o tym, że na Białorusi mówi się o Berezie Kartuskiej i o zabijaniu Białorusinów. Czy to kiedyś się skończy? A może kiedyś takie pojednawcze spotkanie odbędzie się właśnie w Mińsku albo w Moskwie?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się marzy, żebym dożył dnia, kiedy Ukraińcy, Białorusini i Litwini usłyszą od nas: "Prosimy o przebaczenie i wam wybaczamy"... Tam w liście do Koryntian tak naprawdę jest napisane, że miłośc nie prowadzi rachunku krzywd - więc czas przebaczać, nie rozliczać, nie obliczać kto ile krzywd dozanł, a kto ile zadał. Ale z tym, to my mamy niestety wielki problem. :(

    OdpowiedzUsuń
  3. A może my, chrześcijanie, wyjdziemy z taką inicjatywą do naszych wschodnich sąsiadów? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest całkiem słuszna uwaga. Tylko, że najpierw trzeba by zmienić myślenie w nar5odzie, że my to zawsze ofiary byliśmy. Po tylu wiekach życia w kręgu mitów martyrologicznych to może być trudne - np. przekonanie, że żadnych praw do Wilna, Mińska, Lwowa czy Kijowa nie mieliśmy. A to nawet historycy mówią, że nie taka miała być unia polsko - litewska, ale ich głos jest zwyczajnie ignorowany. A jest wiele ran i zadrapań na wschodzie przez to. jest dużo do ponaprawiania.

    OdpowiedzUsuń