poniedziałek, 17 września 2012

Dlaczego umieramy?

W poprzednim poście napisałem o poważnym, teologicznym problemie, jaki napotykamy, jeśli próbujemy pogodzić wiarę chrześcijańską z wiarą w ewolucję. Poruszyłem tam kwestię grzechu, dowodząc, że jeśli prawdą są twierdzenia ewolucjonistów, to znaczy ze nie było Adama i Ewy, nie żyli oni w raju, nie dopuścili się grzechu, więc ludzkośc nie upadła, a więc... Chrystus nie musiał umierać. To jeden problem teologiczny. A obiecałem wspomnieć o innym, który się z nim wiąże. Tym problemem jest biblijne i teologiczne wyjaśnienie przyczyny tego, że umieramy. Sięgnijmy do Biblii:
"Przeto przez jednego człowieka grzech przyszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli..." (List do Rzymian 5, 12).
Teraz pozwolę sobie przytoczyć słowa człowieka, który jest dla mnie w kwestiach kreacjonizmu, początków świata i najstarszych dziejów świata i ludzkości, wielkim autorytetem. Oto fragment wywiadu ze znakomitym brytyjskim naukowcem, Paulem Garnerem (geolog i biolog, członek Towarzystwa Geologicznego a także Biblical Creation Society, współredaktor periodyku naukowego "Origins"), przeprowadzonym dla "Dziennika Bałtyckiego" (wydanie dodatku "Rejsy" z dnia 30 października 2009 r.) przez Renatę Mróz: 
No właśnie! Ofiara Jezusa Chrystusa traci sens! O tym, już pisałem. Coś bardzo podobnego powiedział także niedawno mój przyjaciel i brat, Staszek Sylwestrowicz, goszcząc w ubiegłym tygodniu na antenie Religia TV w programie "Między sklepami":
"Jeśli przyjmiemy perspeltywę ewolucjonistyczną, wtedy wszystkie zasadnicze prawdy chrześcijaństwa są podważone. Weźmy ofiarę Jezusa. Jeśli śmierć była przed`Adamem i Ewą - oczywiście zakładając, że Adam i Ewa byli historycznymi postaciami - to w takim razie śmierć nie mogła być karą za grzech. W tym momencie odkupieńcza śmierć Jezusa na krzyżu traci znaczenie kary zastępczej."
No właśnie - Biblia mówi, że śmierć jest zapłatą za grzech, że ludzie zaczęli umierać dlatego, że pojawił się grzech... Przyjmując teorię ewolucji jako prawdę wiary musimy równocześnie odrzucić Biblię i opartą na Słowie Bożym teologię! Piszę tu o ewolucjonizmie jako o wierze, gdyż uważam - i często to powtarzam - że w gruncie rzeczy jest to pewnego rodzaju religia, oparta na dogmatach i wierze, nie na faktach i dowodach. Ale wróćmy do Adama i Ewy. Jeśli Adam i Ewa są mitem, jeśli nie żyli sobie w raju i nie zerwali owocu, to mamy poważny teologiczny problem związany z tym czym jest śmierć i dlaczego umieramy! Słowo Boże pokazuje nam, że umieramy przez grzech. To grzech jest przyczyną, a śmierć jest skutkiem! Słowo Boże pokazuje nam, że śmierć nie była od zawsze, ale pojawiła się w pewnym momencie dziejów jako skutek naszych fatalnych decyzji! Ewolucjonizm zaś pokazuje nam świat, w którym śmierć była zawsze, ale nie było upadku! Jako chrześcijanin widzę tu rozbieżność, której nie da się zlekceważyć! Nie można powiedzieć: "Nie ma problemu!", nawet jeśli się przyjmie historię o Adamie i Ewie, o ich upadku (nieposłuszeństwie), jako mit, bo sypie się cała teologia! Ale są ludzie, którzy mówią "Nie ma problemu! To można pogodzić, tylko trzeba na ten opis spojrzeć jako na przekaz symboliczny!" Czy oni nie mogą mieć racji?

Nie "kupuję" wyjaśnień ludzi, którzy na siłę próbują "pożenić" wiarę chrześcijańską z wiarą w ewolucję. Dlaczego? Bo oni twierdzą, że upadek dokonał się gdzieś na drodze tej ewolucji od pramałpy do człowieka... Ale jeśli tak, to dlaczego nie żyją wśród nas gromady małopludów, które pojawiły się przed upadkiem? Jeśli Słowo Boże przyjmiemy za prawdę i teorię ewolucji przyjmiemy za prawdę, to znaczy, że te małpoludy MUSZĄ gdzieś żyć, mają po ileś tam milionów lat... Dlaczego? Bo musiały pojawić się w czasach, gdy - zgodnie ze Słowem Bożym - śmierci nie było, bo ludzkość jeszcze nie upadła! Proszę! Pokażcie mi takiego małpoluda - żywego! - a uwierzę, że wiarę chrześcijańską można pogodzić z wiarą w ewolucję! Oczywiście trochę sobie w tym momencie kpię. Nie traktuję tych moich słów jako dowód, więc nie wchodzę też w jakąś bardziej szczegółową analizę, nie idę dalej tym torem myślenia, bo chcę tylko wskazać na problem, jaki napotykamy.

Chodzi o to - pozwolę sobie powtórzyć - że ewolucjonizm pokazuje świat, w którym śmierć była zawsze, a chrześcijańska, biblijna wizja świata pokazuje nam świat, w którym śmierć pojawia się w pewnym momencie dziejów, jako konsekwencja grzechu! Jeśli przyjrzymy się sprawie, to widać aż nadto wyraźnie, że wiara chrześcijańsko-ewolucjonistyczna (jeśli próbować obiue te doktryny połaczyć) to ABSURD! Bo wówczas trzeba uwierzyć, że śmierć była zawsze, nim jeszcze pojawiły się istoty, które uznajemy za naszych protoplastów, a równocześnie że śmierć jest skutkiem grzechu, że pojawiła się na skutek grzechu! Więc skoro śmierć towarzyszy żywym stworzeniom od zawsze, a równocześnie pojawiła się na skutek grzechu, jakiego dopuścili się ludzie, to może ludzie zgrzeszyli zanim zaistniał świat i życie? Tylko takie może być "logiczne" wytłumaczenie, jeśli próbujemy pogodzić te dwa nurty, te dwie wersje wydarzeń - biblijną i ewolucjonistyczną! Sorry, ale jeśli próbujemy być za chrzescijaństwem i za ewolucją równocześnie, to równie dobrze możemy twierdzić: "Wierzę, że Jahwe jest jedynym Bogiem, ale także Światowid jest jedynym bogiem!", lub: "Jestem przekonany, że twierdzenie A jest prawidłowe, ale twierdzenie B jest tak samo prawidłowe jak twierdzenie A, chociaż zawiera tezę zupełnie przeciwną"... Albo było tak, jak znajdujemy to w Biblii, albo było tak, jak twierdzą ewolucjoniści - nie mogło być tak i tak równocześnie! I są tylko dwie drogi tak naprawdę - albo zakwestionuje się ewolucjonizm, albo zakwestionuje się Słowo Boże. Całkiem po prostu: nie można w zyciu i wierze kierować się oboma tymi nurtami wierzeń, gdyż one są ze sobą rozbieżne!

Wrócę na chwilę jeszcze do wspomnianej wypowiedzi Staszka na antenie Religia TV:
"Jeśli chodzi o Adama i Ewę biblistyka stoi tutaj na przeszkodzie, żeby mitologizować ten opis, traktować jako pewną legendę, pewną przypowieść. A to dlatego, że jeśli czytamy w języku hebrajskim pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju, to jest to narracja historyczna. Ona nie ma cech poezji, nie ma paralelizmów. (...) Mamy powiązania pomiędzy pierwszymi rozdziałąmi Księgi Rodzaju a resztą Biblii: mamy Pana Jezusa mówiącego o Jainie i Ablu. Więc jeśli Adam i Ewa byli mitem, to może także Kain i Abel? Mamy w Chronologiach Adama, mamy też Noego, mamy te wszystkie pokolenia. W momencie, w którym zaczniemy mitologizować pierwsze rozdziały, to praktycznie nie będzie to już miało końca. I w takim razie może też cuda Jezusa były mitem? Może Jego zmartwychwstanie było mitem? Z Biblii zostają więc tylko okładki!" 
Biblia i wiara chrześcijańska przypominają mi taki murek, jaki czasem dzieci budują z drewnianych klocków. Można taki murek zrobić także z cegieł, bez żadnego spoiwa:


I taki murek może sobie stać. Ale jeśli tylko weźmiemy jedną, jedyną cegłę gdzieś ze spodu, to cały murek nam się zawali. Każdy element wiary, każdy zapis ze Słowa Bożego, jest jak taka jedna cegła z samego dołu muru! Jeśli ją wyjmiesz, to nagle wali się całość. I dokładnie to mamy w tym przypadku. Jeśli zakwestionujemy pierwsze rozdziały Biblii, to równie dobrze możemy zakwestionować całość, bo cała Biblia, także nauki Jezusa i apostołów, cała teologia chrześcijańska chwieją się i upadają. Starczy, byśmy zakwestionowali dosłowną interpretację kilku pierwszych rozdziałów Biblii, by to, w co (oprócz tego) wierzymy straciło zupełnie sens!

Jeśli uwierzymy w to, co głoszą ewolucjoniści, to logiczną konsekwencją powinno być odrzucenie Biblii. I odwrotnie - jeśli wierzymy Bogu i Biblii, to logiczną konselkwencją jest krytyczne spojrzenie na ewolucję, kwestionowanie ewolucjonizmu, zarówno tego biologicznego, jak i tego, który rozszerza się na dzieje świata w ogóle! Widzę wielu ludzi, którzy nie widzą problemu, nie widzą tego, że są to - wiara chrześcijańska i ewolucjonizm - dwie zupełnie inne drogi, prowadzące w róznych kierunkach. Przeraża mnie to, bo na drodze godzenia jednego z drugim zgubili oni to coś bardzo cennego, co nazywa się LOGIKĄ!

12 komentarzy:

  1. Ja się tylko zastanawiałam nad jedną rzeczą: jeśli teoria ewolucji jest prawdą, to dlaczego takie szympansy, orangutany i goryle do tej pory przez miliony lat nie wytworzyły żadnej kultury, nauki, techniki ani - dajmy na to - filozofii? Przecież nawet tak zwane "ludy pierwotne" mają swoją sztukę, swoje wierzenia, swoje obyczaje, religie i rozwiązania technologiczne. Dlaczego do tej pory przez miliony lat krowy nie stworzyły maszyny, dzięki której poleciałyby w kosmos, a moja sunia nie maluje obrazów? I wtedy moja wiara w tę teorię zaczęła upadać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim zdaniem kluczem do znalezienia odpowiedzi jest zrozumienie, czy rzeczywiście Jezus umarł ZAMIAST nas, czy to była KARA ZASTĘPCZA. Jeśli tak, to my nie powinniśmy umierać - skoro śmierć to kara za grzech. Moim zdaniem zastępcze było posłuszeństwo Jezusa, przez które my możemy stawać się posłuszni Bogu. Polecam ten wątek: http://www.apologetyka.katolik.pl/forum/showthread.php?t=63&highlight=w+spos%F3b+zast%EApczy

    OdpowiedzUsuń
  3. "Bóg to dla nas grzechem uczynił Chrystusa, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą." (2 List do Koryntian 5:21)
    On nie wybawił nas od doczesnych skutków grzechu. Natomiast jesteśmy - na podstawie naszej wiary - oczyszczeni jego krwią. Biblia mówi nam o dwóch rodzajach śmierci - jeden rodzaj to kres życia, drugi to potępienie. Przez pierwsze musimy przejść pomimo wiary, bo umieranie jest jakby porządkiem tego świata... To może zabrzmieć pesymistycznie, ale od chwili narodzin zdążamy ku śmierci i cały świat umiera - nie mówię o ludziach, ale o wszystkim: o zwierzętach, planetach, gwiazdach... Od pewnych konsekwencji nie możemy być uwolnieni, z tego powodu, że jesteśmy częścią pewnego systemu - pewne mechanizmy zaczęły działać w chwili upadku ludzi i te procesy muszą dojść do końca. Natomiast ja widzę coś takiego, że ci, którzy zaufali Panu, nie lękają się zazwyczaj tego, co nieuniknione. W pewnym sensie wiara wpływa na "oswojenie" śmierci - bo przecież wiemy, że tam "po drugiej stronie" będzie ŻYCIE! :)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam jedno pytanie miło by było gdyby ktoś mi na nie odpowiedział. Skoro śmierć jest skutkiem grzechu ludzi to dlaczego zwierzęta umierają? Dlaczego znajdujemy pradawne kości? To chyba śmierć musiała istnieć.

    OdpowiedzUsuń
  5. "A do Adama rzekł: Ponieważ usłuchałeś głosu żony swojej i jadłeś z drzewa, z którego ci zabroniłem, mówiąc: Nie wolno ci jeść z niego, przeklęta niech będzie ziemia z powodu ciebie! W mozole żywić się będziesz z niej po wszystkie dni życia swego!" (1. Mojżeszowa 3, 17) "Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić. Bo stworzenie z tęsknotą oczekuje objawienia synów Bożych, gdyż stworzenie zostało poddane znikomości, nie z własnej woli, lecz z woli tego, który je poddał, w nadziei, że i samo stworzenie będzie wyzwolone z niewoli skażenia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych. Wiemy bowiem, że całe stworzenie wespół wzdycha i wespół boleje aż dotąd. A nie tylko ono, lecz i my sami, którzy posiadamy zaczątek Ducha, wzdychamy w sobie, oczekując synostwa, odkupienia ciała naszego." (List do Rzymian 8, 18 - 23)

    Grzech człowieka poskutkował nie tylko na nas, lecz zachwiał równowagą całego świata. Śmiertelność, słabość, tymcza sowość, ból, brak harmonii - wszystko to jest konsekwencją tego przekleństwa o którym mówi Bóg w pierwszej księdze Biblii. Całe stworzenie zostanie odnowione, gdy skończy się czas i nastanie nowa ziemia i nowe niebo. "A jak stworzenie musiało dzielić konsekwencje grzechu człowieka, tak też dzielić będzie błogosławieństwa płynące z pełni odkupienia wierzą cych (Dz 3,21). Wyrazem udziału w tych błogosławieństwach będzie od nowa wszechświata (2 Ptr 3,13; Obj 21,1;), kres znikomości, słabości, braku harmonii i tego wszystkiego, co z własnego do świadczenia znamy jako niedoskonałe i ziemskie (Iz 11,6 9 ; Obj 21,4)" - z komentarza do przekładu dosłownego Nowego Testamentu Ewangelicznego Instytutu Biblijnego)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie chcę podważać podstaw wiary ale nic nas nie zwalnia od myślenia i zachowania realizmu. Ofiara Jezusa była konsekwencją wyroku "zapłatą za grzech jest śmierć". Ale dlaczego śmierć? Każdy człowiek który miał nawet przeciętne dzieciństwo był przez rodziców pouczany albo karcony, ale nigdy nie grozili mu śmiercią, chyba że to była rodzina patologiczna. Dlaczego więc miłosierny Bóg wybrał od razu najcięższą karę? I druga kwestia. Jeśli ktoś ma zapłacić jakąś sumę i brakuje mu pieniędzy to drugi człowiek może mu pożyczyć albo nawet ofiarować. Jednak nikt nie może pójść do więzienia za kogoś kto został skazany. Jak zatem Jezus mógł umrzeć za winnych?

    OdpowiedzUsuń
  7. No to żeś mi, przyznaję, "perszinga" puścił... :D Problem w tym, że tu już wchodzimy w poważniejszą teologię, a ja nie jestem teologiem. :) Postaram się na to jakoś odpowiedzieć konkretniej, ale mogę na to potrzebować trochę więcej czasu, albo postaram się poprosić kogoś, kto teologiem jest. :) Na razie mogę dać odpowiedź bardziej na podstawie tego, co czuję i jak rozumiem Biblię.

    Przede wszystkim trzeba zrozumieć, że Bóg nie odrzuca człowieka - to człowiek odrzuca Boga. Bóg jest źródłem życia, grzech jest źródłem śmierci. Zauważ, że Bóg ostrzega przed konsekwencjami: "... ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz" (Księga Rodzaju 2, 17) a człowiek dobrowolnie wybiera. To człowiek wybrał zło / śmierć. Przy tym "śmierć" ma różne znaczenia:
    a) śmierć duchowa - kto żyje w grzechu jest martwy
    b) śmierć fizyczna przed którą nie uciekniemy
    c) śmierć wieczna - czyli potępienie
    Póki żyjemy bez Boga jesteśmy martwi, jeśli umieramy bez Boga, umieramy dla Boga - Bóg już się takim człowiekiem nie zajmuje, bo poza grobem nie ma już możliwości nawrócenia. Bóg cierpi... Ale sytuacja z Bogiem i grzesznym człowiekiem przypomina sytuację dziecka, które postanawia żyć po swojemu i odwraca się od swoich rodziców. Myślę, że rodzice cierpią i kochają mimo wszystko, ale nie niewolą dziecka. Bóg dał nam wolną wolę, ale też wskazał konsekwencje złego wyboru. Bóg dał nam wszystko, ale nie przymusił nas, byśmy przy nim trwali... To człowiek zdecydował!

    Druga myśl... Pan mówi: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (1 P 1, 16; Kpł 11, 44) Bóg ma wysokie standardy. I gdy patrzę na karty Biblii, to widzę: WSZYSTKO zyskujesz, albo WSZYSTKO tracisz; słuchasz Boga, albo słuchasz diabła... Jeden z moich przyjaciół słusznie zauważył, że skoro szatan ma być zniszczony - jego miejscem będzie po wsze czasy "jezioro ogniste" to Bóg byłby niekonsekwentny, gdyby w tej samej sytuacji nie znaleźli się ci, którzy za nim idą.

    Dochodzimy do ostatniej kwestii. Widzisz - ludzie sami wybrali śmierć... Bóg jednak nie odwrócił się od ludzi. W tym mamy dowód miłosierdzia Boga, że On do ludzi wyciągnął rękę i w Betlejem narodziło się Dziecię. Bóg postanowił odnowić relację z nami... "Albowiem tak Bóg umiłował świat..."! Jak niewinny mógł umrzeć za winnych? Na to nie mam odpowiedzi - bo to przekracza nasze możliwości percepcji. Tak naprawdę zresztą nie jest to zbyt ważne, by się tym zajmować... Najważniejsze jest to, że Chrystus umarł za nas, by nas przywrócić do życia.

    Tyle co na chwilę obecną mogę powiedzieć... A poszukam jeszcze czegoś mądrzejszego. Może to, czego ja nie potrafię wyrazić, lub czego nie wiem (tak zwyczajnie) znajdę u innych. :)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę że rzeczywiście wywołałem trochę zamieszania bo bardzo trudno odpowiedzieć na postawione problemy nie odchodząc od wiary. A takich pytań, jak te dwa które zadałem, można znaleźć mnóstwo. One same się znajdą, myślę że są nieuchronnym skutkiem funkcjonowania ludzkiego umysłu. Nawet bez podszeptów diabelskich. W istocie mamy dwa skrajne podejścia do przekazu biblijnego: przez umysł i przez serce. Sam umysł wyklucza wszelką wiarę. Samo serce czyni wiarę bezsensownie naiwną. Potrzebna jest zatem kombinacja jednego z drugim. Ale i to nie jest łatwe rozwiązanie. Napisałeś, Szanowny Autorze, w pewnym miejscu że "nie jest to zbyt ważne, by się tym zajmować". Jednak od wyjaśnienia kluczowych wątpliwości zależy ocena czy można szczerze uznać coś za prawdę, swoją prawdę wedle której kształtuje się całe życie. Również pozdrawiam i życzę dobrych świąt!

      Usuń
    2. Ależ można odpowiedzieć na to nie odchodząc od wiary! W sumie właśnie to zrobiłem, bo widzę - patrząc w komentarze biblijne - że teolodzy tłumaczą to tak samo luk podobnie. Więc nie ma problemu z tłumaczeniem tych słów. Kluczową sprawą jest nie śmierć, lecz pozyskanie życia: "...a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym" (Rzymian 6, 23). Trzeba przyjąc Biblijny fakt: "Jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni" (1. List do Korynitan 15, 22) "Zapłatą za grzech jest śmierć..." tłumaczy nam konsekwencje grzechu (także i to, że śmierć weszła na ten świat) a dalej znajdujemy opis ratunku: "...a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym" I tak naprawdę to jest ważne. Tutaj mówię o wiarygodności pierwszych rozdziałów Biblii - stąd takie a nie inne przedstawienie tego wersu.

      Usuń
  8. Ludzki umysl nie dorowna Bogu.Nie szukajmy zbyt gleboko co i jak.
    Nawet jesli doszlismy do jakiegos poziomu mysli technicznej to i tak nie dotrzemy do tajemnic Boskich.Mozemy tylko opierac sie na Bibli i zaufac JH, ze po smierci przechodzimy do Nowego Zycia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmm czyli jest matka, ojciec ( ewa i adam) i dwuch synow. Mimo to sie rozmnazaja i powiekszaja stado wiec kazirodztwo..powstaje...co mysliszo tym? Bardzo prosze o odpowiedz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nigdzie nie jest powiedziane, że mieli tylko dwóch synów. :) Nie znamy liczby dzieci Adama i Ewy, a tych dwóch - a raczej trzech, bo także Seta - mamy wymienionych, bo między nimi wydarzyło się coś istotnego. Jest oczywiste, że musiały być także córki. Oczywiście na początku istniała pewna forma kazirodztwa pomiędzy rodzeństwem. Kazirodztwo stało się "tabu" znacznie później - być może nawet dopiero w czasach Mojżesza, gdy zostaje ustanowione prawo, ale może wcześniej. Trzeba pamiętać, że głównym powodem zakazania kazirodztwa są najprawdopodobniej kwestie związane z genetyką. Nie mamy szczątków Adama i Ewy, które moglibyśmy zbadać, ani ich dzieci, ale naukowcy przypuszczają, że były to istoty o doskonałej kondycji genetycznej. Bardzo ciekawie o tym mówi dr Geoff Barnard - brytyjski biochemik - który zauważa np. pogarszanie się jakości genetycznej, a z drugiej strony mówi, że człowiek, którego ciało byłoby doskonałe genetycznie i biochemicznie mógłby... żyć wiecznie. W dziejach ludzkości były dwie katastrofy dla naszej genetyki: eksmisja ;P z Edenu, kiedy jakichś przemian w człowieku dokonał Bóg, że człowiek stał się śmiertelny i potem potop, po którym obserwujemy radykalne skrócenie się długości ludzkiego życia. Oczywiście wtenczas, gdy zakaz ten się pojawił, ludzie nie wiedzieli nic o genetyce, ale Bóg wiedział. Na pewno ludzie dostali od Boga zestaw zasad już wcześniej.

      Usuń