niedziela, 16 września 2012

Katolicka nowa ewangelizacja... w rytmie hip-hop!

„Słowo twoje jest pochodnią nogom moim i światłością ścieżkom moim” (Psalm 119, 115)
"Pewnie w niejednej parafii chcieliby takiego księdza. W końcu rapował w kilku hiphopowych składach, nagrywa solową płytę i opublikował w sieci teledysk, w którym zachęca do czytania Biblii. Panie i panowie, oto wschodząca gwiazda YouTube'a - ks. Jakub Bartczak. 'Chciałem zaproponować młodym ludziom inną formę spotkania z Biblią' - tłumaczy ks. Bartczak, kiedyś znany jako Mane. Dlatego postanowił nagrać kawałek w całości poświęcony Pismu Świętemu (...) 'Nagrałem ten klip, bo taka jest misja Kościoła: chcemy mówić o Panu Bogu.' Podobno utwór został nieźle przyjęty wśród parafian i kościelnych przełożonych." - podaje serwis internetowy "Gazety Wyborczej".

Nie jestem fanem hip-hopu. Nie żebym miał coś przeciwko temu stylowi, ale to po prostu "nie jest moja muzyka". Nie jestem też fanem księży i Kościoła katolickiego - jestem jednak szczęśliwy, gdy z ust księdza słyszę: "Czytaj Biblię!" W średniowieczu za czytanie - czy nawet samo posiadanie Biblii - ludzie tracili życie, oskarżeni o herezję. Jeszcze w XIX wieku zabraniano czytania Biblii przez dzieci i młodzież. Nawet w kolegiach (seminariach), przygotowujących kleryków do posługi kapłańskiej Biblia nie była czytana. O tych problemach pisze m.in. Charles Chiniquy - żyjący w XIX wieku były ksiądz katolicki. Ogromnie cieszą mnie te przemiany, które obecnie zachodzą - zwłaszcza od Soboru Watykańskiego II widoczny jest wielki postęp, chociaż oczywiście wciąż pozostaje wiele problemów, m.in. taki, że katolicy nie mogą iść swobodnie za tym, co mają podane w Biblii, lecz muszą ją interpretować tak, jak nakazuje ich Kościół. Nie ma wolności, ale jest wiele dobrej woli i wiele biblijnych inicjatyw.

"Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa" - napisał żyjący na przełomie IV i V wieku Hieronim ze Strydonu, tłumacz Biblii na język łaciński (tzw. "Wulgata" - czyli przekład popularny, na język zrozumiały dla ludu), czczony przez katolików, prawosławie i koptów jako "święty", a w Kościele katolickim ponadto jako "Ojciec Kościoła". I jest to prawda. Bez Słowa Bożego nie ma chrześcijaństwa, nie ma wiary, nie ma ewangelizacji... Jeśli Chrystus mówi: "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody..." (Ew. Mateusza 28, 19) - to nie znaczy niesienia dowolnych nauk, ale Słowa Bożego - tego, co mamy napisane w Biblii. A żebyśmy mogli nieść to Słowo innym, najpierw sami musimy je znać - najpierw my musimy być nim wykarmieni.

To, jak zachęcamy ludzi do poznawania Słowa Bożego, to już kwestia drugorzędna. Ważne jest to, żeby Biblia była czytana... Oczywiście nie wolno nam Chrystusa traktować jako "zioma", "kolesia" - tu musi być bezwarunkowo szacunek! - ale jeśli chcemy mówić do ludzi, to powinniśmy mówić tak, by to do nich trafiało. Znany brytyjski muzyk, Sal Solo - głęboko wierzący katolik - powiedział kiedyś, że wielkim grzechem Kościoła jest, że do młodych z "pokolenia MTV' nie potrafi mówić ich "językiem" - a jest to "język" obrazu i dźwięku. Mówił o Kościele katolickim, ale my w zborach też miewamy ten problem. Nie jestem fanem hip-hopu (powtarzam), ale modlę się o to, aby ten utwór spełnił swoje zadanie - by dotarł do tych ludzi, do których jest skierowany i by przekonał ich do sięgnięcia po Biblię! I by sam Bóg przemówił do nich - przez karty tej Świętej Księgi i osobiście - i poprowadził ich ku Sobie, tak, jak On chce! AMEN! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz