niedziela, 14 lipca 2013

Sprawa ks. Lemańskiego

Oczy "całej Polski" od mniej więcej tygodnia skierowane są na Jasienicę l. Tłuszcza, na katolicką parafię kierowaną przez ks. Wojciecha Lemańskiego. "Bomba" wybuchła po tym, gdy stanął on w obronie młodej kobiety poczętej metodą in vitro, która postanowiła opuścić Kościół katolicki. Ks. Lemański wypowiada się m.in. na temat regulacji prawnych związanych z in vitro i aborcją: "Fakt, że można kupić alkohol, nie znaczy, że musimy się nim upijać. Gdy prawo pozwala na in vitro czy aborcję, to nie znaczy, że kogokolwiek się do tego zmusza. Wiązanie Kościoła z państwem jest drogą donikąd. Mamy tak głosić Ewangelię, by człowieka do niej przekonać, a nie zmusić. Nie powinno się zamykać połowy miasta, bo Kościół organizuje procesję. Ale policja powinna zapewnić ochronę, żeby jakiś idiota nie wjechał w środek procesji samochodem. Państwo nie powinno nam budować Świątyni Opatrzności, ale mamy prawo domagać się, żeby ktoś nam nie niszczył kościołów czy nie zakłócał nabożeństw" (źródło: Wyborcza.pl) i jest w tej wypowiedzi wiele racji, choć naszym obowiązkiem jest niewątpliwie nazwać aborcję po imieniu: morderstwem z premedytacją. Gdy dyskutowano o kwestii zapłodnienia in vitro z ust duchownych katolickich padało wiele przykrych słów: m.in. o "dodatkowej bruździe", rozpoznawalności dzieci "z probówki"... a pamiętam jeszcze sprzed lat, gdy straszono, że dzieci "z probówki" będą "zombie", "dziećmi diabła". Za te słowa nikt nie przeprosił... 

Ks. Lemański był prawdopodobnie jedynym, który z otwartością i miłością zwrócił się do pani Agnieszki Ziółkowskiej, która poczuła się tak głęboko zraniona słowami duchownych katolickich, że postanowiła wystąpić z Kościoła katolickiego. Czytając ich publiczną korespondencję... Gdybym był uprzedzony do Kościoła katolickiego, być może bym widział tylko księdza próbującego za wszelką cenę zatrzymać kogoś w Kościele, lecz w jego słowach ujrzałem przede wszystkim człowieka, kierującego się troską i miłością. Choć nie bardzo widzę sens pozostawania w Kościele osoby, które deklaruje się jako niewierząca - raczej należałoby podjąć trud ewangelizacji. Przekonania ks. Lemańskiego najwyraźniej rozsierdziły jego zwierzchnika - arcybiskupa Hosera, i zaczęły się próby uciszenia, innymi słowy: wymuszenia na ks. Lemańskim by zamilkł, pozbawienia go prawa do posiadania i wyrażania własnych przekonań. I tu moja myśl: najwyraźniej ksiądz ma być tylko "papugą" powtarzającą wiernie wszystko za własnymi przełożonymi, za własnym Kościołem.

Co do mnie już raz wyraziłem swoje zdanie w kwestii in vitro: "wierzę, że każde życie pochodzi od Boga - tylko Bóg ma prawo do życia powoływać (dlatego nie zgadzam się na "in vitro") i tylko Bóg ma prawo życie odebrać (stąd sprzeciw wobec aborcji i eutanazji). To, co my możemy i powinniśmy, to przyjąć wolę Pana. Wszelkie manipulowanie wokół życia jest przejawem buntu wobec Boga, próbą odebrania z rąk Boga sterów naszego życia. (...) Jeśli Bóg tworzy życie - jeśli stwarza indywidualnie każdego człowieka - to nam, ludziom WARA OD TEGO! Nie wolno nam się wtrącać! To Bóg jest Panem!" i nie zmieniam go" ("Gdy ludzie bawią się w Boga") Co innego jest być przeciwko in vitro, a co innego jest poniżać i stygmatyzować ludzi, którzy się na skutek zastosowania tej metody urodzili. Podejrzewam, że w tej kwestii ks. Lemański by się za mną zgodził - bo nie znajduję żadnej wypowiedzi, w której by się opowiedział za in vitro, w której by pochwalił tą metodę jako dobrą i skuteczną. W zasadzie nie mówi czego innego niż jego Kościół w kwestiach moralnych, a jedynie mówi o pozostawieniu ludziom prawa do wyboru.

Gdybyż tylko poprzestał on na tym! Jednak przy okazji sprawy in vitro Polska dowiedziała się, że konflikt pomiędzy nim, a jego władzą zwierzchnią narastał od dawna. Ks. Lemański nagle stał się bohaterem mediów i ewidentnie stracił kontrolę nad swoim działaniem, posuwając się zdecydowanie za daleko. Gdy zaczął opowiadać o rozmowie pomiędzy nim a arcybiskupem Hoserem na temat relacji z żydami i czy należy on czy nie do Narodu Wybranego i czy jest obrzezany, sprawa zrobiła się zdecydowanie niesmaczna - z tego głównie powodu, że zapomniał on o fundamentalnej biblijnej zasadzie: "Niech nie występuje jeden tylko świadek przeciwko komukolwiek w sprawie wszelkiego przewinienia i grzechu, jakie tamten popełnił. Na podstawie zeznania dwóch świadków lub na podstawie zeznania trzech świadków rozstrzygnie się sprawę" (5. Mojżeszowa 19, 15). Jego słowa są tylko jego słowami, bo nie stanęli żadni świadkowie, ani nie przedstawił żadnych dowodów, które by potwierdzały, że faktycznie taka rozmowa się odbyła i tak przebiegała. Oskarżenie - a padło poważne oskarżenie o antysemityzm arcybiskupa Hosera (któremu przeczy fakt, że uczestniczył on w uroczystościach katolicko - żydowskich) - nie powinno w ogóle być sformułowane, a tym bardziej nie wolno go było upubliczniać, bez świadków lub dowodów. I tu jest ewidentna wina ks. Lemańskiego - i za to powinien przeprosić. Albo przedstawić świadków i / lub dowody, że słowa jego są zgodne z prawdą - w takim wypadku przepraszać powinien arcybiskup.

Czy to chwila popularności sprawiła, że stracił nad sobą kontrolę? Bo nie ma niczego - a w każdym razie bardzo niewiele rzeczy - co tak bardzo niszczy człowieka jak właśnie zainteresowanie mediów, "własne "pięć minut", które chciałoby się przedłużyć. Z drugiej zaś strony za dobrze znam "świat mediów", by nie wiedzieć jak one funkcjonują. Bardzo często "temat", który można dobrze sprzedać jest ważniejszy niż prawda i przyzwoitość, a nawet niż człowiek. Nie zdziwiłbym się wcale, gdybym się dowiedział, że to dziennikarze umiejętnie "podkręcili" ks. Lemańskiego, by powiedział coś, co wywoła wielki skandal - który będzie można pokazywać przez kolejne dni i... zarabiać. Uważam, że mógł on się stać ofiarą własnej "medialności". Ale jest jeszcze jeden istotny element...

Współczuję ks. Lemańskiemu, gdyż od chwili, gdy nie uległ naciskom arcybiskupa Hosera stał się obiektem ataku ze strony "dobrych katolików" i katolickich mediów. W wielu wypowiedziach został po prostu opluty - potępiono "ataki medialne" na arcybiskupa, równocześnie znacznie gorzej odnosząc się do ks. Lemańskiego. Najdalej posunęła się redakcja "Gościa Niedzielnego", sugerując współpracę ks. Lemańskiego z byłymi esbekami, mordercami ks. Popiełuszki i Ruchem Palikota:


Muszę przyznać, że takie postępowanie napełnia mnie najgłębszą odrazą - bo tak nie postępuje się z człowiekiem, nawet jeśli coś zrobił źle, jeśli w czymś uchybił, zawinił. Pomówienia nigdy nie powinny być orężem w walce ludzi, którzy mówią: "moim Panem jest Jezus" - jeśli się nim stają, taka postawa jest daleka od chrześcijańskiej. I nie mówię w tym momencie tylko o sprawie ks. Lemańskiego. Nie mówię tylko o wojence katolicko - katolickiej, której staliśmy się świadkami. Myślę, że podobne problemy i podobne zachowania możemy spotkać także wśród protestantów. Jeśli zaczynamy ze sobą walczyć - i to według zasady "wszystkie chwyty dozwolone" - to jakże możemy być świadkami Chrystusa wobec świata? Czy opluwając siebie nawzajem - mówiąc równocześnie o Jezusie i nawołując do wzajemnej miłości - nie stajemy się hipokrytami? Czy oskarżając się i opluwając przekonamy kogokolwiek do realności tego, w co wierzymy? Jaka jest wiarygodność katolickiej gazety, która opluwa i poniża katolickiego księdza?

Jestem szczęśliwy, że to w gruncie rzeczy "nie moja sprawa". Jestem szczęśliwy, że nie jestem w Kościele, który tak dramatycznie ogranicza wolność osobistą - w którym, gdy zaczynasz niezależnie myśleć i (o zgrozo!) napominać innych i swoich przełożonych, jesteś pacyfikowany za to, co myślisz i co mówisz. Jestem szczęśliwy, że Kościół, w którym jestem, szanuje wolność człowieka i że jedynym ograniczeniem, jedyną nieprzekraczalną linią jest Słowo Boże. Nie żyjemy w tym Kościele bez problemów i bez konfliktów, lecz cieszę się, że jestem wolny! Nie muszę się przejmować ani ks. Lemańskim ani arcybiskupem Hoserem, lecz boli mnie, gdy ludzie - zwłaszcza mówiący wiele o Jezusie - robią złe rzeczy. Martwi mnie też, że to, co się dzieje złego w Kościele katolickim, w jakiś sposób odbija się na całym chrześcijaństwie w Polsce, bo znaczna część Polaków nie dostrzega wcale, że pomiędzy słowami "chrześcijanin" a "katolik" nie ma znaku równości...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz