środa, 12 września 2012

Człowiek z nieba

Świadectwo Brata Yuna spisał Paul Hattaway -
dyrektor Asia Harvest, służby na rzecz
Kościoła w Chinach. Jej autorem jest jednak
przede wszystkim sam Bóg i jego narzędzie -
Brat Yun.
Są takie książki, które... czasem Bóg po prostu chce, abyśmy je przeczytali i znajduje różne sposoby na to, aby nam je podsunąć. Czasem zwyczajnie ktoś nam daną książkę poleca, daje w prezencie lub pożycza... Innym razem zaś coś nas tak niewytłumaczalnie ciągnie do tej konkretnej książki, że nie mamy spokoju, póki jej nie kupimy. W moim przypadku tak właśnie było z "Człowiekiem z Nieba". Gościłem wówczas na nabożeństwie w Kościele "Hosanna" w Kole (Kościół Boży w Chrystusie). Na stoliku były wyłożone książki na sprzedaż. Podchodziłem raz i drugi, brałem do ręki w zasadzie tą jedną, jedyną, o błękitnej okładce. Później nie mogłem już wytrzymać do końca nabożeństwa - uspokoiłem się dopiero, gdy zakupiłem ją.

Chiny... Dla nas, żyjących w Polsce samo słowo "Chiny" to niemal synonim egzotyki. Gdy wypowiadamy je, przed oczy nasuwają nam się obrazy pięknej, starochińskiej architektury, dobrze znane z wielu zdjęć i filmów, przypominają się smaki chińskich potraw a także lekcje historii - opowieści o potędze Cesarstwa Chińskiego, o dynastiach władców, najeźdźcach, Wielkim Murze, itp. Oczywiście wiemy także, że jest to państwo komunistyczne - choć dziś komunizm łączy się tam z drapieżnym kapitalizmem. Wiemy, że Chińczycy są najliczniejszym narodem na świecie (choć prawdę mówiąc na naród ten składa się wiele ludów, często bardzo zróżnicowanych kulturowo. Otaczają nas zewsząd przeróżne rzeczy oznaczone napisem "Made in China" - najczęściej tanie i niskiej jakości, ale też "markowe", bo wiele znanych firm przeniosło produkcję do Chin. Nawet Biblia, którą masz w rękach może być produktem chińskiej drukarni - w mieście Nankin działa największa na świecie drukarnia, gdzie Słowo Boże nanoszone jest na kartki papieru prawdopodobnie we wszystkich językach, na jakie kiedykolwiek je przełożono. A jednak to właśnie w Chinach wielu ludzi pragnie Słowa Bożego, a nie może go dostać, bo Biblie trafiają tylko za granicę (część z nich wraca potem, przemycana przez wiernych dla tych, którzy nie mają do niej dostępu!) i do tych Kościołów, które zgodziły się na podporządkowanie się władzy komunistycznej. Chiny znajdują się aktualnie na 21. miejscu na Światowym Indeksie Prześladowań.

Wyprawa do Chin to bardzo kosztowne przedsięwzięcie - przekraczające możliwości finansowe większości z nas. Książka "Człowiek z Nieba" pozwala nam zajrzeć wgłąb tego kraju i... chińskiej duszy. Jest to historia życia Liu Zhenyinga - znanego jako Brat Yun - jednego z "kluczowych" przywódców zwalczanego przez komunistyczną władzę Kościoła, bardzo oddanego głosiciela Słowa Bożego, którego Bóg pobłogosławił wielką charyzmą i mądrością, pokornego sługi, którego sam Pan wywyższył, uczynił sławnym na cały świat, by świat usłyszał o tym, czym żyje i jakie cierpienia znosi Kościół Chrystusowy w "Państwie Środka".

Gdy czytamy Nowy Testament, odkrywamy, że jest on pełen cudów, z których największym jest oczywiście zmartwychwstanie Chrystusa. Mamy w nim opisane liczne uzdrowienia - także wskrzeszenia - wypędzanie demonów, mówienie językami, cudowne oswabadzanie z pilnie strzeżonych więzień... Jako chrześcijanie wierzymy, że wszystko to, co tam opisano, zdarzyło się naprawdę i że Biblia zdaje nam z tego precyzyjną relację. Może zastanawia nas, jak to jest, że dziś się takie cuda nie dzieją? A gdy się dzieją, czasem popadamy w zwątpienie. Zachwycamy się cudami opisanymi w Biblii, a czasem tak trudno nam uwierzyć, gdy czytamy lub słyszymy o cudach nam współczesnych. Dla kogoś, kto jest sceptycznie nastawiony, książka ta może być trudną lekturą, gdyż jest "naszpikowana" cudami nie mniej niż Dzieje Apostolskie! Oto jeden z pierwszych:

Scena Ostatniej Wieczerzy
ze starej, chińskiej Biblii
"Pan pociągnął mnie za sobą, gdy miałem 16 lat. Było to w 1974 roku. W całych Chinach wciąż szalała Rewolucja Kulturalna. (...) Na początku nie wiedziałem kim jest Jezus; widziałem jednak jak uzdrowił mojego ojca i uwolnił naszą rodzinę. Z ufnością oddałem się więc Bogu, który przywrócił mu zdrowie a nam dał zbawienie. W tamtym czasie wielokrotnie pytałem mamę kim tak naprawdę jest Jezus.
- Jezus jest Synem Bożym - odpowiedziała - zmarł za nas na krzyżu, biorąc na siebie wszystkie nasze grzechy i choroby. Swoje nauczanie zapisał w Biblii.
Spytałem więc, czy to zapisane słowo Jezusa jest gdzieś dostępne i czy mógłbym je sobie poczytać.
- Nie. Jego słowa minęły - odparła. - Nic nie zostało z jego nauczania.
Było to podczas Rewolucji Kulturalnej, kiedy Biblia była zakazana. Od tamtej chwili gorąco pragnąłem mieć swój własny egzemplarz Biblii. Pytałem mamę i innych chrześcijan, jak ona wygląda, lecz nikt nie potrafił mi na to pytanie odpowiedzieć. Jedna osoba widziała kilka ręcznie skopiowanych fragmentów Pisma i kart z psalmami, lecz nigdy Biblii w całości. Tylko kilku starszych wierzących przypominało sobie, jak wiele lat wcześniej widywali Biblię. W naszym kraju brakowało Słowa Bożego.
Czułem wielki głód Biblii. Widząc mą rozpacz, moja mama przypomniała sobie starszego mężczyznę, który mieszkał we wsi obok. Przed Rewolucją Kulturalną człowiek ten był pastorem. Razem wyruszyliśmy w długą drogę do jego domu.
- Chcielibyśmy zobaczyć Biblię - wyjawiliśmy mu nasze pragnienia, gdy go wreszcie znaleźliśmy. - Masz choć jeden jej egzemplarz?
Wystraszył się. Właśnie wyszedł z więzienia, w którym spędził dwadzieścia lat za swoją wiarę Spojrzał na mnie - zobaczył młodego i biednego chłopca, w podartych łachmanach i z gołymi stopami. Ogarnęło go współczucie, lecz nadal nie chciał mi pokazać swojej Biblii. Nie winię go za to. W tamtym czasie w całych Chinach było zaledwie kilka jej egzemplarzy. Nikomu nie wolno było czytać nic innego, jak tylko małą "Czerwoną Książeczkę" Mao. Gdyby znaleziono u kogoś Biblię, spalono by ją, a jej właściciela z całą rodziną brutalnie pobito w centrum wsi.
Rysunek ukazujący zmartwychwstanie
Jezusa Chrystusa umieszczony
w jednym ze starych chińskich  wydań
Pisma Świętego 
- Biblia jest księgą z nieba - odparł ten stary pastor. - Jeśli chcesz ją mieć, będziesz musiał modlić się o nią do Boga w niebie. Tylko On może dać ci tę niebiańską księgę. Bóg jest wierny.. zawsze odpowiada tym, którzy szukają Go z całego serca.
Całkowicie zaufałem słowom pastora. Po powrocie do domu przyniosłem do swego pokoju kamień i każdego wieczora, klęcząc na nim, modliłem się. Moja modlitwa była prosta: 
- Panie, proszę, daj mi Biblię. Amen.
W tamtym czasie nie wiedziałem jak się modlić, więc modliłem się w ten sposób przez ponad miesiąc. Nic się nie działo, wciąż nie miałem Biblii. Poszedłem więc znowu do domu tego pastora, tym razem sam.
- Modliłem się do Boga tak, jak mi mówiłeś - powiedziałem mu - ale wciąż nie mam Biblii, której tak bardzo pragnę. Bardzo cię proszę, pokaż mi swoją Biblię. Tylko rzucę na nią okiem i będę uszczęśliwiony! Nie chcę jej dotykać. Ty trzymaj ją w ręku, mnie zadowoli samo spojrzenie na nią. A gdybyś mógł przepisać mi kilka jej słów, wrócę do domu szczęśliwy.
Pastor zrozumiał pragnienie mojego serca.
- Jeśli traktujesz to poważnie, nie powinieneś tylko klęczeć i modlić się do Pana, musisz też pościć i płakać. Im więcej będziesz płakał, tym szybciej dostaniesz Biblię.
Wróciłem do domu. Przez całe dnie nic nie jadłem i nie piłem. Tylko wieczorem zjadałem małą miseczkę gotowanego ryżu. Płakałem i żaliłem się Niebiańskiemu Ojcu, jak wygłodniałe dziecko, które chce być wypełnione Jego Słowem. Przez następnych sto dni modliłem się o Biblię, w końcu nie mogłem już dłużej tego znieść. Moi rodzice myśleli, że tracę rozum. Gdy teraz, po latach, spoglądam wstecz, stwierdzam, że było to najtrudniejsze doświadczenie, z jakim kiedykolwiek musiałem się zmierzyć.
Aż tu nagle pewnego dnia, o czwartej nad ranem, po wielu miesiącach błagań zanoszonych do Boga, by odpowiedział na moje modlitwy, klęcząc przy swoim łóżku, otrzymałem od Pana wizję.
W swojej wizji wspinałem się na strome wzgórze, próbując pchać przed sobą ciężki wózek. Szedłem w kierunku wsi, w której chciałem wyżebrać trochę jedzenia dla swojej rodziny. Kosztowało mnie to wiele wysiłku, bo byłem głodny i osłabiony nieustającym postem. Stary wózek omal nie zawrócił, spadając na mnie.
Dostrzegłem trzech mężczyzn, którzy w przeciwieństwie do mnie schodzili ze wzgórza. Uprzejmy starszy człowiek z bardzo długą brodą ciągnął wielki wóz pełen świeżego chleba. Dwaj pozostali szli obok niego. Gdy mnie dostrzegli, stary człowiek odczuł wielki żal i okazał mi współczucie.
— Jesteś głodny? — spytał.
—Tak—odparłem. — Nie mam nic do jedzenia. Właśnie jadę, by zdobyć pokarm dla rodziny.
Rozpłakałem się, bo moja rodzina żyła w skrajnej nędzy. Z powodu choroby mojego ojca sprzedaliśmy wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, by starczyło na lekarstwa. Nie mieliśmy wiele jedzenia, dlatego przez lata byliśmy zmuszeni żebrać o jedzenie u przyjaciół i sąsiadów. Gdy stary człowiek spytał, czy jestem głodny, nie potrafiłem powstrzymać łez. Nigdy od nikogo nie doświadczyłem tak szczerej miłości i współczucia.
W mojej wizji stary człowiek zdjął z wózka czerwoną torbę z chlebem i kazał swym dwóm sługom podać mi j ą.
— Musisz to natychmiast zjeść — powiedział.
Strona z chińskiej Biblii wydanej w roku 1817w Malakce.
Przekład Roberta Morrisona.
Fot. Biblioteka Kongresu USA
Otworzyłem pakunek i zobaczyłem wewnątrz bochenek świeżego chleba. Gdy wziąłem go do ust, natychmiast zamienił się w Biblię! Bezzwłocznie klęknąłem ze swoją Biblią w ręku.
— Panie, Twoje imię jest godne chwały! — zawołałem do Pana z dziękczynieniem. — Nie wzgardziłeś moją modlitwą. Pozwoliłeś mi mieć własną Biblię. Chcę Ci służyć do końca swoich dni.
Ocknąłem się i zacząłem przetrząsać cały dom w poszukiwaniu Biblii. Wszyscy spali. Wizja, którą miałem, była tak realna, że gdy uświadomiłem sobie, że to był tylko sen, poczułem głęboki ból i głośno zapłakałem. Do pokoju wpadli moi rodzice, by zobaczyć, co się stało. Myśleli, że post i modlitwa całkiem odebrały mi rozum. Opowiedziałem im o swojej wizji, lecz im więcej mówiłem, tym bardziej byli przekonani, że oszalałem.
— Jeszcze nie wstał dzień i nie było nikogo w naszym domu — powiedziała moja mama. — Drzwi są dobrze zamknięte. Ojciec przytulił mnie mocno.
— Dobry Panie, miej litość nad moim synem — ze łzami w oczach wołał do Boga. — Proszę, nie pozwól, by stracił rozum. Jeśli to uchroni mojego syna przez szaleństwem, chcę być znów chory. Proszę, daj mu Biblię!
Razem z matką i ojcem klęczeliśmy i płakaliśmy, ramię w ramię. Nagle usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Niezwykle łagodny głos wołał moje imię. Ruszyłem w stronę drzwi.
— Niesiesz mi chleb? — spytałem.
— Tak, mamy dla ciebie prawdziwą ucztę — odrzekł delikatny głos.
Od razu rozpoznałem ten głos — słyszałem go już w swoim widzeniu. Szybko otworzyłem drzwi i zobaczyłem przed sobą tych samych dwóch służących, których widziałem w wizji. Jeden z nich trzymał w ręku czerwoną torbę. Serce zabiło mi mocniej, gdy ją otworzyłem i wziąłem do rąk swoją własną Biblię!
Dwaj mężczyźni szybko zniknęli w ciemnościach. Przycisnąłem swoją nową Biblię do serca i upadłem przed drzwiami na kolana. Długo dziękowałem Bogu! Obiecałem Jezusowi, że będę zawsze, jak wygłodniałe dziecko, chłonąć Jego Słowo.
Później poznałem imiona tych dwóch mężczyzn. Jednym z nich był brat Wang, a drugim — brat Sung. Pochodzili z odległej wioski. Opowiedzieli mi o ewangeliście, którego nigdy nie znałem. Doświadczył okropnych cierpień dla Pana podczas Rewolucji Kulturalnej i omal nie stracił życia z powodu tortur.
Około trzech miesięcy przed tym, jak dostałem Biblię, ten ewangelista miał wizję od Pana. Bóg pokazał mu młodego człowieka, któremu miał dać swoją ukrytą Biblię. Wskazał mu też nasz dom i położenie naszej wioski.
Podobnie jak wielu innych chrześcijan w tamtym czasie, ten stary człowiek zamknął swoją Biblię w puszce i zakopał ją głęboko pod ziemią, żywiąc nadzieję, że nadejdzie taki dzień, w którym będzie mógł ją stamtąd wydobyć i znów czytać. Mimo otrzymanej wizji, ewangelista ten potrzebował kilku miesięcy, zanim podjął decyzję, że wykona to, co Pan kazał mu zrobić. W końcu poprosił dwóch innych chrześcijan, by dostarczyli mi Biblię. Ci wyruszyli w środku nocy w drogę do mojego domu. Od tego czasu zanosiłem do Jezusa modlitwę pełną wiary. Całkowicie ufałem, że słowa Biblii to Boże słowa do mnie. Zawsze trzymałem Biblię w swojej dłoni. Nawet gdy szedłem spać, kładłem ją sobie na piersi. Chłonąłem jej nauczanie jak głodne dziecko. To był pierwszy dar, jaki przez modlitwę otrzymałem od Boga."

Nam jest tak bardzo trudno zrozumieć ten głód, który cierpiał nasz brat. My nie potrzebujemy się modlić o Biblię, bo mamy ją na wyciągnięcie ręki. Możemy ją kupić (przynajmniej wydania katolickie) w każdej księgarni, nie tylko chrześcijańskiej. Możemy ją dostać za darmo - przynajmniej Nowy Testament - np. od Związku Gedeonitów. XXI wiek daje nam też i tą możliwość, że możemy otrzymać Biblię - w różnych przekładach - do słuchania (mp3), na komputer lub czytnik e-book, na komórkę... Nieraz mamy Biblię w domu - leżą na półce i pokrywa je kurz. tak trudno nam zrozumieć głodnego, gdy sami mamy "w bród". To bardzo osobiste świadectwo Brata Yuna jest obrazem głodu Słowa Bożego, którego wciąż doświadcza tak wielu wierzących w Chinach.

Brat Yun
Już sama ta historia jest niezwykłym świadectwem, że nasz Bóg jest rzeczywisty, żywy, kochający, słuchający i troszczący się o swe dzieci, którymi my wszyscy jesteśmy. Jednak jest to zaledwie początek świadectwa Brata Yuna - drugi rozdział jego książki - strony od 23 do 31, spośród 381! Nie jest to też największy z cudów, jakie dokonały się w jego życiu. Życie Brata Yuna to w zasadzie nieprzerwane pasmo cudów. Ucieczka z aresztu przez czterometrowej wysokości mur otoczony fosą, prorocze sny, spektakularna ucieczka z jednego z najbardziej strzeżonych chińskich więzień (skąd wyszedł, mijając strażników, jakby ci go nie widzieli), translokacja (zadziwiające przemieszczenie w przestrzeni), cudowne uzdrowienie... Mało? Może wspomnę jeszcze, że Yun jest człowiekiem, który będąc w więzieniu podjął 74-dniowy post zupełny - w ogóle nie odżywiając się i nic nie pijąc! Niewiarygodne? A jednak! Są na to świadkowie! To wszystko nawet wierzącego człowieka może przyprawić o zawrót głowy. Przez to też ludzie, którzy wierzą we wszystkie cuda z kart Ewangelii, czytając historię Brata Yuna zaczynają... wątpić w to, że jest prawdziwa! A niby dlaczego Bóg miałby dziś nie działać tak samo cudownie, jak wtedy? Czy limit na cuda wyczerpał się na etapie pierwotnego chrześcijaństwa? Czy Bóg po I wieku przestał działać i przeszedł w stan "stand by" jak telewizor po naciśnięciu "czerwonego przycisku" przechodzący w stan oczekiwania (gotowości)? Nie! Może to my zbyt słabo ufamy Panu, zbyt mało wierzymy mu? A później ktoś mówi: "Brat Yun to bajarz!"

Biblia przez wiele lat była w Chinach księgą zakazaną. Komunistyczne władze zwalczały religię w każdej formie, a chrześcijaństwo w szczególności. Utworzono jednak tzw. "Kościoły patriotyczne" - namiastkę Kościołów służącą propagandzie i dającą pozory swobód religijnych. Podobnie działano zresztą także w ZSRR, gdzie w najtrudniejszych nawet czasach pozostawiono kilka działających Kościołów - będących pod stałą obserwacją służby bezpieczeństwa - by móc pokazać: "Patrzcie! szanujemy religie! ten, kto chce, może wierzyć w Boga i praktykować!" Wielu chrześcijan jednak na to nie przystało. Prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa został niemal zaduszony przez szatana - życie chrześcijańskie pozornie wygasło, by po latach odrodzić się ze zwielokrotnioną siłą. Bóg nie zapomnniał o Chinach!

Dzięki Bratu Yunowi i Paulowi Hatatwayowi my - siedząc np. w fotelach przy kominku - możemy "wejść do chińskiego Kościoła domowego". Możemy poznać codzienność ludzi wierzących w Chinach - żyjących w ciągłym zagrożeniu i gotowych wszystko (wraz z życiem) oddać dla Jezusa Chrystusa. To opowieść o odbywanych w sekrecie - często nocami - nabożeństwach w wiejskich gospodarstwach i o Biblii przepisywanej ręcznie, by zaspokajać głód Słowa Bożego. Bezustannie pojawia się też wątek pobić, pobytów w więzieniu lub ciężkich obozach pracy, o chrześcijanach znikających "bez wieści", o cierpieniach rodzin, które często nie wiedzą gdzie przebywają ich bliscy i czy w ogóle jeszcze żyją... Przede wszystkim jest to jednak opowieść o tryumfie Boga, o rozkwicie Kościoła, o nawróceniach. Chrześcijanie, którzy wiele lat żyli w strachu, dziś - cierpiąc w więzieniach i obozach pracy - głoszą Ewangelię współwięźniom i... swym katom! Brat Yun także w więzieniu głosił Ewangelię - Bóg dał, że w jego celi powstał mały, sekretny Kościół!
„Jestem Człowiekiem z Nieba! – krzyknąłem z całej siły. – Mieszkam we wsi Ewangelia! Ludzie nazywają mnie Gwiazdą Poranną! Mój ojciec to Obfite Błogosławieństwo! A matka to Wiara, Nadzieja, Miłość!” - tak krzyczał Brat Yun podczas jednego z wielu aresztowań w ramch obławy na chrześcijan.
Na łzach i krwi wyrasta tam piękny "duchowy ogród". By mógł wyrosnąć, Bóg najpierw musiał... pozbyć się z Chin zachodnich misjonarzy, którzy próbowali chiński Kościół zbudować na europejsko-amerykański wzór. "Człowiek z Nieba" to opowieść o CHIŃSKIM Kościele, Kościele ludowym wiernym Ewangelii. To wspaniała opowieść o Kościele - o sukcesach i porażkach, o radościach i trudnościach, o wzroście i zachwianiach... To opowieść o Kościele takim, jak w czasach apostolskich... Tak naprawdę to książkę czyta się jak nowe Dzieje Apostolskie, tak bardzo przypomina klimatem tą biblijną księgę... Ta książka pozwala zrozumieć Chińczyków i ich wiarę, porusza duchowo - czytelnik stale staje przed pytaniem (które, jak wierzę stawia sam Pan Jezus): "A jaka jest Twoja wiara?", uświadamia czym naprawdę jest chrześcijaństwo i co to znaczy być prawdziwym uczniem Chrystusa i skłania do modlitwy i wsparcia dla Kościoła w Chinach.
"Ktoś powiedział: To nie wielcy ludzie zmieniają świat, lecz mali ludzie w rękach wielkiego Boga. Ci, którzy znają brata Yuna, mogą zaręczyć, że to pokorny sługa Boży, który nie chce, by jakakolwiek cząstka jego życia oddawała chwałę jemu samemu lub innemu człowiekowi. Brat Yun pragnie, by jego historia skupiła całą uwagę i chwałę na jedynym prawdziwym Człowieku z Nieba – Panu Jezusie Chrystusie." (Paul Hattaway)

1 komentarz:

  1. Myślę, że zbyt duży wpływ na zachodnie chrześcijaństwo ma filozofia racjonalizmu. Ale ona też nie wzięła się znikąd. Wczoraj czytałam o tym, że ateiści chcą wywiesić swój billboard w Lublinie. Uważam, że to wszystko było reakcją na religijny fanatyzm i totalitaryzm, który trwał w Europie przez ponad 1000 lat. Szatan też potrafi czynić cuda, a w średniowieczu było tego pełno: fałszywe relikwie, figurki, obrazy... Stąd może taki dystans świata zachodniego do Bożych, prawdziwych cudów. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń