czwartek, 27 września 2012

Dom Boga czy sanktuarium ludzkiej próżności?

"Rzekła mu niewiasta: Panie, widzę, żeś prorok. Ojcowie nasi na tej górze oddawali Bogu cześć; wy zaś mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy Bogu cześć oddawać. Rzekł jej Jezus: Niewiasto, wierz mi, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie oddawali czci Ojcu. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, bo zbawienie pochodzi od Żydów. Lecz nadchodzi godzina i teraz jest, kiedy prawdziwi czciciele będą oddawali Ojcu cześć w duchu i w prawdzie; bo i Ojciec takich szuka, którzy by mu tak cześć oddawali. Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie." (Ewangelia Jana 4, 19-24) "Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych. Ani też nie służy mu się rękami ludzkimi, jak gdyby czego potrzebował, gdyż sam daje wszystkim życie i tchnienie, i wszystko." (Dzieje Apostolskie 17, 24 - 25)
Jestem zapalonym turystą - zwiedziłem wiele wspaniałych miejsc w Europie i u nas w Polsce. Nie omijam katolickich świątyń. Wiele z nich jest przecież wysokiej klasy zabytkami! Niektóre są wprost zachwycająco piękne! A jednak czasem zastanawiam się nad sensem ich istnienia z punktu widzenia biblijnego. Bóg mówi nam bezpośrednio (Jezus) i pośrednio (apostoł Łukasz, autor Dziejów Apostolskich):
"Mi nie zależy na świątyniach! Ja ich nie potrzebuję i nie są moim domem! Mi zależy na tym, abyście wy byli szczerze wierzącymi ludźmi - aby wasze serca były wypełnione wiarą i były moją świątynią!"

Tak rozumiem słowa dane nam od Boga i zawarte w tych dwóch fragmentach. Wspaniałe świątynie, czasem "kapiące złotem", bardzo kosztowne, wypełnione obrazami, które wyszły spod pędzli wielkich malarzy i rzeźbami wykonanych - czasem w najdrobniejszych szczegółach - przez równie uzdolnionych "mistrzów dłuta" budzą mój podziw. Dowiaduję się, że "zostały wzniesione dla chwały bożej", lecz zastanawiam się, czy nie są raczej w większości pomnikiem... ludzkiej PYCHY wzniesionym dla podkreślenia własnego prestiżu i bogactwa. Wiemy wszak, jak fundatorzy ze sobą współzawodniczyli i jak współzawodniczyły ze sobą miasta w tym, kto zbuduje piękniejszy i okazalszy "dom" Bogu! Ludzie zapomnieli o tym, co jest najważniejsze i dziś też o tym nie pamiętają!

Pierwsi chrześcijanie nie wznosili okazałych świątyń, ani nawet skromnych kapliczek... Pewien katolik wyjaśniał mi kiedyś: "To prawda, bo nie mieli takich możliwości, jako religia prześladowana przez władzę! Zauważ, że gdy ustały prześladowania, pojawiają się pierwsze świątynie chrześcijańskie." I to jest nawet zrozumiałe, chociaż te prześladowania nie były stałe - nasilały się i zmniejszały. Znamy jeden wyjątek - kościół w Rihabie w Jordanii, który zdaniem archeologów mógł powstać przed 70 rokiem n.e. - spełniał przy tym też rolę domostwa. Wydaje się, że to samym chrześcijanom wcale nie zależało na tworzeniu specjalnych miejsc kultu. Wiemy o nich, że gromadzili się na swych nabożeństwach w domach, być może także w wynajmowanych salach, a poza tym chodzili do synagog, a ci, którzy mieszkali w Jerozolimie, bywali regularnie w Świątyni. prawdą jest też, że w IV wieku, kiedy ustały prześladowania, a Kościół znalazł się pod silnym wpływem cesarza Konstantyna Wielkiego, który w gruncie rzeczy był... poganinem, pojawiają się też "świątynie". Czy aby nie było to jednak wzorowane na pogaństwie? 

Na kartach Ewangelii znajdujemy Kościół, który można określić słowami: POBOŻNOŚĆ i PROSTOTA! To, gdzie się modlą nie było dla nich istotną sprawą - ważne dla nich było, by wielbić Boga i karmić się Jego Świętym Słowem! Wydaje mi się, że im więcej później przybywało "ozdobników" - i w wystroju miejscu kultu i w formach nabożeństwa - tym bardziej w tym wszystkim gubiło się to, co NAJWAŻNIEJSZE!  "Lecz nadchodzi godzina i teraz jest, kiedy prawdziwi czciciele będą oddawali Ojcu cześć w duchu i w prawdzie..." Czy przypadkiem ta cała "obudowa", te wszystkie dodatki i "ozdobniki" nie zabiły prawdziwej pobożności, która zawiera się w słowach o oddawaniu czci Bogu w duchu i prawdzie? 


To, że dziś wznosimy specjalne budowle, gdzie przychodzimy modlić się, wynika chyba z naszej psychiki. Gdy chodziłem do szkoły mieliśmy zajęcia m.in. z zakresu socjologii kultury. Zwrócono nam uwagę, że kościoły (budynki kościelne) to pewnego rodzaju strefa wydzielona ze świata, którego granicami są mury kościoła. To "sacrum" bardzo silnie oddziaływuje na człowieka - wchodząc w jego obręb ściszamy głos, a odgłosy ze świata zewnętrznego są wytłumione... To nie jest złe, ale nie ma sensu, jeśli nasze własne serce nie jest świątynią dedykowaną Bogu! Jeśli jesteśmy oddani Bogu - jeśli czcimy go "w duchu i prawdzie", jak On tego pragnie - nie potrzebujemy świątyń, bo świątynia jest zawsze tam, gdzie jesteśmy my!
"Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie" (Ewangelia Mateusza 6, 6)
Bóg nie mówi: "Idź do kościoła / Idź do świątyni"! Ten werset najlepiej obrazuje tą prawdę, że jeśli w naszym sercu jest szczera wiara i cześć dla Boga, to wszędzie znajdujemy świątynię! Ta "strefa sacrum", o której mówiła pani wykładająca w mojej szkole nie musi być wokół nas, lecz W NAS!

Ludzie kochają "świątynie", ale Bóg wcale ich nie kocha! Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości to niech poszuka, czy w Biblii jest choćby cień zalecenia, by budować specjalne miejsca służące modlitwie! Nic takiego tam nie ma! Było jedno takie miejsce - świątynia w Jerozolimie - i ono funkcjonowało ze względu na fakt zerwanej więzi pomiędzy człowiekiem, a Bogiem. Bóg sam zdecydował, że przyszedł na nie kres i zostało zburzone (choć uczynił to rękami ludzi). Dziś w tym miejscu jest meczet, świątynia pogan, co Bóg też z jakiegoś powodu dopuścił - być może dlatego, by zburzyć też tą dawną religijność?

W jednym momencie Bóg zniósł Świątynię, gdyż nie była już ona więcej potrzebna.  Zniósł "kastę" kapłańską , rytuały religijne i składanie ofiar. Tym samym Bóg zniósł też potrzebę pielgrzymowania. Bo to wszystko stało się absolutnie zbyteczne po tym, gdy Jezus przyszedł na ziemię, by stać się Pośrednikiem, by odbudować relację ludzi z Bogiem i dokonać zbawienia!


Jeśli dziś przywiązujemy jakieś znaczenie do miejsc i nazywamy je "świątyniami" lub "sanktuariami", to jest to przejaw niezrozumienia Słowa Bożego. Być może jest to nawet forma... buntu przeciwko Bogu i próby narzucania Panu naszemu własnej wizji religijności! Jeszcze gorzej jest, jeśli nazywamy je "domem bożym", bo jest to zaprzeczeniem tego, co mówi nam Pismo Święte - głos pochodzący od Boga. Żadna "kupa cegieł" - choćby najpiękniejsza i najbogaciej zdobiona i wyposażona - nie jest "domem bożym", bo Bój jest absolutnie wszędzie. Możemy iść do kościoła pomodlić się, ale nie jesteśmy tam wcale bliżej Boga! Nie mamy do Niego łatwiejszego przystępu dlatego, że akurat tam pójdziemy! Boga nie obchodzi, czy Kościół (żywy) postawi sobie kościół - okazały budynek - czy zbije z dech "stodołę", interesuje go tylko to, by ludzie byli Jemu szczerze oddani, by w ich sercach był żar wiary!

Dobrze jest, gdy Kościół (żywy) ma się gdzie spotykać - ale to, czy dysponuje osobnym budynkiem i czy budynek ten ma "wizualnie sakralny charakter", to wcale nie jest ważne. Poznałem wspaniałe wspólnoty, które swe spotkania modlitewne mają w domach kultury, starych spichrzach i magazynach a nawet w centrum handlowym, wśród sklepów. "Strefa sacrum" pojawia się wszędzie tam, gdzie wyznawcy - oddający Bogu cześć w duchu i prawdzie - stają przed Bogiem, czy to z osobna, czy też wspólnie!

 Zachwycają mnie wspaniałe, wiekowe kościoły z ich artystycznym rozmachem, wspaniałymi obrazami i figurami - traktuję je jednak jak muzeum czy galerię sztuki. Jeśli mam się modlić, pragnę otoczenia "surowego". Bardzo podobają mi się stare kaplice i kościoły protestanckie - surowe, czasem w ogóle nie przypominające "budowli kościelnych", o ścianach "nasączonych" zwiastowanym tam Słowem Bożym i wypowiadanymi modlitwami, ale nawet one nie są mi potrzebne do spotkania z Bogiem. Odpowiada mi architektura romańska - jej surowość pomaga w wyciszeniu... Gdybym miał dużo pieniędzy poleciłbym przy domu pobudować kaplicę w stylu romańskim - moją "komorę", ale nie mam pieniędzy i wiem, że to marzenie bardzo trudno spełnić. I wiem też dobrze, że wcale tego nie potrzebuję, by móc stanąć przed Bogiem - taka kaplica jest we mnie! I jeśli chcę - wierzę, że gto Bogu nie przeszkadza - modląc się (gdziekolwiek!) mogę zamknąc oczy, uruchomić wyobraźnię i oto, jeśli pragnę, mogę - korzystajac z tego niezwykłego daru, jakim jest wyobraźnia - tą swoją "wewnętrzną sferę sacrum" "ubrać" w obraz wymarzonej kaplicy. Nie potrzeba ani kamieni, ani drewna, by mieć swe własne "miejsce" spotkania z Panem!

2 komentarze:

  1. No, w czasach izraelskich królów Bóg jednak nakazał Salomonowi zbudować świątynię. A ona była bardzo bogata, jeśli chodzi o ozdoby...
    Z drugiej strony, masz jak najbardziej rację. W średniowieczu chodziło o pychę i pokazanie się ze swoim bogactwem. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację - jednak ona służyła konkretnym celom i była na określony czas. Czasem zastanawiam się dlaczego Bóg pozwolił, by potem miejscem tym zawłdnęli poganie i... może Bóg chciał je w pewien sposób "zamazać", by już nie było szczególnym miejscem kultu? Myślę, że powód, dla którego Świątynia przestała istnieć musiał być równie ważny jak powód, dla którego Bóg polecił ją wybudować.

    OdpowiedzUsuń