piątek, 21 września 2012

Co uczyniłby Jezus?

Od kilku dni w sieci nie milkną głosy oburzenia na księdza ze zgromadzenia salezjanów, będącego dyrektorem jednego z katolickich gimnazjów. Wszystko wiąże się z wyjazdem integracyjnym i zdjęciami z "otrzęsin". "Koty" obu płci, od września będące uczniami I klasy gimnazjum biegają na czworakach i - jak to określono "zlizują bitą śmietanę z ciała księdza". Skandal nadęto trochę sztucznie, bo sprawie nadano jakieś podteksty seksualne - zupełnie bezpodstawnie! - bo to jest takie modne pokazywać pedifilię wśród księży... "Chwytaj, łapaj pedofila!" - tylko zapomina się o tej zdrowej, biblijnej zasadzie, by nie sądzić z pozorów, lecz pytać o to, co i jak było, doszkukiwać się prawdy (a nie skandalu i sensacji!). Łatwo jest bowiem skrzywdzić człowieka...

Daleki jestem od tego, by księdza tego stawiać pod pręgierzem z wyrokiem: "zboczeniec!", natomiast chciałbym zadać mu pytanie: "Czy uważa Ksiądz, że jest to OK pod względem moralnym, że współgra to z głoszeniem Słowa Bożego?" Pojawia się klasyczne pytanie:
WWJD?
What would Jesus do?
Co uczyniłby Jezus?
Czy Jezus wziąłby udział w takiej zabawie? Inaczej może: czy oni sami zaprosiliby Jezusa do takiej zabawy? Szczerze jestem przekonany, że przy obu tych pytaniach pojawiłyby się wątpliwości, czy odpowiedzieć: "Tak!" A więc czy nie należałoby się od takich zabaw powstrzymać? Oczywiście można się się bawić i śmiać, można nawet "poszaleć", ale wszystko powinno mieć swoje granice. Czuję się zniesmaczony tym, co pokazano na zdjęciach, gdyż taka rozrywka jest gdzieś na poziomie podrzędnej "karczmy". Gdyby zdjęcia prezentowały kilentelę tego rodzaju lokali, będącą po obfitym spożyciu napojów w niej oferowanych, specjalnie bym się nie dziwił. Ale na zdjęciach jest "kapłan chrystusowy" i uczniowie "chrześcijańskiej szkoły"! Młodzi mogą wielu spraw nie rozumieć, nie mieć poznania, nie być dojrzałymi w wierze, ale księża i wychowawcy powinni reprezentować coś więcej. Uważam, że ktoś taki jak ksiądz powinien umieć rozpoznać to, co nie licuje z wiarą chrześcijańską, napominać błądzących, być dla nich wzorem i mentorem. Ja wychowałem się w katolickim duszpasterstwie młodzieży i... wiele szaleństw przyszło nam do głowy i było "wcielonych w życie", ale coś takiego było dla nas już wówczas nie do pomyślenia!

Święty Paweł pisze:
"Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę" (1 List do Koryntian 6, 12 - tłum. "Biblia Tysiąclecia")
Jeśliby ktoś zapytał, gdzie to "WWJD?" mamy w Biblii, wskazałbym właśnie ten fragment. Choć to pytanie w Biblii nie pada, to fragment ten ma tak naprawdę to samo znaczenie. Biblia zawiera wiele przykazań i wiele słów o tym, co jest dobre, słuszne i podoba się Bogu, a co jest złe i grzeszne, błędne i Bogu się nie podoba. Mamy tu wskazówkę, by nie ograniczać się do "tak - nie" zawartego w przykazaniach i naukach, ale szukać także mądrości u Boga w kwestiach przez Słowo Boże wyraźnie nie określonych. Chodzi o posłuszeństwo Bożym normom (przykazania i nauczanie) i pilnowanie "granic" w naszym postępowaniu, byśmy zawsze zachowywali się tak, jak na Dzieci Boże i uczniów Chrystusa przystało, byśmy sami sobie nie szkodzili, a naszym życiem - a nie tylko słowem, deklaracjami - świadczyli o Jezusie Chrystusie.

Jan Paweł II nie jest w żadnym razie moim autorytetem w wierze, ale kiedyś powiedział takie słowa, które każdy uczeń Pana powinien sobie wziąć do serca: "Musicie od siebie wymagać, choćby inni od Was nie wymagali" (przemówienie  do młodych, Częstochowa 18 czerwca 1983 r.) Sami mamy troszczyć się o siebie i o swoje chrześcijańskie życie - o duchowy wzrost, o "trzymanie pionu" moralnego, o odpowiednią postawę (godną i pokorną!), o to jak reprezentujemy Chrystusa w tym świecie.

6 komentarzy:

  1. Dla mnie ta "zabawa" jest niesmaczna... I tyle. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się. Ja się jeszcze zastanawiam nad jednym wątkiem. Jest to forma inicjacji i ja bym się zastanowił nad związkami tego typu praktyk z... pogaństwem, a w każdym razie myślę, że tego rodzaju form inicjacyjnych nie da się pogodzić z wiarą chrześcijańską. To są jednak pewnego rodzaju obrzędy - w tym wypadku uniżenie (czy wręcz poniżenie) uczniów przed zwierzchnikiem szkoły.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja już pomijam ewentualny seksualny podtekst w tym wszystkim... Ja nie stawiam znaku równości "ksiądz=pedofil", ale niestety, tak to wygląda... A nawet jeśli tak nie jest, to warto zapytać, co o tym powiedziałby niechrześcijanin, jakie dałoby to świadectwo komuś, kto np. w ogóle nie wie nic o chrześcijaństwie... A obawiam się, że świadectwo byłoby co najmniej niezbyt dobre.

    OdpowiedzUsuń
  4. dla mnie to budzi skojarzenia z "falą" która była plagą gdy mieliśmy jeszcze armię z poboru albo z tzw praktyką "amerykanki" (rytuały więzienne - przyjmowanie nowego do społeczności tzw.ludzi (grypsujących))....
    I dlatego uważam tego typu pseudo "zabawy" za coś definitywnie złego, bo zawsze ich celem jest poniżenie uczestników....

    OdpowiedzUsuń
  5. Bo też w zasadzie dokłądnie tym to jest.

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiedziałbym więcej, że poniżanie to za łagodne słowo, użyłbym tu raczej określenia "gnojenie" :(
    A podtekst seksualny też tu widzę - zaglądanie nastolatkom za dekolty

    OdpowiedzUsuń