poniedziałek, 10 września 2012

Nieść Ewangelię w XXI wiek

"Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi." (Jana 15, 19)
Niektórzy te słowa interpretują sobie tak: "nie jesteśmy ze świata, więc odrzućmy wszystko, co niesie świat!" Niektóre Kościoły przyjęły bardzo dziwne praktyki. Część Amiszów do dziś żyje przy lampach naftowych, elektryczność uznając za "diabelstwo" (tymczasem przecież lampa naftowa została skonstruowana w roku 1853 przez Ignacego Łukaszewicza, który najpewniej wcale nie był biblijnie wierzącym chrześcijaninem, a więc także jest "ze świata"!). Wiele Kościołów zabraniało swoim członkom chodzenia do kina i teatru, bo to też "światowe" - rzecz w tym, że nic dobrego z tego nie było, a ludzie i tak chodzili do kina lub teatru, a ponieważ nie stawali się przez to gorszymi chrześcijanami, nie cierpiała na tym ani ich moralność, ani świętość - to w końcu ludzie w Kościołach "poszli po rozum do głowy" i w większości wspólnot przestano bredzić jakoby było to "diabelskie". Podobnie rzecz się ma z tańcami, choć tu jeszcze mamy trochę ortodoksji... 

Są jednak ludzie, którzy wciąż zawzięcie walczą z różnymi przejawami "światowości" w Kościele - ostatnio w grupie chrześcijańskiej na Facebooku była batalia z powodu wykorzystywania klaunady do ewangelizacji. Klaunada jest wykorzystywana poza czasem nabożeństw i do tego tylko w ramach zajęć z dziećmi, lecz dla niektórych ludzi jest to "poważny problem". Grzmią oni: "To niedopuszczalne!", "Uszanujmy szczególność miejsca, jakim jest kaplica!", "Gdzie coś takiego macie w Biblii?" Powołują się przy tym na werset: "Także bezwstyd i błazeńska mowa lub nieprzyzwoite żarty, które nie przystoją, lecz raczej dziękczynienie" (Efezjan 5, 4) - podczas, gdy znacznie trafniej przełożył to katolicki zespół tłumaczy, którego dziełem jest "Biblia Tysiąclecia": "ani o tym, co haniebne, ani o niedorzecznym gadaniu lub nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne. Raczej winno być wdzięczne usposobienie." W ogóle jak chodzi o kształt Kościoła Biblia jest często nadinterpretowywana lub przeinterpretowywana, aby "z jej pomocą" dowieść, że jakiekolwiek nowe pomysły są "światowe" - czyt. "od diabła".


Dyskusje o tym, jaki ma być Kościół XXI wieku są czasem bardzo zażarte i odnoszę wrażenie, że czasem w mało chrześcijańskim duchu. Potępiając niektóre nurty w Kościele czy niektórych kaznodziejów - i określając to mianem "światowych" ("diabelskich") - niektórzy sięgają nawet po zdecydowanie ŚWIATOWĄ taktykę działania: pomówienia i oszczerstwa. Ot, ostatnio zaobserwowałem nawet doczepianie łatki "to mason 33 stopnia wtajemniczenia" kaznodziei (powszechnie szanowanemu), bo akurat jego głoszenie się komuś nie podoba! Apostołowie często napominali zbory - lecz w duchu miłości - a współczesna dyskusja o Kościele zbyt często odbywa się w duchu potępienia, pogardy... Bardzo rzadko widzę napominanie - najczęściej od razu przekształca się to w... odsądzanie od czci i wiary! Ciekawe, co o tym powiedziałby Jezus i apostołowie!?!

Oczywiście wynajdują przy tym w swej walce cytaty biblijne, jak ten: "Wiarołomni, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem, to wrogość wobec Boga? Jeśli więc kto chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga" (Jakuba 4, 4), a przecież kilka wersów wcześniej mamy coś o zaciętości, z jaką oni toczą swoje boje!
"Skądże spory i skąd walki między wami? Czy nie pochodzą one z namiętności waszych, które toczą bój w członkach waszych? Pożądacie, a nie macie; zabijacie i zazdrościcie, a nie możecie osiągnąć; walczycie i spory prowadzicie. Nie macie, bo nie prosicie." (List Jakuba 4, 1 - 2)
 Piękną definicję tego, co światowe znalazłem (i tu już by mnie niektórzy "radykalnie ewangeliczni chrześcijanie" potępili za korzystanie z takich źródeł!) na stronie Katolik.pl :
"Potępiany w Nowym Testamencie "świat" pojmować trzeba nie jako ziemię, dzieło Boże, fizyczną rzeczywistość, ale jako zespół obyczajów i zasad, które są sprzeczne z przesłaniem Ewangelii. "Świat" to wartości doczesne, zmysłowe, brak ducha wiary i modlitwy, nieraz bezbożność i zgorszenia. Stanowi go wszystko to, co nie jest z Ducha Bożego - pożądliwość, folgowanie pokusom i zmysłowa przyjemność, wszystko, co stoi w opozycji do duchowości."
AMEN! Bardzo polecam to rozważanie, bo uważam je za słuszne i zdrowe podejście do biblijnych przestróg przed tym, co światowe. Ja też uważam, że nie wszystko, co jest ze świata jest od razu złe i diabelskie. Postawa niektórych "ewangelicznie wierzących" przypomina mi postawę katarów, którzy może nawet jeszcze radykalnie odrzucali wszystko, co światowe, bo wierzyli, że cały fizyczny świat został stworzony przez Demiurga (demona) - przeciwieństwo Boga - i on panuje nad tym światem, więc absolutnie wszystko, co jest na tym świecie - w tym także materialne ciała - "jest złe".


Spory o pewne nowe elementy wprowadzane do Kościoła, nowe formy ewangelizacji, nowe myśli jest tak naprawdę na linii podziału pomiędzy "zachowawczym" odłamem chrześcijaństwa, a postępowym odłamem. Są ludzie, którzy chcieliby, aby Kościół się nie zmieniał, aby trwał w tych samych "ramach" - był zawsze taki, jaki był dotąd. nie rozumieją jednak tego, że Kościół... zawsze się zmieniał i to, co oni uznają za "tradycyjny wzorzec Kościoła" i "tradycyjne formy" też kiedyś było nowinką i że wiele z tego, co oni uważają za "prawdziwą pobożność" i "tradycyjnie chrześcijańskie", też kiedyś przyszło ze świata! Przyjrzyjmy się muzyce w Kościele na przykład.  Czytałem gdzieś kiedyś, że gdy Król Dawid grał na harfie i tańczył przed Panem, było to muzyką przypominająca tą, jaką grano na biesiadach. Tradycyjne hymny kościelne także wywodzą się z muzyki świeckiej. Muzyka gospel to w gruncie rzeczy połączenie bluesa (świeckiego!) z tradycjami wokalnymi pochodzącymi z Afryki, które pierwotnie nie miały nic wspólnego z chrześcijaństwem! A współczesne uwielbienie w naszych Kościołach? Po części wywodzi się z muzyki gospel, po części pop, a silne korzenie ma w przebudzeniu duchowym, jakie nastąpiło w latach 60-tych w Ameryce wśród... hipisów i w ich muzyce, głównie folk-rocku. Jeśli mamy odrzucić to, co "światowe", to chyba w ogóle musimy się pozbyć muzyki z Kościoła!

Jeśli wszystko musi być też "biblijne" to musimy zwolnić wszystkich naszych... pastorów, bo w Biblii nikt taki się nie pojawia - pastorzy pojawiają się na dobrą sprawę wraz z reformacją, łącząc w sobie różne funkcje znane z Biblii! Być może należałoby też zburzyć wszystkie kaplice jako "niebiblijne". Skoro mamy odrzucać wszystko, co "światowe", to musimy porzucić nasze kaplice, bo... w Biblii nie ma ani słowa o specjalnych, wydzielonych miejscach modłów, których nie należy "kalać" niczym "światowym" - bo niektórzy są bardzo oburzeni, że "świat" wkracza w sferę "sacrum", że "takie rzeczy się w kaplicach dzieją". Pierwsi chrześcijanie nie mieli kaplic z krzyżami wiszącymi na ścianach! W pewnym sensie nasze kaplice - tzw. "domy modlitwy" są czymś, jak dla żydów synagogi - ale nie budowano kaplic, chodzono do synagog i Świątyni, i modlono się w domach. Chcę tylko pokazać, że ci, którzy tak zacięcie zwalczają pewne formy duchowości czy ewangelizacji nie są do końca konsekwentni w swych poczynaniach. Tak naprawdę oni by chcieli Kościoła jak w XVIII czy XIX wieku, czy z początków wieku XX, akceptując to wszystko, co się do tego czasu w obrębie Kościoła pojawiło, a konsekwentnie powinni prześledzić i usunąć wszelkie "światowe nowinki".


Wieki mijają i świat się zmienia, zmienia się nasza cywilizacja i zmieniają się ludzie. Byłoby wielce niebezpieczne dla Kościoła, gdyby stał w miejscu, gdyby próbował te zmiany ignorować. Może by trwał, ale stawałby się coraz bardziej zamkniętą w sobie społecznością, wyobcowaną zupełnie ze świata. Kościół też musi być współczesny, nowoczesny, musi iść do przodu - co nie znaczy eksperymentować z Ewangelią, "luzować" podejście do Ewangelii i wiary. Musimy umieć wykorzystywać współczesne środki przekazu i stwarzać okazję do ewangelizacji.

Ja ogromnie kocham stare hymny, ale dziś muzyka to jest gitara, perkusja, syntezatory - i ogromnie cenię tych, którzy potrafią to wykorzystać - ja już o tym pisałem 24 sierpnia w tekście "Idźcie i pozyskujcie". Jestem 100% za tym, żeby grać nie tylko hymny i gospel, ale także chrześcijański rap, reggae, rock i robić wielkie imprezy muzyczne. Bardzo lubię, gdy pojawia się teatr chrześcijański, czy nawet gdy elementy teatru są wykorzystywane podczas nabożeństw. Jest zresztą kilka takich grup, które robią to naprawdę świetnie, jak międzynarodowy zespół Covenant Players czy też polski (katolicki - "o zgrozo"!) Teatr A. Nie jestem za przekształcaniem Kościołów w jakieś centra kulturalno - sportowe, bo Kościół nie powinien się mylić z ośrodkiem kultury czy sportu, ale wszystko to można wykorzystać do ewangelizacji. Zwłaszcza sport może dawać wielkie szanse, bo przecież w Biblii mamy świetne nawiązanie do sportu. Nie razi mnie przebieranie się, nawet klaunada - nawet mi się to podoba, o ile pamiętamy, że na wszystko jest właściwy czas i miejsce (jestem przeciwny takim elementom podczas nabożeństw). Wspaniałe efekty daje ewangelizacja radiowa i telewizyjna - a przecież to też są "światowe" media! Ba! W wiele miejsc łatwiej jest dotrzeć za pośrednictwem radia, niż posłać tam wszędzie fizycznie misjonarzy (czasem jest to niemożliwością)! Bardzo dobrym pomysłem są chrześcijańskie dyskusyjne kluby filmowe. Moim marzeniem jest stworzenie klubo-kawiarni chrześcijańskiej - gdzie można by przyjść, wypić dobrą kawę lub herbatę, pogadać, posłuchać muzyki, poczytać dobrą książkę (własną lub z biblioteczki) i prasę chrześcijańską. Ktoś może skonstruować monster-trucka i za jego pomocą zwracać na siebie uwagę i z niego głosić Ewangelię - ja nie mam nic przeciwko, jeśli będzie ją głosił wiernie i jeśli ludzie będą przychodzić do Jezusa. Ja sam, gdybym miał samochód, to chciałbym, aby ten samochód "sam" głosił Ewangelię poprzez to, co by na nim było umieszczone. Uważam, że powinniśmy szukać wciąż nowych dróg docierania do ludzi z przesłaniem Ewangelii.

Kościół nie powinien rzecz jasna - nawet nie może - odchodzić od "staromodnej" Ewangelii, ale powinien umieć nieść ją w XXI wiek! Możemy to czynić na wiele różnych sposobów - i chyba nie ma co się oglądać na tych, którzy się krzywią i mówią: "Szatańskie działanie w Kościele! To jest takie... ŚWIATOWE!" Możemy korzystać ze wszystkiego - z wyjątkiem tego co Biblia piętnuje jako grzech. Podkreślam: co BIBLIA piętnuje jako grzech, a nie według dowolnych interpretacji niektórych ludzi, którzy - choć wierzę, że ich wiara i intencje są szczere - przesadzają w swoich zasadach, a jeszcze próbują wmawiać, że każdy chrześcijanin do tych samych zasad i poglądów, które oni uznają za słuszne, powinien się stosować, a nie stosowanie się nazywają... odstępstwem od wiary (w pewnym sensie wręcz utrudniają oni głoszenie ewangelii, sieją często zupełnie niepotrzebny zamęt i odstraszają ludzi)! Ważne jest to, żeby w centrum naszego życia był Jezus Chrystus i Jego Ewangelia. Nie może być przerostu formy nad treścią. To, co robimy może mieć różne formy, ale musi być napełnione po brzegi Ewangelią! My jesteśmy przekaźnikiem Ewangelii i powinniśmy umieć wykorzystywać wszelkie dostępne nam środki przekazu.

To wcale nie znaczy "róbta co chceta". Jest dla mnie jasne, że jest wiele przegięć - "chrześcijański" taniec na rurze, "chrześcijański" wrestling (chociaż można być chrześcijaninem i zapaśnikiem!), "chrześcijańska" joga, itp. Wiele dziwów pojawia się zwłaszcza w USA, także jak chodzi o same Kościoły. Są zbory "kowbojskie", ich "nabożeństwa" odbywają się często na... stadionach rodeo, a nowych członków chrzci się w... korytach dla koni. Są wspólnoty... naturystów, gdzie przychodzą ludzie, rozbierają się w szatni i nago idą na nabożeństwo, słuchać nagiego pastora i nagiego chóru. Oczywiście jest też zaraza pod nazwą "Ewangelia sukcesu" / "Ruch wiary" / "Łatwe zbawienie". Są ludzie, którzy przebierają się za "duchownych" i robią "chrześcijański show". NIE! Nie o to mi chodzi! To jest naprawdę zwiedzenie! Jest wiele takich nowinek, które są wsączane do Kościoła, a są faktycznie od diabła. Ja w żadnym razie nie twierdzę, że mamy iść ślepo  "drogą postępu". Nie! My mamy się trzymać tego, co święte!
"Wszystko badajcie, co szlachetne — zachowujcie" (1. List do Tesaloniczan 5, 21 - przekład dosłowny Ewangelicznego Instytutu Biblijnego) "Słowa te odnosić się mogą przede wszystkim do proroctw wymienionych w w. 20, ale także do wszystkiego, co niesie z sobą życie. Z polecenia Pawła wynika, że (1) wartość tego, co niesie z sobą życie nie od razu jest oczywista; (2) mamy być postępowi, a nie zachowawczy" (komentarz tłumacza).
Myślę, że w tym jest wielka mądrość pastora Piotra - jednego z naprawdę świetnych polskich biblistów - który pracuje nad tym tłumaczeniem. Podobnie rozumiem też ja - że mamy badać nie tylko proroctwa, ale wszystko, co do nas "napływa" - czy nie ma w tym czegoś złego, a jeśli jest wolne od grzechu, to przyswajajmy to i wykorzystujmy! Nie bójmy się postępu! Nie zmieniajmy Kościoła w skansen! Przyjmowanie pewnych rzeczy napływających do nas z zewnątrz wcale nie oznacza odwrócenia się od Chrystusa, a wprost przeciwnie: daje szanse przyciągania ludzi do Chrystusa! Nie bójmy się... BADAĆ - z Biblią w ręku! - i korzystać z efektów badań, jeśli dały wynik pozytywny! Bądźmy Kościołem Chrystusa na miarę XXI wieku!

3 komentarze:

  1. Myślę, że takie zachowania o których piszesz, to strach przed tym co nowe. Ale taka zachowawczość trochę przypomina mi klasztory, gdzie nie można wprowadzić nic nowego, choć chyba nawet w klasztorach jest elektryczność, a bywa, że i telewizja. :) Ale masz rację, zmienianie na siłę Kościoła skansen zaowocuje tylko tym, że będziemy jak świadkowie Jehowy, którzy przy dyskusjach z ludźmi nie zgadzającymi się z nimi nie potrafią inaczej rozmawiać, niż przy pomocy swoich "pomocy" w postaci egzemplarzy "Strażnicy". Z drugiej strony zgadzam się, że nie można przyjmować ślepo wszystkiego, co nowe. Mnie osobiście denerwuje bezmyślne kopiowanie różnych rzeczy z USA... Tylko dlatego, że są one z USA. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, my niestety, bardzo dużo bierzemy z USA. Ja osobiście bym wolał, by nasze Kościoły były bardziej słowiańskie. :) Nie powinniśmy tylko patreć na Amerykę i stosować metodę "kopiuj - wklej". Nie powinniśmy się amerykanizować. Dobrze by było, byśmy także w Kościele pielęgnowali to, co nasze, słowiańskie. Myślę, że to się udaje wielu Kościołom w Rosji - sądzac po ich uwielbieniu. Z drugiej zaś strony - przecież stać nas na oryginalność. Heh, ucieszyłoby mnie, gdybym na rynku w Krakowie zobaczył ewaqngelistę z Biblią w ręku, ubranego a'la "Krakowiaczek ci ja krakowskiej natury..." ;P Myślę, że mógłby wzbudzić niemała sensację i zyskać wielu słuchaczy! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny pomysł z tym Krakowiaczkiem :) Ale Rynek pisze się przez duże "R";). Ale wracając do tematu, czasem denerwuje mnie właśnie ten nasz "ewangeliczny folklor" - z jednej strony bezmyślne kopiowanie wzorców z USA, w tym np. bezkrytyczne zamiłowanie niektórych naszych braci do libertarianizmu (znam wśród pewnych protestantów zagorzałych wielbicieli Janusza Korwin-Mikkego, którzy gdy jak zaczynają mówić o polityce, to nie da się z nimi normalnie rozmawiać), a z drugiej strony coś, co zostało określone jako "przeduchawianie rzeczywistości" - np. widzenie wszędzie wpływów demonicznych, nawet tam, gdzie ich nie ma...

    OdpowiedzUsuń